Do prowincji Hebei udalem się w pierwszej dekadzie pazdziernika, kiedy to w Chinach swietuja rocznice "rewolucji pazdziernikowej", która przytrafila się w 1949 roku nie w listopadzie a wlasnie w pazdzierniku. Obchodzi się hucznie, zycie zamiera, tak jak w Polsce na Boze Narodzenie mieszkancy miast, studenci, zolnierze aktywnie podruzuja, by spotkac się z bliskimi w rodzinnej wiosce. Prze te 10 dni dowiedzialem się o Chinach wiecej niż przez miesiace spedzone w Pekinie. Zobaczylem, ze mimo postepu Chiny sa jeszcze daleko od opiewanego już dzis sukcesu.

Odwiedzilem dwa powiaty wojewodztwa Can Zhou. Kilka malych i duzych wiosek. Zwiedzilem 7 kosciolow i katedre. Spotkalem wiele zakonnic i kaplanow. Miałem nawet krotka audiencje u Biskupa Jozefa Li. Przewertowalem cala dostepna literature na temat historii i codziennosci diecezji Xian Xian dawniej zwanej Xi Li.

Sprobowalem kilku egzotycznych potraw takich jak pieczone wazki i jedwabniki. Sprobowalem nasladowac Chinczykow jedzac slimaki przy pomocy wykalaczki. Czestowano mnie również popularnym w prowincji miesem z osla, którego smaku jednak nie znam.

Miasteczka Xian Xian i He Jiang maja dosc mily wyglad. Na ulicach zadziwia ogromna ilosc "maluchow" na 3 kolkach, podobnie wygladaja miniaturowe ciezarowki i traktory. Kompletny balagan i brak regul wszelkich choc trafiaja się milicjanci ale sa bezradni.

Każdy dzien ktos z moich drogich gospodarzy siadal w mojej obecnosci za kolko pijany. Mam wiec mnostwo wrazen i spostrzezen. Porownujac z Pekinem prowincja jest duzo bardziej malownicza, swojska ale tez nadal po sowiecku prostacka i uboga.

Wiesniacy klepia biede na swoich 6 hektarowych poletkach. Osly i malusienkie 3 kolowe traktory to glowny sprzet rolniczy jaki maja procz rak. Musialem skorygowac zrobione napredce spostrzezenia o obyczajach i kulturze. Owszem historia Chin jest tak stara jak Egiptu jeśli nie starsza lecz podobnie jak Arabowie i Chinczycy przezyli gleboka stagnacje swojej kultury i bez inspiracji z Europy nie sa w stanie niczym wspolczesnym procz folkloru i zabytkow zadziwic. Również komunizm z ludzka twarza, o którym się tyle mowi w prowincji z trudem te twarz zachowuje i ludzie bez leku otwarcie mowia o strasznej korupcji i zepsuciu partyjnych ludzi. Panowie Policjanci i Panowie Komunisci milo sobie spedzaja czas w towarzystwie najbogatszych miasteczkowych biznesmenow...sa nadal dobrze widzianymi goscmi na wszelkich popijawkach. Co przykre miejscowi kaplani nie krepuja się takich znajomosci i wieczornych "nikodemowych" spotkan.

1. Ho Jiang

W miateczku Ho Jia wedla starych dokumentow chrzescijanie pojawili się jeszcze w czasach nestorianskich tzn 300 lat wczesniej niż w Polsce. Widac wiara puscila silne korzeni, bo choc misjonarze z Persji znikneli i przez okolice przewinela się buddyjaska fala to jednak, gdy pierwsi franciszkanie zawitali w tych okolicach to jeden z biskupow rezydowal wlasnie w tej okolicy. Również slynny Matteo Ricci pracowal jakis czas w tym miescie. Pod koniec 19 wieku w Ho Jia mieszkalo 9 tysiecy katolikow tzn. wiekszosc mieszkancow. Dzisiaj na Msze sw. uczeszcza około 300 osob. Taka skromna liczba w 70 tysiecznym miasteczku bierze się stad, ze nie ma kosciola z prawdziwego zdarzenia. Był niegdys ogromny lecz w trakcie Powstania Bokserow zostal zrujnowany i nie udalo się go odbudowac. Wladze zwrocily niedawno kompleks klasztornych pojezuickich budynkow, w których w czasach japonskich rezydowalo seminarium i kilku kaplanow nawet jacys klerycy zgineli tu meczensko.

Msza sw. odprawiana jest w auli jednego z budynkow seminaryjnych na 2 gim pietrze. Ksiadz Zhao, mlody kaplan, zdaje się 2 lata po swieceniach, przyznal mi się ze obawia się tlumow na Mszy swietej, bo sufit może się zawalic. Jego parafianie sa bardzo ofiarni i znani z ofiarnosci w calej diecezji. Wlasnie stad pochodzi klan biznesmenow katolikow produkujacych czesci zamienne do samochodow. Mój gospodarz, u którego zatrzymalem się na kilka dni to kuzyn mego doktora, czlonek klanu. Duze pieniadze zrobil handlujac z Moskwa i wlasnie za kilka dni miał się do Rosji udac. Duzo zadawal mi pytan, nie potrafilem jednak fachowo odpowiedziec, samochody to nie mój zywiol.

Co ciekawe, kaplani w diecezji Xian Xian, nie maja samochodow, jezdza sobie na motocyklach lub sa wozeni przez parafian. Gdy zapytalem dlaczego odpowiedz była rozbrajajaca:"ksieza w Chinach sa biedni". Nie moglem pojac jak to jest, kaplan z najbogatszej parafii w diecezji chodzi pieszo...okazuje się, ze wszelkie dochody kaplani odprowadzaja poslusznie do kurii skad otrzymuja zaplate, wszyscy jednakowa i ci co w miatach i ci co na wsi, bez względu na majetnosc, ilosc czy ofiarnosc parafian.

Pan Bo Hun, mój gospodarz, wystaral się w diecezji, by na czas mojego pobytu u niego w domu zamieszkal również mlody wykladowca z nizszego seminarium. Kilku wychowankow tego Seminarium zakonczylo studia na Filipinach w Manili, gdzie jezykiem wykladowym był angielski, miałem wiec do dyspozycji fachowego adiutanta, który nie tylko tlumaczyl ale i fachowo objasnial cokolwiek z zycia diecezji chcialem się dowiedziec.

2. Xi Cun

Pierwszego Pazdziernika w drugi dzien pobytu, ks. Zhao zaproponowal bym wyglosil kazanie. Zgodzilem się chetnie, bo to pierwsza okazja od kilku miesiecy, by obcowac z zywym audytorium koscielnym. Sluchaczy miałem bardzo wdziecznych i temat był najlepszy z możliwych: swieta Tereska, patronka misji.

Probe generalna przed wieczornym kazaniem w Ho Jiang miałem z rana we wiosce Xi Cun. Kosciolek wlasnej roboty, taki sobie wioskowy chinski, miniaturowy pseudoneogotyk. Kosciol a raczej kaplica troche wyzszy od zwyklych wiejskich zabudowan, wieza może 6 może 8 metrow. 30 delikatnych drewnianych laweczek po 15 z prawa i z lewa. Kazda lawka 4 osobowa. Kosciolek może zmiescic ponad 100 osob. Tylu jest katolikow we wsi. Na Mszy sw., jednak było 40 osob. Chyba dobry urodzaj sprawil, ze czesc ludzi mimo swiat poszla na pole. Glownie uprawia się tutaj trzcine cukrowa, groch i kukurydze. Sterty kukurydzy widzialem wszedzie: na dachach domostw, na podworkach, na drodze.

Moja obecnosc, bardziej niż slowa, wzbudzily pewna sensacje. Wiesniacy po Mszy sw., zebrali się wokół mnie zadajac proste pytania ile mam lat i skad jestem. Dwie rodziny zaprosily do domu do siebie, jeden pan chcial koniecznie, bym odwiedzil jego bar po drodze do Ho Jiang, chcial poczestowac swoimi kluskami "Pen Men". Gdy to powiedzial cala publika wybuchnela smiechem.

Do pierwszego domu poszlismy we trojke: ja, ksiadz Zhao i wykladowca Jozef. Dowiedzialem się, ze kobieta która nas zaprosila jest mama diecezjalnego kurialisty i mlodej zakonnicy, która tragicznie zmarla. Na twarzy tej biednej, zasuszonej jak mumia kobiety wyryty był bol, jej rece mowily za siebie, ona nigdy nie proznowala, cale zycie ofiarowala dzieciom, pozostala jedna cora, która z mezem wjechala do Pekinu i teraz wlasnie spedza w domu swieta z dziecmi. Zamienilem kilka slow z jej mezem, który dosc plynnie mowil po angielsku. Okazalo się, ze mieszkaja tak jak ja w Poludniowej czesci Pekinu. Poczestowano mnie paczkowanym slonecznikiem. Wizyta trwala niecalych 10 minut ale ksiadz Zhao twierdzil, ze tego dosc, by mamie kaplana i zakonnicy było milo. Podobne kurtuazje mialy miejsce w dosc bogatym domostwie parafialnego starosty.

Mezczyzna, który nas przywiozl na Msze sw., czarnym BMW zabral nas z powrotem w towarzystwie starosty do Ho Jiang, tam w restauracji starosta zafundowal nam sowity obiad... wtedy to poznalem smak pieczonych tlustych jedwabnikow.

3. Xi Xing Zhuang

Kosciolek w Xi Xing Zhuang bardzo podobny do kosciola w Xi Cun, czy tez w rodzinnej wiosce ks. Zhao Da Lu Dao. Ciekawostka jest wielka ilosc figurek Serca Pana Jezusa i sw. Jozefa. Spotykalem je wszedzie na przemian lub wspolnie z figurka MB Lurdzkiej lub Karmelickiej-Szkaplerznej. Wszelkie tego typu wizerunki nadal maja europejskie twarze choc niewatpliwie wykonane były przez miejscowych chinskich tworcow.

We wsi Xi Xing Zhuang ksiadz bywa raz na miesiac. Tym razem mmiala tu być Msza sw. rocznicowa. Modlilismy się za zmarlego rok temu ojca wielodzietnej 16 osobowej rodziny.

Pojechalismy o 5 wieczorem wiec spodziewalem się, ze Msza sw., będzie o szostej. Zamiast jednak do kosciola udalismy się najpierw do domu zmarlego, by... przezyc stype.

Tutaj najbardziej zaszokowalo mnie traktowanie kobiet. Bez sprzeciwu uslugiwaly nam mezczyznom i kiedy już pora było isc do kosciola one napredce stojac "dogryzaly resztki" z "panskiego stolu", było mi ich szczerze zal.

Ta rodzina zrobila na mnie mile wrazenie. Mimo ze liczni wcale nie zdawali się biedni, widac wyraznie ze zapracowali swoimi rekami na to co mieli. Procz poletka jakis warsztat naprawczy, samochod i kilka rowerow.

Dwie kobiety z tej rodziny rozpoczynaly spiewac piesni i robily to swietnie. Nie zalowalem im slow pochwaly. Choc było pozno ksiedza poproszono jeszcze do chorego wiec ja skorzystalem z okazji by...polezec. W kazdej zakrystii wiejskiego kosciola zamiat lawek czy krzesel stoja lozka widac dla stroza...

Lezac zauwazylem z trwoga jak na suficie wielkimi oczyma spoglada malutka przyklejona mackami jaszczurka...

4. Xian Xian

Diecezja Xian Xian ma 150 lat, wczesniej stolica była w Xi Li 5 km od hebejskiego Lourdes, o którym jeszcze napisze. Tradycja diecezji jest jej wioskowosc. Wladze chinskie wymogly, by w Hebei biskupi mieszkali w miastach wojewodzkich. Sposrod 10 ciu wojewodztw prowincji, diecezja Xian Xian jest jedyna ktorej centrum miesci się w malym powiatowym miasteczku. Jest to "diecezja matka". W miare jak rosla liczba katolikow w Hebei z terytorium Xian Xian oddzielaly się kolejne Administratury i Wikariaty Apostolskie. Tym niemniej liczba katolikow w Xian Xian ciagle była wysoka. Jednym z fenomenow tej diecezji jest zapewne klasa pracujacych tu misjonarzy. Wystarczy wspomniec nazwisko Taiiarda de Chardin, swiatowej klasy filozofa i antropologa, który wlasnie tutaj spedzil wiele lat swego zycia. Wspoluczestniczyl w tworzeniu Muzeum i Uniwersytetu w pobliskim TianJin. Odkryl 8 szkieletow tzw. "Pekinskiego Czlowieka", co w latach 20-tych zeszlego stulecia spowodowalo niebywala sensacje wśród badaczy ewolucjonistow, szukajacych korzeni pierotnego czlowieka.

W Xian Xian od ponad stu lat dziala nizsze seminarium, które wychowalo setki kaplanow i obecnie ma 70 adeptow. Jak się dowiedzialem wiekszosc z nich studiuje dalej w wyzszym Hebejskim seminariumw Shi Jia Zhuang lub przechodzi do innych diecezji gdzie brak powolan.

W Xian Xian pracowaly zakonnice z Francji, Kanadyjki a nawet z Wegier. Na tej tradycji wyroslo miejscowe liczne w powolania zgromadzenie. Trzeba zaznaczyc, ze wladze chinskie nadal blokuja wszelkie ruchy i kongregacje o rodowodzie zagranicznym, co tu mowic o pracy w kosciele jakichkolwiek obcokrajowcow. Biskup Jozef Li w rozmowie bez skrepowania się przyznal, ze nie jest w stanie prowadzic akcji misyjnej. Jakiekolwiek dzialania charytatywne czy oswiatowe można rozwijac tylko pod szyldem osob prywatnych, kosciol w tym wzgledzie jest ubezwlasnowolniony i dalej niż zakrystia glosic nie wolno.

Tym niemniej koscioly a zwlaszcza katedra i kuria prezentuja się niezle i po raz kolejny byłem swiadkiem fenomenu znanego w PRL:"wladza sobie i my sobie". Im wiecej wladza przeszakadza kosciolowi tym bardziej ludzie prosci a także bogaci katolicy staraja się kosciol wesprzec na wszelkie możliwe sposoby.

W ten lub inny sposób zycie tego wojewodztwa jest "napietnowane" obecnoscia kosciola: sa liczne szpitale gdzie, bez habitow wprawdzie lecz pracuja i to na kierowniczych stanowiskach siostry zakonne. Sa wiejskie szkoly, których budowa i remontami zajmuje się miejscowy proboszcz. Bywa, ze kaplani wlasnie angazuja się w remonty drog, czy budowe studni artezjanskich, przy czym sponsorami w takich wypadkach sa zwykle kaplani czy nawet biskupi z Tajwanu, lub z Filipin, bo po prostu pochodza z tych biednych wiosek.

Kosciolow w diecezji jest 200, kaplanow 100, podobna liczba klerykow w nizszym i wyzszym seminariach (10-ciu z nich zakonczylo studia i pokornie czeka w kolejce na swiecenia!!! Biskup ma dosc kaplanow, wiec zwleka) oraz 300 siostr. Ta dicezja nie potrzebuje misjonarzy ona sama jest gotowa wysylac ksiezy na misje.

Byłem swiadkiem typowej scenki, gdysmy wyjezdzali z miasta na punkcie oplaty za przejazd, ksiadz Zhao w koloratce wyszedl z samochodu, uklonil się usmiechnal, przedstawil kim jest i...bezplatnie odjechal.

5. Powstanie Bokserow

Po piecie dniach gosciny u Pana Bo Huna miałem okazje odwiedzic "Hebejski Lurd". Jest to parafia, w ktorej w latach 70-tych 19 wieku pracowalo dwu jezuitow rodem z Lourdes i postanowili oni tam urzadzic miejsce dla modlitwy na podobienstwo ojczystego sanktuarium. Miasteczko gdzie sto lat temu w czasie tzw. "Powstania Bokserow", które mialo na celu wypedzic Europejczykow z kraju, glownym celem atakow stali się bezbronni misjonarze i swiezo nawroceni Chinczycy.

Do prowincjalnego hebejskiego Lurd ucieklo wtedy 2000 katolickich wiesniakow z roznych okolic i 4 kaplanow. Wedle wielu swiadectw pobyt w Lourdes ocalil im zycie. Wiesniakom Jezuici wykupili 7.000 hektarow ziemi, stworzyli osade wokół sanktuarium i nazwa Lurd od tej pory jest oficjalna nazwa wioski obok miasteczka Fangeda.

6. "Lading Misa"

Zabral mnie tam doktor Fan, bo pierwszy tydzien Padziernika to w Chinach czas kiedy w rocznice zwyciestwa Mao Zhe Dunga w 1949 roku, na tydzien zamiera zycie...Panstwowe instytucje w tym również apteki (przy aptekach zwykle sa punkty akupunktury i chinskiej medycyny). Przez ten dni miał mnie leczyc u siebie w rodzinnym domu.

Tam byłem rowniez na Wigilie Uroczystosci MB Rozancowej i w sama Uroczystosc. Wiesniacy w ciagu dnia krzataja się na polu glownie zbiera się tu bawelne, kukurydze i trzcine cukrowa. Totez Msza sw. zwykle rozpoczyna się zaraz po rozancu około 19.30. Jest nadal upalnie od 20 tu do 30 stopni nawet wieczorem, była piekna pelnia ksiezyca i miejscowy proboszcz poprosil mnie odprawic wieczorna "Lading Misa"(taka wymawiaja z chinska) dla parafian w Fangeda (kosciol wielkosci katedry na 1000 siedzacych osob), sam udal się odprawiac bardziej uroczyste nabozenstwo do pobliskiej osady Lourdes gdzie jest grota i kaplica na 500 siedzacych miejsc, 12 miejscowych siostr Chinek i prowadzony przez nie dom starcow na 120 miejsc.

Byłem bardzo wzruszony, przez caly dzien studiowalem stary misjonarski mszal z 1922 roku z pomietymi od czestego uzywania stroniczkami. Probowalem sobie wyobrazic jego losy i losy tych co z niego korzystali w latach podziemia.

Z ulga stwierdzilem, ze rytual nie tak mocno odbiega od obecnego jak by się zdawalo. Odszukalem potrzebne prefacje o MB i teksty czytan na tzw. stacje MB Wiekszej. Przygotowano mi mikrofon na "przedsoborowym oltarzu", choc kosciol zbudowany w latach 80-tych i raczej wedle nowych kanonow to stary oltarz z wysokimi trzema swiecami po obu stronach tabernaculum. Takie same jakie pamietam u mnie na wsi z dziecinstwa dokladnie takie same wysokie staly i koscielny chodzil z palka żeby je zapalic luc zagasic.

Pewnie narobilem wiele liturgicznych naduzyc ale ponoc w takich sytuacjach "Ecclesia supplet". Miałem treme dokladnie taka sama jak w dzien prymicji.

W zwykly dzien nie bedac specjalnie uprzedzeni na lacinska msze sw... przybieglo około 300 wiesniakow i wielu z nich zwlaszcza stare kobiety i dzieci, potem podchodzilo proszac o indywidualne blogoslawienstwo. Czulem, ze dla niektórych z nich moja obrosnieta twarz kojarzy się jakos z jezuitami spotkanymi w dziecinstwie, o których zachowali tylko dobre wspomnienia.

7. Egzamin z laciny

Trzeba zaznaczyc, ze w wielu kosciolach Pekinu a także na prowincji starsze pokolenie ksiezy Chinczykow do dzis odprawia chetnie po lacinie. Zdarzylo mi się z takim jednym starcem ojcem Fengiem z Xian Xian zamienic kilka slow na lamanej lacinie, bo innych obcych jezykow zdaje się nie znal. Spedzil on jak wielu kolegow w czasach "rewolucji kulturalnej" kilkanascie lat w wiezieniu i obecnie ma 92 lata... troszke mi przypominal naszego bialostockiego ojca Paszkiewicza. Pozegnalismy się slowami "oremus invicem".

8. Grota Lurd

Do wioski Lurd udawalem się w przeciagu 3 dni kilkakroc. Pierwszy raz przypadkowo. Doktor podobnie jak wczesniej ksiadz z Ho Jiang zaprosil mnie na "mogily przodkow". W drodze na pole ujrzalem sylwetke jeszcze jednego kosciola. Byłem zdziwiony, ze na przestrzeni 2 kilometrow stoja sobie az dwa koscioly.

Najpierw jednak trzeba było wykonac obowiaze względem gospodarza. Poswiecilem 6 kopcow posrod pola przypominajacych raczej mrowisko niż grobowiec. Widzialem już jednak wczesniej takie cmentarzyska wiec nie dziwilem się niczemu. Tym razem bezblednie odmowilem lacinski Angelus a nawet zaspiewalem ku radosci i wdziecznosci wiesniakow Salve Regina.

W drodze powrotnej odwiedzilismy "sanktuarium". Kosciol nizszy i skromniejszy niż w Fangeda a jednak wazniejszy, bo tutaj latami odbywaja się pielgrzymki diecezjalne, przychodzi tu na majowe swieta do 10 tys ludzi z calych Chin, nawet z Harbina, Hong Konga i z Pekinu. Jest duza, troche niezdarna, widac wykonana miejscowymi silami grota, niezwykle jest ogrodzenie: na postumentach miedzy którymi wisi azurowy metalowy plot stoja sobie wysokie 3 metrowe biale posagi 12-tu apostolow i czterech patronow misji: Franciszek Ksawery, Ignacy Lojola, sw. Tereska i Matteo Ricci.

9. Klinika Lurd

Do kliniki udalismy się innym razem z doktorem i dwojka dzieci. Nie uprzedzalismy nikogo wiec siostry były troszke zaskoczone. Pokazaly nam jednak teren a nawet ugoscily smacznymi jablkami. Siostr jak apostolow w klinice 12 pacjentow ponad sto. Wewnatrz szpitala zlozonego z kilku korpusow kaplica na sto miejsc siedzacych. Klinika atmosfera przypominala mi szpitalik z Da lu Dao tyle ze wieksze pomieszczenie i duzo siostr, tym niemniej bardzo skromnie.

Moglem odwiedzic dwie sale, gdzie widzialem staruszki w wieku ponad 90 lat obloznie chore. Jedna z nich iala ropiejajce prawe oko. Gdy siostra wyjasnila jej, ze jestem ksiedzem przytulila się do mojej dloni i nie chciala wypuscic z rak... Szczerze pomodlilem się o zdrowie dla niej.

Jak wspomnialem siostry były zaskoczone, nienawykle by ich odwiedzali obcokrajowcy, może nawet strapione bieda jaka "musialy" obnazyc, tym niemniej zegnalismy się jak krewni.

Wracajac w pol drogi do Fangeda zajrzelismy do krewnych doktora. Domek z gliny i z cegly, podloga a wlasciwie klepisko, nietynkowany sufit, można było dostrzec surowe, krzywe belki i slome. Meble, żadne, polka na miski, gliniana beczka z woda i telewizor. Zima musi tu być niesamowicie chlodno pomyslalem i wzialem na rece malego, pachnecego moczem brzdaca...

Konkluzje

Wbrew moim pierwszym nadziejom, może dlatego ze to były swieta, zobaczylem duzo pijanych twarzy, mezczyzn i kobiety palacych bez przerwy tak w domu jak i na ulicy. Nie widzialem już wiecej czysciutkich pekinskich autobusow, musialem przywyknac ze ludzie pala i po chamsku wrzeszcza w zaswinionych autobusach. Skrecalo mnie w srodku od bezustannego harkania, plucia i glosnego puszczania bakow.

W barach ludzie biedni i bogaci zachowuja się podobnie, rzucaja wszelkie smieci na stol i na podloge, rozlewaja piwo nie patrzac czy trafia w otwor. Kompletna degeneracja. Ujrzalem jak kobiety na wsi czekaja kiedy mezczyzni się najedza i tylko potem stojac pospiesznie dojadaja po nich pozostale resztki. Ujrzalem zaplute, smierdzace i latami nie myte klatki schodowe. Toalety zatopione w wodzie i moczu. Mnowstwo nieprzyjemnych scenek.

Ktos powie: same minusy. Odpowiem jednak: podobnie jak w Rosji, wszelkie niedostatki Hebei przycmila dobroc ludzi, serdecznosc a także i co najwazniejsze ich szacunek do wiary, szczere oddanie dla kosciola i kaplanow. Owszem wszystkie inne tak liczne wrazenia i spostrzezenia z zycia codziennego przycmila przygoda w chinskim Lourdes. Pomimo licznych obaw, ze sobie nie poradze w drodze, ze będzie mi ciezko bom ciagle chory, wlasnie w Lourdes poczulem się lepiej i o chorobach zapomnialem zupelnie



Ks. Jarosław Wiśniewski

Ho Jiang - Xian Xian - Fangeda, 23 pazdziernika 2006

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com