Pielgrzymka z Rygi do Aglony



W Seminarium nazywano mnie Lotyszem a jednak kraj znalem tylko z ksiazek sredniego lotu sowieckich pisarzy. Slyszalem, jako kleryk, ze tam wlasnie pod kierunkiem kard. Vaivodsa dzialalo jedyne radzieckie seminarium, które moglo ksztalcic kaplanow dla innych Republik. Tam uczyli się miedzy innymi kandydaci z Ukrainy. Jednego z nich napotkalem w klasztorze oo. Pijarow. To był kleryk Aleksander Pallotyn, który przyszedl zlozyc kwiaty na grobie bpa Szelazka, dawnego ordynariusza Luckiej Diecezji, z ktorej pochodzil kleryk. Biskup zmarl na wygnaniu krotko po wojnie, nie pozwolono mu pozostac na Wolyniu. Nie pozwolono tez pozostac zalozonemu przez niego zgromadzeniu siostr sw. Teresy. Zapytalem kleryka, czy to prawda, ze w Rydze w Seminarium jest wielu kolaborantow, donosicieli. "U nas taki klasztor, ze nawet jak i sa to szybko uciekna, bo bez powolania nie da się wysiedziec". Taka opinie o lotewskim seminarium wysluchalem z ust swiadka. Był dopiero poczatek pierestrojki, wakacje rok 1987. Kleryk był w Polsce, mogl mowic otwarcie, mimo to podziwialem go za szczerosc i odwage.

1. Z Rostowa do Rygi przez... Taize!

Był rok 1992, 21 lipca otrzymalem nominacje na Rostowskiego proboszcza i tego samego wieczoru nocnym rejsem pociagu worcilem do Moskwy a stamtad przez Wilno i Suwalki do Bialegostoku 25 lipca po raz wtory miałem odwiedzic Taize razem z grupa studentow. Kanclerz biskupi ks. Janek Zaniewicz, prosil bym wracal szybko, bo będę potrzebny na pielgrzymce z Rygi do Aglony.

W tamtych czasach podejmowalem się rzeczy niemozliwych. Chcialem być przez tydzien we Francji i 3 sierpnia czyli niespelna 2 tygodnie po naznaczeniu na proboszcza na Lotwe wrocic. Pielgrzymka i powrot do Rostowa przez Moskwe zajely kolejne 2 tygodnie, znaczy to ze na parafii byłem z powrotem rowno po miesiacu "pozegnalnego urlopu". Kolejny miał być dopiero za 3 lata...

W Bialymstoku byłem spowrotem 3 sierpnia, miałem jeden dzien spoznienia. Nie zmieniajac bagazu i nie odwiedzajac nikogo w Polsce szybko dotarlem do Suwalk i tym razem przez Kowno pociagami potem autobusem dotarlem do Rygi 4 sierpnia po poludniu.

Nie miałem czasu przyjrzec się lotewskiej stolicy, jedynie pamietam pospiech z jakim poszukiwalem dworca kolejowego, by odnalezc stacyjke w miasteczku gdzie pielgrzymi mieli drugi nocleg. Obok niewielkiego kosciolka przy ktorm plebanii nie było dwaj mezczyzni reperowali samochod i niezbyt przejmowali się moim losem gdy się okazalo, ze nocleg jest dosc daleko od miasta. Obiecalem ich wynagrodzic i tylko wtedy remont poszedl w szybszym tempie. Zajechalismy do namiotowiska, gdy było już ciemno.

Odnalazlem przewodnika, który skakal z radosci, bo mu byłem naprawde potrzebny. Nocowalem w namiocie franciszkanina, który tylko na 2 dni zagoscil i rankiem miał wracac do Rygi, nastapila zmiana warty. Dzieki mojemu przybyciu 200 osobowa grupa moskiewska miala znowu 3 ksiezy.

2. Spowiednik - honorowy gość

Dostalem znaczek z napisem "honorowy gosc", nie znalem rosyjskiego na tyle by wiedziec co znaczy "poczetnyj". Wiekszosc pielgrzymow miala na znaczkach wypisane imiona a mojego na znaczku nie było, tylko "honorowy", niektorzy podsmiewali się z mojego tytulu.

Przewodnik wyznaczyl mnie spowiednikiem grupy wiec trzymalem się zawsze na koncu. Malo znalem uczestnikow pielgrzymki wiec byłem cichy i pokorny. Powoli przywykalem do rosyjskich piesni z repertuaru slowackiej grupy ewangelizacyjnej chlopca o imieniu Ladsko, który jako swiecka osoba wpieral ksiedza Jozefa Gunczage, a gdy tego przeniesiono do Kamyszyna nad Wolga samotnie w Moskwie jakis czas pozostal. To była dobra robota. W tym czasie duzo mlodziezy garnelo się do kosciola sw. Ludwika, czesc z nich rozbiegla się po roznych zakonach, czesc odeszla czesc, już dorosli chodzi do kosciola do dzisiaj.

3. Ks. Janek

Ksiedza Janka spotkalem raz krociutko w Indurze jako kleryk, bo wlasnie z tamtych okolic pochodzil. Nie spodziewalem się, ze może mieć talent do mlodziezy, tyle smialosci i humoru. Wszystko co robil było odpowiedzialne, madre i piekne. Zasmucil mnie tylko w przedostatni dzien, kiedy to zagladajac do mego namiotu zapytal czy bym się czegos nie napil, pachlo od niego alkoholem wiec niewatpliwie miał na mysli nocna zabawe.

Widocznie był na tyle wykonczony wedrowka, ze powoli tracil kontrole nad soba i musial to jakos odreagowac.

Pod tym względem pielgrzymka szwankowala. Mlodziez pielgrzymkowa palila bez skrepowania, w namiotach zdarzala się koedukacja. Za takie rzeczy z pielgrzymki w Polsce wyrzucono by bez slowa, tutaj poblazano a ja się tylko przygladalem, bo miałem w pamieci rostowska parafie w ktorej mlodziezy może 2 osoby a tutaj 200, tego było dosc by się cieszyc i na niektóre sprawy przymykac oczy.

4. Ks. Wiktor Woronowicz

Ks. Wiktor chudziutki rudy, z dziecieca piegowata twarza, niesmialy. Był w wieku ks. Janka, zdaje się w odroznieniu od niego studiowal w Kownie w litewskim seminarium, bo chyba pochodzil z Wilna, albo z okolic. Jego zachowanie było jeszcze spokojniejsze od mego wiec wspieral przewodnika raczej moralnie i opiekowal się indywidualnie malutka grupka zaufanej mlodziezy znanej mu z moskiewskiej parafii.

5. Siostry

Reszte czarnej roboty robily siostry. Trzymaly na duchu ksiezy i karmily ich, zwlaszcza siostry szensztackie z Kurii.

Przelozona werbistek siostra Wojciechowska, ja zapamietalem najlepiej, bo to ona miala dyzur w zakrystii, gdy po raz pierwszy przybylem do Moskwy i chcialem się spotkac z ks. Biskupem. Zastalem wtedy tylko kanclerza i to ona wlasnie przekazala mnie w jego rece. Nie wiem jak to się dzialo ale pamietam ja ciagle z pomarancza i bananem w dloni, nic innego zdaje się nie jadla. Była z nia jeszcze jedna werbistka, sniada i smieszna Slowaczka.

6. Ks. Józef Świdnicki

Na trzy dni przed koncem wedrowki dolaczyl do nas kaplan po swiecku ubrany, w srednim wieku lysawy, dynamiczny i nad wyraz krytyczny. Glosil nam ekumeniczne konferencje. Wyjasnial sens liturgii prawoslawnej i pod niebo chwalil protestantow. Wszyscy ksieza i siostry dostalismy od niego po uszach, ze trzymamy się kupa, zamiast rozejsc się miedzy mlodzieza i z nimi w drodze i zwlaszcza na postojach "pracowac". Miał swieta racje, ale ja przypuszczam,ze droga była na tyle wyczerpujaca, ze na postojach już sily na prace niebylo tylko na odpoczynek i o to wlasnie dbaly siostry, zebysmy byli gotowi wedrowac w dobrej formie.

Dostalo się tez nam za odprawianie... co to za dziwny obrzadek, pytal się, ze ksieza koncelebruja i jednoczesnie spowiadaja. Rzeczywiscie chetnych do spowiedzi było sporo i przewodnik zarzadzil bysmy z ksiedzem Wiktorem spowiadali także w trakcie kazania... to tak draznilo ksiedza Jozefa, a nas draznilo ze tak pozno dolaczyl i wszystko chcial zmieniac na swoje kopyto.

7. Jezuici

Procz ks. Jozefa konferencje glosili nam klerycy Jezuici. Było ich trzech i obslugiwali procz naszej grupy jeszcze 4 grupy Lotewskie wiec pojawiali się u nas od czasu do czasu ale zawsze to dla mnie było swietne, bo to co mowili było jak balsam na dusze. Nie pamietam co konkretnie a jednak byłem po prostu dumny, ze mamy w Polsce takich mocnych klerykow imiona dwu z nich pamietam do dzisiaj Tadek Lazarz, Krzysztof Karolczuk i...trzeci to diakon z Augustowa. Obiecywali, ze mnie odwiedza w Rostowie i slowo dotrzymali...za rok. Trzymalem się z nimi tak blisko, ze jedno ze zdjec pielgrzymkowych potem wpadlo w rece grupy z akcji powolaniowej i trafilem na ulotke z napisem "zostan jezuita"...w tamtych czasach przezylem fascynacje tym zakonem i temat niejednokrotnie wracal. Wyladowalem nawet na krotko w zakonie po trzech latach lecz nie byli to jezuici tylko konwentualni franciszkanie.

8. Australijczyk

Franciszkaninem był pewien staruszek australijczyk, który kursowal miedzy grupami tak samo jak i jezuici ale na Msze sw. najczesciej trafial do nas i kazania z tlumaczeniem glosil glownie on. Pewnego razu na jednym z noclegow rozbiegla się wiesc po miasteczku namiotowym, ze franciszkanin wyleczyl sparalizowana dziewczynke mieszkajaca w tej wiosce.

9. Francuzi

Kolorytu wedrowce dodawali francuzi z diecezji paryskiej: kilku klerykow i nawet mlody biskup. Zaprosil ich mlody rektor ryskiego seminarium, bo sam studiowal w Brukseli i miał za granica wielu przyjaciol. Nie potrafili z nami obcowac wiec po prostu się usmiechali i bawili publike na postojach roznymi grami z pokazywaniem gestow.

Biskup był w piusce i w sutannie co dla Francuza wysilek niezwykly, było sporo smiechu gdy na jednycm z postojow dziewczeta wciagnely go do kregu ii zmusily by z nimi zatanczyl.

10. Pro Deo et Fratribus

Podobna funkcje pelnila mlodziez z ruchu Pro Deo et Fratribus. Ich wyglad, zwlaszcza siostr w bialych, krotkich habitach, ubarwial grupe. Mnie osobiscie było milo ich znowu zobaczyc, bo to oni byli swiadkami mojej pierwszej mszy swietej w Rostowie. Procz nich był w tej grupie pewien zabawny student Amerykanin, który pewnego razu powiedzial, ze mam twarz podobna do Vianneya.

Innym razem a było to jeszcze w Moskwie, zanim dotarlem do Rostowa, rozbawil mnie iscie amerykanska naiwnoscia. Poproszono mnie wtedy bym odprawil po polsku Msze sw. wieczorna.

Spotkalismy się wtedy pierwszy raz. On modlil się bardzo poboznie a po Mszy sw. podszedl i podziekowal slowami: "nie przypuszczalem, ze jezyk rosyjski jest taki piekny"...nie dementowalem, smialem się tylko w duchu: "tak polski jezyk chwyta za dusze", zwlaszcza gdy się nim poslugujesz za granica.

11. Jakobpils

Polskie jezyk i to bez akcentu uslyszalem w kosciolku w Jakobpils. Pielgrzymka zblizala się ku koncowi i my wkraczalismy na teren parafii tzw. "Polskich inflant", gdzie przewazaja katolicy i wielu ma pochodzenie polskie. To jeden z niewielu noclegow kiedy to namioty były nieprzydatne. Zabrali nas z radoscia do swoich domow na nocleg miejscowi parafianie.

12. Rezekne

Aglona to powiat Rzeczycki, Rezekne po Lotewsku, na kilka kilometrow przez wejsciem do sanktuarium mielismy dluzszy postoj i pewna mama podeszla, by prosić o pierwsza spowiedz dla swoich dwu corek. Jakos nie byłem na to gotowy, zdawalo mi się ze pierwsza spowiedz musi być jakas uroczysta a tu nic tylko puste pole. Upewnilem się tylko, ze znaja katechizm poprosilem, żeby dziewczynka wstala na kolana i ponieważ spuscila glowke i slyszalem ja slabo, ja również na kolana się opuscilem.

Aglona za rok miala goscic papieza i widac było wszedzie buldozery dzwigi i betonowe kloce, z których konstruowano nowe podium i schody. Cale terytorium, kilka hektarow były zniwelowane jak na pustyni ani jednej trawki. Stary plot zawalony i nowe dekoracyjne slupy powiekszaly teren koscielny dwu a może i trzykrotnie. Rektor seminarium, gdysmy sobie ucieli gawedke przyznal się, ze chca stylizowac teren tak by przypominal Fatime.

Bialy potezny barokowy budynek robil na mnie wrazenie i bez tych wszystkich robot. Z prawej strony swiatyni budynki klasztorne. Ponoc było tam niegdys nizsze seminarium. To była fundacja dominikanow albo paulinow. Dobrze nie pamietam, bialych habitow było bardzo wielu. Zakonczenie pielgrzymki mialo być pompatyczne, czekano prezydenta i wielu biskupow. To miala być repetycja przed przyjazdem Pontyfika. W pewnym momencie jakas grupka tutejszych wiesniakow przechodzila obok metalowej konstrukcji na która mocowano potezne glosniki. Grupka przeszla i na moich oczach wieza zakolebala się i miekko, powoli zaczela plynac w strone przechodniu padajac u piet pewnej staruszki i nic jej zlego nie czyniac. Pamietam jak padla na kolana patrzac a strone kosciola i glosno po lotewsku dziekujac Matce Bozej za cudownie ocalone zycie. Jestem zywym swiadkiem tego cudu i nie watpie, ze moglo ja na smierc zmiazdzyc gdyby padalo z gruchote, szybko. To padniecie było jakies dziwne ja sam nie wiedzialem jak się zachowac, z przerazenia zamarly mi usta...

13. Papieskie słowa

Wracalismy zwyklym pociagiem wagonami 2 klasy z Rezekne do Moskwy. 16 sierpnia byliśmy już na miejscu.

Zatrzymalem się w Kurii na Fersmana, doczekalem się ks. Biskupa, który dal mi na droge 4 tys rubli i cala paczke rozancow. Towarzyszyl mi kleryk z Irlandii. To było bardzo gorace lato.

Biskup pielgrzymke poznal ze zdjec i za pare dni miał być w Watykanie. Ks. Janek potwierdzil telefonicznie, ze papiez zdjecia ogladal bardzo chetnie i ze najbardziej do gustu przypadla mu scena pierwszej spowiedzi, zapytal ponoc nawet co to za kaplan,"jakis Lotysz z Bialegostoku" burknal Biskup bo wiecej o mnie nie potrafil powiedziec, dopiero podejmowalem prace w jego diecezji. "Te zdjecie jest jak symbol Rosji, która upadla na kolana i upokorzyla przed Bogiem", miał rzec Ojciec Swiety. Biskup był zadowolony takim komentarzem i kanclerzowi papieskie slowa przekazal. Te slowa dotarly tez do mamy dziewczynek i ona była bardzo dumna.

Memento

Nie pamietam ich imion, zdaje się Wiera i Nadiezda. Mama Natalia z zawodu przedszkolanka. Korespondowala ze mna po pielgrzymce i kibicowala we wszystkich sprawach, nawet posylala mi rozne wersje kosciolow jakie wedle jej opinii powinienem był przedstawic architektom jako możliwy wyglad kosciola w Rostowie. Goscila chetnie moich parafian i ja bywalem u niej czestym gosciem.

Po 7 latach mimo mlodego wieku i ogromnej energii miala na zawsze opuscic ten swiat, a na pogrzebie zamiast katolickiego ksiedza był prawoslawny pop i siostry szensztadzkie, które mi również o tym opowiadaly przez telefon gdy byłem już na Sachalinie i w tych zdarzeniach nie moglem uczestniczyc. Ze slow siostry zrozumialem, ze dziewczeta nie podzielaly koscielnej pasji mamy i mimo jej ogromnych staran prowadza zycie bardzo swieckie. Byłem u nich w domu na Nowy Rok przed odejsciem Natalii. Miala tyle planow. Podjela studia doktoranckie zdaje się z psychologii. Jeszcze na miesiac przed smiercia oprowadzala moje dzieciaki udajace się do Hiszpanii na pielgzrymke do Santiago i była pelna zycia...

W moim odczuciu nieomylny papiez troszeczke nie miał racji... to nie jej corki a ona sama w moim odczuciu jest najlepszym symbolem Rosji, która tak bardzo chce pasc na kolana lecz nie wie przed jakim Bogiem. W jej wypadku to były ksiazki, które kochala i nauka...do religii dotarla troszke ze spoznieniem i przyznawala się naiwnie, ze nie bardzo rozumie o co tu chodzi ale się czuje komfortowo wśród ludzi wierzacych i ze nasza wiara ja bardzo grzeje. Czasami brala w rece jakas ksiazke i mowila, te kupie, bo jest ciepla!

Jeszcze jedna postac z tej pielgrzymki na zawsze zapadla mi w pamieci. Wspomniany Tadek Lazarz Jezuita, spoznione powolanie, z zawodu kolejarz. Miał jakies spowolniony ale zdecydowany sposób mowienia i stanowczy "wypocony"usmiech. Jak bardzo nie meczyla go droga zadnego innego grymasu nie widzialem na jego ustach. Byłem mu bardzo wdzieczny, ze jeszcze 2 lata po pielgrzymce już jako kaplan przyjechal do mnie do Rostowa i swoje sekundycje odprawil wlasnie tam w drewnianej kapliczce a potem w kosciele w Nowoczerkassku i w Taganrogu. To był wielki dar dla tych mlodych wspolnot.

O jego smierci dowiedzialem się z gazet... jeden z artykuloww "Poslancu Serca Jezusowego" miał tytul "sztuka umierania"... ponoc do konca się usmiechal, choc mu rak zjadal kregoslup i to musialo bolec. Umarl na skutek raka, choroby sprowokowanej promieniowaniem, ktorej nabawil się w Chmielnickim na Ukrainie gdzie jako kaplan niespelna 2 lata pracowal.



Ks. Jaroslaw Wisniewski

Pekin, 24 pazdziernik 2006

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com