Przedziwne Niemcy



Kiedys na Ukrainie probowalem zawstydzac parafian, ktorzy zgodnie z sowiecka propaganda nienawidza wszystkich Niemcow pod rzad nazywajac w myslach faszystami.

Tlumaczylem im, ze to nasi bracia w wierze, i ze za swoje grzechy a dokladniej grzechy rodzicow, czy jeszcze dokladniej grzechy politykow niemieckich oni juz wielokroc zaplacili. Mowilem, ze patrzac z polskiego podworka nadchodzi kolej, by moralne i materialne szkody wyrownali politycy sowieccy a dokladniej ich sukcesorzy w Moskwie, bo kraje Baltyckie, Finlandia czy Polska maja na II wojne swiatowa swój wlasny poglad i winia w tej samej mierze Moskwe co i Berlin.

Widac wyraznie, ze zombowani propaganda ludzie za wschodnia granica do dzis nie sa gotowi sluchac prawdy o przestepstwach Armii Czerwonej...mamy powody, by procz przestepstw pamietac tez niemieckie dobrodziejstwa.

Dla Polski Niemcy byli przez wieki konkurentami i sprzymierzencami na przemian. Niemcami było wielu misjonarzy w tym paru swietych, którzy dzialali na rzecz misji w Polsce w tym sw. Bruno z Kwefurtu, czy sw. Jadwiga Slaska! Wielu z nich było zwyklymi obywatelami, mama wielkiego Kopernika i jej brat Lukasz Watzenrode, biskup Warminski, to bezsporni Niemcy wedle krwi lecz Polscy obywatele. Podobnie wielki Szopen, nazwisko nie da sklamac, przodkowie po linii ojcowskiej z Lotaryngii Francuskiej a jednak sa to Francuzi niemieckojezyczni!!! Luteraninem i polskim patriota jednoczesnie, był obronca Woli general Sowinski.

Obecnie mamy jeszcze jeden wazny argument, by polubic Niemcy. Przyjaciel Jana Pawla II kardynal Ratzinger stal się jego nastepca i jako Benedykt 16 zasluguje na szacunek i milosc mimo, ze w mlodosci zagnano go do niemieckiego wojska... Kto wie może nawet kilka razy wystrzelil na tej wojnie wkogos z naszych przodkow...

1. Ewangelicka parafia w Rypinie

Kiedy w dziecinstwie podrozowalem z mama na wies do babci, mijalismy często piekna neogotycka swiatynie luteranska w Rypinie. Mama mowila wtedy:" Niemiecki Kosciol", albo "Luteranski", na zmiane. Tak mi się zabilo w glowie, ze Niemcy to Luteranie i ze ich Bog to Marcin Luter. Potrzeba było sporo czasu, żeby sobie na nowo i w sposób adekwatny poukladac w glowie. Bajka o "Czeterech Pancernych", która wielokroc ogladalem od dziecka tez dosc krzywo pokazywala kim sa Niemcy a kim Rosjanie, kim Gruzini i my sami. W tamtych czasach chetnie gralismy "w wojne" i nikt z dzieci nie chcial być Niemcem.

2. Bodenschatz z Zielunia

Oprocz opowiesci o "niedobrym Szwabie", miałem okazje w dziecinstwie zobaczyc i zapoznac z bliska dobrodusznego starca, pijaczka. Pan Bodenschatz pracowal w mlynie i w czasie wielkiego pozaru stracil dom. Jakis czas mieszkal u nas na pietrze w agronomowce. Szarpalismy go za uszy gdy się golil a on się smial i ani troche nie zloscil.

3. Cmentarz na Raku

W naszej szkole była tablica pamiatkowa z nazwiskami nauczycieli jacy zostali zamordowani na Raku w skrwilenskim lesie, niedaleko jeziora. Chodzilismy tam zawsze na 9 maja. Zolnierze przyjezdzali z daleka by wystrzelic "salwe pamieci". O tych zdarzeniach szczegolowo opowiadali starsi w kinie w Rypinie. To były przykre wspomnienia o Niemcach.

Dziadek Czeslaw opowiadal mi także z czasow wojennych i tato to potwierdzil, ze w ostatnich dniach wojny ukrywali się w ziemiance az niespodzianie wtargnal tam niemiecki zolnierz uzbrojony po żeby. Niczego zlego nie uczynil, prosil tylko, by mu dano cywilne ubranie i cos do jedzenia. Gdy otrzymal co prosil bez zlosci odszedl. Znaleziono jego postrzelone cialo po kilku dniach nieopodal. Czy go zabito czy sam się postrzelil...nie wiadomo.

4. Czarscy ze Skrwilna

Kiedys spedzono mlodziez z calego rypinskiego powiatu do kina posluchac swiadectwa starszych osob o przestepstwach Volksdeutschow i Selbschutzu. Wtedy to zrozumialem, ze w naszych okolicach mieszkalo wielu polskich obywateli niemieckiego pochodzenia i ze wielu z nich mialo nawet polskie nazwiska a wiec nie wyrozniali się niczym i nie afiszowali. W mojej klasie na przykład było az trzech Mellerow. Takie nazwiska jak Szwarc czy Szulc, Olwert wcale nie razily i nie rzucaly się w oczy. To byli nasi sasiedzi, dobrzy znajomi. Z czasem do mnie doszlo, ze wśród krewnych tez mam osoby z niemieckimi nazwiskami a wiec zapewne i z niemiecka domieszka krwi od przodkow. Znany tez był mi dobrze pewien starszawy rudowlosy pan z defektem oka. Nazywal się Czarski i nigdy nie chodzil do kosciola. Nie chodzili tez jego dwaj synowie. Ktos mi powiedzial w konspiracji, ze oni wlasnie jezdza do Rypina do luteranskiej Kirchy. Mowiono tez, ze ich pradziadek carskich czasach był zandarmem i ze go bardzo się bali miejscowi mieszkancy. Z czasem jednak zaczeli się tez zjawiac w kosciele, widac ktos z kaplanow ich do tego zachecil, chlopcy stali się ministrantami. Plotki na ich temat ustaly.

5. Monika z Rostoka

Calkiem inaczej spojrzalem na Niemcow gdy ich ujrzalem na koloniach w Wejherowie. To była niespodzianka. Wlasnie skonczylem pierwsza klase liceum. Mama nalegala bym pojechal choc kolonie były zwykle dla dzieci z podstawowki ale ja byłem niewysoki wiec nikt nie zwracal uwagi na to, ze mogę być starszy...

Na koloniach były nie tylko dzieci z Pomorza, byli również Warszawiacy i troszke pozniej dolaczyly dzieci z Rostoka. Zajecia w grupach mielismy oddzielnie ale czas wolny po posilkach i dyskoteki mielismy wspolne wiec powoli zaczynalismy nawiazywac znajomosci, tworzyly się nawet parki. Dla mnie to było naprawde pierwszy raz w zyciu kiedy odwazylem podejsc sam do dziewczyny i przyznac się, ze mi się podoba. Wczesniej miałem wiele sympatii w sercu ale nigdy nie mowilem o tym otwarcie i pozostawalo to tajemnieca.

Moja pierwsza oficjalna milosc nazywala się Monika i pochodzila z jakiegos miasteczka na przdmiesciach Rostoka. Wymienilismy potem kilka listow wiec zapamietalem adres Lusewitzstrasse 18...Ona pisala po angielsku, ja staralem się odpowiadac po niemiecku choc w tamtych czasach zadnym z tych jezykow nie wladalem ani nie uczono nas w szkole. Probowalem jako samouk i chyba slabo mi szlo, bo korespondencja się urwala. Monika miala kedzierzawe jasne, krotkie wlosy. Była mlodsza ode mnie ale pewnie podobnego wzrostu.

Mit o zlych Niemcach prysnal zupelnie. Nie mogą być zli skoro można ich kochac.

6. Pasja młodzieńcza

Moja pasja w latach brodnickich była historia nie z ksiazek a z zycia. Podobalo mi się jezdzic do Torunia i wyczytywac historie kosciolow jakie odwiedzalem...tam zawsze splataly się losy niemieckie, pruskie, krzyzackie z polskimi...Podobnie w samej Brodnicy. To było miasto pruskiego zaboru i nazywalo się Freiberg jeśli mnie pamiec nie myli. Kolekcjonowalem sobie w pamieci, to moja taka prywatna zabawa niemieckie nazwy okolicznych miasteczek. Okazuje się ze rodzinne Skrwilno w czasie wojny nazywalo się Riesling Walde, pobliskie Dzialdowo, gdzie zamordowano w czasie wojny plockiego Biskupa dzis blogoslawionego, nazywalo się Soldau. Elk nazywal się Lyck a Olecko chyba Margrabau. Nie razily mnie a raczej bawily niemieckie tytuly polskich miast odzyskanych takich jak Breslau, Stettin czy Danzig. Również Konigsberg sto razy lepiej brzmi niż Kaliningrad. Podobalo mi się zwiedzac "poniemieckie" koscioly i porzucone, zdewastowane cmentarze mazurskie. Ciekawa rzecz studiujac w Opolu zauwazylem te same praktyki co w rodzinnych stronach. Na naszym cmentarzu Niemcy zalepiali cementem polskie napisy na nagrobkach, na Slasku nagrobki z niemieckimi nazwiskami spotkal podobny los.

Dawne niemieckie miasteczka podobaly mi się zawsze, probowalem sobie wyobrazic ich swietnosc i w sercu obrazalem się na wladze komunistow, którzy doprowadzili je do upadku, dali zdewastowac i nie zrobili nic by podniesc z upadku. Podziw dla krzyzakow, których budowle stoja do dzisiaj jest nieklamany. Oni bezsprzecznie przyniesli nam kulture, wiele rzeczy nauczyli. Mysmy przeciez wedle ich schematow formowali wioski i zakladali miasta. Prawo Magdeburskie, czy chelminskie funkcjonowalo stuleciami, jest za co dziekowac. Wielu kolonizatorow sredniowiecznych spolonizowalo się na tyle, ze dzis już nie odgadniesz kto z nas Polakow ma wiecej krwi slowianskiej a kto niemieckie geny, zwlaszcza w miastach.

Co nieco moja wiedza posunela się w Seminarium. Nasz profesor od niemieckiego ks. Olszewski wlasnie z Niemiec wrocil i chetnie nam swe wrazenia stamtad opowiadal. Nasz seminaryjny kosciol a potem parafia sw. Wojciecha jak również dzialka gdzie zbudowano nasza Alma Mater, nalezaly do niiemieckiej gminy luteranskiej miasta Bialegostoku, wiec i tutaj slad niemiecki jakos się na mnie odcisnal.

7. Pastor z Rostowa

W Rostowie pracujac dwakroc odwiedzalem Gruzje. Tam wlasnie wpadla mi do rak po raz pierwszy ksiazka wydana w Stuttgarcie autorstwa Josefa Schnurra o niemieckich koloniach w Rosji, o zborach protestanckich, kosciolach i kaplanach. Tam była informacja o diecezji Saratowskiej, o "naszych" dawnych Biskupach, dziekanach i klerykach saratowskiego seminarium. Okazuje się wiekszosc moich poprzednikow proboszczow rostowkich tez mieli pochodzenie niemieckie, miałem za co w myslach im dziekowac. Na terenie saratowskiej diecezji sto lat temu w okresie wzglednej wolnosci zdolali oni wzniesc setki kosciolow. Podobna ilosc kirch.

W Nowoczerkasku na przykład proboszczem jakis czas był Johann Lang, choc parafianie w wiekszosci Polacy, profesura i studenci ewakuowanej Warszawskiej Politechniki. Kiracha była po sasiedzku, restaurowali ja miejscowi Baptysci, zrobili basenik w centrum swiatyni ale napisu w prezbiterium: "przyjdzcie do mnie wszyscy, którzy spragnieni jestescie" gotyckim drukiem nie zmazali, zostawili na pamiatke.

Podobna swiatynie odnalazlem w miasteczku Ejsk nad morzem Azowskim i w pewnej wiosce po drodze z Azowa do Starominskoj. Zupelnie porzucone i zapomniane, kto wie gdybym tam był dluzej mozeby nam je oddano w uzytkowanie. Pastor z Rostowa staruszek i mlody pastor z Krasnodaru, obaj byli mi znani i ponieważ ich praca ograniczala się do miast wojewodzkich pewnie bysmy się dogadali, by wspolnie wystapic do wladz o zwrot...

Miałem dwie babcie Niemki w Azowskiej parafii, babcie Beate w Batajsku i Lucyne Hoffman w Rostowie. Dla Lucyny przyjazd Niemcow z malutka kapliczka był prawdziwym swietem. Oboje z mezem to architekci znani we wladzach miejskich. Ich dyskretnej pomocy zawdzieczam, ze ostatecznie wydano nam dokument na ziemie w Parku Czukowskiego i dzieki nim powstal projekt kosciola, który po zmianie proboszcza zaakceptowali Salezjanie. Ten projekt po 10 latach zostal zrealizowany. Lucyna to symbol sukcesji pokolen. Niemka-katoliczka, pamietajaca stary kosciol z dziecinstwa i jego kaplanow, jako osoba starsza już w podeszlym wieku mogla pomagac przy projektowaniu a gdy byli u nas rodowici Niemcy przez tydzien czasu wznoszac tymczasowa kapliczke była nasza tlumaczka.

Najwiecej Niemcow mieszkalo jednak w Kolchozach na granicy z wojewodztwem Krasnodarskim w wiosce Stiepnoje kilka rodzin, w Stanicy Kagalnickiej podobnie.

8. Wolgodońsk

Najliczniejsza wspolnota niemiecka jaka obslugiwalem w rostowskiej oblasti to miasto Wolgodonsk. Wladze miejskie daly mi adres prezesa organizacji Wiedergeburt Petersa. Jakis czas uzytkowalismy wspolnie jego biuro na strychu 9 pietrowego budynku po sasiedzku z tzw. Polem Durakow, kilka przystankow od Atommaszu. W tej firmie dyrektor Groo, był jednym z zalozycieli organizacji niemieckiej w tym miescie. Jeden z jego zastepcow Weber, stal się z czasem moim pomocnikiem i budowniczym domu parafialnego. Najcierpliwsze parafianki ro Roza chudziutka jak wiorek, która losy rzucily tutaj z Nowosybirska, gdy werbowano fachowcow do atomowego miasteczka. Co tydzien wiernie przychodzila z dwoma corkami, mieszkala po sasiedzku.

Do moich najlepszych parafianek zalicze sisotry Heidinger, jedna z nich była sekretarka w skladzie organizacji Petersa. Sam Edward Peters zjawial się z rzadka, glownie wtedy gdy Biskup przyjezdzal albo jakas delegacja z Niemiec. Przyznal się, ze jego instynkt wodzowski zostal zraniony gdy dostrzegl, ze to ja choc Polak, przejalem "rzad dusz" w jego organizacji.

Inny prawdziwy i nowy lider zjawil się gdysmy otrzymali z Niemiec kapliczke. Pan Hirsch mieszkal po sasiedzku wiec zagladal często do kapliczki, jego corka duzo wczesniej odwiedzala parafie lecz tato wkrotce stal się od niej gorliwszy. On również przyjechal z Syberii a konkretniej z Uralu. W Swierdlowsku czyli Jekaterynburgu zawsze istniala kolonia niemiecka i choc jak wiekszosc wolgodonskich Niemcow raczej miał luteranskie korzenie z braku luteranskiego kosiola w tym nowiutkim sowieckim miescie przyjal nasza kapliczke za swoja. Ja się staralem nie ranic Petersa i wielka tablica z napisem "Kulturalne Centrum Niemieckie-Katolicka Parafia bl. Boleslawy",wielu dziwil, niektórych radowal, innym dzialal na nerwy. Ja tymczasem miałem atut w reku, ze nie jestem prozelita, jak to często nam wmawiaja Prawoslawni. Miałem wśród parafian diaspore niemiecka, kilkoro Polakow, Bialorusow, Ukraincow nawet czlowieka z austriackim korzeniem...nie werbowalem żadna miara Prawoslawnych.

9. Kałmucja

W Kalmucji tradycyjnie mieszkalo sporo Niemcow. Powiedzial mi o tym zyczliwie mnich Zosima, pozniejszy Biskup Elistynski. Skorzystalem z tej informacji. Potwierdzilo się 20% mieszkancow Gorodowikowska, dawnej Baszanty nosi niemieckie nazwiska. W sasiedniej Jaszalcie 80% mieszkancow. Tam nawet zachowal się budynek kirchy. W Baszancie udalo się stworzyc wspolnote, do Jaszalty nie starczylo sil i czasu.

10. Kubań

Stanica Stiepnoje na Kubaniu. Jezdzilem tam uparcie przez 6 lat. Z poczatku raz na miesiac potem już co tydzien tu tez procz katolikow zdarzali się Luteranie ale chodzili dzielnie na katolicka modlitwe. Nazwisk procz babci Goring już nie pamietam, pamietam jednak jak byli wzruszeni gdy kiedys przyszla razem z kapliczka dla Rostowa pomoc humanitarna wiele workow maki i zolty ser z Niemiec...plakali bo mowili ze dotad ich tylko obzywano za to ze Niemcy a my ich odwiedzamy modlimy się za nich i jeszcze robimy podarki.

11. Czita

W Czicie pracowalem tylko pol roku ale majac poparcie niemieckiej wspolnoty Wiedergeburt z jej szefem Wagnerem o podobnych wodzowskich talentach jak Peters ale bez zazdrosci o autorytet osiagnalem oszalamiajacy rezultat. Diaspora pomogla mi zdobyc "zielona karte", by mi się było latwiej poruszac w Rosji. Zorganizowala kilka pieknych spotkan z udzialem Biskupa Mazura i co miesiac zbierala się w budynku Centrum Prasowego, poki nie ofiarowano nam teren dawnego sanatorium na ulicy Mostowej, gdzie dzieki staraniom slowackich Fokolari i siostr Starowiejskich dzis tam dzial piekny kosciolek i nawet pieknie wyposazony sierociniec dla dzieci.

12. Erick

Erick Haendeler, mlody dziennikarz z Bawarii przyjechal do mnie na 2 tygodnie jako wolontariusz. Było dla niego wazne, ze jestesmy blisko Stalingradu i ze może odwiedzac diaspore w Wolgodonsku i o niej cos napisac. Napisal również o Taganrogu i mnostwo drobiazgow z mojej biografii. Jego artykul był ozdobiony zdjeciem wolgodonskiej dzieciarni na tle figury Serca Pana Jezusa.

Miałem okazje odwiedzic go w Monachium w jego niewielkim pokoiku na poddaszu. Nawet zostalismy tam z ks. Edwardem na nogleg. Był rok 1998, byliśmy w drodze do Wlooch i zalezalo mi na tej wizycie. Towarzyszyl mi on również przy wizycie ksiedza Bentele, który zareagowal na jego artykul i zaoferowal braterska pomoc. Tak oto los zawiodl mnie nie tylko do Bawarii ale nawet do Szwabskiego Wehingen. Moglem nareszcie pojac, czemu w dziecinstwie Niemcow nazywalismy obrazliwie Szwabami.

Do Niemiec jezdzilem zwykle z Salezjaninem ks. Edwardem. Miał on pobratymstwo z miastem Dortmund i podarowanego stamtad mikrobusa Forda. Pierwszy raz byliśmy tam jesienia 1996 roku. Jechalismy podziekowac za podarek i prosić o ponowne wsparcie.

13. Konigstein

Najwieksza pomoc uzyskiwalismy zwykle z pobliskiego z Dortmundem Konigstein. Zapoznalismy tam osobiscie Irine Eichmann i ks. Piwowarskiego, którzy rozpatrywali nasze projekty. Ostatecznie przyznano mi wtedy pieniadze na samochod . Nocowalismy tam i nawet odprawilismy Msze swieta potem mielismy okazje wziąć udzial w komisji rozpatrujacej nasze wnioski, ja również miałem okazje podziekowac osobiscie za wsparcie.

Trzeba przyznac, ze bez ofiar z Niemiec wielu ksiezy na misjach chodziloby pieszo a niektorzy nie mieliby gdzie mieszkac, mnostwo parafii pozostaloby bez kosciolow a ruiny swiatyn nie byloby za co remontowac.

14. Munchen-Altoting

W diecezji Munchen dziala organizacja Renowabis, to ona zbiera srodki na drewniane kapliczki dla Rosji. Z tej tez organizacji przyszly pieniadze na posesje w Taganrogu. Opowiedzialem Pani Dodt jakie mam plany na przyszlosc i obiecano mi ponowne wsparcie.

Renowabis zafundowala jeszcze dwia kapliczki dla Kalmucji i jedna dla Wolgodonska razem 4 kosciolki dla moich parafijek. Każdy podarek rzedu 100 tys. dol. Moglbym się uwazac za milionera, gdyby chodzilo o prywatna sprawe, ja jednak dzialalem po omacku i te dary przychodzily jakby poza moim osobistym pragnieniem, każdy projekt musial być zaakceptowany w kurii i dopiero potem przychodzily pieniadze, z których trzeba się jeszcze było rozliczyc. Swoja wdziecznosc okazalismy odwiedzajac mloda ekipe stolarzy w poblizu znanego miasteczka Altoting. To była pierwsza taka akcja. Oni jezdzili do Rosji 20 razy lecz do nich kaplani stamtad zawitali po raz pierwszy. Poproszono nas bysmy ich warsztat poswiecili i...zrobilismy to chetnie.

15. Irma z Sachalina

Na Sachalinie miałem niezwykla parafianke... Irma kilka lat szukala kosciola. Nareszcie w roku 2000 na Wielkanoc wskazali jej droge w kosciele Nowoapostolskim, choc było daleko i lal silny deszcz ona przyszla pieszo szczesliwa, ze nareszcie ma się gdzie modlic. Jej maz Bialorus bez entuzjazmu odnosil się do jej religijnych pasji. Gdy prosila o spowiedz zarzadalem, by przyprowadzila meza, abym mogl dac im slub koscielny i wtedy będzie spowiedz. Nie sprzeciwiala się, cierpliwie czekala okazji. Maz twierdzil, ze w kaplicy brac slub to niepowaznie. Poczekajmy za będzie kosciol, zdaje się gral na czas. Kosciol powstal szybko, bo w przeciagu roku i Irma z radoscia zaciagnela swego Fiodora przed oltazr. To było w dzien poswiecenia kosciola. I ja i oni oboje choc starzy po 60 tce niezmiernie, do lez szczesliwi.

Wśród sachalinskich parafian z czasow japonskich była rodzina Nurnbergow spokrewniona z Rzewuskimi i Ciechonskimi. Poprzez internet zapoznalem jednego z nich. Pani Tosiko Furkawa opowiadala mi kiedys o jego rodzicach, ze prowadzili w miescie sklepik "kolonialny". Leo miał 7 lat gdy opuscil na zawsze Sachalin. Zaczynala się wojna a on powinien był pojsc do szkoly. Najblizsza szkola niemiecka była zdaje się w Saporro czy Hakodate, stamtad po zakonczeniu wojny rodzina przejechala do Niemiec na zawsze tyle wiem o Leo, który mnie bardzo wspiera tlumaczac z angielskiego na niemiecki moje opowiesci.

16. Kapłani syberyjscy

Tak zdecydowano w Watykanie, by dwaj Biskupi rosyjscy mieli pochodzenie niemieckie i dwaj polskie. W diecezji Biskupa Werta w Nowosybirsku jest sporo kapalnow i siostr niemieckiego pochodzenia podobnie w Saratowie. Ciekawa sprawa, ze na dalekim Wschodzie, gdzie biskupem jest Polak kilkoro kaplanow, którzy przybyli do pracy z USA maja również niemieckie korzenie.

Niezapomniany sp. Proboszcz Sachalinski mój poprzednik i przelozony, którego zastepowalem, gdy trwala budowa kosciola o. Benedykt Zweber, rozmawiajac ze mna po angielsku wplatal często niemieckie slowka. Jego kolega Edward Schoelmann rodem z Teksasu pochodzil z wioski Nada starej kolonii niemieckiej, mieszkalo w niej tez troszeczke Czechow, z których często dobrodusznie się nasmiewal. Nasz dziekan we Wladywostoku to również amerykanski Niemiec o. Miron Effing.

Epilog

W Rosji można często spotkac pomniki z napisami: PAMIETAMY I NIGDY NIE ZAPOMNIMY... Brakuje tylko dodac domyslne: ZEMSCIMY... Takie notoryczne gadanie o wojnie to może być mania przesladowcza.

Pewnie niejeden czlowiek się zastanawial dlaczego zwycieska Rosja zyje tak biednie i takie bogate sa przegrane Niemcy czy Japonia. Sprobuje odpowiedziec: procz ciaglego gadania trzeba jeszcze pracowac. Powszechnie wiadomo jak pracowici sa Niemcy i tego tez nie warto zapominac ile dobrego zrobili przez 200 lat jako prosci jako fermerzy nad Wolga. Ilu niemieckich oficerow wspieralo Kutuzowa w walce z Napoleonem...ilu cesarzy zaczynajac od Katarzyny Wielkiej mialo niemiecka krew.

W Moskwie do dzis przez wielu uczonych jest czczony "swiety doktor Fiodor (Fridrich) Gaaz". Doktor jako lekarz wiezienny 200 lat temu zniosl kajdany na noc dla wiezniow, którzy wedle starego prawa chodzili w nich caly dzien a potem jeszcze zakuci szli spac w nich. Z wlasnych funduszy zbudowal kilka szpitali, stworzyl prawoslawne towarzystwo siostr Milosierdzia na wzor katolickich siostr Szarytek. Ma w Moskwie pomnik i niewielu dzis pamieta, ze to był Niemiec-katolik, starosta parafii sw. Piotra i Pawla, która wladze moskiewskie zamienily na biurowiec a plebanie na nocny klub.

Ilu uczonych zaczynajac od tworcy slownika jezyka rosyjskiego Dala rodem z ukrainskiego Luganska. Aktorow... znany tez w Polsce film "Zawodowy romans" z rosyjska Niemka w roli glownej.

Czy Niemcy powinni wciąż Rosjanom wypominac jak z wielowiekowa diaspora rozprawil się Stalin? To niezbyt wychowawcze ludziom ciagle opowiadac tylko zle sytuacje o jakims narodzie, wszystko jedno Pan Bog nas stworzyl i podtrzymuje w istnieniu bez względu na rase czy narodowosc. W kazdym narodzie zdarzaja się zbrodniarze i każdy posiada kilku znanych czy nie geniuszy. Jestesmy wszyscy gotowi spelniac dobre uczynki jak również przestepstwa. Bez Bozej pomocy i Polacy mogliby wejsc na droge nienawisci i faszyzmu. Bez Bozej milosci, nie mielibysmy Polaka Papieza.

Jak tylko umialem najlepiej opisalem z dobrocia wszystko co z autopsji wiem o Niemcach i Niemczech. Zapewne dla czlowieka, którego w PRL-u uczono nienawidziec, zrobilem spory wysilek by wedle prosby Biskupow "przebaczyc i prosić o przebaczenie".



Ks. Jarosław Wiśniewski

Pekin, 23 pazdziernika 2006

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com