XII. OBLICZA ZACHODNIEJ UKRAINY

 

Na końcu mojej opowieści jest bardzo szczegółowy choć równie spontaniczny indeks osób. Jedyne kryterium doboru takich czy innych postaci to ich pochodzenie lub inne związki z prawobrzeżną Ukrainą. Większość z nich zapoznałem na Lewym Brzegu Ukrainy, niektórych wcześniej w Rosji lub potem w Uzbekistanie, a mimo to bez nich właśnie nie byłbym w stanie poznać i opisać Prawy Brzeg.

 

Biskupi

 

Bp Jakub Strzemię - Strepa - błogosławiony - zarządzał kościołem halickim bezustannie wędrując po rozległych terytoriach, tuż przed śmiercią w 1409 roku przeniósł stolicę diecezji do Lwowa.

Bp Szelążek - założyciel sióstr Terezjanek - biskup Łucki

Abp Bilczewski - święty, kapłan diecezji przemyskiej, rektor Uniwersytety Jagiellońskiego, przez 7 lat mieszkał u Franciszkanów Konwentualnych, wykładowca, posługacz chorym, budowniczy wielu szpitali.

Kardynał Marian Jaworski - Kraków - Lubaczów - Lwów - rodowity Lwowianin, przyjaciel kardynała Wojtyły późniejszego papieża. Uprawiał on filozofię w podobnym stylu i na podobnym poziomie co kardynał. Człowiek napiętnowany kalectwem w wypadku pociągu pod Działdowem. Podróżował on na pewną konferencję z wykładem, który miał głosić sam Wojtyła ale nie dał rady czasowo. Jechał więc na zastępstwo i na wyraźną prośbę kardynała. Był to jedyny wypadek kiedy do Działdowa wybrał się z historyczną wizytą późniejszy papież. Jechał odwiedzić chorego przyjaciela, któremu amputowano dłoń. Mianowany biskupem Lubaczowskim na początku lat 80-tych, posiadał już wtedy honorową jurysdykcję na zachodniej Ukrainie, bo nie było biskupów łacińskich e tym terenie.

W 1990-m roku przeniósł się do Lwowa mimo, że fanatycy haliczanie próbowali bojkotować jego obecność jako przedstawiciela elementu polskiego w nad wyraz “ukraińskim” mieście.

Mimo, że relacje z unickim kolegą kardynałem Huzarem układały się różnie to jednak w czasie pielgrzymki papieskiej na Ukrainie w 2001-m roku doszło do pewnego zbliżenia i zbratania. Proces trwa.

Abp Mieczysław Mokrzycki - Lwów - rodem spod Lubaczowa, osobisty sekretarz Jana Pawła II i Benedykta XVI - go mianowany koadiutorem kard. Mariana Jaworskiego w 2007-m roku.

Biskup Rafał Kiernicki OFM Conv - Lwów - świątobliwy kapłan, wieloletni duszpasterz w kościele katedralnym, gorliwy posługacz chorych. Ponoć przy każdej wizycie u chorego w najdalszych zakątkach Galicji zaraz ustalał kolejne odwiedziny i zapisywał w kalendarzu czasami na rok naprzód ale trzymał się kategorycznie tych przyobiecanych terminów czym bardzo wzruszał. Taką opowieść na jego temat usłyszałem z ust o. Lucjana, który z nim kilka lat współpracował. Zmarł w 1996-m roku.

Bp Mały - biskup pomocniczy we Lwowie, odzyskał kościół w Mikołajewie, angażował się w duszpasterstwo na Donbasie. Obecnie duszpasterzuje w kościele Marii Magdaleny we Lwowie, którego władze Lwowa nie oddają wiernym chcąc zachować status quo czyli jako Salę Organową, którą dzierżawią katolicy na niedzielne nabożeństwa.

Biskup Jan Olszański - Kamieniec - wieloletni duszpasterz w Gródku Podolskim, wybrany na biskupa w 1991-m roku. Traktował religię bardzo serio. Bardzo wrażliwy gdy chodzi o czystość wiary, wróg eksperymentów i nonszalancji.

Zmarł w 2002-m roku

Bp Leon Dubrawski OFM - Gródek - Kamieniec - bernardyn, absolwent ryskiego seminarium, biskup pomocniczy następnie Ordynariusz w Kamieńcu Podolskim.

Dwukrotnie spotkaliśmy się osobiście. Pierwszy raz w lutym 2008 w jego rezydencji. Drugi raz na placu kościelnym w Mariupolu w dzień poświęcenia krzyża.

Niesamowity humorysta, prawdziwy franciszkanin, niezwykle aktywny.

Bp Jan Niemiec - Kamieniec - Gródek - wykładowca w Seminarium Duchownym i duszpasterz w Gródku Podolskim, biskup pomocniczy diecezji kamienieckiej.

Bp Marcjan Trofimiak - Lwów - Łuck - absolwent ryskiego Seminarium Duchownego - biskup pomocniczy we Lwowie następnie Ordynariusz Łucki.

Zapoznałem się z nim osobiście w 19996-m roku dzięki ks. Edwardowi Mackiewiczowi. Wypiliśmy wspólnie herbatę pogawędziliśmy i pojechaliśmy dalej w kierunku granicy. Z rozmowy wynikało, że biskup pochodzi z Wołynia. Był czas, że jako jedyny kapłan w całym województwie obsługiwał 10 kościołów. Nie śniło mu się wtedy, że uda się odrodzić niemal wszystkie przedwojenne wspólnoty. Mimo to katolicy są kościołem mniejszościowym. Nitów tez jest bardzo mało mimo, że właśnie na Wołyniu jest największe unickie sanktuarium na Ukrainie. Poczajowska Ławrę od czasu rozbioru Polski okupują Prawosławni.

Bp Jan Purwiński - Żytomierz - wieloletni duszpasterz następnie ordynariusz kijowsko-żytomierski od roku 1991-go. Chorowity, wiekowy, pryncypialny i nie do zdarcia. Typowy kapłan-kresowiak. Pochodzi z Łotwy.

Bp Stanisław Szyrokoradiuk OFM - Kijów - bernardyn, absolwent ryskiego seminarium duchownego, długoletni duszpasterz w parafii Połonne,

Wypracował niezwykle skuteczny mechanizm walki o zwrot kościołów na Podolu. Wynajmował autobusy. Zbierał najaktywniejszych parafian z okolicy, wiózł do wsi, w której był nieoddany kościół i prowadził zdeterminowany tłumek pod urząd rejonowy czy wiejski z żądaniem zwrotu świątyni. Zaskoczeni urzędnicy nie mieli czasu na zorientowanie się co to za tłum i czego naprawdę chce. Podpisywali naprędce potrzebne rezolucje a Kaplan w pospiechu przeprowadzał potrzebne remonty.

W chwili obecnej biskup pomocniczy diecezji kijowsko-żytomierskiej. Dyrektor Caritas - Spes i Media-Centrum. Spotkaliśmy się osobiście w 1995-m w Fatimie na rekolekcjach kapłańskich. Rezyduje w Kijowie i z tej racji jest zapraszany na wszelkie państwowe uroczystości jako reprezentant całego kleru ukraińskiego mimo, że właściwym reprezentantem powinien być metropolita ze Lwowa.

Nie wiedzieć czemu, łacinnicy centralne urzędy kościelne lokują we Lwowie zamiast w Kijowie. Unici ten problem już rozwiązali. Ich kardynał dokonał uroczystego ingresu do Kijowa jeszcze w 2007-m roku.

Bp Witali Skomarowski - Kijów - długoletni duszpasterz w parafii Sumy, odzyskał i odremontował miejscowy kościół - biskup pomocniczy diecezji kijowsko-żytomierskiej - rektor worcelskiego Seminarium Duchownego

abp Ivan Jurkowicz, Nuncjusz, prawnik rodem ze Słowenii autor rosyjskiego przekładu Kodeksu Prawa Kanonicznego, na początku lat 90-tych sekretarz nuncjatury w Moskwie na początku naszego stulecia nuncjusz w Mińsku, obecnie nuncjusz w Kijowie

Bp Stanisław Padewski OFM Cap- Zaporoże, pisarz, autor popularnych opowieści i kazań m.in. “Jedenaste przykazanie”, humorysta, dusza towarzystwa, organista, urodził się na Tarnopolszczyźnie, słyszałem z jego własnych ust jak opowiadał, że jest “nedorizannyj Liach”. Ojciec na noc zakładał żelazne okiennice i przyłączał do prądu.

Miał 12 lat gdy opuścili Ukrainę i udali się na Lubuszczyznę. Otrzymał formację zakonną i święcenia zakonne u kapucynów, powrócił na Ukrainę i odzyskał obywatelstwo w 1988. Sprawował posługę biskupa pomocniczego kolejno w Kamieńcu, we Lwowie i w 2002 stał się ordynariuszem Charkowsko-zaporoskim. W roku 2009- jako senior osiadł na stałe w Winnicy na Podolu.

Bp Marian Buczek - Charków - rodem z okolic Lubaczowa od 1991 kanclerz kurii lwowskiej, 2002 biskup pomocniczy we Lwowie, 2007 biskup koadiutor w Charkowie. Bardzo energiczny i nad wyraz praktyczny, chwilami porywczy hierarcha.

Świetny organizator, zdyscyplinowany urzędnik, autor fundamentalnej i niezwykłej książki dokumentującej stan budowli kościelnych przed i po II wojnie światowej z uwzględnieniem zniszczonych niepowrotnie i nie odbudowanych świątyń. Surowy i bezwzględny w ocenie unitów. Zajął między innymi pozycję w konflikcie KUK z SBU krytykując rektora za to, że kreuje się na męczennika.

Bp Bronisław Bernadski - ordynariusz odesko-symferopolski, energiczny oddany sprawie kapłan, troskliwy  gdy chodzi o poszukiwanie i zabezpieczenie księży w przeszłości proboszcz w Barze, otwarty na współpracę z unitami, urodził się w Murafie na Podolu

o. Hadrian, bernardyn, absolwent ryskiego seminarium duchownego, ostatnio prowincjał w Żytomierzu wybrany na biskupa pomocniczego diecezji odesko-symferopolskiej w 2008-m roku, rezyduje w Symferopolu, nazwiska i świeckiego imienia nie pamiętam.

bp Jan Sobiło - Zaporoże - rodem z okolic Lubaczowa, kolega kursowy ks. Abp Mokrzyckiego, zaczynał w 1990-m roku w Kamieńcu Podolskim, po roku odwiedził starszą parafiankę z Zaporożu i więcej do Kamieńca nie wracał. Stworzył od zera przepiękną placówkę misyjną a następnie zorganizował duszpasterstwo z silnym akcentem na skuteczną akcję powołaniową. Człowiek niewysoki wzrostem ale wielkiego ducha, ekonom diecezji, humorysta. Święcenia biskupie otrzymał w grudniu 2010 roku, jest więc najmłodszym stażem hierarchą na Ukrainie.

Jedyny przystępny biskup na świecie, z którym jestem na ty.

 

 

Kapłani rzymscy

 

Ks. Władysław Bukowiński - sługa Boży - kandydat na ołtarze. Urodzony w Rabce, wykładowca w Seminarium diecezji Łuckiej, zesłaniec w Karagandzie, po uwolnieniu dobrowolnie pozostał w Kazachstanie i heroicznie sprawował swoją posługę w sposób konspiracyjny na terytorium wszystkich państw Azji Środkowej. Przed śmiercią sporządził wspomnienia, które przekazał kardynałowi Wojtyle osobiście.

Ks. Witold Kowaliw - wykładowca w Akademii Ostrogskiej, bibliograf, dyrektor wydawnictwa i gazety Wołanie z Wołynia. Z urodzenia góral z powołania ukraiński patriota. Z racji czysto praktycznych wyrobił sobie ukraiński paszport, co znaczy, że związał się z tą nową ojczyzną na zawsze. Pierwszy i jedyny raz spotkaliśmy się przelotnie w Astanie na spotkaniu z Papieżem. W 2008-m roku byłem u niego na plebanii w Ostrogu ale on  w tym czasie był na rekolekcjach. Gosposia nie usłyszała donośnego pukania do drzwi i pośród ulewy musiałem się ratować w kotłowni gdzie było cieple i gdzie dotrwałem do rana. Rankiem wypiłem ciepłą herbatkę, odprawiłem mszę w kościele i ruszyłem dalej do Łucka czyli stoilcy diecezji.

Ks. Jarek Gąsiorek - kapłan z diecezji włocławskiej, zaangażowany w oazę.

Prowadził w wielkim poście 2005-go roku rekolekcje z kursem Filipa w moich dwu parafiach w Makiejewce, Artiomowsku i w Gorłówce, do której w międzyczasie przybył nowy proboszcz.

Ks. Paweł Rossa - kapłan z diecezji warszawskiej, zaangażowany w oazę.

Duszpasterzował na przedmieściach Chmielnicka w Szaróweczce skąd miejscowe władze wydały mu “Consiliom abeundi”

Ks. Tadeusz -Sumy - Konotop - Mirgorod - kapłan rodem z Nowogrodu Wołyńskiego. Absolwent Seminarium Grodzieńskiego. Wieloletni proboszcz w Sumach, Romniach, Konotopiu. Na własną prośbę przeniesiony na Połtawszczyznę do Mirgorodu.

Kapłan Marian z Lublina - Dnieprodzierżyńsk - Dniepropietrowsk - Krzywy Róg - Pawłograd - długoletni i oddany kapłan, jego zasługą jest zwrot kościoła w Dnieprodzierżyńsku rejestracja i organizacja pracy w okolicznych miastach.

Ponoć wycieńczyła go praca na Ukrainie na tyle, że jako 50-letni mężczyzna trafił do domu starców w Lublinie. Z plebanii w Dnieprodzierżyńsku zabrał do Polski tylko brewiarz.

Ks. Zbigniew Krześniewski - Dnieprodzierżyńsk - Makiejewka - wikariuszował jakiś czas w Dnieprodzierżyńsku, po przekazaniu parafii kapucynom proboszczował w latach 2001-2002 w Makiejewce, następnie powrócił do Polski, by objąć funkcje kapelana. Z racji na fryzurę podobno nazywano go “Murzyn”.

Ks. Grzegorz Siemienkow - absolwent seminarium w Gródku Podolski - rodem ze Sławuty - proboszcz w Makiejewce na Donbasie - wikariusz w Bierdiańsku - student Prawa Kanonicznego w Rzymie. Zaprzyjaźniony z karmelitkami. Miał im kiedyś wyznać, że proboszczowanie w Makiejewce było tak bardzo trudne, że otwierał tabernakulum, wkładał głowę do środka i pytał: “Co zrobić z tą parafią Boże”?!

Ks. Wiktor - Sumy - Charków - Rohań - wychowanek ks. Tadeusza, rodem z Nowogrodu Wołyńskiego, wyświęcony na kapłana w Mariupolu w maju 2004.

Jako diakon odbył praktykę w Sumach, wikariusz w Charkowie i administrator z prawami proboszcza na Rohaniu.

Ks. Jan Piszczyk - Chersoń - Sumy - Szostka - Merefa - Gorłówka - Charków

Kapłan z diecezji kijowsko-żytomierskiej. Przed seminarium felczer i milicjant.

Ruchliwy i dobrze poinformowany, pupilek biskupa Mariana. Jakiś czas proboszcz parafii katedralnej sporo lat spędził na Donbasie, wyszukał dobrą lokalizację kaplicy niedaleko grekokatolików i mormonów w Gorłowce. Wykonał pewne prace restauracyjne wewnątrz kościoła w Jenakiewo. Brat Mikołaja Piszczyka.

Ks. Mikołaj Piszczyk - Żytomierz - Artiomowsk - Kapłan z diecezji kijowsko-żytomierskiej, proboszcz w Artiomowsku. Milczący, introwertyk.

Ks. Jan Kapran - długoletni proboszcz w Kijowie - długoletni proboszcz w Grodnie. “Człowiek Boży”. Słyszałem opinię, że to jego zasługą jest zwrot katedry kijowskiej. On również zrobił “czarną robotę” czyli remont świątyni św. Aleksandra na ulicy kościelnej. Spotkałem go pośród tych trosk latem 1993-go roku. Był bardzo życzliwy i gościnny. Mimo wielu zajęć zaprosił moich parafian z Rostowa na herbatkę i zrobił nam kanapki. Jak to bywa gdy murzyn swoje zrobi, zaraz wkrótce musi odejść.

Trafił na Białoruś do katedry i tam go również spotkałem w 1995-m roku.

Mieliśmy czas na krotka pogawędkę. Jeśli mnie pamięć nie myli to ks. Jan pochodzi ze wschodniej części Łotwy.

Ks. Prałat Józef Świdnicki - kapłan z podziemia, tajnie wyświecony, zalegalizowany w Żytomierzu w 1974-m, po roku skierowany do Duszanbe, budowniczy miejscowego kościoła i siedmiu kaplic w Tadżykistanie, w 1983-m roku zrobił rekonesans po Syberii. Odwiedził ponad 80 miast gdzie motywował ludzi do składania papierów na rejestracje wspólnot. Wiele z nich przetrwało do dziś. Zainspirował budowę kościoła w Nowosybirsku, aresztowany odbył 3 lata z wyroku 8 lat katorgi. Wrócił do Azji Środkowej, wieloletni proboszcz w Ferganie, inicjator parafii w Taszkiencie, Samarkandzie, Czyrczyku i Angrenie. Wrócił na Syberie do 1999-go roku kierował wspólnotą w Omsku i w okolicy. Zgłosił się do nowicjatu u jezuitów, powrócił w rodzinne strony do Murafy gdzie kieruje młodzieżowa orkiestra dętą i pisze memuary.

Ks. Isakowicz-Zalewski - kapelan krakowskiej solidarności, dyrektor Caritas i ośrodka dla dzieci niepełnosprawnych w Radwanowicach, kapelan Ormian polskich, krewny jednej z sióstr franciszkanek od Krzyża pracujących w Charkowie, przyjaciel biskupa Padewskiego, sponsor diecezji Charkowsko-Zaporoskiej.

Jego przodkowie pochodzili z kamieńca i Lwowa.

 

Marianie:

 

Ks. Jerzy Zimiński MIC - marianin rodem z Łotwy.

Pierwszy kapłan katolicki w czasach pierestrojki na lewym brzegu Dniepru.

Bywał w Dniepropietrowsku, Zaporożu i na Donbasie. Odzyskał kościół w Charkowie i bardzo o niego dbał. Otworzył, zarejestrował i zlokalizował w kupionych na peryferiach miasta domkach 5 parafii. Sprowadził siostry karmelitanki Bose do Pokatiłowki. Uwikłał się w konflikt ambicji z nowym ordynariuszem, bo wedle relacji bpa Padewskiego sam miał ambicje biskupie. Odesłany przez zakon na studia doktoranckie do Warszawy powrócił, jakiś czas zajmował się sprawami budowlanymi w mariańskiej parafii św. Rodziny w Charkowie.

Ostatecznie osiadł w Symferopolu gdzie stara się o zwrot kościoła.

 Ks. Antoni - MIC - Charków - św. Rodzina - rodowity Ukrainiec, cichy, nieufny, wręcz konspirator. Kapłan miejscowy, który podjął wyzwanie budowy kościoła, na który bardzo nieufnie patrzyli Prawosławni, bo obok świątyni płynie znane od lat lecznicze źródełko.

Ostatecznie katolicy zrezygnowali ze źródełka a prawosławni na własne życzenie lokalizowali swoją parafie i cerkiew w odległości 100 metrów od budującego się kościoła.

 

Karmelici:

Światoszyno - Berdyczów - Charków

 

o. Maksymilian - OCD - Charków - Bawaria - nostalgiczną osobowość introwertyk, piosenkarz, kaznodzieja, wieloletni duszpasterz w Kijowie, organizator parafii na Bawarii w Charkowie, kapelan sióstr w Pokatiłowce.

 

Kapucyni:

 

br. Błażej Suska OFM Cap- Dniepropietrowsk - Kijów - Dnieprodzierżyńsk - proboszcz w Dnieprodzierżyńsku a następnie wice prowincjał w Kijowie. Człowiek z charyzmatem. Oddany sprawie ale jego sarkazm wielokroć mnie dobijał i wyprowadzał z równowagi. Obecnie sam jest ofiarą sarkazmu urzędników Dnieprodzierżyńska. Prawo jest po naszej stronie ale do wyegzekwowania potrzeba nie lada nerwów i cierpliwości. Oby Błażejowi jej starczyło w nowej roli proboszcza.

br. Józef Chromy OFM Cap - Dnieprodzierżyńsk - następca br. Błażeja w Dnieprodzierżyńsku. Zrezygnował ze współpracy z siostrami Urszulankami, zaprosił natomiast siostry Jezusa Miłosiernego.

Br. Piotr Kurkiewicz - Krasiłów, szkoła Ewangelizacji.

Spotkałem go dwukrotnie przelotem. Jeden raz w Krasiłowie w 2003-m roku. Było to w trakcie letnich zajęć charyzmatycznych. Był wielki tłum więc nie mogliśmy sobie normalnie pogadać. Taką okazję dała opatrzność po dwu latach.

Piotr zapytał: “co takiego mają w sobie protestanci, że tak przyciągają ludzi”.

Te epokowe pytanie zadaje sobie w sercu wielu kapłanów ale nie każdy się tym trapi tak bardzo jak brat Piotr. On rzeczywiście posiadł dar przyciągania tłumów. Z nieznanych mi powodów jednak nadal. Ma kompleksy. Widocznie chce być lepszy niż ci pastorowie, którzy w Kijowie zbierają po kilka tysięcy ludzi na swych “nabożeństwach“.

br. Paweł OFM Cap - Dniepropietrowsk - wikariusz

Obcowaliśmy bardzo krótko. Jeden raz odwiedził mnie w Makiejewce. Prosił o pokazanie kościoła w Jenakiewo. Autor zdjęć do stroniczki internetowej informującej o diecezji charkowsko-zaporoskiej. Na widok kościoła w Jenakiewo wypowiedział znamienne słowa: “Czy tutaj był jakiś pożar”!?

br. Maciej OFM Cap - Dniepropietrowsk - wikariusz

Spotkaliśmy się przelotnie latem 2010-go roku. To on pozwolił mi zwiedzić pośród nocy ruiny zwróconego katolikom kościoła. Wyglądał na rozentuzjazmowanego misjami człowieka. Pośród nocy zawiózł mnie i moich parafian z Taszkientu do McDonaldsa. Tam długo aż do zamknięcia gawędziliśmy o misjach.

br. Jarosław OFM Cap - Dnieprodzierżyńsk - następca br. Józefa w Dnieprodzierżyńsku. Pochodzi z Chmielnicka. Spotkaliśmy się przelotnie latem 2010-go roku i wspólnie sprawowaliśmy eucharystię.

br. Kazimierz Guzik OFM Cap - Dnieprodzierżyńsk - Dniepropietrowsk - proboszcz w Dniepropietrowsku w okresie nasilonej batalii o zwrot kościoła.

Człowiek głębokiej wiary i modlitwy. Gdy w czasie protestu pytałem go o szanse na zwrot kościoła wypowiedział frazę: “po ludzku sądząc to niemożliwe”. Skoro jednak zastrzegł, że Bóg może to zrobić mamy okazję celebrować cud. Kościół pomimo wielu zgrzytów zwrócono. Pozostaje “cierniowa droga” związana z walką o projekt rekonstrukcji. Jak się dowiedziałem ekipa Janukowycza stwarza wiele trudności w tej sprawie.

 

 

Oblaci:

 

o. Waldemar OMI - wieloletni duszpasterz w Krzywym Rogu.

o. Romuald OMI - Połtawa - Krzywy Róg - młody kapłan - budowniczy kościoła w Połtawie. Młody rubaszny ale wstydliwy kapłan.

o. Jacek Pyl OMI - przełożony kijowskich oblatów.

Człowiek, który dusze oddał Ukrainie i sprawie misyjnej.

Chodzą słuchy, że jest kandydatem do sakry biskupiej.

o. Andrzej Madej OMI - Kijów - Aszchabad - przełożony oblatów w Kijowie, redaktor “Gazety Parafialnej” przeniesiony w 1997-m roku decyzją stolicy Apostolskiej na stanowisko przełożonego “Missio sui iuris” do Turkmenii.

Jakiś czas był ojcem duchownym w oblackim seminarium w Markowicach.

Poeta, esteta, autor wielu  książek, esejów. Zapoznaliśmy się osobiście w Kijowie w 1996-m roku w kościele św. Mikołaja. Zaocznie znaliśmy się wcześniej. Głębszą znajomość zawarliśmy w Tajpej na Tajwanie we wrześniu 2009. Tam prze tydzień czasu gawędziliśmy do późnych godzin nocnych, bowiem rozmieszczono nas w tym samym pokoju w hotelu na sympozjum Cor Unum. Wtedy to zachęcił mnie do publikacji “Człowieka Znikąd” jest autorem wstępu do tej debiutanckiej książki.

Dinozaur ruchu oazowego, rekolekcjonista, ekumenista etc.

Jeden z autorów pomysłu: “Przystanek  Jezus” w Jarocinie oraz na Rokowym Campingu w Brodnicy. Pośród nawału pomysłów i akcji twórczych bywa również roztargniony. Stary autostopowicz, człowiek z ludu wzięty i do ludu posłany jak na ironię losu został mianowany wysokim urzędnikiem kościelnym. Pełni urząd attache i ma rangę ordynariusza co może spowodować lada dzień sakrę biskupią, byle tylko misja w Aszchabadzie troszeczkę okrzepła.

 

Chrystusowcy:

 

Ks. Dziekan Ryszard Karapuda TChr - Wikariusz Biskupi - Makiejewka - Mikołajew - Donieck - oddany sprawie dzieci ulicy i bezdomnych. Utalentowany muzycznie, esteta. Bardzo zaangażowany w charyzmat zakonu czyli w kwestie polonijne. W Nikołajewie przeżył mikro-wylew co spowodowało mini-sklerozę. Znany jest jako “słoń Trąbalski zapominalski”. Zapomina również i z tej przyczyny, że jako dziekan i wikariusz biskupi ma nadmiar obowiązków. Ma łatwość mówienia i spory zapał misyjny. W Kamieńcu Podolskim, gdzie zdobywał szlify misyjne sporo uwagi udzielał akcji obrony życia a w Makiejewce gdzie był proboszczem tylko rok rozwinął akcję opieki nad sierocińcami, wiele dzieci wtedy ochrzczono po sąsiedzku z parafią. Opiekował się też z tzw. “dziećmi ulicy” czyli takimi które z sierocińców uciekały.

Ks. Wiktor Abelmazow TChr - Makiejewka - Mikołajew - Donieck - Podwołoczyska - Donieck.

Pierwszy ukraiński Chrystusowiec. Pedantyczny, wysoki, melancholiczny kapłan. Pochodzi z kamienieckiej parafii. Daleki kuzyn Biskupa Stanisława Szyrokoradiuka.

Ostatnio przyjął pod opiekę parafię w Gorłówce gdzie proboszczuje.

Ks. Mikołaj Pilecki TChr - Donieck- Mikołajew - Donieck - Podwołoczyska.

Drugi ukraiński Chrystusowiec. Sangwinik, pragmatyk, oddany “sprawie bożej“. Pochodzi z Winnicy. Współorganizował 3 pielgrzymki piesze do Mariupola.

Ksiądz Mikołaj potrafi się zaraźliwie śmiać. Był ulubieńcem donieckiej młodzieży i bardzo dobrze mu się współpracowało z ks. Włodzimierzem.

Stanowili zgrany zespół.

Ks. Witali Gudz Tchr - Kamieniec Podolski - Donieck - Mikołajew - USA

Pierwszy chrystusowiec z Donbasu. Bystry, inteligentny, niestety przez jakiś krótki czas suspendowany. Z pomocą Bożą powrócił do kapłańskich obowiązków.

Ks. Dziekan Włodzimierz Dziduch Tchr - Makiejewka - Donieck - Bolonia

Budowniczy kościoła w Doniecku. Wieloletni proboszcz, dziekan i wice prowincjał na terenie Ukrainy. Obecnie kapelan wspólnoty polskiej w Mediolanie w parafii św. Cecylii. Byłem tam u niego w 2007-m roku. Żyje skromnie,  podobnie zresztą jak i w Doniecku. Ma stanowcze poglądy i jest wymagający wobec ludzi i samego siebie więc chwilami mu trudno. Jako budowniczy kościoła w Doniecku na trwałe wszedł do historii tego miasta.

Ks. Jarosław Giżycki TChr - Chrystusowiec, długoletni proboszcz w Doniecku i w Mikołajewie na Ukrainie, jakiś czas był wykładowcą w WSD w Pińsku.

Twórca, współtwórca lub odnowiciel wielu wspólnot katolickich na Donbasie miedzy innymi w   Gorłowce, Mariupolu, Krasnoarmiejsku i Kramatorsku. Utalentowany muzycznie, biblista.

 

Paulini:

 

o. Symplicjusz Czesław Berent - Paulin - Kamieniec Podolski - Mariupol.

Pionier paulińskich wspólnot na Ukrainie. Spędził tam niemal 20 lat swego bogatego życia. Jakiś czas był w zarządzie zakonu w Częstochowie. Widocznie tam nabrał wysokich manier, bo każda uroczystość w Mariupolu musiała być na wysokim poziomie. Wrażenie robił mariupolski refektarz. Podobnie jak na jasnej górze jego rozmiary były porównywalne z rozmiarami świątyni. W danym wypadku 7 na 7 metrów…

Długoletni przełożony Paulinów na Ukrainie. Wieloletni proboszcz w Mariupolu.

Obecnie na zasłużonym odpoczynku w Polsce.

O. Sylwan Marcin Wirkowski - Paulin - Mariupol - Kamieniec - Ventspils

Wikariusz w Mariupolu i w Kamieńcu. Pochodzi z Michałowa na Podlasiu. Utalentowany muzycznie, gra na organkach ustnych. Pierwszy przewodnik pielgrzymki mariupolskiej. Obecnie proboszcz w Ventspils kapelan Cyganów.

o. Laurencjusz Jan - Paulin - Kamieniec - Mariupol - diakon wyświęcony w Mariupolu, jako wikariusz koordynował akcję peregrynacji ikony MB Częstochowskiej. Utalentowany muzycznie, organista. Wytrwał w Mariupolu dwa lata jako diakon i wikariusz. Jest to swego rodzaju rekord na tej trudnej placówce.

o. Walery Paulin - Kamieniec  - Mariupol - drugi przewodnik pielgrzymki mariupolskiej. Bardzo młody Kaplan. Podobnie jak kilku poprzednich wikariuszy wytrwał w Mariupolu zaledwie jeden rok. Przeniesiony w rodzinne strony czyli na Podole.

o. Błażej Gołub - Paulin - Mariupol - Kamieniec - pierwszy kaznodzieja wędrowny w trakcie peregrynacji Kopii Cudownego Obrazu Częstochowskiego po diecezji charkowsko-zaporoskiej. Znamy się zaocznie. Nie dane nam było jednak ni razu się spotkać. Biskup padewski wspominał mi, że ten młody ojciec przeżywał kryzys w zakonie i nawet mowa była o przechodzeniu do diecezji. Na całe szczęście ten pomysł upadl. Myślę, że takie kryzysy to po prostu “ukraiński syndrom”. Zakonnicy uczą się w Polsce jednych porządków i ideałów. Na Ukrainie spotykają całkiem inne, wręcz odwrotne.

Kleryk Michał Piszczyk - paulin - rodzony brat Jana i Mikołaja Piszczyków rodem z Żytomierszczyzny, był na postulacie w Mariupolu, obecnie na studiach teologicznych w Polsce. Małomówny, być może z powodu słabej znajomości polskiego. Gdyśmy się spotkali w Mariupolu dopiero zaczynał formację. W tej chwili jak sądzę kończy studia i język polski nie jest już dla niego problemem. Daj mu Boże wiele łask na misjach. To ciekawy przypadek kiedy trzej rodzeni bracia odnajdują się w kapłaństwie. Wielkie brawa dla Polesia, bo spod Żytomierza właśnie ci księża  pochodzą.

 

Oo. Saletyni - Nikopol -

 

Podjęli się sprawy budowy kościoła w Nikopolu.

Spotkałem dwu braci dokładnie w chwili gdy dopiero obejmowali placówkę w Nikopolu. Nie mieli jeszcze stałego adresu a msza miała się odbywać w sali widowiskowej w urzędzie Elektrowni. Jej dyrektor Antoni był bardzo zaangażowanym katolikiem ale nie był już młody. Istniały obawy, że z wiekiem może stracić urząd a katolicy lokal. Bracia Saletyni planowali kupno posesji przy której mogłaby istnieć kaplica i można by odprawiać nabożeństwa. Czy im to się udało nie wiem. Raczej tak.

 

 

Jezuici:

 

o. Andrzej Bobola SJ - święty, zamordowany przez kozaków w Janowie Poleskim pod Pińskiem. W latach 20-tych bolszewicy wykorzystywali jego relikwie jako eksponat muzealny, dzięki staraniom legata papieskiego d’ Herbigny SJ przewiezione do Watykanu. Bolszewicy postawili warunek, że nie wolno go eksponować w Polsce. Strona Polska zabiegała o to aż do 1938-go roku kiedy to relikwie z honorami pielgrzymowały przez terytorium kilku katolickich państw witane na dworcach Lublany, Wiednia, Pragi etc.

Ogłoszony patronem Warszawy.

o. Kazimiras Żylis SJ - długoletni proboszcz w Indurze pod Grodnem, jezuita przyjaciel o. Merkys z Chmielnicka na Ukrainie

o. Merkys SJ - Litwin, długoletni duszpasterz na Hreczanach w Chmielnicku, miałem to szczęście, że spotkałem go jednego wieczoru na indurskiej parafii pod Grodnem jako diakon na praktyce wakacyjnej.  Ksiądz Żylis opowiadał mi o nim wiele między innymi i to, że w Chmielnickim nauczył parafian abstynencji.

o. Tadeusz Łazarz SJ - młody kapłan z krakowskiej Prowincji - przepracował 3 lata na Hreczanach zmarł na rozległa chorobę nowotworową popromienną. Zapoznaliśmy się na pielgrzymce pieszej do Agłony na Łotwie, odprawiał prymicyjną Msze świętą w moich parafiach nad Donem. W Posłańcu Serca Jezusowego zaraz po jego śmierci czyli w roku 1997-m ukazał się artykuł pt. “Sztuka umierania”. Bardzo mnie ten zapis wzruszył. Odnalazłem wśród szpargałów pocztówkę jaką mi kiedyś przysłał chyba na Wielkanoc i zaszlochałem. Patrząc na tego człowieka budowałem się bardzo. Z opowieści wiem, że to późne powołanie. Tadek zakończył Technikum Kolejowe gdzieś na południu Polski i kilka lat pracował na kolei. Dopiero potem wstąpił do zakonu i był bardzo solidny w tym co robił. Nic dziwnego, że pytanie o możliwość wstąpienia do zakonu takiego jak ja istnieje zadałem właśnie jemu.

Był neoprezbiterem i nie wyśmiał mego pytania. Stwierdził, że “czemu nie”. Wyjechał krótko po tej rozmowie do Hreczan i od tej pory więcej go nie widziałem.

Zmarł mając jakieś 35 lat. Byliśmy więc rówieśnikami.

o. Henryk SJ - obecny proboszcz na Hreczanach - Rekolekcjonista.

Bardzo zapracowany kapłan. Dobrze znany zarówno na zachodzie jak i na wschodzie Ukrainy. Gdyśmy się w przelocie spotkali, pokazał mi sale wykładowe, rekreacyjne a nawet pokoje dla uczestników rekolekcji ignacjańskich. Mówię pokazał, bo trafiłem na ten moment, gdy w klasztorze obowiązywało milczenie. Milczeli uczestnicy i rekolekcjonista też narzucił sobie taki obowiązek.

o. Oleg SJ - jezuita wschodniego obrządku, prowadzi duszpasterstwo dla unitów w mieście Chmielnicku. Jeden raz pogadaliśmy sobie przez telefon. Nie wiedziałem przedtem, że unici mają braci jezuitów. Myliłem się sądząc że jezuici działają tylko w obrządku łacińskim. Dla mnie to ważna wiadomość.

Brat Giorgio SJ - członek wspólnoty w Hreczanach - rezyduje w parafii Czarny Ostrów. Spotkaliśmy się w lutym 2008-go roku. Brat wydawał się zaradny, gospodarny, zatroskany o kościół. Posiadał sporych rozmiarów psa i mieszkał z nim na chórze. Parafianie go lubią jakby to był ich proboszcz i w rzeczy samej wiele obowiązków proboszczowskich wykonuje z radością w tym również kolędowanie. Jakiś czas pracował we Włoszech stąd jego przydomek.

 

Salezjanie:

 

Ks. Andrzej Janicki SDB - absolwent ryskiego seminarium duchownego tajny salezjanin rodem z Odessy skierowany na misje do Gruzji w 1988 - m roku, proboszcz parafii Turczch, sprawuje liturgię w języku Grabar w liturgii ormiańskiej.

Jeden raz odwiedziłem jego parafię i mogłem się naocznie przekonać jak wiele talentów posiada ten kapłan. Przede wszystkim to lingwista. Gdyśmy wspólnie podróżowali podziwiałem z jaką lekkością przechodzi on z ormiańskiego na gruziński a potem z polskiego na rosyjski. W tamtych czasach byŁ przełożonym salezjańskiej misji w Gruzji.

Ks. Anatol Iwaniuk SDB - organista w Gródku Podolskim, absolwent ryskiego seminarium duchownego tajny salezjanin skierowany na misje do Gruzji w 1988 - m roku, proboszcz w parafii Cchaltpila, sprawuje liturgię w języku Grabar w liturgii ormiańskiej. Przełożeni proponowali księdzu Iwaniukowi objęcie katedry ormiańskiej i kierowanie wspólnotą jeszcze na początku lat 90-tych. Nie dał się jednak skusić na tę ponętną propozycję. Pozostał wierny swym parafianom w Gruzji. Jego relacje z tubylcami nie są proste. Odwiedzałem ks. Anatola dwukrotnie więc znam sprawę z autopsji. Ksiądz Anatol bywa wybuchowy, zresztą podobnie jak i większość Ormian. To powoduje, że niektórzy go omijają z daleka. Inni natomiast są pełni podziwu. Jego zamiłowanie do muzyki pozwoliło na stworzenie wspaniałego chóru co jak magnes przyciąga zamiłowanych w sztuce parafian. Orient rządzi się własnymi prawami. Ukraina jest piękna ale Anatol pokochał Gruzję i do dziś tam trwa.

Ks. Tomek Pilecki SDB - salezjanin wikariusz w Moskwie, w rejonie oszmiańskim i w Odessie, jakiś czas w Rostowie nad Donem, odszedł z kapłaństwa w 1998-m roku dalszy los nieznany. Widziałem go ledwie trzy razy. Jeden raz w Moskwie w 1992-m roku. Wspólnie sprawowaliśmy Mszę świętą. To on mi opowiadał jak odbywało się zajmowanie pomieszczenia u wrót kościoła Niepokalanego Poczęcia czyli obecnej katedry Moskiewskiej. Do Odessy Tomek trafił w podobnych okolicznościach czyli w tym czasie kiedy zwracano katolikom odeską katedrę. Gdy trzeci raz przyszło się nam spotkać w Rostowie nad Donem miałem wielkie nadzieje, że przejmie po mnie niektóre parafie gdy wyjadę na Syberię. Pamiętam jego odpustowe kazanie w Nowoczerkasku 15 sierpnia 1998-go roku. Mówił długo i sensownie. Z tego jednego kazania można by zrobić trzy i też by było dobrze. Takiej łatwości mówienia można było pozazdrościć. Myślę, że takich kazań wiele wygłosił również w Odessie a przedtem w Petersburgu i na Białorusi. Tym nie mniej zdiagnozowałem jego postać jako typową ofiarę szatana. Nazbyt wiele miał talentów, by się oprzeć pokusie sławy czy też innym podobnym. Dostrzegłem przy pierwszym spotkaniu inklinacje do alkoholu a przy ostatnim on sam otwarcie mówił, że nie może żyć bez kobiety. Takie odkrycie w życiu 40-to latka nie jest czymś nowym. Myślę, że warto to wypowiedzieć i tu i w innych publikacjach. Choćby po to by księża się mieli na baczności. Po to również, by te panie którym do głowy wpadnie pomysł, by się zaprzyjaźnić z kapłanem w średnim wieku miały świadomość na co narażają takiego człowieka i samych siebie. Człowiek, który się nie sprawdził w kapłaństwie po tak wielu próbach nie ma wielu szans na to by być dobrym mężem czy ojcem. Tak myślę i od innych księży słyszę podobne opinie. Oczywiście nie potępiam. Ten chłopak naprawdę dał z siebie wiele i jego zasług misyjnych nie da się zignorować. Po prostu głośno myślę.

Ks. Boguszewski SDB  - długoletni przełożony salezjanów w prowincji wschodniej

Ks. Edward Mackiewicz SDB - wikariusz w Lidzie, proboszcz w Rostowie, Korostyszewie i w Bibrce pod Lwowem.

Opowiadając o białoruskim miasteczku Lida w poprzedniej części “Człowieka Znikąd” już sporo napisałem o tym księdzu.

Będę się może powtarzał ale warto co nieco dopełnić.

“Rudy łysy, kuternoga, przywileje ma u Boga”.

O księdzu Mackiewiczu można  opowiadać godzinami.

Powyższy cytat-motto, to jedna z wielu “skrzydlatych fraz”, jakimi on rzucał zawsze na prawo i na lewo. Akurat cytowane słowa troszeczkę opisują jego wygląd, a nawet stosunek nieba do niego samego, więc zacytowałem z nadzieją, że się nie obrazi. To nie leży w jego naturze. On może się gniewać ale nie na długo. Gdy chodzi o charakterystykę tego misjonarza to z jednej strony jest to wdzięczny temat a z drugiej lepiej by było go po prostu raz zobaczyć i wszystko byłoby bez słów jasne. Co do słów to choć nie pisze on książek to jednak ma wielki dar i może kiedyś ujrzą światło dzienne jego dzienniki, które skrzętnie pisze. Myślę, że kiedyś dotrze do niego moja życzliwa zachęta.

Edward jest urodzonym gawędziarzem. Być może nauczył się tego w wojsku, a może ma to wrodzone. Wystarczy, żeby troszkę zniżył swój kapralski głos i już publiczność zamiera w oczekiwaniu niesamowitych opowieści. Nic dziwnego, że miał zawsze wzięcie jako kaznodzieja mógł zahipnotyzować kogo chcesz.

Najlepiej mu się to udawało w relacjach z policjantami.

Wiele zawsze podróżował znał na pamięć wszystkie drogi na Ukrainie i Białorusi. W młodości przewędrował całą Litwę odwiedzając krewnych. Jego nazwisko mówi wyraźnie o jego kresowym pochodzeniu. Fizjonomia “bulbasza” nie da się ukryć. Łysawy, okrąglutki, wysoki.

Chwilami nie wiadomo było kiedy żartował a kiedy był poważny. To jemu zawdzięczam wiele wizyt na Białorusi. Razem byliśmy w Homlu, w Mińsku i w Dokszycach. W Borysowie w Grodnie i w Oszmianie.

Teraz mieszka w Bibrce na przedmieściach Lwowa.

Urodził się jednak w Lidzbarku Warmińskim i tam mieszka jego mama staruszka, bo tato, który był szewcem i miał niesprawne nogi już dawno zmarł. Ksiądz Edward ma wiele rodzeństwa i w Koszalinie i w Szczecinie. Jedna z sióstr mieszka w Hajnówce i ma prawosławnego męża toteż i on ma krewniaków prawosławnych i jest w tym sensie bardzo ekumenicznym kapłanem.

Najwięcej czasu spędził jako kapłan w Lidzie i na pielgrzymkach do Budsławia. Chodził na nie co roku i zawsze Bral na nie ze sobą parafian. Jego pielgrzymkowa pobożność była do pozazdroszczenia. Tak, warto to wyszczególnić, Edward mimo żyłki biznesowej i wielu życiowych przekrętów to człowiek bardzo pobożny…

Może właśnie stąd się bierze jego typowo salezjańska “święta radość”.

Dość długo nadużywał papierosów i przez to nabawił się w Lidzie właśnie zapalenia płuc. Kiedy przyjechał do Rostowa nad Donem, by mi pomóc wyplątać się z rąk aferzystów nadal. Był slaby. Tym niemniej zaangażował się bez reszty i jestem mu za to niezmiernie wdzięczny. Nasze charaktery były diametralnie różne. Potrafiliśmy nie gadać ze sobą miesiącami i nie odwiedzać się. Każdy taki czas był ciężki dla nas obu i w efekcie potem trzeba było nadrabiać wspólnymi wyjazdami do Niemiec, Włoch. Na trasie była Polska, Ukraina i Białoruś.

Jest więc co wspominać. Edwarda nie trzeba było namawiać. Wystarczyło, że na trasie było jakieś małe sanktuarium od razu chętnie robił przystanek i dzięki temu nasze podróże zamieniały się w pielgrzymki.

Jeden raz odwiedziliśmy moją siostrę w Chojnicach.

Bywaliśmy u jego brata w Koszalinie czy w Mielnie, nad samym morzem.

Razem byliśmy u don Bosco w Turynie i u św. Antoniego w Padwie. Wspólnie odwiedziliśmy Watykan i rodzinne miasteczko św. Benedykta.

Byliśmy też w kurii tarnowskiej i w seminarium duchownym, w sanktuarium MB Bolesnej w Limanowej, w Wadowicach i w parafii na terenie której żyła z mamą i siostrami Edyta Stein. Wspólnie byliśmy w sanktuarium narodowym Altoetting w Bawarii.

Dotarliśmy do Dortmundu i Koenigstein. Wszystkie te sanktuaria odwiedzaliśmy jego samochodem. Wielokroć odwiedzaliśmy wspólnie Saratów i wszystkie moje liczne parafie nad Donem. Koło Wilejki wpadliśmy w poślizg i omal nie rozbiliśmy się w drobiazgi ale on puścił kierownice i tylko się szybko modlił.

Choć tego nie doceniałem był dla mnie jak starszy brat.

Dobro nie narzuca się i nie jest tak jaskrawe jak zło.

Bóg zapłać ojcze Edwardzie!

Ks. Baczyński SDB - Lwów - Odessa - młody proboszcz lwowski następnie skierowany do Odessy. Zapoznałem go we Lwowie dzięki księdzu Edwardowi. Pokazał nam obu stare miasto na ciekawym spacerze. Zaprosił na nocleg w katedralnej plebanii, był bardzo braterski.

Ks. Marek Poniewierski SDB - Lwow - Nowoczerkask - rodowity poznaniak - pierwszy ojciec duchowny w seminarium lwowskim w Brzuchowicach. Odwiedziłem go tam wraz z ks. Edwardem w 1996-m roku, gdy tylko seminarium zaczynało działać. Ściany i okna budynków dawnego sanatorium były nieszczelne. Wiatr wial zewsząd a elektryczność odłączano często. Gdyśmy tam byli siedzieliśmy przy świeczkach.

 

Franciszkanie Konwentualni

 

o. Edward Kawa OFM Conv - Kremieńczuk - Boryspol - Maćkowce koło Hreczan pochodzi z Mościsk koło Lwowa wice prowincjał Zgromadzenia na Ukrainie.

Studiował w Krakowie i w Petersburgu.. Był delegatem śp. O. Grzegorza Ciorocha na poświęceniu katedry w Taszkiencie w 2000-m roku. Spotkałem go jako kleryka w 1999-m w Moskwie, powtórnie w 20010-m w Taszkiencie.

Średniego wzrostu, chudy, nosi okulary.

o. Tomek Ryba OFM Conv  - Boryspol - wikariusz w Boryspolu aktualnie przeniesiony do Bratysławy. Spotkaliśmy się w czasach mojej choroby i fatalnej podróży do Pekinu. On właśnie odwiózł mnie na samolot. On również opiekował się moim parafianinem Rusłanem Żmurko na postulacie.

o. Andrzej Wanat OFM Conv - Boryspol - obecny przełożony i proboszcz wspólnoty w Boryspolu. Spotkaliśmy się przelotnie we wrześniu 2010.

o. Jarosław Kruk OFM Conv - Boryspol - neoprezbiter z krakowskiej prowincji. Spotkaliśmy się przelotnie we wrześniu 2010..

o. Paweł Odój OFM Conv -Boryspol

o. Lucjan Szymański OFM Conv - Lwów - Kałmucja  - Uzbekistan

Pierwszy raz spotkaliśmy się latem 1994-go roku. Podróżowałem z grupą pielgrzymów do polski. We Lwowie mieliśmy postój i nocleg. Uczestniczyliśmy w odpuście św. Antoniego. O. Lucjan opowiedział nam historie kościoła.

Rok później trafił do pracy w Kałmucji i przejął po mnie placówkę w Eliście oraz w rejonie Gorodowikowskim.

 

Dominikanie:

 

o. Mariusz OP - poeta, dziennikarz, wykładowca w Instytucie Teologicznym św. Tomasza z Akwinu, opiekun miejscowej polonii i polonijnej gazety.

o. Kamiński Andrzej OP - przełożony kilku kadencji w Kijowie

o. Roman OP - Jałta - absolwent ryskiego seminarium, proboszcz w Jałcie porzucił stan duchowny

o. Andrzej Bielat OP - Moskwa - Jałta - błyskotliwy, dobry kaznodzieja, autor stałej rubryki kinowej w “Gazecie Parafialnej” długoletni misjonarz na Wschodzie.

o. Jerzy OP - Jałta - błyskotliwy, młody misjonarz, jeden z pierwszych dominikanów rosyjskiego pochodzenia

 

Pallotyni - Odessa - Kijów - Łuck - Makiejewka:

 

Ks. Władysław Zawalniuk SAC - rodem z Ukrainy z miasta Murafa, budowniczy kilku kościołów na Mołdawii. Jeden z nich władze sowiecki zniszczyły buldożerami. Wieloletni proboszcz w czerwonym kościele w Mińsku

Ks. Aleksander G. SAC - pallotyn z Wołynia - rubaszny, absolwent ryskiego Seminarium duchownego. Zapoznałem go w 1987-m roku jako kleryk w Krakowie u pijarów, on był wtedy neoprezbiterem i przyjechał złożyć kwiaty bp Szelążkowi, założycielowi zakonu Terezjanek i ostatniemu ordynariuszowi łuckiemu w czasach przedwojennych. Potem już jako kapłani spotkaliśmy się w Fatimie w 1995-m roku. W 2003-m przebywał na leczeniu w Ząbkach pod Warszawą.

Ks. Andrzej Bafeltowski SAC - pallotyn rodem z Warszawy wyjechał na misje na Ukrainę zaraz po świeceniach, opiekun ruchu neokatechumenalnego w Żytomierzu, skierowany na placówkę w diecezji kamieniec-podolskiej przeżył wypadek samochodowy, sparaliżowany zajął się działalnością kaznodziejską na rzecz misji. W roku 2005 spędził wakacje na zastępstwie w Artiomowsku i otrzymał dekret wikariusza w Makiejewce. Dotarł na stałe do Makiejewki w 2008-m roku.

 

Bernardyni

Połonne - Żmerynka - Szarogród - Żytomierz - Baranowo

 

Najbardziej liczne zgromadzenie na prawym brzegu Dniepru. Posiada ponad 80-ciu braci w tym również poza granicami Ukrainy.

o. Zenon Turowski - absolwent ryskiego Seminarium, pracował w sanktuarium MB Budsławskiej na Białorusi, krewny rodziny Łagowskich z  Kałmucji, moich parafian, znany mi z ich opowieści bowiem odwiedzał Kałmucję jako kleryk.

Spotkaliśmy się latem 1994 w Jacie przypadkowo.

o. Antoni Pacyfik Nemczenko - absolwent ryskiego seminarium, rasowy misjonarz, dobrowolnie udał się na Donbas pod koniec lat 80-tych. Zginął w katastrofie samochodowej.

o. G. - kapłan, pochodzący ze Żmerynki, który jako kleryk odwiedzał mnie w Rostowie nad Donem, bowiem jak opowiadał jakiś czas tam mieszkał. Absolwent seminarium w Kalwarii Zebrzydowskiej jakiś czas magister nowicjatu w Baranowie.

W trakcie pierwszej pielgrzymki mojej grupy z Rostowa oprowadzał nas po stacjach drogi krzyżowej.

o. Szymon Szyrokoradiuk - młodszy brat biskupa Stanisława, absolwent krakowskiego seminarium w Kalwarii Zebrzydowskiej, święcony w 1994-m roku wraz z dwoma współbraćmi  z Ukrainy. Wszystkich trzech napotkałem przypadkowo w Kalwarii w trakcie pierwszej pielgrzymki do Polski z grupą Rosjan. Oprowadzili nas po Sanktuarium, rozmieścili i nakarmili. Szymon nawet załatwił nam kierowcę by dowiózł nas na dworzec, niestety kilka lat po święceniach opuścił szeregi kapłańskie.

 

 

Kapłani greccy

 

Kardynał Izydor - pierwszy kardynał kijowski obrządku wschodniego, uczestnik unijnego soboru Florenckiego, na którym stworzono podwaliny dla powrotu wschodnich chrześcijan do jedności z  Rzymem.

Abp Jozafat Kuncewicz - święty, bazylianin, urodzony na Wołyniu, zakończył studia w Wilnie podjął pracę na Białorusi gdzie przyjął męczeństwo. Nazywany duszochwatem, wyniesiony do urzędu biskupa połockiego został zamordowany w Witebsku przez fanatyków Prawosławia. Wielu z morderców po śmierci świętego przeżyło nawrócenie. Ciało wędrowało z miejsca na miejsce, w latach 20-tych bolszewicy wykorzystywali je jako eksponat muzealny, dzięki staraniom legata papieskiego d’ Herbigny SJ razem z ciałem Andrzeja Boboli przewiezione do Watykanu, złożone w sarkofagu św. Andrzeja  Apostoła.

Abp Andrzej Szeptycki - sługa Boży - hrabia, kapłan wschodniego obrządku polskiego pochodzenia, rodzony brat generała Szeptyckiego walczącego o przynależność Śląska do Polski. Dla wielu kontrowersyjna postać. Wybrał drogę kapłaństwa. Swój patriotyzm wobec kościoła i Ukrainy pojmował jako służenie sprawie odrodzenia wschodniego obrządku w Galicji a także tworzenia struktur kościelnych w Rosji. Z tych zadań wywiązał się wyśmienicie.

Abp Większy kardynał Lubomir Huzar - Lwów - Kijów

Emigrował po wojnie z rodzicami na Zachód, rozmawia po polsku bez akcentu, nie zna języka rosyjskiego. Zrównoważony ale stanowczy. Zabiega o tytuł patriarchy nie dla siebie osobiście jak powiada ale dla podniesienia rangi swojego kościoła, który jest największą wschodnią denominacją w łonie kościoła katolickiego.

Przeniósł stolicę kościoła unickiego do kijowa w 2006-m roku co spowodowało falę komentarzy. On sam interpretuje to jako “powrót do Kijowa” po latach przymusowej emigracji spowodowanej rozbiorami Ukrainy i rosyjskim okresem niewoli.

Bp Stepan Meniok - haliczanin skierowany do pracy w Doniecku - redemptorysta obrządku wschodniego, kierował we Lwowie podziemnym unickim seminarium, skierowany na Donbas w 2002 jako egzarcha, wizytator grekokatolików na terenie Rosji. Wielokroć spotykaliśmy się na różnych uroczystych liturgiach. Na jego prośbę wydrukowano mój artykuł w sprawie misji w Rosji w głównym unickim periodyku “Patriarchat”. Artykuł napisałem zimą 2008. Ukazał się w gazecie w wielkanocnym wydaniu tegoż roku.

Bp Medwit - Charków - były egzarcha kijowsko-wyszogrodzki, obecnie biskup pomocniczy w egzarchacie doniecko-charkowskim z rezydencją w Charkowie.

Abp Juri Jurczyk - Donieck - hierarcha kijowskiego Patriarchatu na Donbasie, porzucił te jurysdykcje i zgłosił się do egzarchatu doniecko-charkowskiego gdzie został przyjęty w randze proboszcza z prawem używania dystynkcji biskupich na terenie swej parafii.

Lawiniec - pochodzący z Zakarpacia biskup emerytowany praski i poeta języka ukraińskiego. Wujek mojego parafianina i przyjaciela zamieszkałego obecnie w Kijowie Iwana Katycza.

o. Lubomyr Zakon Świętego Ducha - kapłan, który próbuje zachować od rozpadu zakon założony przez kardynała Slipyja do pracy w środowisku o dwu obrządkach - korespondował ze mną i odwiedzał mnie na Donbasie, brał udział w pielgrzymce mariupolskiej - po pielgrzymce ja również odwiedziłem jego rodzinne strony.

Byliśmy razem w Równem w Ostrogu w Łucku i w Kobryniu.

o. Onufry - bazylianin - haliczanin skierowany do pracy we wsi Pokatiłowka na przedmieściach Charkowa - budowniczy i proboszcz unickiej parafii w Pokatiłowce, spowiednik sióstr Karmelitek

o. Igor Opac‘ki - haliczanin rodem ze Zbaraża, kilka lat był proboszczem w Charcyzsku, skierowany do pracy w Zugresie - budowniczy kaplicy unickiej w Zugresie, dynamiczny, zaradny, porywczy, ojciec trojki dzieci

o. Rościsław - haliczanin skierowany do pracy w Doniecku - budowniczy kaplicy i młodzieżowego centrum przy parafii św. Ducha w Doniecku

o. Roman - haliczanin skierowany do pracy w Doniecku - ekonom egzarchatu, inicjator parafii w Konstantynówce

o. Michał - haliczanin skierowany do pracy w Doniecku - budowniczy parafii św. Michała w Doniecku nieopodal dworca kolejowego i dawnej kaplicy MB Różańcowej, od której zaczęło się duszpasterstwo unickie w mieście w 1990-m roku. Tam mieści się słynna ikona na której obok sylwetki Matki Bożej stoi rząd duchowieństwa i urzędników w tym również prezydent Janukowycz, który w tamtych czasach był gubernatorem.

o. Władimir Panteluk - haliczanin skierowany do pracy w Doniecku - egzorcysta, proboszcz parafii katedralnej, jeden z pierwszych duszpasterzy unickich w mieście, przybył na stałe w 1993-m roku posiada dwu dorosłych synów, którzy zajmują się biznesem.

o. Lew z Charcyska - kapłan unicki z tradycji starowierczej, w latach 80-tych członek podziemnych grup rzymsko-katolickich w Petersburgu, w Połocku usłyszał głos powołania do kapłaństwa. Odbył studia u galickich studytów pod Lwowem razem ze starszym synem. Pracuje na  Ukrainie na Donbasie.

o. Iwan - Krasny Łucz - pochodzi z Mościsk prowadzi duszpasterstwo w najtrudniejszym regionie Donbasu, posiada w centrum miasta malutką kapliczkę i kaplicę dojazdową w mieście Antracyt na przedmieściach.

o. Iwan - Dymitrow - pochodzi z Murmańska, syn oficera, gdy kończył szkołę średnią rodziców przenieśli do jednostki we Lwowie. Zaczynała się pierestrojka i chłopak poczuł entuzjazm religijny na fali, którego pomimo rosyjskiego pochodzenia zapragnął być unickim kapłanem. Zakończył seminarium i poprosił o skierowanie na Wschodnią Ukrainę czyli w rozumieniu grekokatolików na tereny misyjne. Tutaj poczuł się jak ryba w wodzie. Podjął się budowy kaplicy w jednym z prestiżowych punktów w mieście obok szkoły, kaplicę podpalili nieznani sprawcy. Nie załamał się zaczął kopać fundamenty pod prawdziwą cerkiew. Należy się spodziewać, że z jego entuzjazmem to nie potrwa długo.

o. Wasyl Iwaniuk - Krynica - kapłan z podziemnego seminarium lwowskiego, z pochodzenia Bojko. Bardzo oddany dla sprawy, jako jeden z pierwszych udał się na Ukrainę Wschodnią. Obecnie dziekan w Kramatorsku, budowniczy kilkunastu kaplic i cerkwi w okolicy, osobiście pomagał w remoncie i budowie dachu na dwu kościołach i jednej kaplicy (Jenakiewo, Artiomowsk - kościoły i Makiejewka - kaplica)

o. Jarosław - Berezowe - kapłan z okolic Sokala, z pochodzenia Bojko, budowniczy cerkwi na trasie mariupolskiej proboszcz w dojazdowej kaplicy w Dokuczajewsku

o. Jarosław - absolwent lwowskiego seminarium duchownego. Proboszcz w parafii Gorłówka na Donbasie - budowniczy cerkwi w centrum Gorłowki, mąż rzymo-katoliczki z Podola.

o. Witali z Konstantynówki - haliczanin ze Lwowa, student przemyskiego seminarium duchownego, licencjat teologii, żonaty, jeden syn, zmaga się z trudnościami życia, próbuje budować nową kaplicę pomimo starej na obrzeżach miasta.

o. Mikołaj haliczanin - były nauczyciel wychowania technicznego, dobry organizator, wprowadził lekcje religii w szkole, posiada największą ilość młodzieży w kościele w miejscowości Kamienka koło Lisiczańska na Donbasie.

o. Michał - haliczanin skierowany do Ługańska - utalentowany budowniczy, słaby menadżer pochodzi  spod Lwowa, dwójka dzieci, podjął studia dzienne na oddziale teologii miejscowego uniwersytetu na którym wykładowcy są głównie prawosławni.

 

Bazylianie ze Zwaniwki

 

- Zwaniwka- Największa świątynia unicka na Donbasie - około 300 parafian

- o. Sopron - kapłan z podziemia rodem ze Lwowa, uczęszczał latami na nabożeństwa o. Rafała Kiernickiego, skierowany na Kaukaz wiele lat ryzykował więzienie

 

Bazylianie Podhoreccy

 

Grupa zbuntowanych heretyków, którzy niezadowoleni z jak twierdzą “nie legitymizowanych rządów” kardynała Huzara, który jakoby dopuścił się rozluźnienia obyczajowego nie krytykując homoseksualizmu i dopuszczając inne teologiczne błędy nie powinien zarządzać kościołem greckokatolickim. Ojcowie ci ustanowili paralelną hierarchię na terenie całej Ukrainy, ogłosili biskupami niektórych kapłanów, którzy nic o tym nie wiedzieli. Zachęcali do udziału w schizmie mego znajomego o. Lubomyra. Są bardzo aktywni w kwestiach propagandowych. Rozsyłają listy do hierarchów całego świata w tym również do Taszkientu.

Szczyt ich aktywności przypadł na rok 2008-my.

Podhorce to mała wieś w Galicji. Byłem tam przejazdem w 2008-m roku.

Zakon Słowa Wcielonego “Verbo Incarnato” - Iwano-Frankowsk - Karpaty -Kazan - Duszanbe - Czymkent - Chabarowsk - misjonarze, których założyciel pochodzi z Argentyny. Podejmują nowe wyzwania misyjne próbują uaktywnić misyjny potencjał w obrządku greckim poprzez rozbudzenie powołań. Miejscowi kapłani z Ukrainy są już w Chabarowsku, siostra przełożona w Duszanbe też jest grekokatoliczką.

Mają jedno powołanie z Uzbekistanu.

 

 

 

Siostry

 

 

Siostry Urszulanki - Czerniowce - Kamieniec - Dniepropietrowsk - Donieck

 

s. Anna OSU - Czerniowce - Dnieprodzierżyńsk - Donieck - Czerniowce

Pochodzi z Grodka Jagiellońskiego, repatriowana na Lubuszczyznę wstąpiła do zakonu sióstr Urszulanek, studiowała na KUL, podjęła pracę na Ukrainie w Czerniowcach, Kamieńcu, Dniepropietrowsku i w Doniecku, jakiś czas urlopowana do Polski ze względów zdrowotnych, powróciła jednak do Czerniowiec. Współorganizowała pierwszą pieszą pielgrzymkę do Mariupola.

s. Halina Tkaczyk OSU - Dniepropietrowsk - Donieck - Mińsk - Kamieniec Podolski

Pochodząca z Baru bardzo optymistyczna, niewysoko, pulchniutka, tryskająca zdrowiem i humorem siostra.

s. Nina OSU - Donieck - Kamieniec Podolski

Melancholiczna, chorowita, rozmodlona i dobrze motywowana siostra.

W trakcie wywiadu jaki z nia przeprowadziłem 3 lata temu przyznała, ze zachęta do życia zakonnego stał się dla niej uśmiech. Spodobało się jej to w jaki zaraźliwy sposób śmieje się opisana wyżej siostra Halinka Tkaczyk. Ten uśmiech Nina dostrzegła w pielgrzymce i nie mogła go zapomnieć.

Pochodzi z Podola.

 

 

Ss. Werbistki - Zaporoże - Kremieńczuk - Boryspol

 

Wśród werbistek zapamiętałem siostrę, której brat był bernardynem i pracował jako jeden z pierwszych na Donbasie. Miał na imię Antoni-Pacyfik. Często zabierał siostrę na te misyjne wyprawy, z czasem ona sama poszła do zakonu.

 

s. Maria z Sachalinu - dawna bizneswoman z Magadanu, którą zatrudniono na Sachalinie. Dawałem jej jako parafiance polecenie, by się zaprzyjaźnić z pracownikami Duchownej Biblioteki, ci z kolei odwiedzali nas w Jużno-Sachalińsku i przeprowadzili zajęcia dla świeckich liderów. To te minimum jakie mogłem zrobić, by ziarno powołania powstało w głowie. Z Marią spotkaliśmy się latem 2004 na Donbasie, gdzie mieszkają jej rodzice a potem aż w 2010-m w Boryspolu, gdzie ona występowała już w roli zakonnicy i stwierdziła, że jej dopomogłem w podjęciu decyzji.

 

Ss. Jezusa Miłosiernego - Bierdiańsk - Dnieprodzierżyńsk

 

Zakon założony przez ks. Michała Sopoćko popularny na Ziemiach Odzyskanych w Myśliborzu, Gorzowie, Szczecinie a także w Białymstoku. Od niemal 10 lat siostry pracują w Bierdiańsku od 5 - ciu lat w Dnieprodzierżyńsku.

 

Ss. Honoratki - Sumy - Kijów - Lwow

 

Jedna z sióstr pochodząca z Donbasu Lena Repin wstąpiła do Honoratek w Rydze i do dziś tam mieszka. Inna jej kuzynka pracuje we Lwowie, jakiś czas była prowincjalną siostra i to właśnie za jej prowincjałowania siostry osiadły również w Rostowie nad Donem. W Sumach opiekowały się zakrystią i grały na organach, jednak parę lat temu zrezygnowały z tej placówki, są jednak nadal w Charkowie.

 

Ss. Karmelitki - Światoszyno

.

Siostry prowadzą dom zakonny przy najstarszej kaplicy jaka obsługiwała w czasach sowieckich całe miasto na tzw. Światoszynie. Byliśmy tam z grupą pielgrzymów w 1993-m roku. Zadziwiła mnie grupa świeckich odmawiających po polsku brewiarz. Jak się potem dowiedziałem były to kandydatki do zakonu w liczbie, których była też Iwana, córka wysokiego urzędnika, który obiecywał rozprawę katolikom jeśli się nie odczepią od córki. Było jednak na odwrót, to katolicy nie mogli się odczepić od Iwany, zwłaszcza karmelitki. Kiedy stwierdzono, że nie ma powołania Iwana stworzyła własną wspólnotę, którą zajął się o. Maksymilian obecnie duszpasterz na Browarach w Charkowie i znany rekolekcjonista.

Wbrew oczekiwaniom grupa Iwany się nie rozpadła a “wielki tato” nie był w stanie w tej sprawie nic wskórać. Owszem wszystko to mocno odbiło się na zdrowiu o. Maksymiliana.

 

Ss. Nazaretanki - Krzywy Róg -

 

najliczniejsze Zgromadzenie zakonne na Białorusi, posiada własną prowincję i wiele powołań, mówi się o związku przyczynowym wielkiego wzrostu zakonu z męczeństwem sióstr w Nowogródku w czasie II Wojny Światowej, pracują na Ukrainie w krzywym Rogu.

 

Ss. Missionaries of Charity - Kijów

 

Wspólnota sióstr znajduje się nieopodal dworca autobusowego w samym sercu Kijowa. Siostry prowadzą dom a obok mają duży namiot pod którym okrągły rok spora grupa biednych jest dokarmiana.

W domu przełożona jest polką i ma do pomocy dwie hinduski oraz jedną siostrę z Kenii.

Ss. Dominikanki - Czortkowo

 

Siostry Dominikanki mają na Ukrainie kilka Domów w Galicji.

Nie wiem jaki skutek na nie wywarły moje błagalne listy i odwiedziny oraz wspólny rejs do Lwowa pełen pobożnych rozmów, faktem jest, że przyjechały w 2000- m roku na Syberię i od tego czasu pracują do dziś wśród Kumanów czyli w Buriacji w Ułan-Ude.

Siostry Służebniczki

 

Założone pod koniec 19 wieku w Galicji przez s. Jozafatę Gordaszewską pod kierunkiem pewnego kapłana. Pracują na wielu placówkach całego świata w ukraińskiej diasporze. Zapoznałem się z nimi na Donbasie. Tam wspierają one unicki egzarchat. Jedna z najciekawszych postaci to siostra Kikelia czyli Cecylia, która przybyła na misje z Brazylii z miasteczka Prudentopolis. Jest tam spora diaspora. Zakonnica pragnienie wstąpienia do klasztoru wyraziła w wieku 4-5 lat gdy na kolędzie prosiła księdza o nowy różaniec. Ten jej go obiecał pod warunkiem, że zostanie zakonnicą. Ona mu to obiecała. Na ile ksiądz żartował a na ile był poważny trudno ocenić. Pokazał jednak dziecku dwa obrazki i kazał losować. Jedno przedstawiało założycielkę Służebniczek inne Katechetek. Tylko takie zakony były w Brazylii. Dziecko wylosował służebniczki i po jakimś czasie trafiło do ich gimnazjum. Stąd już droga do zakonu była krótka.

Wedle ostatnich wieści siostra Kikelia opuściła Donieck po 10 latach praacy i powróciła do Brazylii grubo po 80-tce!

 

Siostry Katechetki

 

Osobiście nie spotkałem tych sióstr ale ich charyzmat wyraża tytuł. To również siostry unitki. Jest ich sporo na Zachodzie i w diasporze.

 

Siostry Bazylianki

 

Najliczebniejsze zgromadzenie unickie i najstarsze. Osobiście napotkałem jedna siostrę pochodzącą z Makiejewki. Jej ojcem duchownym był przez lata mój dobry znajomy, proboszcz z Charcyska o. Lew.

Siostra wyglądała na 25 lat. Jej ojciec nie akceptował tego wyboru. Był sowieckim oficerem i nie wierzył w nic. Byłem świadkiem jak przez telefon rozmawiała z nim po ukraińsku a on jej odpowiadał po rosyjsku. Gdy jej zwróciłem uwagę, że tak niegrzecznie odpowiedziała, że nie potrafi mówić po rosyjsku po kilku latach pobytu we Lwowie. Tam rzeczywiście mówienie po rosyjsku należy do złego tonu.

 

Siostry, które zmieniły status

 

Julia z Wołgodońska - Moja protegowana, której radziłem zakon bardziej dynamiczny, by obcować z ludźmi urządziła histerię w obecności mamy gdy tylko o czymś takim wspomniałem, życie jednak pokazało, że miałem rację.

Dwa lata spędziła w klasztorze w Kijowie i sama zrezygnowała ze składania ślubów. Jakiś czas spędziła w domu i powróciła do zakonu tym razem do Charkowa co też zakończyło się fiaskiem po kolejnych dwu latach.

Uczestniczyła w akcji elenco, pół roku opiekowała się parafią Gorłówka. Starała się o status “dziewicy konsekrowanej”, popadła w konflikt z dziekanem i z biskupem, bo nadużywała stroju duchownego, w którym pozwolono jej się poruszać na terenie parafii. Po powrocie do Wołgodońska urządziła akcję nieposłuszeństwa proboszczowi pochodzącemu z Irlandii, którego uznała za masona. Kapłan odjechał Julia przeszła na prawosławie. Jedna z najbardziej smutnych historii jaką pamiętam.

Jula była zawsze autorką wielu plotek kościelnych ale też przedmiotem plotek toteż była i jest osobą bardzo zranioną.

s. Irena OSU - postulantka: Dnieprodzierżyńsk - Donieck - Mińsk - Kamieniec Podolski - postulantka, spóźnione powołanie, jedna z liderek odnowy w Duchu Świętym i rekolekcji dl liderów w Dnieprodzierżyńsku. Po dwu latach spędzonych w postulacie powróciła do rodzinnej parafii.

Natalia Kubańska z Rostowa - malarka, autorka fresków w kaplicy w Batajsku i w Białymstoku, kolejna protegowana do zakonu. Wypisałem jej opinię do franciszkanek od Krzyża i odwiedzałem z grupą pielgrzymów na nowicjacie. Nie zdecydowała się jednak na śluby wieczyste i podjęła próbę “dziewicy konsekrowanej” pod opieką wspomnianych sióstr w Charkowie. Tato pochodził spod Tarnopola.

 

Świeccy

 

1. Wolontariusze:

 

Jerzy Rojecki - fotograf, esteta - uczestnik “akcji elenco” sponsor, kolega kursowy.

Wspólnie jeździliśmy na Bialoruś na szóstym roku seminarium.

Autor wielu zdjęć dla mojej stroniczki oraz pierwszego tomu “Człowieka Znikąd”

Wanda Kubiak - filolog, absolwentka KUL, dawna parafianka z Rostowa nad Donem wykłada rosyjski w kolegium w Białej Podlaskiej - uczestniczka “akcji elenco”, obecnie wykładowca rosyjskiego w jednej ze szkół średnich Białej Podlaskiej. Pomagała mi głosić rekolekcje w Marianowie w 2003-m roku. Kilkakroć składała świadectwo o mojej pracy  Rosji między innymi w białostockim Veritasie.

Odwiedzała mnie wielokroć w parafii w Makiejewce gdzie bywała przejazdem do rodziców do Rostowa.

Magdalena z Augustowa - lekarz stomatolog, uczestniczka “akcji elenco”, 3 miesiące przepracowała na Donbasie jako świecka misjonarka w parafii w Gorłowce wspólnie z Julią. Znalazła środki na prace wykończeniowe w kościele w Jenakiewo.

 

2. Parafianie z Podola rodem

 

Liczni parafianie z rejonu Gorodowikowsk - Kałmucja

W pamięci noszę rodzinę Łagowskich i Szotów. Parafian było wielu ale minęło zbyt wiele czasu bym ich wszystkich spamiętał. Łagowscy są spokrewnieni z o. Zenonem Turowskim Bernardynem prowincji Żytomierskiej.

Babcia z Winnicy na Wojenwiedzie

Wojenwied to duża dzielnica w Rostowie nad Donem. Tam mieszkają rodziny oficerów, których wysiedlono z Niemiec w 1989-m roku. Pewna staruszka z Winnicy, której zależało by córka nie żyła w stanie grzechu z mężem specjalnie przyjechała i chodziła do cerkwi by się dowiedzieć gdzie jest kościół. W cerkwi jej powiedziano: “nie wiemy i wiedzieć nie chcemy”. po takich słowach babcia z jeszcze większym impetem zaczęła szukać po urzędach. W obwodowej Administracji powiedziano jej telefon starościny i na najbliższą mszę babcia zjawiła się z wnukiem, który na Ukrainie nauczył się ministrantury i chętnie też usługiwał na Mszy w Rostowie.

Był okres kolędowy więc umówiliśmy się z babcią na kolędę. Planowałem, że tak jak w Polsce się praktykuje czasami, jeśli nie będzie przeszkód przeprowadzę krótką naukę i dokonam sakramentu. Pechowo w ten dzień przyjechał do mnie w gościnę “doświadczony dziekan“ z diecezji katowickiej. Zapomniawszy kto tu jest proboszczem wziął sprawę w swoje ręce. “Przeankietował” w znaczeniu “przemaglował” kandydatów do ślubu od góry do dołu, przekonał ich, że nie są gotowi. Niechcący ośmieszył i obraził babcię a młodą parę zniechęcił do kościoła na zawsze. Wcześniej przynajmniej córka z synem się zjawiali. Po tej kolędzie nawet babcia przestala chodzić. Myślę, że niektórym dziekanom warto by “kurs przedmałżeński” powtórzyć z pozycji misjonarza od strony “humanitarnej”. Ludzie na Wschodzie są nadwrażliwi na takie sytuacje. Myślę, że 50 procent potencjalnych parafian tracimy na misjach z powodu gruboskórności i formalizmu misjonarzy.

Dziennikarz z Sachalina

Ludzie pochodzący z Ukrainy mają prawdziwie religijne dusze. Igor, dziennikarz, którego napotkałem w więzieniu na Wielkanoc 2000-go roku tak się zapalił co do mojej pracy, że mimo iż to jego żona była katoliczką a on się miał za prawosławnego to od tej pory wszelkie ważne zdarzenia w parafii starał się filmować i podawać do wiadomości mieszkańców Sachalina. To był zaiste opatrznościowy człowiek.

Walera z Komsomolska

Walera rodem z kamieńca był instruktorem karate i starostą parafii w Komsomolsku nad Amurem czyli na końcu świata. Jego religijny instynkt był niesamowity. Z każdym rokiem jego fizyczne możliwości malały ale wiedza religijna rosła. To on wymyślił metodę na popularyzację wiary pośród adeptów karate. Zanim przystąpili do boju musieli odmówić różaniec. Pochodzenie tej modlitwy nie każdy z wojowników znał ale jej siłę rozumieli w sensie dosłownym.

Mirecka z Uzbekistanu

Pani Mirecka z miasteczka Angrenu przyniosła kiedyś na spotkanie w naszej nielegalnej kaplicy świadectwo małżeńskie swoich rodziców. Zawarli oni ślub w kamieńcu Podolskim. Była z tego wyrznie dumna choć jak przyznała nigdy tak nie była. Urodziła się na zsyłce w Kazachstanie a małżeństwo zawarła w Uzbekistanie. Teraz jest tak wiekowa i chora, że nawet nie marzy by ujrzeć kraj przodków. Cieszy ją jednak, że syn się angażuje w różne akcje polonijne. Zna troszkę język i jest instruktorem tańca.

Wala Czernowa z Makiejewki - Chmielnicki - Czarny Ostrów

Ekonomka w przedszkolu nieopodal parafii w Makiejewce na Donbasie.

Pochodzi z jezuickiej parafii na Hreczanach w Chmielnicku. Jej krewni uczęszczają do lokalnego sanktuarium w Czarnym Ostrowie. Bardzo uczynna ale nierówna.

Może na pół roku zniknąć z parafii potem następne pół roku “odrabiać”.

Katia z Makiejewki - pochodzi z Szarogrodu na Podolu, obwód winnicki, jedna z pierwszych parafianek na Donbasie, w jej domu 3 miesiące mieszkał pierwszy chrystusowiec, ks. Jarosław Giżycki.

Franciszek z Szachtiorska - górnik, elektryk, parafianin rodem z okolic Gródka Podolskiego, częściowo sparaliżowany, współzałożyciel i starosta parafii MB Ostrobramskiej w Szachtiorsku, współzałożyciel parafii św. Teresy z Lisieux w Torezie i św. Franciszka Ksawerego w Krasnym Łuczu na Donbasie.

Mikołaj Repin z Szachtiorska - górnik elektryk. Urodził się na Donbasie, syn emigrantów z Szargorodu, brat Honoratki z Rygi i kuzyn Honoratki ze Lwowa ojciec diakona Chrystusowca Aleksandra Repina

Iwan z Toreza - oficer ministerstwa Spraw Wewnętrznych w języku żargonowym klawisz w jednego z największych więzień w obwodzie donieckim. Dzięki jego ofiarności kaplica w Makiejewce, Torezie i w Szachtiorsku a nawet kościół w Jenakiewo zyskały spore wsparcie tak w postaci różnych materiałów budowlanych jak również w postaci robotników, których on kierował jako przełożony.

Pochodzi spod Gródka Podolskiego wychowanek ks. Władysława Wanagsa.

Wiktor z Toreza - kolejny oficer z toreskiego więzienia, wolontariusz przy licznych pracach remontowych na terenie moich kaplic. Kuzyn kilku zakonnic z Podola.

Antonina z Toreza - żona Iwana i starsza siostra Wiktora, również oficer - księgowa w więzieniu w Kirowsku. Pomagała robić parafialną księgowość a także w zbieraniu potrzebnych dokumentów dal rejestracji parafii. Kuzynka kilku zakonnic z Podola.

Halina z Artiomowska - starościna artiomowskiej parafii, podwójna wdowa rodem z Podola. Pomagała bardzo w zbieraniu dokumentacji na rejestracje parafii i przy zwrocie kościoła. Gotowała dla robotników, którzy kościół remontowali a potem dla głodnych bezdomnych. Te akcje parafia podjęła wspólnie z protestantami.

Zosia z Artiomowska - siostra Honoratki, z zawodu kucharka, dość aktywna parafianka, często poza Artiomowskiem, “czarna wdowa”. Pochodzi z Podola.

Ałła z Artiomowska - lekarz, rodem z Podola, lojalna parafianka.

Anna z Gorłowki - rodem z Murafy na Podolu, liderka, pielęgniarka

Ałła z Jenakiewa - liderka, zbierała podpisy i poszukiwała członków założycieli aby zarejestrować parafię w Jenakiewo co się dokonało na progu 2004-go roku.

Jej mama Jadwiga pochodziła z Podbrzeżan na Podolu.

 

3. Parafianie ze Lwowa rodem

 

Helena Zurumchinowa z Kałmucji

Pierwsza i najodważniejsza parafianka w Eliście. Przyszła na wyznaczone przy pomniku Lenina pierwsze spotkanie katolików w lutym 1994 przy trzaskającym mrozie. Potem sprawiła, że chrzest przyjął jej mąż pułkownik Piotr były adiutant Rokossowskiego i wnuk Andrzej. Dzieci sama ochrzciła w latach 50-tych kiedy to jakiś czas jeszcze mieszkali w Polsce. Syn miał polskie rysy twarzy a córka choć blada jak Europejka to jednak ciemnowłosa z typową mongolską buzią.

Ryszard z Sachalina

Ryszard nie był katolikiem choć miał wiele dla mnie sympatii. Do chrztu nie zdarzyłem go przygotować z powodu niespodzianej deportacji latem 2002.

Ryszard był dzieckiem Samborskich Żydów. Jako jeden jedyny przeżył Oświęcim, gdzie była cała jego rodzina i krewni. Trafił do rosyjskiego sierocińca w Woroneżu ale jako 7-Mio letnie dziecko znał tylko polski język i żadnego innego. Dlatego polskość pociągała go bardziej niż żydowskie korzenie. Wyszedł na ludzi. Był długie lata dyrektorem lotniska w Jużno-Sachalińsku. Kiedy poszedł na rente zaczął zbierać dokumenty, by zdobyć jakieś odszkodowania z Niemiec. Papiery z Oświęcimia były po polsku. Poradzono mu by się zwrócił do mnie w sprawie tłumaczenia. Zabrałem się do dzieła niezwłocznie i póki to trwało Ryszard zdążył mi wiele opowiedzieco sobie. Zaprzyjaźniliśmy się. Któregoś dnia Ryszard przywiózł mi 50 kilo wosku, bo myślał, że tak jak prawosławni sam wytwarzam świece. Owszem wosk zabrali parafianie z Aniwy i przystąpili do dzieła. To byli właśnie Unici. Dla nich świece to rzeczywiście ważny znak.

Unici z Sachalina

Bardzo wielu unitów z Galicji trafiło na zsyłkę do Magadanu, sporo do Norylska i bardzo wielu na Kuzbas czyli do obwodu Kemerowo gdzie jest wiele kopalni węgla. Reszta do Karagandy i innych miejsc Kazachstanu. Krótko mówiąc Ukraińców podobnie jak Niemców wysyłano na ciężkie roboty w te miejsca gdzie dobrowolnie nikt się nie spieszył. Teraz te okolice to katolickie enklawy byłego ZSRR. Sachalin też miejsce niełatwe do życia. Podobnie jak na Kamczatce zima trwa tutaj bite pół roku a reszta jak mawiają to “laaaato i laaaato”!

W moim wypadku jedna z parafii w miasteczku Aniwa była w całości złożona z ludzi pochodzenia ukraińskiego a dokładniej z Galicji. Ich rodzice wyrośli w Kuzbasie a oni sami emigrowali na Sachalin. Tutaj odwiedza ich czasem unicki kapłan Jarosław Spodar Redemptorysta. On właśnie poznajomił ich z koreańskim księdzem w Jużno-Sachalińsku. Z czasem Msza święta zaczęła się odbywać u nich w domu a następnie wykupiliśmy stary sklep i urządziliśmy kaplicę.

To był rok 2001-szy. Ich oddanie i pomysłowość zasługują na uwagę. Było ich niewielu ale byli bardzo zgrani. O kaplice dbali sami. Ja przyjeżdżałem i już było napalone, wspólnie jedliśmy kolacje po Mszy. Miałem tam nawet pokoik i dwupiętrowe łóżko własnej roboty.

Romuald z Sachalina

Romuald pochodził spod Lwowa i mimo, że większość chłopców z jego rodzinnego miasta wiązało przyszłość z górnictwem on jednak marzył o pływaniu. Zaciągnął się na flotę w Odessie a potem dzięki znajomościom cioci, żyjącej na Sachalinie osiedlił się tam właśnie. Na Ukrainie pozostała żona i synek on jednak zamieszkał u pewnej rozwódki i zajął się pracą biurową. Był dość mocny w komputerach i  trochę mi w różnych sprawach pomagał. Za kościołem tęsknił ale jego sytuacja małżeńska nie pozwalała na pełne zaangażowanie. Zaangażowała się natomiast córka konkubiny. Było to bardzo intrygujące. Pan Bóg tak przedziwnie działa, ze nawet grzesznicy angażują się w misje. Ich tęsknota za Bogiem znajduje ujście. Ja mimo, że w Polsce tak nie bywa, kolędowałem również w ich domu. Miałem rozterki o czym gadać z konkubiną ale wyręczał mnie starosta Koreańczyk. Ona sam trzykrotnie zmieniał partnerki przed chrztem więc nie miał w tej dziedzinie kompleksów. Dziwił się za to bardzo, że kościół jest taki “nienowoczesny”. ”Przecież to prywatna sprawa każdego” pouczał mnie prostaczka.

Navoyi

Jest takie 60-tysięczne przemysłowe miasto w Uzbekistanie gdzie połowa mieszkańców deklaruje ukraińskie pochodzenie. Pewnie by mieli tutaj dużo roboty Unici ale jakoś się nie spieszą z akcją misyjna. Zresztą misje w Uzbekistanie są zabronione prawem…

My natomiast prowadzimy nielegalnie wspólnotę liczącą około 20-tu osób.

Parafianka z Buchary

W Bucharze spotkałem parafiankę spod Tarnopola. Zaryzykowałem i spytałem czy nie jest unitką. Ta wypaliła, że nie ma Unitów w Uzbekistanie ale kiedy jej wyjaśniłem, że pracowałem na Ukrainie i mam przyjaciół unitów uspokoiła się i zaczęła razem ze mną śpiewać unickie kolędy. Przyznała się też że bywała w Zarwanicy. Ta rozmowa to świadectwo jak bardzo zahukani są unici z diaspory. Unikają oni mówienia o sobie nawet wtedy kiedy już odnajdą katolicki kościół. Lata represji sowieckich zrobiły jednak swoje.

Ryszard Zieliński z Makiejewki - inżynier górnik pochodzący spod Lwowa,

Współzałożyciel Towarzystwa kultury Polskiej na Donbasie, oponent i wieczny malkontent z powodu istnienia towarzystwa Polonia pod egidą Ireny Erdman.

Redaktor gazety Polacy Donbasu i audycji polonijnej na miejscowym Radio i TV

Andrzej Martynowicz - pracownik firmy Forte, parafianin rodem ze Lwowa, Polak

To, że pochodził ze Lwowa łatwo można było zrozumieć słuchając jego polszczyzny. Owszem leciutki akcent był ale tak nieznaczny, że tylko w Polsce możnaby dostrzec. Na Donbasie to była wielka radość z kimkolwiek z parafian po polsku pogadać choć chwilkę.

Franek Meller- nasz parafialny ministrant i wunderkind. Była szansa by pojechać do Polski  ale on nie miał paszportu, gdy pytałem dlaczego mama powiedziała, że w sądzie zmienia nazwisko. Ze strony taty byli Niemcy i Polacy. Tato jednak poradził synowi, by wpisał w paszporcie rodowe nazwisko z niemieckim korzeniem. Oto przyczyna, że nie pojechał do Polski.

Przodkowie jednak pochodzili ze Lwowa co sprawiało, że w kościele czuł się jak w domu. Tato bywał wciąż w delegacji ale synowi poradził  chodzić. Żona również odniosła się do tego lojalnie choć nie miała nic wspólnego z polskością. Byłem zapraszany na kolędę do tej rodziny i czułem się u nich świetnie. Geny mimo wszystko robią swoje. Obecnie chłopiec studiuje w Kijowie na pewnej prestiżowej uczelni. Dostał się bez protekcji, bo był dobrze przygotowany. Musiał też nieźle znać język ukraiński.

Kazimiera z Gorłowki - rodem  z Mościsk pod Lwowem, liderka parafii i gosposia.

Parafianka, której mama zginęła podczas aborcji. Kazimiera nie miała nawet roczku gdy to wszystko się działo. Działo się to przed wojną i tato był nawet za to sądzony. Do kołyski dziecka ktoś nocami się zbliżał i karmił. Tak przynajmniej sądzili zabobonni krewni, bo Kazia nigdy nie była głodna i nie płakała. Kiedy zwrócono się w tej sprawie do księdza. Ten poradził wysypać mąkę na podłodze. Rano znaleziono ślady “czułek” czyli takich papci, które tradycyjnie zakładano na nogi zmarłym. Orzeczono, że to mama z nieba przychodzi do córki. Kazia ma wrodzony instynkt misyjny. To ona wyszukuje w mieście katolików i znajomi z kapłanem. Wielu takich, którzy nic wspólnego z kościołem nie mieli teraz już mają dzięki Kazi. Choć nie otrzymuje za to grosza to jest jeszcze na plebanii gosposią i liderem Legionu Maryja. Ma pod 70-tke ale trzyma się świetnie.

 

4. Wołyniacy

 

Regina - to jedyna znana mi Wołyniaczka. Ma w Polsce siostrę bliźniaczkę. Rodzice w przeddzień repatriacji posprzeczali się. Tato zabrał jedną bliźniaczkę i pojechał do Polski a mama z druga pozostała na Wołyniu.

Mówi pięknie po polsku. Gdy stwierdzono u niej raka żołądka przyjechał po mnie jej kochający mąż Fiodor z pochodzenia Grek. Opowiedziałem mu po drodze, że w takich chwilach dobrze jest człowieka wyspowiadać i że do tego potrzebna jego pomoc, czyli zgoda na ślub kościelny. Mąż na wszystko się zgadzał i był to pierwszy ślub w moim życiu jakiego udzielałem konającej kobiecie w szpitalu. Operacja udała się świetnie. Lekarze po otwarciu brzucha nie znaleźli ku swemu zaskoczeniu żadnej onkologii. Choć nikt nie zbierał żadnych na to dowodów, my w parafii uznaliśmy to za cud a Regina, która rzadko chodziła do kościoła stała się stałym bywalcem.

 

5. Poleszucy

 

Mieczysław z Toreza - podoficer rodem z Żytomierza.

Niewysoki i troszkę jakby zniewieściały miły pan. Robił wrażenie braciszka zakonnego gdy pełnił rolę ministranta i kościelnego. Bardzo mu to było do twarzy mimo podeszłego wieku.

Trzy siostry z Toreza - starsze panie Antonina, Wincentyna i Zosia, rodem z Nowogrodu Wołyńskiego. Zofia przyjęła z mych rąk sakrament małżeństwa w ramach kolędy, pozostałe dwie siostry z różnych przyczyn zwlekały. Pochowałem ich mamę staruszkę Paulinę, która zmarła 3 dni nie doczekawszy stulecia.

 

Irena z Artiomowska - parafialna sekretarka żydowskiego pochodzenia. Człowiek niezmiernie lojalny, jakiś czas pracowała na Fabryce Mebli Forte, która była naszym sponsorem i adwokatem w sprawie zwrotu kościoła.

Jej tato pochodził z Żytomierszczyzny z miasta Korosteń.

Wiktor z Jenakiewa - pochodzi z okolic Żytomierza, jest hobbystą historykiem, uczestniczył w pieszej pielgrzymce do Mariupola.

Stanisława z Doniecka - rodem z Żytomierszczyzny. Ekonomistka Akademii Medycznej, opiekowała się mną w czasie choroby często odwiedzając w klinice i potem w okresie rekonwalescencji.

 

6. Kijowianie

 

Biała Cerkiew - dwie siostry

Do Wiktorii chodziłem dość regularnie przez 5 lat w pierwsze piątki. Do jej starszej siostry zacząłem chodzić dopiero po śmierci i pogrzebie. Wiktoria była bardzo otyła i choć miała krewnych medyków żyła jak Łazarz w całkowitym zapomnieniu. Dom był zaniedbany a po to by mi drzwi otworzyć ona pokonywała odległość jednego pokoju w ciągu 5 minut.

Na pogrzeb jednak mieszkanie odnowiono i było sporo osób zalanych “szczerymi łzami”. W rzeczy samej  potrzebami materialnymi a zwłaszcza duchowymi babci mało się kto przejmował. Ona sama też była jakby obojętna na moje kazania. Tym nie mniej była bardzo dumna, że pochodzi spod Kijowa z miasta Biała Cerkiew i że wszyscy jej przodkowie byli katolikami i chodzili do kościoła.

Aktorka Jadwiga z Kamczatki

Jadwiga z Kamczatki to szczególny przypadek. Zdeklarowana Polka, znana twórczyni prawosławnych audycji dla dzieci na miejscowym kanale TV. Wystraszona niesamowicie gdy chodzi o sprawy bytowe. Każdy raz gdy odwiedzała kaplice to z duszą na ramieniu, że ktoś się dowie i doniesie prawosławnemu władyce, który bardzo nie lubił katolików. Lubił natomiast Jadwigę i jej audycje. Trudno było jej nie lubić. Kobietę jednak ciągnęło jak magnes i chętnie opowiadała historię swej polskiej rodziny a zwłaszcza ewakuacje w czasie wojny. Mieszkali gdzieś pod Kijowem Księży nie było a ona była małym dzieckiem. W czasie przemieszczania się rodzice jej zapoznali jakiegoś kapłana i ten ochrzcił dziecko właśnie w pociągu. Po jakimś czasie pociąg bombardowały niemieckie samoloty i ktoś z rodziców Jadwigi zaginął a może to właśnie kapłana zabito. Szczegóły zamazały mi się w pamięci. Jakby nie było, Jadwiga pamięta i jeśli żyje to jeszcze nie jeden raz opowie. Byle tylko nie zaszczuwano katolików w Rosji. Jednym ze specjalistów w takim zaszczuwaniu był właśnie co wspomniany prawosławny biskup Ignacy, który wcześniej był oficerem sowieckiej armii i pływał na łódkach podwodnych. Jego autorstwa wypowiedzi o tym, że Pius XII błogosławił faszystowskie czołgi obiegła miasto i wzburzyła mną do głębi serca. Jego bojaźń być może płynie stąd, że ilość katolików na Kamczatce jest wielka.

Wskazują na to nawet wykonane przez samych Rosjan “mapy wyznaniowe.”

Szkoda, że tych map nie mają w rękach katoliccy biskupi a zwłaszcza unici!

Trzeba by zrobić jakieś wnioski i zakasać rękawy. Ale kto by się w naszych czasach tym przejmował? My przecież budujemy ekumenizm i nam zależy na tym, żeby władyce Ignacemu spało się spokojnie. Niech mu się znowu przyśni II światowa wojna i papież ze swastyką na mitrze. Takie obrazki publikują też rosyjscy Adwentyści!

7. Krymczanie

 

Markowska

Babcia Józia albo inaczej Zina jak ją nazywają Rosjanie ma piękną biografię. Książkę o moich parafianach z Donbasu wydałem po rosyjsku w 500 egzemplarzach na pożegnanie z Donbasem. Tam jest szczegółowa opowieść o niej. Jej wujek był organistą w pewnej polskiej wiosce pod Chersoniem czyli w północnej części Krymu. Byłem zaskoczony, że tak daleko od Polski mogły istnieć całe osiedla i duże kościoły.

Z jej wypowiedzi pamiętam taki szczegół, że gdy jako 16-to latka urodziła pierwsze dziecko to w tym samym czasie jej mama urodziła braciszka. Mama miała kłopoty z karmieniem więc Józia sadzała na jedną dłoń córeczkę, na drugą braciszka i karmiła z dwu piersi jednocześnie. Dziś takich dobrych siostrzyczek nie ma chyba na świecie.

 

8. Odesyci

 

Ałła z Gorłowki

W Odessie mieszka kilka żywiołów. Chociaż to miasto ukraińskie i jedno z najważniejszych w kraju Ukraińcy tam stanowią mniejszość. Najwięcej jest Żydów, sporo Rosjan, Mołdawian, Turków, Niemców i Polacy.

W Gorłowce mieszkała pani Halinka czyli Ałła jak mówią Rosjanie. Była nauczycielką. Po polsku mówiła wyśmienicie i z takim miłym “odeskim” akcentem. Żyła skromnie. Sprzedała swe mieszkanie by pomóc dzieciom w Rosji. Jakiś czas mieszkała u nich ale czuła się jak piąte kolo u wozu. Wróciła na Ukrainę, zamieszkała w hotelu robotniczym z jednym pokoikiem. Dwa razy byłem u niej na kolędzie. Gdy byłem po raz drugi dopytywala się czy się nie potknąłem o trupa. Światła w korytarzu nie było a milicja w ten sam dzień w sąsiednim pokoju znalazła zabitego człowieka i wyniosla na korytarz. Karetka miała nadjechać ale się spóźniała i pani Ałła bała się, że będę miał przykre wspomnienia.. Na całe szczęście obeszło się. Co natomiast działo się w środku w duszy tej estetki po takiej życiowej klęsce. Kobieta nie nawykła do takich sytuacji musiała to wszystko cierpieć z powodu drętwicy swych własnych dzieci. Obrazek bardzo popularny w tej kulturze i w tym schyłkowym dla Ukrainy okresie. W ostatnim roku mego pobytu na Ukrainie pani Ałła czuła się coraz gorzej. Z Odessy przybyła jej rodzona siostra. Znałem ją z opowieści a teraz poznałem osobiście. W parafii zrobiło się pusto po jej śmierci ale jej siostra pozostała czas jakiś, żeby uregulować sprawy i sprzedać pokoik hotelowy innym lokatorom.

Malicki wywiadowca

Inny pan z Odessy miał jeszcze ciekawsze życie.

Zewnętrznie przypominał niesamowicie biskupa Padewskiego z Zaporoża.

Jako sierota wychowywał się jakiś czas przy starszej siostrze a w wieku lat 13 zgłosił się do armii sowieckiej i o dziwo został przyjęty w charakterze wywiadowcy. Był skuteczny tak bardzo, ze dostał kilka medali i jeden z nich wręczała mu osobiście Wanda Wasilewska. Prócz medalu otrzymał też czekoladę i z jego słów wynikało, że to mu się bardziej spodobało niż medal. Pod Lublinem został ciężko ranny. Trafił na powrót do sierocińca ale stał się chuliganem i zasługi wojenne go nie obroniły. Medale mu zabrano a on całe życie ciężko pracował utrzymując liczną rodzinę. Był zdaje się górnikiem. Na starość jego synowie zaczęli go namawiać, by w Polsce podjął starania o odszkodowanie. Los nas zapoznał w tym właśnie momencie. Przekonałem dziadka, że renta rentą ale przed śmiercią i o duszy nie zaszkodzi pomyśleć. Powiedziałem mu, że jeśli się czuje Polakiem to dla pełnej harmonii nie zaszkodziłoby się ochrzcić, bo polak to Katolik. Dziadek się tak mocno przejął moimi słowami, że przeszedł solidnie kurs katechezy i zaczął agitować synów by zrobili to samo. Gdy na kolędzie ujrzałem rodzinkę w komplecie pojąłem, że dziadka mają za głupka i nic prócz jego “polskiej renty” ich nie obchodzi. Owszem udało się jakieś pieniądze i medale przez konsulat w Charkowie dla dziadka wystarać ale największą radość dla parafii i dla samego siebie dziadek sprawił w czerwcowy dzień 2004-go roku, kiedy to razem z odpustem Serca Jezusa odbywał się długo oczekiwany chrzest. Do parafii przyszedł inny kapłan a mimo to ja dalej kolegowałem się z dziadkiem. Po sąsiedzku z jego domem był zakład mechaniczny i gdy miałem jakiś problem zostawiałem samochód znajomym mechanikom i szedłem do dziadka na herbatkę. Odesyci są gadatliwi ii mają poczucie humoru. Na koniec odbywała się tradycyjna ceremonia. Dziadek kupował piwo i mrugając do mechanika prosił dla mnie o zniżkę. Skutek był taki, że naprawa była za darmo, bo tego wiarusa lubiła cała okolica.

 

9. Zakarpacie

 

Filipowie z Kałmucji

Rodzinka Filipów rodem z Zakarpacia należała do parafialnego aktywu we wsi Wesołe w Gorodowikowskim rejonie na terenie Kałmucji. To było młode, pracowite i zgodne małżeństwo. Mieli dwójkę pierwszokomunijnych dzieci, którymi zajmowała się siostra Teresa. Dzieci ją kochały i rodzice byli zadowoleni. Ta fala radości jaka powodował nasz przyjazd w każdy poniedziałek rosła z tygodnia na tydzień. Na Mszach bywało zawsze nie mniej niż 10 osób. Dla Rosji to naprawdę niezwykły rezultat. Wszystko to dzięki ukraińskiej diasporze. Tym ludziom nie trzeba było długo tłumaczyć co to takiego kościół. Ich przodkowie zawsze byli pobożni. Różaniec był ich ulubioną modlitwą. Gdy niektórzy mieli wątpliwości czy są katolikami czy prawosławnymi to pytałem ich od razu czy mają różaniec. Gdy odpowiedz była pozytywna to powolutku objaśniałem, że są dwie wersje katolicyzmu łacińska i grecka. Greków na Zakarpaciu mylą z Prawosławiem, bo tak chciał wujek Stalin. Pozabierał wszystkie greckie świątynie i pooddawał prawosławnym. Konflikty na tym tle trwają na Ukrainie do dziś. Nie wszyscy prawosławni księża przyjęli do wiadomości legalizację unitów jakiej dokonał  Gorbaczow po długim strajku głodowym delegacji z Ukrainy. Ukraińcy przyjeżdżali do Moskwy i na głównym deptaku miasta urządzili protest. Dowiedział się o tym cały świat i Moskwie było wstyd. Nie wstydził się tylko patriarcha Aleksy. Uczynił on z tej sprawy kartę przetargową. Wszelkie rozmowy ekumeniczne z papieżem uzależniał od status quo. Wymagał żeby katolicy nie zabierali prawosławnym swoich starych świątyń tylko budowali sobie nowe. Takie same wymogi stawia obecny patriarcha. Czas płynie a przykazanie “nie kradnij” nie działa w tym patriarchacie. Tam wciąż liczą na przedawnienie krzywd i sklerozę katolików.

Iwan Katycz  - Kijow - Makiejewka - biznesmen, katolik, sponsor, kuzyn unickiego biskupa z Pragi poety Lawińca. Losy tego ostatniego to najlepsza ilustracja do historii opisanej powyżej. Ksiądz Lawiniec był na Słowacji ojcem duchownym w unickim seminarium. Po wojnie ZSRR odebrał Słowakom część terytorium i rodzinna wioska kapłana okazała się za granicą. Ten nie mógł jako kapłan zabronionej religii pojawiać się na Ukrainie a w rodzinnej Słowacji tez był na czarnej liście. Z czasem przyjął tajnie święcenia biskupie i został powołany najpierwszego w historii egzarchę unickiego w Pradze, obecnie jest na emeryturze. Cerkiewka unicka w rodzinnej wiosce oddana przez Stalina prawosławnym nadal. Nie została zwrócona unitom. Biskup chciał przed śmiercią obejrzeć cerkiew, w której był ochrzczony. Wizę dostał ale prawosławni do cerkwi go nie wpuścili. Zmartwił się tym bardzo ale rozwiązał    problem po bożemu. Przekazał staroście parafialnemu i unickiemu księdzu wszystkie swoje oszczędności i honoraria za książki i poprosił by we wsi zbudowano nową unicką cerkiew. Tera ze wsi Wołyniec stoją dwie świątynie. Tak jak się marzyło patriarsze, dokładnie tak jak się dzieje w Rumunii po wizycie Jana Pawła II. I wilk syty i owca cała a przykazanie “nie kradnij”. no cóż czeka na lepsze czasy.

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com