KRAJOBRAZY, CIEKAWOSTKI I KLIMATY

Przez chwilę, w trakcie pierwszego weekendu spędzonego w Manili 7 sierpnia 2016, jechaliśmy w dwu autokarach, cały Instytut Pastoralny, około 90 osób, by odwiedzić stare miasto "Intramuros", pewien zabytkowy cmentarz, najstarszy augustiański konwent w mieście i katedrę. W drodze powrotnej część "studentów" poprosiła o "zwiedzanie moll", czyli centrum handlowego, a nie molo nad morzem jak mi się przez chwilę zdawało. Tym niemniej, jakiś czas jechaliśmy trasą szybkiego ruchu, dokładnie wzdłuż linii brzegowej Pacyfiku.

Toteż teraz już wiem naocznie, że Manila przylega do oceanu i to musiałoby być piękne, gdyby autobus zatrzymać i pospacerować powoli, zamiast zwiedzać sklepy i robić zakupy pośród zgiełku. Wszystkie podobne miejsca na świecie mają tę romantykę i tę samą zagadkowość... Zabudowania nie mącą harmonii przyrody, bo są w bezpiecznej odległości od morza. Bardziej ruchliwa szosa mogłaby przeszkadzać, ale sądzę, że terapeutyczny szum morza i tę niedogodność niweluje. Ktoś dobrze pomyślał o możliwych tsunami...

Niestety, tego dnia właśnie, to była jedyna i jak się okazało, zmarnowana okazja do spaceru nad brzegiem. Kierowca ani żaden uczestnik wycieczki nie domyślili się, że warto by zrobić przystanek. Mogę to tylko odtworzyć w wyobraźni, ten manilski spacer po plaży i sprawdzić kolor piasku, jego temperaturę oraz strukturę fal...Obecność ptaków lub ich brak, zapach wody i powietrza. Takie rzeczy mnie urzekają i nakręcają, ale by tak było, muszę tu wrócić sam... Albo pomarzyć, że znowu tam jestem.

  1. Miasteczko Quezon

Quezon to imię jednego z pierwszych powojennych prezydentów, jeszcze przed Aquino i Marcosem. Nie wiem, czym się wsławił dla kraju, bo dla samej Manili uzyskał nowe tereny i zabudował przedmieścia, przy czym pozostawił tym nowym osiedlom autonomię i nazwy. Jak widać, nie omieszkał jednemu z największych osiedli na wschód od Manili, nadać swoje imię. Być może, że pierwotnie nazwa była inna i tylko potem nadano imię prezydenta?

  1. Nowa diecezja

Na razie chodzę jeszcze po omacku, o wszystkie podobne rzeczy muszę pytać po kilka razy, by się odpowiedzi wryły w pamięć. Dość na tym, że gdzieś w pół drogi do centrum jest łączka z kilkoma prezydenckimi pomnikami. Jest Aquino, na pewno po sąsiedzku z pomnikiem kardynała Sina. Człowiek ten, z pochodzenia Chińczyk, tak bardzo się zasymilował z filipińskim narodem, że wysłużył sobie status podobny do Wyszyńskiego w Polsce. Kardynał ten powstrzymał bratobójczą strzelaninę w latach 70-tych i spowodował, że niepopularny prezydent Arcos wyemigrował. Pozostała natomiast jego rodzina, która nadal zajmuje się polityką... W Quezon city jest sporo parków i jeden z nich był świadkiem Mszy Papieskiej , na której Jan Paweł II zgromadził 4 miliony młodzieży w 1994-m roku. To tutaj właśnie padły wiekopomne słowa, prorockie słowa, że trzecie tysiąclecie ma być czasem dla Kościoła w Azji, kiedy to nastąpi jego rozkwit, tak jak kwitło chrześcijaństwo w pierwszym tysiącleciu w Europie, w drugim w Ameryce i  Afryce...

Quezon city to od kilku lat również oddzielny biskup i oddzielna diecezja.

  1. Pomnik Rizala i odciski jego stóp

W tej samej okolicy, ale bliżej centrum miasta, jest duży cypel betonu z pomnikiem Jose Rizala. To duży Park Miejski, w którym bohatera kraju rozstrzelano w 1896-m roku. Miał zaledwie 37 lat. Był lekarzem, rzeźbiarzem i poetą. Nie nadawał się na żołnierza ani wodza powstania, ale tak się wypadki złożyły, że stał się nim pośmiertnie. To egzekucja właśnie natchnęła Filipińczyków do buntu wobec kolonialnych władz hiszpańskich. Na Rizalu, sprawdziła się łacińska maksyma: "Gloria Victis"... Chwała Zwyciężonym.

Czekał na egzekucję w jednym z budynków twierdzy "entra muros".

W pomieszczeniu, gdzie był więziony, jest obecnie jego muzeum, a na zewnątrz muzeum, wycięte z metalu odciski pantofli zabetonowane na asfalcie, wiodącym w kierunku miejsca egzekucji. Podobne stopy są w okolicy, gdzie zabito Mahatmę Gandhi...

  1. Wzgórza Loyoli

Niedawno wyczytałem na dużym pamiątkowym kamieniu rok założenia Uniwersytetu Ateneo, na którego terenie mieści się Pastoralny Instytut, w którym pobieram nauki i na terenie którego znajduje się mój akademik.

Ateneo jest starsze od KUL o 60 lat, bo powstało w 1859-m roku.

To były jeszcze czasy dominacji hiszpańskiej na Filipinach, ale katolicy mieli się wtedy dobrze, podczas gdy u nas były rozbiory i jedynie katolicy z Galicji mieli pewne ulgi w porównaniu do mieszkańców ruskiego czy pruskiego zaboru.

Od strony zachodniej są 3 duże punkty kontrolne wejścia na teren Uniwersytetu, a obok nich wiszące przejścia nad trasą szybkiego ruchu, prowadzące na osiedle wieżowców. Od południa Uniwersytet sąsiaduje z miasteczkiem Marykina i posiada strome zbocze, na którym jest dużo roślinności, trochę skał i dwa "tylne wejścia" na teren Uniwersytetu. Podobnie jak przy wejściach głównych i tutaj stoją budki z ochroną w specjalnych strojach, podobne do straży miejskiej. Trzeba mieć przy sobie identyfikator. Postronni nie są wpuszczani. Na Wzgórzach Loyoli zabudowania są dość wysokie, kilkupiętrowe, podobnie na osiedlu ze strony zachodniej. Od południa jest dużo bardziej egzotyczna zabudowa i dużo gęstsza. Uliczki betonowe, wąskie, wszystkie mają imiona świętych, pachną zapachami ulicznych knajp i kawiarni. Mało tu samochodów, królują motocykle i piesi. Dzieci bawią się beztrosko, są placyki do rzucania piłki w kosza lub strzelania do tarczy z małych rakietek.

  1. Wszędobylskie security i betonowe bydło

W Marykina studenci robią zakupy, bo znajduje się tu wzdłuż rzeki, na tzw. "River Banks", ogromny kompleks niskich marketów, taki sobie płaski, parterowy moll. Przy wszystkich wejściach do środka, gdzie owszem jest czysto, klimatyzacja, mnóstwo stoisk, mamy security, coś czego nie widziałem w Europie ani w USA. Owszem, tam też muszą być, ale nie rzucają się w oczy i nie mają mundurów wedle policyjnego wzoru.

Na zewnątrz, w okolicach rzeki trochę ławeczek i trawka, a po niej biegnie w stronę wody stado bawołów. Niestety, wszystkie są z betonu i stanowią atrakcję dla dzieci.

  1. Północna strona - Miriam Koledż

Od strony północnej, uniwersyteckie wzgórza oddzielają od miasta tereny zaprzyjaźnionej uczelni Koledżu Miriam, w którym nauki pobierają najbogatsze w okolicy dzieci. To duża uczelnia. Przeogromny parking dla kilkudziesięciu mikrobusów szkolnych pomarańczowego koloru. Widuję tu czasem czekające pod wiatą kolejki dzieci, które wolą jechać do domu na rikszy, bo najprawdopodobniej te pojazdy szybciej lawirują w korkach. Młodzież ma ładne zielone uniformy. Wiele dziewcząt i chłopców z nadwagą. Napotkałem też jednego o nadzwyczaj wysokiej postaci. Nawet go zaczepiłem i zapytałem "Ile?". On nie zdziwiony pytaniem, nie konkretyzował "Ile czego" i wypalił 6 feetów i 20 inchów. Nie znam przelicznika, ale jeśli feet (stopa) to około 40 cm, a inch być może pół centymetra, to chłopisko miało dwa i pół metra... Musiałem głowę zadzierać, a przecież to dziecko nie ma jeszcze 18 lat i może podrosnąć.

Na granicy Ateneo i Miriam Koledż jest mój Instytut Pastoralny i płynie sobie niewielka rzeczka. Jej strome brzegi są betonowane, a na moście jest napis "most przyjaźni". Dzięki niemu, mieszkańcy Ateneo i EAPI (Instytut Pastoralny) mogą wędrować na skróty w kierunku kolejnej uczelni UP (Uiversity of Philippines), to już z kolei uniwersytet państwowy, który posiada tak jak Ateneo i Miriam, trzy wielkie bramy i swych własnych ochroniarzy.

Na teren UP wędruję czasami, by wysłać listy. Państwowa poczta, która obsługuje wszystkie trzy zaprzyjaźnione uczelnie, znajduje się na terenie UP właśnie.

Wszystkie 3 uczelnie mają sporo zieleni. Każda z nich posiada jakieś świątynie. Na UP na przykład, jest kościół w formie okręgu z 14-ma bramami. Przy każdej z bram wejściowych jest jedna z 14 stacji drogi krzyżowej. Obrazy są wielkości człowieka i na mój gust są przecudne, wykonane w latach siedemdziesiątych w modernistycznym stylu, ale bez przesady, bez nadmiernego modernizmu. Tytuł kościoła "Wszystkich boleści". Naprzeciw tej świątyni, studencki ośrodek zdrowia i jakiś zbór chrześcijański. Dalej rząd sklepików i wspomniana poczta średniej wielkości.

  1. Przystanki z telewizorami

Tereny UP są bardziej przestronne niż Ateneo i być może dlatego, autobusy miejskie w stylu "jeepney" kursują po uniwersyteckich ulicach. W Ateneo i Miriam, wyłącznie "trzykółki" i taksi.

Ciekawostką większych przystanków autobusowych jest, że są wyposażone w telewizory i kierowcy stadami przesiadują na tych przystankach, czekając na pasażerów, oglądają sobie piłkę koszykową, futbol lub jakiś film...

  1. Poczta

Na poczcie doliczyłem się 6 pracowników, z czego dwu do bezpośredniej obsługi dwu stoisk i 4 osoby na zapleczu. Obsługa nie jest droga. W porównaniu z Papuą, gdzie list za granicę kosztuje dwa i pół dolara, to z Manili można wysłać list za dolara i 10 centów. Stało się to dla mnie zachętą, by wysłać wiele listów do wszystkich tych osób, do których nie zdążyłem napisać z Papui. Ponadto, tutaj poczta jest bezpieczniejsza, list wędruje maksimum 2 tygodnie, a nie 2 miesiące jak to bywa u Papuasów. Mimo to, pracownicy Instytutu ostrzegali mnie, bym osobiście przyklejał znaczki, bo zdarzają się "przekręty", że list może zginąć, bo pracownik zaoszczędził kilka znaczków, za które klient już zapłacił.

Poczta ma kolor żółty i w soboty nie pracuje. Na zewnątrz stoi duża niebieska skrzynia, a więc tak jak w większości krajów świata, jeśli masz znaczki, to nie musisz wchodzić do środka, tylko wrzucasz listy do skrzyni na zewnątrz.

  1. Żebracy

W kościele uniwersyteckim i na okolicznych przystankach spotkałem wałęsające się dzieci, wyciągające ręce po jałmużnę. Ostrzegano mnie, bym był ostrożny. Dzieci mają ponoć sponsorów, którzy śledzą, jak się zachowuje dziecko i ofiarodawca. Może się wszystko zdarzyć. Gdybym na przykład podał dziecku rękę albo po głowie pogłaskał, nie będę oskarżony o próbę molestowania jak w Ameryce, ale o rękoczyn...

  1. Przyjdźcie do mnie wszyscy

Na terenie Ateneo jest piękna świątynia w formie piramidy, a u wejścia pomnik Jezusa z napisem "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy strudzeni jesteście". Podobno jakiś dziwny przewodnik oprowadzający po Ateneum wycieczkę, wyjaśniał turystom, że jest to pomnik i świątynia "świętego Ateneusza"...

  1. Koszykówka i misje

Na terenie wszystkich uczelni, a także na ulicach przylegających do nich, sporo siłowni oraz boisk wszelakich, krytych i otwartych oraz biegający ze słuchawkami w uszach studenci. Inni kopią w nogę...Dbają ludzie o kondycję. Myślę, że to nie tylko moda, ale ogólnoświatowa tendencja do nadwagi i troska o siebie... powoduje takie zmiany krajobrazowe. Czterdzieści lat temu nikt tak nie biegał i nie fitnesował na potęgę. Świat się zmienia i jego preferencje również.

Wymyśliłem więc tu w Manili krótki wierszyk dla katolickich sportsmenów: „Nie na gym i nie na fitnes - ty z Jezusem jedź na misje”. Bez biegania tam i z powrotem straciłem w Papui ponad 20 kilogramów...

  1. Będziesz dzień święty święcił

Zmartwiłem się tylko, gdy dostrzegłem, że wielu robotników w niedzielę wychodzi w tym katolickim kraju na "sianokosy". Strzyżenie trawy jest tu więc obowiązkiem niedzielnym i nie ma kto tym ludziom zwrócić uwagi. Być może ta robota czeka na mnie właśnie.

W piątek świątek, budowany jest również "bez NIEDZIELNEGO odpoczynku" nowy korpus Ateneo przy głównym wejściu. Nie jest to dobra reklama dla katolickiej uczelni, niestety. Mi pozostaje opisać realia w nadziei, że kiedyś ktoś za to "beknie".

Święty Ateneuszu... przywróć dar mądrości braciom Jezuitom z Filipin!

Manila, Quezon City
1 sierpnia 2016

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com