EAPI - MOJE STUDIA W QUEZON CITY

To już kolejny odcinek moich wspomnień z uczelni.

Wzrusza mnie fakt, że wróciłem do ławy szkolnej na swe 25-lecie. To było moje głębokie marzenie. Marzyłem również, by lepiej poznać Jezuitów i oto nadarzyła się okazja. W jakimś sensie można rzec, że się rozczarowałem, bo nie są wylewni i niełatwo wśród nich znaleźć rozmówcę w kuluarach. Mają swój własny świat i jak tylko wykłady się kończą, znikają nie wiadomo gdzie. Owszem, są z nami na posiłkach, ale też zdawkowi, nie wpuszczają przybyszy do środka swoich serc, to zdeklarowani intrawertycy i najprawdopodobniej św. Ignacy też taki był. Chętnie bym się coś więcej dowiedział o jego charakterze, ale jak na razie badam po omacku, obserwując jego uczniów.

Gdy byłem na mszy w wielkiej świątyni podobnej do piramidy, to ołtarz i prezbiterium były tak monumentalne, a oni – koncelebransi - siedzieli rozrzuceni daleko od siebie na długiej ławie. Miałem takie wrażenie, jakbym widział pomnik lub obraz Boboli z jego sześcioma braćmi, w podobnych do kanonu renesansowych pozach z rozwianymi fryzurami i ornatami unoszonymi przez wiatr wielkich wentylatorów.

I. Cztery zespoły

Wspominałem w jednej z poprzednich opowieści, że zarządzaniem Instytutem zajmują się wszyscy. Studenci mieli sobie wybrać jedną z czterech grup profilowych do pełnienia usług w życiu codziennym. Każda z grup wybiera dwu liderów na okres jednego miesiąca, a z tego wynika, że 8 z dwudziestu kilku będzie w zarządzie, a to znaczy 30% uczestników grupy.

Taki ma być model kościoła posoborowego. Każdy ma w nim mieć coś do powiedzenia.

1. Zdrowie

W naszym akademiku dwa razy w tygodniu dyżuruje lekarz. Podczas jego nieobecności ci z nas, którzy się trochę znają na medycynie lub profesjonalnie pracują w szpitalach na misjach, na bieżąco udzielają konsultacji i kierują do lekarza lub do szpitala. Było już kilku chorych, którym trzeba było pomóc. Z Papui przyjechał jeden kapłan z głęboką raną dłoni od żyłki, na którą złapał wielkiego tuńczyka. Rana obszerna i sporo ropy w środku. Po miesiącu już nie ma śladu, ale chwilami to wyglądało jak stygmat.

Inna chora miała wysypkę na twarzy, jeszcze komuś spuchły nagle uszy. W poprzednim turnusie był kapłan z depresjami i jemu również okazano pomoc.

Dyrektor zachęca, byśmy przed powrotem na swe placówki misyjne, dali się przebadać, ale niestety w Manili nie ma nic za darmo, więc choć mam chore zęby, siedzę cicho i czekam na lepszą okazję, gdy będę to mógł zrobić w Polsce bezpłatnie...

Służba zdrowia organizuje również zawody sportowe w okolicznych pomieszczeniach i stadionach. Są tutaj piłki i rakiety do badmintona i tenisa. Jest niedaleko siłownia, ale podobno droga i zdaje się, nikt tam na razie nie chodzi.

2. Kultura

Zapisałem się do grupy odpowiedzialnej za kulturę. Nasze zadanie jest takie, żeby każdemu lektorowi przygotować biografię i przedstawić ładnie innym studentom. My dziękujemy za wykłady, organizujemy śpiewy i dekoracje na urodziny lub jubileusz kogoś z nas.... Czasami mamy coś do zaśpiewania na wykładach. Do nas też należy robienie resume z poprzedniego dnia, ale z tym nasz turnus ma kłopot.

My również kwestujemy i robimy zakupy dla solenizantów.

3. Sprzątanie

Grupa porządkowa napełnia butle z wodą na korytarzach, sprawdza czy jest papier toaletowy w łazienkach i temu podobne drobne usługi. Oni również przygotowują sale wykładowe, włączają i wyłączają air condition oraz światło. Ustawiają ławki, krzesła, a potem wynoszą na powrót, skąd wzięli.

4. Liturgia

Liturgiści mają najbardziej szlachetne zajęcie. Przygotowują śpiewy, stroje, świece, chleb i wino oraz wyznaczają celebransów. Informują o danym świętym, jeśli wypada wspomnienie jakiegoś wybitnego katolika. Robią wprowadzenia do mszy i porządkują pomieszczenie, jak już się liturgia skończy.

II. Świadectwa studentów

Zasada, że budujemy kościół posoborowy, stosowana jest też na wykładach i styl prowadzenia zajęć jest właśnie taki, że po kilku słowach wstępu wykładowca przerywa i prosi, byśmy koledze z ławki pomogli w zrozumieniu kwestii. Czasami jest bariera językowa i to jest rzeczywiście potrzebne. Nasz pierwszy wykładowca, były werbista Fugoso, obecnie terapeuta, bardzo nas zachęcał do wejścia w rolę pacjentów.

Nie zawsze byli chętni, ale ci - co się podjęli tego, zdobyli aplauz. Oto historia kilku terapii.

1. Roy

Roy jest przełożonym wyższym w pewnym zgromadzeniu, które się zajmuje szkolnictwem. Jak się przyznał, całe życie był przełożonym w różnych domach, a ostatnio prowincjałem swego zgromadzenia, tym niemniej podjął się roli "chorego psychicznie pacjenta".

Miał wyznać terapeucie, że w dzieciństwie były problemy w relacjach z rodzicami i owszem zrobił to bardzo szczerze.

Opowiedział, że rodzice na jego gust byli dla siebie i dla dzieci zbyt surowi i ich rozmowy były zawsze na temat biznesu. Nie widział nigdy czułości z ich strony wobec siebie nawzajem i wobec dzieci. Na ten temat była rozmowa terapeutyczna prowadzona przez Eda Fugoso.

Udało się "pośmiertnie przekonać rodziców Roja, że powinni być bardziej czuli wobec dzieci i wobec siebie, i na tym spektakl się skończył".

2. Historia Siniolity

Pewnego dnia Ed Fugoso podzielił nas na czteroosobowe grupy i prosił, byśmy w grupach podzielili się swoimi negatywnymi wspomnieniami z dzieciństwa, by w ten sposób oczyścić swoje emocje.

W mojej grupie dyskusyjnej było dwu Wietnamczyków ze zgromadzenia redemptorystów. Ich historie opisałem w piątym odcinku opowieści "Manila".

Siniolita natomiast opowiedziała nam, że nigdy nie znała ojca i że rosła pod opieką wujka pastora z kościoła metodystów. Bardzo jej się podobało z nim wędrować po wioskach i była bardzo rozczarowana tym, że jej trójka starszego rodzeństwa zadeklarowała pewnego dnia o przejściu na katolicyzm. Stało się to podczas ich nauki w liceum. Mama posłała trójkę starszych dzieci do katolickiej uczelni, bo w Tonga - skąd pochodzi Siniolita - katolickie szkoły mają renomę. Wszyscy troje podjęli tzw. "strajk głodowy", wymuszając w ten sposób na mamie pozwolenie na "apostazję". Wujek bardzo to przeżył, ale to właśnie on zachęcił matkę, by dała dzieciom pozwolenie na konwersję. Siniolita przyjęła katolicyzm dopiero na studiach. Była obrażona serdecznie na swoje rodzeństwo i długi czas relacje były napięte.

Jak większość ludzi Tonga i Samoa, Siniolita jest słusznej budowy ciała. Owalna, śniada, lecz biała cera twarzy i wyrazisty sangwiniczny charakter. Jest bardzo lubiana na naszym turnusie i również całe życie lideruje w zakonie, a ostatnio w Karitas Tonga. Spędziła w zakonie 30 lat.

3. Historia Alfredo

Alfredo to Filipińczyk niskiego wzrostu - misjonarz, który kilkanaście lat spędził w Afryce. Zgodził się opisać trudności dzieciństwa i przejść seans terapeutyczny. Opowiedział szokujące zdarzenie z dzieciństwa, które polegało na tym, że ojciec wrócił do domu pijany, zaczął liczyć dzieci i nie doliczył się jednego. Hałasował, wszystkich pobudził i dopuścił się rękoczynu na mamie.

Ed Fugoso zaprosił nas, by skorzystać z grupy wolontariuszy i odegrać scenkę ze szczegółami, jak to było naprawdę. Ojca miał zagrać mój dziekan z Papui, ja z kolei grałem tego brakującego syna. To trwało sporo czasu, zanim to odegraliśmy i zrobiliśmy jakieś konkluzje.

Wykładowca pytał Alfreda, co czuł, gdy widział przedstawienie. Odegraliśmy dwie wersje. Jedna - jak to było naprawdę i druga - jak to mogło być, by nie tworzyć traumy w sercu dzieci...

4. Historia Germii

Kolejnego dnia wykładowca nie mógł znaleźć chętnych w naszym turnusie, więc zaprosił Germię, zakonnicę z Filipin, która była na poprzednim turnusie i już miała doświadczenie, jak takie terapie wyglądają.

Opowiedziała historię swojej traumy.

Tato pobił ją boleśnie z powodu stłuczenia dużego słoja z wodą. Wypominał córce, że zrobiła to specjalnie. Dziecko próbowało wyjaśnić całą sytuację, ale ojciec nie chciał słuchać. Terapeuta więc zaproponował, by Germia wyobraziła sobie, że ojciec siedzi naprzeciw niej i opowiedziała mu swoje uczucia.

Potem miała usiąść na puste krzesło i miała wygłosić w imieniu ojca przeprosiny. Podobnie jak poprzedniego dnia - w eksperymencie na ks. Roy oraz tego samego dnia na ks. Alfredzie - leczona osoba przyznała, że czuje się lepiej, bo usłyszała przeprosiny ojca, na które wcześniej nie mogła liczyć.

5. Historia franciszkanina o imieniu Manoj

Manoj to Franciszkanin z Indii. Utalentowany, muzyk z grupy liturgicznej. Zgodził się opisać historię swego powołania na zajęciach Eda Fugoso ex-werbisty. Opowiadał, że widział wielu świętych zakonników i to go motywowało, by podjąć nowicjat.

W nowicjacie jednak był bardzo krytyczny wobec kolegów, bo nie byli tacy święci, jakimi Manoj chciał ich widzieć. Zgłosił to rektorowi i poprosił o wydalenie go z Seminarium, bo stracił powołanie. Rektor wysłuchał i obiecał go wysłać do domu, ale prosił, by poczekał na prowincjała, który właśnie miał odwiedzić ich klasztor formacyjny.

W trakcie rozmowy Manoj przyznał się, że problem jest w nim, a nie w kolegach. Przeprosił i dalej odbywał formację, ale już bez poprzedniej pychy i pogardy wobec kolegów.

III. Konkluzje

Mam dla Jezuitów wielki szacunek i chcę tu wygłosić wiele komplementów za to, co dla nas - kapłanów robią. W 2009-m roku Ojciec święty Benedykt XVI prosił cały świat, wszystkich katolików, by modlili się za swoich kapłanów, a nie tylko krytykowali, jak to swego czasu robił opisany w tekście Manoj.

Idea "odnowy pastoralnej" w EAPI zrodziła się na Soborze i jezuici podjęli ją natychmiastowo. To, czego dokonują w Manili, godne jest największego szacunku i naśladownictwa, bo wszystkie rekolekcje kapłańskie są piękne i ważne, ale idea szkolenia na takim poziomie akademickim - jak to było w seminarium - i to z takich trudnych dziedzin jak duchowość i psychologia, jest czymś wyśmienitym w mojej ocenie. Więc mimo oporów, jakie miałem w pierwszym tygodniu, muszę przyznać, że po miesiącu pobytu czuję się świetnie w tej społeczności i już mi się robi żal na myśl, że w grudniu trzeba będzie ośrodek opuścić.

Manila - Quezon City
2 września 2016

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com