ŁUKASZ SCEPTYK

Jak widać z poprzedniej opowieści, mam dużo szacunku dla Ks. Łukasza i na każdej przerwie podchodziłem na chwilkę, by mu powiedzieć jakiś komplement lub o coś zapytać. Mam nadzieję, że nie uznał mnie za natręta, tym nie mniej kilka razy “ściął mnie”, jakby chciał wylać kubeł zimnej wody.

Z kolejnych wykładów, gdzie od teorii biblijnej przechodziliśmy do misyjnej praktyki i coraz więcej było dygresji misyjnych, wyczuwało się, że Łukasz doznał w życiu wielu cierpień i porażek na misjach. Te liczne nieszczęścia ostudziły jego zapał i pobożność, czego nie potrafił ukryć. Przyznał się, że po długim okresie zarządzania zgromadzeniem “holenderskich misjonarzy” opuścił je, bo doszło do rozłamu na tle interpretacji Soboru oraz stosunku do Teologii Wyzwolenia. Nie szczędził prywatnie słów krytyki Janowi Pawłowi II za “zmiażdżenie Teologii Wyzwolenia”, a przy okazji “elementarnych wspólnot”, jakie czerpały inspirację w tej teologii. Z tego faktu bardzo skorzystali protestanci, którzy sprytnie “weszli w temat” i przejęli te grupy ze sporą ilością wiernych.

Łukasz wylał kubeł zimnej wody na watykanistów, za nowy przekład Mszału Rzymskiego, który w dawnym tłumaczeniu miał wiele poetyckich zwrotów i był dużo prostszy, a teraz gdy zlatynizowano tłumaczenie, “nie sposób się modlić”. Tak więc, Łukasz otworzył mi swoją duszę rebelianta, co z jednej strony jest komplementem, że był ze mną szczery, ale z drugiej strony żal mi tego pokolenia “liberalnej części kościoła”, która się “tyle wycierpiała” od Papieża Polaka i dopiero teraz przy “Papieżu Latynosie” może z ulgą odetchnąć. Takie są realia, takie są zakulisy różnych watykańskich opcji i choć nie pytałem o Papieża Benedykta, to się domyślam, co bym usłyszał i teraz już wiem, jaka frakcja naciskała na tego “niemieckiego papieża tradycjonalistę”, by sobie odszedł.

Mimo pewnej konsternacji, po kilku dniach refleksji uspokoiłem się i gdy na trzeźwo oceniam ten “biblijny tydzień”, to muszę z radością stwierdzić, że katolicyzm jest pięknym wyznaniem i afirmacją wolności, bo daje szansę nawet “nieomylnym papieżom” do ludzkich słabości i potknięć, bo wiadomo, że jak w każdej innej ludzkiej rzeczywistości, kolejny papież to sprostuje, wygładzi i da szansę innym oponentom, by otrzymali swe “pięć minut sławy” i “doszli do głosu”. My Polacy i “tradycjonaliści” mieliśmy nie tylko pięć, ale 25, a dokładniej 27 minut na przekazanie światu swojej tradycji i swego orędzia, teraz niech mówią Latynosi. Nawet gdyby mieli krzyczeć 30 lat, a papież Franciszek żyć 107 (prawie tyle dożył Leon 13), to i tak kościół pozostanie sobą i coś, co się dziś skrzywiło w liberalnym kierunku, następny papież (może z Filipin) wyprostuje.

Z góry przepraszam za liczne wstawki angielskie, ale uznałem, że tak lepiej oddam atmosferę wykładów, które słyszę w tym języku i nie zawsze jestem w stanie dokładnie przetłumaczyć to, co się tutaj w EAPI odbywa.

Wymysł św. Łukasza

 Gdy byłem w szkole podstawowej, to mój katecheta poświęcił dużo uwagi pieśni Magnifikat. Opowiedział nam, że styl mówienia w Izraelu jest jak poezja, toteż nic dziwnego, że matka Boża przy okazji spotkania z Elżbietą zaśpiewała wręcz to, co czuje jako młoda, ciężarna matka. Łukasz biblista jednak zanegował tę teorię, twierdząc, że zarówno “Magnificat” jak i “Benedictus” oraz “Nunc dimittis” czyli hymn Maryi, Zachariasza i Symeona są fikcją literacką, “ars poetica” ewangelisty.

Mało tego, postawił w wątpliwość istnienie starca Symeona i prorokini Anny. Ci dwoje jakoby byli potrzebni Łukaszowi, by postać Jezusa uczynić bardziej podniosłą, dodać narracji o Jezusie nowego blasku.

Trzej Królowie

 Gdy poprzedniego dnia rozmawialiśmy o tzw. “ludziach stojących na moście”, czyli ludziach z pogranicza Nowego i Starego Testamentu, jeden ze studentów zadał pytanie o Trzech Króli. Ksiądz Łukasz powiedział, że “jeszcze wrócimy do tego zagadnienia”. “Omówimy go oddzielnie, bo to postaci z innej ewangelii”. Tego dnia zajmowaliśmy się głównie opowieściami z Łukasza, a historia 3 króli jest opisana wyłącznie w opowieści Mateusza.

Owszem, zajęliśmy się tematem. Jak można się było spodziewać, po zanegowaniu historyczności Abrahama i inne osoby biblijne nie mogą być teraz pewne, czy nie padną “ofiarą egzegetów”.

Padło również podobne pytanie egzystencjalne o sam fakt istnienia Trzech Króli. Czy byli czy nie byli, to długa dyskusja, ale wedle współczesnej nauki biblijnej dochodzi sprawa arytmetyki! Nie wiadomo mianowicie, czy było ich trzech, powiada wykładowca. To jasno z tekstu nie wynika.

Wiadomo jedynie, że były 3 dary. Czy niosły je 3 osoby czy tylko jedna, a może 2 osoby niosły 3 dary, albo po dwie osoby jeden dar. Można spekulować bez końca, ale sam tekst nie pomaga nam w rozwiązaniu łamigłówki na temat liczby osób i ich zajęcia, tytułu. Czy byli królami? – Nie. Czy byli Mędrcami? - Raczej nie. Najwięcej prawdopodobny jest tytuł magów, bo tych rzeczywiście na Wschodzie, zwłaszcza w Syrii i Babilonie było wielu.

Magowie (astrologowie) ze Wschodu nie byli astronomami, obserwującymi gwiazdy, ale astrologami próbującymi określić zależność daty narodzin i losu danego człowieka.

Wielki wybuch w kosmosie 7 lat przed Jezusem

Astronomowie współcześni potwierdzają, że zjawisko podobne opisowi gwiazdy betlejemskiej rzeczywiście miało miejsce 7 lat „przed narodzeniem Jezusa”. Spowodowane było koniunkcją dwu wielkich planet. Te planety to Saturn i Jupiter, które uważano za gwiazdy w starożytności.

Nazwa „Jas Pitar” przywędrowała na Bliski Wschód z Indii. W sanskrycie oznaczało Jas (star) czyli gwiazda + „Pitar”wódz wszechświata (ruler of universe). Obie planety lokują się po sąsiedzku z konstelacją “Ryby”, ważną dla spekulacji astrologicznych. Konstelacja Ryb symbolizuje koniec świata … tam się zjawiła “gwiazda betlejemska”.

Chiastic way of wrighting: “Jesus missionary statement” Łk 4, 16-20 – Jesus Mesia Is 61

Wykładowca nauczył nas żydowskiego wynalazku ze sfery poezji, który polegał na tym, by stworzyć coś w rodzaju łamigłówki nazywanej „chistic letter”. Jeśli jakiś wiersz napisać tak, by skrajne wersy miały podobną treść, a w środku jedna oryginalna myśl, to ta jedna myśl w centrum staje się wizualnie bardzo wartościowa. Nie potrzeba żadnego markera, by ten fragment tekstu podkreślić, ale sam rysunek fraz pokaże, gdzie jest ukryta ta istotna myśl. U Łukasza taka maniera prezentowania myśli jest i to właśnie we fragmencie opowieści, gdzie Jezus po raz pierwszy głosi w synagodze i cytuje Izajasza 61.

Chiastic way of wrighting:

a – he went to synagogue – przybył do synagogi

     b- he stood up and read – wstał i przeczytał

         c – he was given the scroll – otrzymał zwitek

               d – he unrolled the scroll – rozwarł go

                     e – the spirit of the Lord is upon me – Duch Pański przebywa we mnie

                           f – to preach the good news to the poor – abym głosił dobrą nowinę biednym

                                 g – he has send me to proclaim – posłał mnie, bym głosił

                                       h – and recovery sight to blind – że ślepi przejrzą na oczy

                                  g – sent out the opressed – więźniowie wyjdą na wolność

                            f – and to proclaim – i ogłoszę

                      e – the year of the Lord – rok Łaski Pańskiej

                d – and he rolled up the scroll – i zwinął rulon

          c- gave it back to the attendant – zwrócił go dozorcy

     b – and sat down - usiadł

a – the eyes of all In synagogue – oczy wszystkich w synagodze         

Newness of Jesus – nowatorski charakter nauki Jezusa został więc przez Łukasza podkreślony w sposób artystyczny, typowy dla kultury tamtych czasów. Ciekawa jest wstawka o Roku Łaski, roku jubileuszowym. Jupel to żydowskie słowo określające róg, instrument używany do proklamowania roku jubileuszowego (Jupel – horn announcing feast). Łukasz określa jasno zadanie misji Jezusa jako przełamanie taboo i hipokryzji (Jesus broking taboo and hypocrysy) takich pojęć jak szabat. Łamie pozycję i wiarygodność faryzeuszy. Łamie też konwenanse tych czasów (boundary breaking Jesus). Jest mistrzem przy zastosowaniu delikatnych odcieni greckiego języka, w którym słowo miłość ma rzeczywiście kilka znaczeń. W wypowiedzi Jezusa wobec Piotra nad Jeziorem Genezaret Jezus powiada: „Szymonie, synu Jony czy mnie kochasz?”(agapesme) – J 21. W odpowiedzi słyszy jednak: „Owszem, jestem twoim przyjacielem”(filote)... Powstaje niesamowita gra słów, z której wynika, że Jezusowi nie wystarczy przyjaźń. Jezus domaga się od Piotra trudnego do wyartykułowania w ustach zdrajcy „wyznania miłości”.

Keyword of Matthew – Kluczowe słowo w ewangelii Mateusza

 Tak więc w centrum naszej uwagi stanęła postać ewangelisty Mateusza. W jego opisie zdarzeń zajęliśmy się kwestią formowania uczniów. Temat tzw. „followship” – czyli grupy naśladowców (community of followers). Wszyscy oni byli Galilejczykami. Jak wiadomo, Galilea to okolica na peryferiach (borders of the country – hills and mountains), miejsce gdzie ludzie są niewykształceni, mało ortodoksalni i dzicy, przemieszani z innymi narodami i z cudzą kulturą. W takiej atmosferze odbywa się formacja uczniów, poza centrum kultury żydowskiej, na jej peryferiach. Jezus zadaje uczniom trudne pytania i stawia trudne wymogi: „Czy będziecie pić z mego kielicha?” (Can you drink the chalice of mine?). Wymaga, by „poszli za nim” (the road – being on the move) oraz wzięli krzyż jako ostateczny ciężar ludzi odrzuconych (the cross – ultimate consequence). Podejmuje więc temat odrzucenia, opuszczenia, opróżnienia dla osiągnięcia najważniejszego celu. Greckie słowo „opróżnienie” (kenosis - unification – solidarity – emptiness) staje się więc kolejnym słowem kluczowym, na jakie natrafiamy w Ewangelii św. Mateusza.

Kolejnym słowem z tej ewangelii jest słowo „Misja” mission (God at work). Naszą misją wedle Mateusza jest opróżnienie samych siebie dla wypełnienia „Misji Boga”. Mamy się wszystkiego wyrzec i być wyłącznie „narzędziami” w rękach Boga (we only instruments).

Po omówieniu tych kilku ważnych punktów, mieliśmy się po południu zebrać w grupach dla przedyskutowania kilku zagadnień.

Praca w grupach (discussion pannel). Pytania pomocnicze:

  1. Nowinki usłyszane po raz pierwszy (New insights). Czyli coś, co mnie uderzyło i zastanowiło : W mojej grupie praca szła jak po grudzie. Jedna z sióstr z Bangladesz miała dobry humor i ze wszystkiego sobie żartowała, wietnamski redemptorysta Tomasz miał kłopot z angielskim, a kapucyn z Indii Manodz bawił się telefonem komórkowym, zamiast z nami rozmawiać.

Zanotowałem sobie więc to, co mnie zaciekawiło na wykładach, na przykład słowo: Mezopotamia z języka greckiego to po prostu „okolica pomiędzy rzekami” (potam - rzeka, mezo-między). Teraz już potrafię przetłumaczyć słowo „hipopotam” - ponad wodą. Inne słowo znane mi z wykładów w seminarium: tetragram po grecku oznacza: tetra – cztery i gramma – litera, czyli dosłownie „czteroliterowy”. Ostatnia ciekawostka to sanskryckie pochodzenie słowa Jupiter: jas-pitter - „wódz wszystkich gwiazd na świecie”.

 

  1. Czy jesteśmy w stanie opowiedzieć o sobie, że jesteśmy „wybranym narodem”? (Can we say that we are God's choosen people?)

O ile nie popadniemy w żydowską herezję „narcyzmu” i nie będziemy apodyktyczni wobec innych narodów to rzecz jasna, że możemy być przez innych zaakceptowani jako wzór do naśladowania, światło, drogowskaz. W przypadku Polaków to się działo w czasach Solidarności, gdy poprzez swe cierpienie i postać Jana Pawła II staliśmy się dla świata ciekawym zjawiskiem godnym uwagi i najwyższych odznaczeń. W przeciągu krótkiego czasu nadano Polakom dwie nagrody Nobla.

 

  1. Kogo nazwałbym „ludźmi na moście” w moim własnym kraju? (Who are the bridge people in my country?)

Takimi ludźmi w moich oczach są poeci, politycy, kapłani, którzy w trudnych czasach pokazali narodowi wzorce osobowe ułatwiające „wędrówkę do Betlejem”.

Wśród reżyserów na pewno taką rolę spełnił nie tylko wobec Polaków, ale wielu innych narodów, pan Krzysztof Kieślowski, o którym w moim instytucie bardzo miło się wyraził młody jezuita ks. Johny Go.

 

  1. Czy jesteś w stanie określić motto swego życia jako chrześcijanina i ucznia Chrystusa? (Can you indentify a vision statement of Jesus in your own life as disciple?)

Na ten temat udało się nam w grupie podyskutować. Opowiedziałem kolegom i siostrze o herbie mojego Biskupa: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”, ożywili się wyraźnie i zaczęli sobie przypominać herby swoich biskupów oraz swoje własne motto z dnia prymicji. Moje było: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”.

 

  1. Wymień słowa kluczowe określające misję Jezusa i Apostołów (Summary key words):

Ja sobie wypisałem słowa kluczowe, jakie padły w czasie wykładów:

myth, light, discipleship, coconut, bridge, xerox, liberation theology, feminism.

Chamski wybryk

Wspominałem na początku w jednej z pierwszych opowieści, że najliczniejszą grupą studentów w EAPI są Papuasi. Są bardzo różni i może warto bym ich jakoś bliżej opisał i scharakteryzował. Jak by nie było, jestem w ich zespole integralnym elementem. Zacznę jednak od tego, że jeden „typek” z mojej diecezji, który trafił na te zajęcia w ramach terapii, dokucza mi od samego początku w sposób niegodny święceń, jakie przyjął i imienia chrześcijanina, jakie nosi.

To człowiek o kilka lat ode mnie młodszy, uzależniony od hazardu i alkoholu, co w Papui nie jest niestety rzadkością, a i w Polsce też pewnie się zdarza, postanowił uruchomić swoje „rasistowskie kompleksy”, które najwyraźniej nosi w sercu i udowodnić, że ja jako „biały misjonarz” nic nie znaczę, bo w Papui jestem „od niedawna”. Ponieważ te słowa padły na wykładach, publicznie wobec profesora i studentów, myślę, że nie ma co owijać w bawełnę i zilustrować „niską kulturę” kleru, jaki wychowali i pozostawili w Papui po sobie pierwsi misjonarze. Tak więc po kolei. Ks. Benjamin Agea ma wygląd 60-latka, ale w rzeczy samej jest ode mnie o rok lub dwa młodszy i ma 22 lata kapłaństwa. Jest to jego drugi pobyt w Ateneo. 20 lat temu już tu był i najprawdopodobniej ten pobyt dał mu narcystyczne przekonanie o własnej „wybitnej wartości”, którą w diecezji prezentuje przy każdej okazji, bezsensowną paplaniną w „super poprawnej angielszczyźnie”. Owszem, angielski ma obstukany i wyraźnie się tym chełpi, ale każdemu kto jest słaby z angielskiego nie omieszka pokazać swojej wyższości. Ponieważ w Papui większość ludzi, w tym księża, zna popularną wersję angielskiego i jest niedbała w mowie, toteż ks. Agea ma miliony okazji, by poniżać innych.

Tutaj chcę wspomnieć z żalem, że jako kleryk miałem do czynienia z podobnym stylem zachowania. Ci spośród kleryków, a nawet księży, którzy „mieli gadane”, pogardzali tymi „wieśniakami”, którzy się nie potrafili poprawną polszczyzną wyrazić. Mam nadzieję, że to już zniknęło z horyzontu. Że to tylko w Papui się zdarza, ale obawiam się, że „sztuka oratorska” w połączeniu z chamskim charakterem jeszcze będzie dokuczać wielu pokoleniom mniej „krasomównym”.

Wracając do mojego papuaskiego idola, to owszem, gra na dwa fronty. Przymila się do wszystkich wykładowców. Koleguje się z niemal wszystkimi, którzy mają sympatyczną powierzchowność. Lgnie jak mucha na wszystko co słodkie.

Do mnie natomiast czepia się „jak rzep psiego ogona” po kątach i strofuje o co tylko się da... Przed wyjazdem z Papui zapytałem go kilka razy, czy coś wie o szczegółach podróży. Ponieważ najlepiej go zastać przed telewizorem, toteż każdy raz był obrażony, że mu przeszkadzam w oglądaniu: „Nic nie wiem – biskup wie – idź go zapytaj”, „Za dużo gadasz – zamknij pysk – przeszkadzasz”.

Któregoś dnia po mszy podszedł do mnie i mówi: „Powiesiłeś siostrze zakrystiance na ramieniu stułę po mszy – wszyscy byli oburzeni, nie rób tego więcej”. Może i ktoś się oburzył, ale nikt się do mnie nie czepiał i nie wygrażał mi palcem i podniesionym głosem.

Znosiłem to jakoś, umocniony przykładem św. Tereski od Dzieciątka Jezus, która miała setki tego rodzaju sytuacji w klasztorze i cierpiała z uśmiechem. Gdy jednak ta niechęć ujawniła się publicznie, trudno mi było powstrzymać łzy. Powód był zupełnie błahy. Gdy profesor zakończył swą opowieść o Trzech Królach i zapytał, czy ktoś chce coś dopowiedzieć, skomentować, ja wziąłem mikrofon i opowiedziałem, że w diecezji Kimbe w Papui gdzie pracuję, ludzie na kolędzie się pytają czy K+M+B jest skrótem nazwy diecezji i czy to oznacza, że trzej królowie pochodzili z Papui. Wynikła ciekawa zabawa lingwistyczna, więc chcę się podzielić teorią, że owszem, „moi parafianie są skłonni przyjąć tę wersję wydarzeń i 7 lat podróży 3 króli może potwierdzać, że wędrowali z końca świata, na przykład z Kimbe”.

Cała sala wybuchnęła śmiechem, a mój kolega, który nie mógł znieść tego, że studenci zaakceptowali mój żart, a nie jego piękną angielszczyznę, podniósł się i wypowiedział to, co już cytowałem do mikrofonu: „To nieprawda, ten ksiądz jest w Papui tylko 2 lata i on nie ma prawa tego wiedzieć”. Zapadła martwa cisza na sali. Profesor Łukasz spokojnie skomentował to z uśmiechem: „Ależ Jarosław postanowił skomentować z humorem opowieść o 3 królach, nie sądzisz?” Typek został nie poruszony w swej zatwardziałości. Wziął do rąk mikrofon raz jeszcze i twardo wyrzekł: „To nieprawda”. I co wy na to?

Metro-Manila

Ateneo EAPI

29 października 2016

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com