I. ROSJA


0. Białoruś


Na Białorusi spędziłem wakacje, z innym kolegą klerykiem

Mama pomogła bez entuzjazmu, wiedząc żem jest włóczykij

Lubiła abym w domu siedział i chodził z nią do kościoła

Lecz się złościłem że na misje, serce i Bóg mnie wola


Więc się modliła w samotności a ja jeździłem po świecie

I miała jedną w życiu radość, że syn jej ma być księdzem

Wakacje, które trwały krótko na całe życie bakcyl posiały

I od tej pory Mamę Rosję, tak jak rodzoną pokochałem.


1. Co to jest Kaukaz


W kilku słowach, spróbuję powiedzieć lapidarnie

Kaukaz to góry, step i ludzie, Morze Azowskie, Morze Czarne

Ludzie gorącej krwi jak klimat, nie bardzo szanują swoje życie

Lubią się bawić ale także, gdy złoszczą się to całe życie.


Są na Kaukazie Prawosławni, Kałmucji skrawek lamaicki

Sporo republik muzułmańskich, i wszędobylscy katolicy

Kaukaz kozacki ma koloryt, chodzą buńczucznie do kościoła

Parady lubią i zabawy w nieformalne lecz mocne bojówki


Miałem przygody kilka razy, gdy mnie do siebie zapraszali

Aby się wtrącać do mojej pracy, grożąc mi deportacją.

Dziś wydalony autentycznie wspominam skąd pomysł ten głupi

I musze przyznać: od Kozaków, pan Putin go odkupił.


Tam się ambrozja rozpleniła co o duszności wielu przyprawia

Tam wszędobylskie bujne konopie, i tania marihuana

Tam rosną dzikie tulipany tam „kowyl” wysoki jak człowiek

Przyroda dziwna, ziemia żyzna, eldorado rosyjskie.


Kaukaz mi znany to Ormianie, czarnymi zwani albo „Czurka”

Mówią tez czasem o nich „Franki”, bo katolicy rodem z Gruzji

Są na Kaukazie Chaldejczycy, co na chleb mówią „lahma”

I cały język jest dialektem, którym Pan Jezus rozmawiał.


Tam na Kaukazie pierwszą miłość w swym powołaniu przeżyłem

Tam było pierwsze choć małe probostwo, minuty straszne i miłe

Może bym został tam na zawsze, ale nie dane mi było

Dusiła mnie jak w astmie ambrozja inne powody przemilczę.



2. Wołga


Wołgę zwiedziłem bardzo dokładnie, żegnając Kaukaz na zawsze

Na Ural mnie zawieźć obiecali, z Azowa parafianie

Busikiem siedmioosobowym o nazwie „Soból” jechałem

I każdy szczegół z tej podróży dobrze zapamiętałem.


Miasto Wołgodońsk: moja parafia, drewniana niemiecka kapliczka

Rok cały z wyjazdem ociągałem, by ją zbudować i uświetnić

Miasto powstało jako obóz dla więźniów politycznych

Dwie elektrownie jedna wodna i druga „Czernobylska”.


Szeroka Wołga i leniwa, piaskowe brzegi, jak Don ciepła

Drogi przepastne i rozbite, i jeszcze bardziej dzikie stepy

Jak tu się Niemcy przechowali i czemu Wołgę tak kochali

To jest zagadka na stulecia... tymczasem Soból szybko jechał.


W miasteczku Marks zamieszkał biskup i wiele razy odwiedzałem

W wielkiej świątyni siostry się modlą, na dworze kozy biegają

Saratow miasto europejskie, piękne i bardzo dostatnie

Katedra niegdyś dzisiaj kino, na samym środku deptaku.


Samara miała dwa kościoły, stary malutki i wielki nowy

Tam Salezjanie mają swe imperium, podobnie jak w mieście nad Donem

Uljanowsk zwany wpierw Symbirskiem, ojczyzna wodza rewolucji

Toliatti skąd najlepsze wozy i inne atrakcje rosyjskie.


Wołga to zlepek różnych kultur, meczetów tu wiele tatarskich

Podobnie dzieje się w Astrachaniu, tak samo w miastach Uralskich.

Jak opowiedzieć Rosję w prowincji, nie mówiąc nic o Moskwie

Najlepiej udać się na Syberię, ja tak też zrobię niezwłocznie.



3. Syberia


Zima w Syberii: mróz trzaskający, ale łagodny bo sucho

A na dodatek słońce piekące: okrągły rok (to wiem z Czity)

W Syberii wiosna wybucha w maju i wtedy ruszają lody

Zmiatając po drodze całe miasta, to najstraszniejsza pora.


Latem w ogródkach ludzie siedzą, podobnie jak w całej Rosji

Zbierają grzyby łowią zwierza i rybę z jezior i rzek głębokich

Bajkał tak ludzi intryguje, dla mnie się wydał jak Wisła

Piaskowe zbocza, i smaczny omul a w lesie listwiennica.


Tutaj nas zebrał na wakacje ks. Mazur Irkucki Biskup

Trzydziestu księży w jednej daczy, gnieździło się cierpliwie

Aby kapłańskie rekolekcje przeżyć i „wypłynąć na głębię”

Potem w Irkucku wmurowano katedry kamień węgielny.


To właśnie wtedy usłyszałem od mego nowego biskupa

Że mam pracować na Kamczatce i w kilku innych miejscach

Czita, Chabarowsk i Sachalin od siebie bardzo odległe

Mierz siły na zamiary... zgodziłem się bardzo chętnie.



4. Kamczatka


Gejzery gorące, wśród śniegu się kąpią, panowie piwko popijając

Podobno głupia to zabawa, że serca czasem wysiadają.

W samej stolicy trzy wulkany, sopkami tutaj zwane

Awacza, Sopka Wiluczyńska i trzeciej nie pamiętam nazwy.


Port Pietropawłowsk wielki, naturalny, odkrycie Witusa Beringa

A w nim zacisze i taka przestrzeń, że mieści się może flota rosyjska

I tyle statków z silnikiem jądrowym, że miasto może w mig zniknąć

Dwa lata z rzędu je odwiedzałem, latając tam każdy miesiąc .


Kamczatka kapliczkę ma cmentarną, z epoki wojny krymskiej

W której się modlą katolicy innego nie mając miejsca

Tu znowu jak diabeł z tabakierki, wyskoczył problem kozacki

Że mam się wynieść, bom prozelita i persona non grata!


Co tak ich męczy braci moskali, i brać nasza kozacka

Moja jedyna broń to ma słabość: naiwność i improwizacja.

Czasem udaje się więcej zrobić niż by się we śnie przyśniło

Myślę, ze także wiele sukcesów mama mi wymodliła.


Tam na Kamczatce parafia jej imię, św. Teresy nosiła

Bowiem patronką Rosji przed wojną ta mała święta już była.

Miałem tam skromne relikwie z Lisieux i jej figurkę gipsową

Mieszkanko w baraku, gdzie dach zaciekał a wiatr świstał przez szyby.


5. Sachalin


Tutaj są kraby, paprotnik, aralie, podkałużnica, jadalne pokrzywy

Podziemne wstrząsy, śpiące wulkany i wielki naftowy przemysł.

Tutaj jest raj dla Koreańczyków, choć klimat trochę surowy

Tutaj Rosjanie wszystko niszczą, bo nie jest on ich domem.


Tutaj katorga najstraszniejsza, tutaj kwitł kanibalizm

Teraz mieszkają tu desperaci, tak biedni że w porę nie wyjechali

Mieszkałem i ja nikomu nie wadząc, tak mi się wydawało

Aż nieopatrznie z jankeskich pieniędzy, kościółek zbudowałem.


Za to mi dano wakacje dłuższe o tym opowiem za chwilę

Chcę tylko podziękować Bogu, za sachalińską idyllę

Dwa pasma gór z południa na północ, niskie ale przepiękne

I dwa wybrzeża: Morze Ochockie i Zalew Tatarski ciepły


Moje wakacje jedyne tak długie, po wielu latach Rosyjskiej tułaczki,

Spędziłem na Dalekim Wschodzie, ponieważ było po sąsiedzku

Biskup się dziwił, że nie chcę do mamy i ja się dziwię, że miałem ten tupet

Błogosławieństwo jednak dostałem, ruszyłem na nową „misyjną wędrówkę”.


Najpierw w Japonii uczyłem się życia wśród egzotycznych budowli i ludzi,

Których już znalem dość blisko w Syberii, pracując razem lecz teraz...

Rzucony jak szczenię na wodę, na nowo musiałem się uczyć

Wszystko wypadło wspaniale, ale... do Rosji nie dało się wrócić.


Toteż czekając na nową przygodę bo ufam, że dane mi będzie znów ruszyć,

Siedzę, wspominam i strasznie się tęsknię do „azjatyckich krain”

I tak jak Adam tęsknił za Litwą, ja pragnę z powrotem na Syberię

Ja pragnę myślami i ciałem powrócić na misje święte.

________________________________________

II. KOREA


1. Pusan


W Pusanie w Porcie mieszkają bracia, Matki Teresy z Kalkuty,

Tam również jest czczona Matka Boża w swojej Fatimskiej figurze

Tam ojciec An, Niemiec Antoni, lat wiele spędził czyniąc dobrze

Ale też wyznał, że zna Rostów kaukaskie miasto, tam „walczył w młodości”.


Miałem na krótko się tam zatrzymać lecz bracia powstrzymywali,

Wiec pozostałem by poznać to życie, o którym tak wiele słyszałem

Kąpałem tam starców co rano w łaźni, bo bardzo zniedołężniali

To dla nich największa radość, i dla mnie owszem także.


Pośród nieznanych mi wcześniej ludzi każdy był dla mnie jak dziadek

Na Sachalinie zwaliśmy ich „harabodżi” i tutaj się zwali tak samo

Bałem się kto mnie tu w Korei będzie po kraju oprowadzać

Bo wielu latem repatriantów do Rosji do krewnych wraca.


A jednak byli tam niektórzy i gdy przybyłem zrozumiałem

Jak bardzo tęsknię do parafian, ciągnęło mnie do Ansanu.

Tam również siostry Matki Teresy, znów jestem pod opieką

Tam nawet polscy Pallotyni, dobrze żem tutaj przyjechał.


2. Ansan


I zaraz pierwszy dzień pobytu, na pogrzeb mnie zapraszają,

Nikt nie umierał wśród katolików, zdarzyło się to tym razem!

Na imię jej było Bernadetta, repatriowana z Sachalina

Cały autobus krewnych miejscowych i parę przyjezdnych było.


Pojechaliśmy na Msze świętą, potem litania w autobusie

Długie modlitwy podczas kremacji, okropny wtedy był upal,

Wiec dali lody dla wszystkich ludzi, rzecz w Polsce niesłychana,

Żeby tak karmić na ceremonii, ludzi zapłakanych.


Urnę wydano po obiedzie i znowu przejażdżka autobusem.

Ziemi jest mało więc cmentarze daleko i bardzo drogo kosztuje pochowek.

Toteż biedacy zamiast mogiły kupują najtańsze miejsca w „schowku” na półce,

I stoi człowiek czekając cierpliwie na dzień Apokalipsy.



3. Seul


Seul mnie czekał bardzo deszczowy i wiele znajomych osób

Zdało się mi nagle że cały czas w Rosji tylko ten dzień szykowałem

Tak wiele radości i przyjaźni od Koreańczyków zaznałem

Od razu zwiedziłem Dwie Ważne góry pamiątkę męczenników


Wszędzie mnie młodzież otaczała w Korei Wika, Szoko w Japonii

Ci których kiedyś w kościele w Rosji tak licznie spotykałem

Jak są gościnni ludzie ze wschodu, znowu się przekonałem

Ponieważ jestem misyjna sierota oni mi bardzo pomagali.


Czol tu San – góra rozbitych głów i Myong dong – wzgórze mędrców

Dwa dla Seulu bardzo ważne miejsca – Korea kocha swą historię

I dumna jest gdy jak każdy kraj, ja znają i czczą przybysze

Korea zna i czci historie innych, lęka się tylko Japończyków.


Był czas że bano się Europy i misjonarzy długonosych.

Bano się, że tak wielu mędrców garnie się do „nauki o królestwie”

Więcej jak sto lat obrywano głowy i inne członki takich panów

Stąd nazwa góry i wzgórza, które niedawno widziałem...


Lud Koreański sangwiniczny, gdy się porówna do innych azjatów

Potrafi być ciepły choć podstępny, ma wielką cześć dla Europy

Literki łatwe do nauki choć egzotyczne to niewiele

Więc młodzież nie chce hieroglifów, uczy się tego co konieczne!


Pracować lubią, lubią sprzątać, próżniaków także można spotkać

Kraj mały zdaje się przestronny, zielony morski i górzysty

W środku Seulu wielka rzeka i góra pod nią tunel długi

Wystarczy jeden dzień by zwiedzić najodleglejsze państwa końce.


Tutaj się pałeczkami jada, najrozmaitsze „owoce morza”

Tutaj się robi słynne „Kimczi”, jak polski bigos lecz surowa

Z nadmiaru czosnku śmierdzi bardzo, ale też bardzo zdrowa

Trzy setki recept ma ta potrawa robiona z warzyw zasolonych.


Ponoć kraj mało religijny, nie ma swych własnych wierzeń

Wszystko z importu z Chin czy z Japonii i nasze europejskie!

Dziwne to było dla oczu estety, lecz tutaj to normalne,

Są na biurowcach wieżyczki kościołów, jeśli w nich mieszka pastor!


I nie przeszkadza to sąsiadom: krzyż na wieżowcu lub swastyka

Pastor buddysta w jednym domu, a nieopodal nasza kaplica...

Zaplanowano tu budowę, największy w świecie chyba kościół

Na zewnątrz będzie jak pagoda a w środku będzie gotyk.


Widziałem także piramidę, tam gdzie grobowiec męczennika,

I właśnie w środku piękny kościół, bajkowo piękny, z średniowiecza

A w innym miejscu „góra różańca”, paciorki zrobione z dziurawych głazów,

Przez które sznurem rwano głowy, Jezusa Chrystusa wyznawcom.


Byłem w mieszkaniu Kardynała, przemokły do nitki, bo trwały powodzie,

I rozważałem jak z nim rozmawiać, gdy tu za kwadrans wkroczy.

Przyszedłem wcześniej niż proszono, a jednak zjawił się niezwłocznie

Ubrany był jak prosty wieśniak: żółta piżama – typowa na pogrzeb!


Co to za kontrast myślę sobie – czy kiedy w Polsce się doczekam,

Że tak zwyczajnie, nie odświętnie, przyjmie mnie kiedyś ekscelencja.

Mówił nie śpiesząc, bez akcentu, wiek ma podeszły – emeryta

Wysłuchał wszystko i obiecał, że się pomodli...no i wszystko.



4. Taegu


W ten sam dzień Taegu odwiedziłem...proboszcz przyjechał z parasolem

I w jego świcie wiele kobiet, niektóre świeckie, były tez siostry.

Zapewne już plotki z parafii dotarły, w Taegu dobrze znają Sachalin,

Trzech księży przede mną a nawet siostry z Korei w Rosji pracowali.


Ja mogłem rzec „Anion Hasejo” albo „Saran He Jo” z życzliwości,

Mogłem dukając czytać Mszę świętą, co dla nich było miłe nad podziw

Byliśmy w Hanti, tam znów sanktuarium męczennikom poświęcone

A potem proboszcz grał w kafejce w karty i dużo przegrał „z życzliwości”.


Kim Won Sul poprzednik na Sachalinie, wiec się zaocznie znamy dobrze,

O. Jakub lubi życie, a ja asceta, różnimy się bardzo: nie wie jak mógłby mi dogodzić

Do seminarium, do pięknej groty, wziął mnie na Mszę comiesięczną za misje,

A potem był „słodki stół” z łakoci ryżowych dla wielu „ciotek misyjnych”


Dostałem pasek, torbę podróżną, a także mnóstwo książek

To jest typowe: azjata widzi i nie pytając z całego serca chce pomóc

Pięć dni spędziłem na południu i znów powróciłem na północ

By poznać co czynił inny mój poprzednik zanim przyjechał do Rosji.



5. Inczon


Benedykt, przybysz z Ameryki, Cze Bun do zwany przez tubylców

Nadają imiona swe bardzo rzadko tym co kochają Koreańczyków

Na Tok czok do spędziłem 3 dni i nigdy ich nie zapomnę

Płakałem widząc w Inczonie, wybudowane przez niego kościoły.



6. Nadżu


Aż wreszcie podroż do Nadżu, miejsce na świecie znane

Z eucharystycznych cudów i wizji co przeciw aborcji są dane.

Julia Kim, prezbiterianka, przechodzi na katolicyzm

Ona i cała jej rodzina bardzo Maryję ma we czci.


Chodziłem po świętej górze, gdzie również krew męczenników

Wkrótce był powrót do Japonii, zabrałem więc kilka kamyków.

Zdawało się, że nikt się tam o mnie nie troszczy, miałem malutki pokoik.

Ale znów dano mi dużo drobiazgów, abym niczego nie mógł zapomnieć.

______________________________

III. JAPONIA


1. Niigata



Mam do Japonii większy sentyment więc byłem tam najpierw niż w Korei

Leciałem z Rosji z Chabarowska po długiej kontroli złośliwych Rosjan,

Dziesięć lat w kraju ludojadów, bo jakże nazwać to co się działo

Przez lata niszczenia fizycznego, psychicznie niszczy się tam nadal.


W Japonii w Niigata czytałem literki, z radością że umiem katakane

Chciałem odgadnąć hieroglify lecz świątyń wzrokiem też szukałem

Wiele miasteczek i wiosek przez 2 godziny pędząc do Tokio

Minąłem szukając krzyża wzrokiem i nie znalazłem...



2. Matsubara


Krzyż skromny dyskretny był w Matsubara, w parafii gdzie kursy misyjne,

Potem widziałem w centrum Sophia, wielka świątynię jezuitów

Mała dziewczyna, przyjaciółka, aniołek podróży mojej ze strachem planuje

Czy do jej rodziców jechać zdążę, czy na Nagasaki mam dość pieniędzy.



3. Kudżi


Owszem starczyło, kościółek w Kudżi ma imię Pawła Miki

Zagubiona niewielka chatka wśród równie malutkich uliczek

W parafii przedszkole, pewnie setka dzieci ale parafian niewiele

Proboszcz staruszek, nie może odprawiać, jedynie czasem w niedziele.


Szoko znalazła mi mszalik malutki gdzie tekst był w romadzinie

Mogłem wiec czytać i proboszcz się cieszył, że w ten dzień sobie odpocznie

Kazanie było o Chopinie o jego ostatnich chwilach

Lubią w Japonii nasza muzykę, Chopin jest dla nich idolem.


Za trzy dni w tych miejscach Bogu dziękuję, bursztynem sławiące się miejsce

Jeśli ktoś bajkę chce przeżyć na jawie, Japonia dobre jest miejsce.

I znowu Tokio, tu wszystko wielkie a jednak filigranowe

Domy wysokie ale płaskie jak czekolada stojąca pionowo.



4. Tokio


W Japonii wszystko jest troszkę mniejsze: uliczki, domki a nawet kolej,

Jedynie tokijskie autostrady, najpotężniejsze: wiszące mosty – kilkupiętrowe.

W japońskich miastach się czułem jak na wsi.... Guliver a wokół dobre dzieciaki

A każdy z nich malutki ma sklepik: wytwórnię pocztę lub zakład.


Kościółki również przesadnie małe, i proste do granic prostoty.

Te stare z surowych drewnianych pali i nowe, choć beton filigranowe.

Ryżowe maty można spotkać w mieszkaniach biednych i bogatych

Najbardziej ceni się rękodzieło i wszystko co robią, jest doskonale.


Sufity niskie, bo tam siedząc w kucki człowiek spędza dzień cały

Owszem są krzesła europejskie, tylko na specjalne okazje.

Młodzież ma ubarwione włosy: czerwień i zieleń, blond, niebieski...

Prawie połowa je farbuje: tak wkracza „zwyczaj Europejski”.


Japończyk kocha ekologię, dla ryb i małp wielkie rezerwaty

Całe miasteczka zwierzęce dla dzieci, by mogły przyrodą się cieszyć.

Wpłynęła kiedyś do Jokohama, brudnej zapewne rzeki, foka

i płynąć z powrotem nie chciała, zrobiło się zbiegowisko.


Japończyk chętnie zbiera kamienie i w każdym sens widzi ukryty

Przedziwne kompozycje z kwiatów, to są drobiazgi, co ich cieszą.

Ma wszystko super nowoczesne – ale też lubi zabobony:

W świątyni szinto, jak w skansenie: czas się zatrzymał, chodź zaglądnij.


Studnia z czerpakiem i trzy bramy a przed budynkiem sznur i dzwony,

Tu się odbywa inicjacja, czasami ślubny ceremoniał

Tutaj nie wchodzi się do wnętrza, modlić się trzeba na schodach u wejścia

Przegrodzonego korytkiem dla ofiar: skrzynia głęboka, potężna.


A na podwórku jak w przedszkolu małe i większe budki kamienne

Lampiony z głazów wyżłobione i oklejone jedwabnym papierem,

Japończyk lubi tu przychodzić ale religii nie deklaruje,

To jest intymny temat dla niego i tam gdzie zechce pójdzie.


Lubią brać śluby po europejsku i mogą to robić w kościele

Mimo, że chrztu ktoś z nich nie przyjął, Watykan przyzwolił chętnie!

Pogrzeb i cmentarz ulubiony wedle zwyczajów buddyjskich

Klasztor: pagoda skromna w kolorach, skromne też oczy mnichów.


Widziałem więżę przeogromną, a w środku wieży winda na górę superszybka

Panie w recepcji sprzedają bilety, to cmentarz, który można zwiedzać:

Urny z prochami jak w archiwum, na półkach ponumerowane,

Widziałem jak cicho mkną po miękkiej wykładzinie, bez szelestu kapłani.


Wrażenia podobne jak w Korei tu jednak, jakoś inaczej

Podobni ludzie lecz bardziej dyskretni, i w życiu i nawet po śmierci:

Ktoś z kadzidełkiem na chwilę przyszedł: widziałem drzwiczki otwarte

Klasnął i dzwonkiem zadzwonił cicho...kadzidło zapalił, skłonił się i... zamknął.


Na samej górze trzy kaplice: szinto, buddyjska i chrześcijańska

Wierzyć się nie chce że tu były, długie i krwawe prześladowania.

O tym mi Szoko powiedziała gdyśmy dotarli do Nagasaki

To miasto inne niż Japonia, tu zawsze byli cudzoziemcy.



5. Nagasaki


Port troszkę podobny jak Władywostok i tradycyjne a szybkie tramwaje

Klimat cieplejszy niż w Tokio czy Kudżi i wszechobecny turkot cykady

Plac katedralny i stare figury, co są milczące świadki wielkiego wybuchu

Tłumy modliły się w kościele w ten dzień, od epicentrum trzysta metrów.


Widziałem kościół Maksymiliana, ten duży Seibo no Kishi

Zastałem Sergiusza starego brata, zdziwiony był bardzo moją wizytą.

Widziałem też kościół na Oura i tam podobnie jak w Nadżu,

Głos mojej mamy usłyszałem: NIE MARTW SIĘ o nic SYNKU.




DEDYKACJA


Nazwałem ten pospiesznie sklecony tryptyk paschalnym na cześć Mamy

Wierząc, że skoro w Wielki Tydzień to wszystko napisałem

Zadośćuczynię za jej troski i dam jej w niebie wytchnienie

Właśnie na Paschę na Wielkanoc, pół roku mieszka już w niebie.



Ks. Jarek Wiśniewski


Czarna Białostocka, 16-20 kwietnia 2003

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com