DO WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

 
Których moje oczy  twarzą w twarz nie widzą
Do tych co białe niegdyś nosili habity
Co w krajach dzikich głosić się nie bali
Albo przezwyciężyli strach
 
Do mniejszych braci błądzących po bezdrożach,
Wtedy gdy w Azowie trwała Złota Orda,
I tych co potem podbijali świat.
 
Święty Dominiku, Jacku, Katarzyno
Franciszku, Kapistranie, Kulawy Jakubie
I ty święty z Dukli, do was dzisiaj mówię
Tym wierszem modlitwą, przybądźcie na mój szlak!
 
 

MĘCZEŃSTWO JANA

 
Bardzo niedbały Panie
W ubraniu i pożywieniu
To właśnie ciebie bardziej,
Na przekór ludziom cenię,,
 
Surowy i uparty
Czasami złośliwy proroku,
Każdemu człowiekowi
Stałeś się solą w oku.
 
Aż w końcu spotkał się Herod
Z twoim osądem surowym
Nie zdała się na nic królewska
Hojność, obawy, roztropność
 
Zwyciężył taniec i pięknej
Podstępne na uczcie słowo
Nie pragnę złota, królestwa,
Oddaj mi Jana głowę
 
Więc szyję w lustrze oglądam
I patrzę na ludzi wokół
Czy może zginę podobnie,
Z pragnienia zostać prorokiem. 


MÓDL SIĘ I PRACUJ

 
Dobre te rady od Pawła z listów
Zapewne dosłownie przejęte
Tak w Benedykcie pięknie dojrzały,
Że stały się ważne i święte.
 
Gdy się połączy ogień i wodę
Otrzyma się opary
A gdy modlitwa łączy się z pracą
Energii zapas trwały.
Dlatego spocznij dziś u wzgórza,
Bracie mój Benedykcie
I spójrz, jak zmienia się pogoda
To nie jest dla nas przykre.
Tę chwilę dano nam w historii,
By było też zdziwienie,
Że Benedykt się kiedyś zmęczył
Że przysiadł na kamieniu.
 

RÓŻA Z LIMY

 
W ogrodzie wyszywam obrusy
Dla pobliskiego kościoła,
Igłami raniąc dłonie
O wolność Indian wołam
 
A krzyk to jest najcichszy
I bólem  zadławiony,
A także wiedzą pewną,
Kto cierpi, ten zbawiony,
 
To powiem lekarzowi,
Który chce leczyć ciało,
By sie tak mocno nie spieszył,
Gdy człowiek prosi mało.
 
Bo moja mała prośba,
Takim jest skarbem na niebie,
Którego na nic ja tutaj
W  moim ogrodzie nie  zmienię.
 
Więc dla swojego narodu
Tego jednego chcę prosić
Dużo dużo cierpienia
I bardzo wiele miłości...
 

KOSTKA

 
W stawie rostkowskim
W błocie spierają się żaby,
Tak trudno mi się modlić
Uciszyć wszystkie chciałbym.
 
Za brata ja sie modlę
Bo zbyt wiele powtarza
Z tego co na rozmowach
Usłyszał on od starszych.
 
Tam w Wiedniu coś wymyślę
Żeby się trochę poprawił,
Ukradkiem z domu czmychnę
Niech się trochę pomartwi.
 
A gdy już na drodze do nieba
Jedną nogą ja stanę
To drugą z niecierpliwości,
Zapewne szybko postawię.
 
Spieszcie się młodzi ludzie
Schodami biec do nieba
Tam przy stawie rostkowskim
Ich sekret się otwiera.

 

JAN Z NEPOMUKA

 
Tej wody mi ciągle mało,
Którą poczułem na skroniach,
Gdy chrzcząc mnie lały obficie,
Dobrego kapłana dłonie.
 
Mało mi ciągle tej wody,
Którą mam mieszać w kielichu
Z kroplami wina mszalnego
W tej wodzie kąpie się Chrystus.
 
Mało tej wody święconej,
Którą okropię mieszkania,
By bronić małych i wielkich
Od strasznej pokusy szatana.
 
Za wodą z Wełtawy  tęsknię,
Tam złożę marne swe ciało,
By każdy kapłan pamiętał,
Jak wielką władzę nam dano.
 

MONIKA

 
Nie mając siły znowu się zrywasz
Bo może właśnie tej nocy
Ze snów uroczych rezygnując
Piękniejsze łaski uprosisz.
 
Na długiej liście twych błagań
Po stokroć te same imiona
Mąż wciąż niewierny i syn heretyk
Ty Boże sam ich przekonaj.
 
Nie w mojej mocy kruszyć ich wolę,
Tak pewnie Pan zdecyduje,
Lecz jeśli przypadkiem łza słona
Uniesie się w górę jak gołąb.
 
I taką pocztą żal przeniesiony
Do domu twego powróci
Męża dobroci a syna prawdy
Świat cały czegoś nauczy.
 

OBRONA CZĘSTOCHOWY

 
Zlekceważony ostatni kurnik
Pośród największych upadłych fortec
Stał się ostatnią nadzieją narodu
I dla Maryi twierdzą miłości.
 
Dobrze, że szramy rozdarły lico
I, że tak okopcone
Prawdziwe rysy rozpozna
Ten co bez granic  pokochał.
 
Wodzowie w habitach trwają na wzgórzu
I nie zdradzają sekretu
Gdzie źródło mocy i jak wytłumaczyć
Działanie  tego portretu.
 
Najczystsza Matko, błękitno-czerwone
Szaty twe na tle zielonym
Nimb pozłacany i liczne ubranka
Na każdą posiadasz porę.
 
Ty się nie gniewasz na prostych ludzi,
Że ci wciąż skarby przynoszą
Lecz pewnie w duszy bardziej niż ofiar
Miłości u dzieci prosisz.
 

JOANNA

 
Musicie odesłać z obozu kobiety
Musicie porzucić przekleństwa,
Modlić się na Mszy w niedzielę
W piątki nie wolno jeść mięsa.
I trzeba rycerze, zgiąć swoje kolana
I wyznać grzechy szczerze
Wtedy zwycięży zhańbiona Francja
Ja z wami i król wasz zwycięży.
 
Dzięki wam, wielcy rycerze
Co przebywacie na niebie
Michale i wszystkich Aniołów
Przed Bogiem, dzielne zastępy.
 
Słyszę głosy i pomoc
To niebo się wstawia za nami
Porządek zrobi kobieta
Kiedy mężczyźni osłabli.
 
Moc mnie opuszcza i zdrada
Mojej ofiary wystarczy
Na wojnie się nie spełniło
Dopełnią na sądzie szydercy!
 
Na sąd faryzejski gotowa
Wiem jak niełatwo umierać
Modlitwę wspominam z Ogrójca
Tak samo jak Jezus cierpię.
 
Ogień spali me ciało
Śpiewać będę w tej chwili,
Hymn jak św. Polikarp
Jak rzymscy męczennicy.
 
Obłoki zabierzcie me szczątki
Niech skroplę się deszczu łzami
Czuję niejedną przeszkodę
By świętą się stała Francja.
 
Porzućcie grzeszne kobiety,
Język od przekleństw oczyśćcie
Chodźcie na święta na Mszę
Obżarstwem nie grzeszcie!


NAZARETANKI

 
Dobre jest miejsce na ławce
W cieple jesienne wieczory
Miło jest mówić w kościele
Całą wspólnotą nieszpory.
 
Dobrze wspominać jest książąt
Co w zamku pobożnie żyli
Jak budowali świątynie
I jak do nich chodzili.
 
Pięknie jest wchodzić w te progi
Którymi rodzice Adama
Wkraczali, by ochrzcić poetę
I wlać w niemowlę wiarę.
 
Wspaniałe wybrałeś nam Boże,
Miejsce na naszej planecie,
By się spotkały w klasztorze
Dobro i okrucieństwo.
 
Błogosławiona ta zima
I miłość dotąd nie znana
Jedenastu sióstr z Nazaretu
Broniących życie kapłana.
 

JAN MARIA VIANNEY

 
Oglądam cię moja trzódko
Na nowo rozproszona
I was dzielni pasterze,
Których świat nie pokonał
 
Obśmiani, lekceważeni
Wygnani na miejsca odległe
Składajcie mozolnie kazania
W konfesjonałach siedźcie.
 
Aż wycieńczeni od głodu
Strudzeni w podróżach bez skutku
Zaśniecie gdzieś bez pościeli
W rozklekotanym łóżku.
 
I zbudzi was nocą kusiciel
I zechce pokazać niebo
Na twarz, na całe ciało
Wrzątkiem was będzie polewać.
 
I wtedy powrócą do was
Me owce zabłąkane
 
I znowu wrócicie do siebie
Tak dobrze jest być kapłanem.


CZEKAM – JERZEMU P.

 
Tu jesteś Jurku w mojej zakrystii
Gdzie bez powodu śpię na podłodze
By duch się nie rozwiał na wietrze
By zbudzić się rześkim do boju.
 
Tyś anioł mej młodości
Durnej i prawie czerwonej
Teraz gdy siedzę i czekam
Znów mnie do siebie przekonaj.
 
Ktoś z miejsc dalekich
Dzwoni lecz kable porwane
Znowu się dziś nie dowiem,
Co dla mnie szykowali.
 
Mój uśmiech podobny do twego
Spóźniony i flegmatyczny
Plus jego jeden, prawdziwość
Jak teatr rapsodyczny...
 
 

AZOWSKI TESTAMENT

 
Ja kupiec z Wenecji Corrado
Wiele zła wyrządziłem
Oddaję wszystkie me skarby
Nim ducha swego wyzionę
 
Niech na mym grobie się zawsze
Modlą kapłani w Azowie.
 
 
 
 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com