I. Powołże

Wolgograd, ulica Praska

Zimowa pora, w zziębniętych palcach,
Ołówkiem bawiąc się w okopach
Austriacki żołnierz Matkę Bożą
I jej dzieciątko naszkicował.

Był to rok pewnie czterdziesty pierwszy
Miasto Stalingrad plonie w ogniu,
Wszystkie budynki leżą w gruzach,
Ostał się tylko mały kościół.

Potem powstało miasto jak Feniks
Kościoła nikt nie remontował
Bawili się w nim komsomolcy,
Krzyż zleciał z wieży tynk całkiem odpadł.

Okna wyrwane jak oczodoły
Zionęły chłodem i martwota
Tymczasem przyszła pierestrojka
Wnukowie Austriaka dali pieniądze.

Nie można się modlić za faszystów
Tak tu przyjęto filozofować
A jednak szkic wisi w ołtarzu
Dobra miał dusze młody chłopak.

Kurhan Mamaja – wielka Nike
Kilkutonowy miecz trzyma w ręku
U stop jej jak studnia mała kaplica
Bez dachu - w środku wieczny ogień!

Muzyka brzmi dziwna, obłąkana
Wciąga do środka jak spirala
I milcząc jak w otchłań Hadesu
Powoli tupot się rozlega

To honorowa warta idzie
Za nią ciekawscy i turyści
Ja odczytuje tysiące nazwisk
Co dekorują ściany wewnątrz

Robi wrażenie stary Kurhan
Czy jest to cmentarz pytałem siebie
I wspominałem zwiedzane wcześniej
Jak Częstochowa miejsca święte...

Tak, tu by można bez ustanku
Modlitwy wznosić na wsze strony
Podobno wokół Stalingradu
Do dzisiaj pełno ludzkich kości.

Nie wypuszczałem z rak różańca
Ale nie czułem się u siebie
Wróciłem na ulice Praska
I dokończyłem go w Kościele


Marks - Chrystus Król

Słyszałem w dzień święceń biskupich
W Marksie nad Wołgą mieście
Stara legendę jak zburzono
Dawny kościół tutejszy.

Ponoć zbierali ludzie cegły
I zabierali do swych domów
Stawiali na widocznym miejscu
I czcili jak święte ikony.

Potem, gdy przyszedł czas odnowy
Gdy dano nowy plac kościelny
Zaczęto znosić święte cegły
By je pomieścić w fundamencie.

Tak się historia kołem toczy
Milczeli ludzie zniewoleni
A kamień krzyczał, zwykła cegła
Czekając aż się czasy zmienią.


Penza

W Penzie kasyno, czy klub nocny
Oto najlepszy sposób w Rosji
Aby ośmieszyć demokracje
Aby pokazać, kto ma racje.

Irlandczyk Filip mój kolega
Cale swe serce w sprawę włożył
Wiele pieniędzy, adwokatów
Podobno wygrał, lecz nie wchodzi...

Tak było w Moskwie i nie tylko
Ze wygrać sprawę, to nie wszystko
Ten co ma forsę, kto mafiozo
Ten w swoich rękach trzyma kościół.

Sprawy się będą toczyć nowe
Tymczasem piękny i filigranowy
Kościółek ktoś rozbudowuje
Tak, by nie przydał się dla wiernych


Św. Klemens Saratowski

Ulica Niemiecka numer 12,
Wchodzimy w podziemia po stopniach...
Na tej ulicy najstarsze budynki,
Jest tez katedra św. Klemensa

Obok katedry, pałac Biskupi
Lecz Biskup w nim dzisiaj nie mieszka,
Nie ma tez żadnych nabożeństw w świątyni,
Dzisiaj tu nadal jest „kinoteatr”!!!

A wiec prowadzi nas piękny deptak
Drogę pokaże nam Czernyszewski
I zamiast wstąpić do wielkiej katedry
Zejdziemy sobie w podziemia.

Tam Salezjanie kupili piwnice,
Tam sobie również odprawiali,
Tam młodzież dostała świetlicę
Modlili się goście - luteranie.

Malutka katedrę znajdziemy gdzie indziej
To katedralna kaplica
Miasto Saratow jest milionowe
Od wieków Biskupia stolica.

W tym mieście było seminarium
W budynku stacjonuje wojsko
Wszystko powoli tam się sypie
Biskup nie może go odzyskać.

W nowym kościele może setka
Zmieści się ludzi na siedząco
A reszta stoi, stojąc czeka,
Może nam zwrócą wielki kościół?

Wołga szeroka, niemiecka rzeka!
Nad nią Samara i Wolgograd
To również milionowe miasta
Tam katolicy maja swój kościół.

Wojna skończyła się, to dobrze
Przebrzmiały wielkie rewolucje
Wygnano Niemców na Syberie
A do kościoła chodzą znów ludzie.


Kamyszyn, św. Tereska

Parafia św. Tereski...
Wołga szeroka leniwa
Zbocza białe, piaszczyste
Gdzieniegdzie lasu wysepki...

Kamyszyn słowacka enklawa
Przystań dla poszukujących
Był tutaj Józef Gunczaga
Skromny, podziemny kapłan.

Nim tu do Rosji przyjechał
Studiował medycynę
A gdy wyjeżdżał to mamę
Zaskoczył, ze ma zawód inny.

Założył uboga sutannę
Do Moskwy powędrował
Stal się idolem młodzieży
Niejeden go naśladował.

Mówiono, ze podpadł w Moskwie
Ze go zdegradowano
Lecz właśnie w Kamyszynie
On nowy kościół „postawił”.

Wspierała go młodzież moskiewska
Wspierali bracia Słowacy
On również wiele wycierpiał
Na samochodzie tułacza.

Potem trafił do Orla
W Kursku i Bielogrodzie.
Wszędzie go było pełno
Niech Pan mu wynagrodzi.

Niech wynagradza Tereska
I wszyscy święci w niebie
Niech otrą łzy i ucieszą
Księdza co zawsze się spieszył.

Jest w Kamyszynie ksiądz Józef
Wszystko buduje od nowa
Ma na to prawo i talent
Kolejny ambitny Słowak.

Bracia Solunscy wam chwała
Patroni z Bratysławy
Malutki wasz kraj posłał
Tak wielu misjonarzy.


Woronez Kapucyński

Niegdys potezne lasy
Porastaly stepy
Car Piotr budowal flote
Zniknal las z Wororneza.

Miasto graniczne duze.
Miasto troszeczke przygasle
Tak, plona przydrozne
Kaukaskie szaszlykarnie.

Stad drogi się rozchodza
Na Tambow i do Rostowa
Do Moskwy stad niedaleko
Blisko tez do Charkowa.

Woronez miasto widmo
Punkt na wojskowej mapie
Tutaj los rzucil Wlochow
Z Wenecji, z Alp i Lombardii
.
Niewiele wiem o tobie
Miasto mi przeznaczone
Miałem tu mieszkać, pracować
Wciąż były ku temu przeszkody.

A dziś tęsknie po Tobie
Miasto braci Kapucynów,
I jak najlepiej ci życzę
By się tu kościół rozwinął.

W sąsiednim mieście Rossoszu
Włoski strzelec alpejski
Wyniósł z płonącego domu
Ikonę z przebitym sercem

Siedem sztyletów na ciele
Znak bardzo wyrazisty
Rannego żołnierza wysłano
Na urlop do Wenecji.

Tam pozostawił ikonę
Dla mamy by się modliła
O jego szczęśliwy powrót
Z tej wojny nieszczęśliwej.

Jest ta ikona do dzisiaj
W kościele kapucynów
Madonna del Don...ładnie brzmiący
Taki nadano jej tytuł.


Kurnik w Kursku

Kościółek w Kursku jak kurnik
Ukryty, choć w sercu miasta
Filigranowy gotyk
Tak jak wileńska, św. Anna.

W kościółku dom kultury
Czy może biblioteka,
Gdy upadł nagle komunizm
Sekciarze chcieli zamieszkać.

W Kursku zwrócono kościół
Zwrócono Bogu dzięki
Może dlatego, ze mały...
Nikomu niepotrzebny.

A może , jak twierdza inni,
Te nagle zwycięstwo kościoła
Jest cudem Boleslawy Lament,
Lubiła tutaj przychodzić!


Wolgodonsk, błogosławiona Bolesława

Prosiły misjonarki, by w okolicach Rostowa
Jakiejś parafii dać imię patronce pojednania
Szukałem w głowie, by miasto było sowieckie, nowe
Wszystkie stare parafie są już w katalogach.

Tam gdzie katolicy byli
Mieli swoje kościoły
Tytułów nie wolno zmieniać
Potrzebna jest ciągłość historii.

+++

Cymlanskie jezioro jak Morze
Pola bitewne zalało
Tam gdzie ginęli ludzie
Z niemieckich butnych oddziałów.

Potop jest po to by wskazać
Na grzech i na jego obmycie
Cisza wokół jeziora
I dziwny nastrój tu wisi.

W Cymlansku jest tez lotnisko
Budynków wokół wiele
Latają nadal tu ludzie
Do Moskwy chyba codziennie.

A jednak i tutaj martwota
Trawa i zielsko porasta
Budynki niedokończone
W hotelu rosną chaszcze.

Wojna druga światowa
Nie zakończyła się w Rosji
Jałta co dala zbyt wiele
Ten kraj się dusi od bogactw.

Ziemia odłogiem leżąca
Stłamszeni, zgaszeni ludzie
Jedyna radość z ogrodów
I jeszcze kiedy ktoś umrze.

Taka tu filozofia
Ze łzy kapią histeryczne
Płacz przemieszany ze śmiechem
Grzech i śmierć wszechobecne.

Razin i jemu podobni
Patrzą na ziemie te z góry
To nowa Transylwania
Tu również króluje Drakula.

Beton co dzisiaj kruszeje
Kiedyś pokaże kości
Tych ludzi co budowali
Kanał w Wołgodońsku

O miasto zapomniane
Wzgardzona metropolia
Dziś znowu rozsławione
Dzięki Czeczenskiej wojnie.

+++

Ja ufam, ze sławy tez doda
Mała drewniana kaplica
Imieniem Boleslawy
Jedyna w Rosji się szczyci.

Błogosławiona Pani
Ty widzisz kraj krwią zalany
Pomóż zatrzymać te waśnie,
Ja wiem ty godzić potrafisz.


Astrachań

Kolejna pochwala dla księdza Krzysztofa
Zacząć trzeba od zamierzchłych czasów
Była tu przecież Orda Tatarska
Jeden z największych starych Chanatów.

I tedy kupcy z Wenecji chodzili
Ci co zaczęli wędrować z Tany
A razem z kupcami odważni kapłani
Zakony żebracze: minoryci i dominikanie.

Ten kościół najstarszy na południu
Ma już lat ponad 300
Wznosili go miejscowi Ormianie
Stad kopulasty, kwadratowy wygląd.

W kościele bracia kapucyni
Byli choć krótko, a jednak Jezuici
Było tu prężne i sławne kolegium
Stąd pewien ruski uczony też wyszedł.

I jest ciekawostka miasta Astrachania
Co na rozdrożu Europy i Azji
Tak piękną Deltę ma tu rzeka Wołga
Mnóstwo narodów i czarny kawior!

Dziwne też, że prócz licznych meczetów
I licznych cerkwuszek, naszego kościoła,
Trafiały się grupki buddyjskich Kałmuków
Wiec myślę, że stały tu również Pagody.

A pewien kronikarz zapisał wiadomość
Że Franciszkanie z Astrachania
Wykupywali sobie Kałmuków
Gdy ich na rynku sprzedawano.

Takim sposobem opowiem z dumą
Zaczęła się moja prywatna przygoda
W sąsiednim mieście, kilometrów 300
Wśród piasków Kalmucji miasto Elista.

Dzisiaj jak niegdyś u wybrzeży „Kaspja”
Ratują dusze przemiłych Kałmuków
Bracia z zakonu świętego Franciszka
Lecz zaczynaliśmy ja i zmarły Krzysiek.

Wiec pora skończyć ten wiersz, jak zacząłem
Od głośnej pochwały księdza Niemyjskiego
Że się odważył, że zaryzykował,
Że zebrał i wywiózł kolekcje, muzeum.

Tak nie czekając i się nie bawiąc
W liczne fortele i pozwolenia
Na naszej stronie stoi dziś prawo
Krzysztof pomyślał, jak myślał „tak sdielal”



II. Kaukaz

Piatigorsk

Można tam ujrzeć Elbrus
O ile ładna pogoda
Można się napić w kurorcie
Zdrowotnej i smacznej wody.

Można tez z żalem wspominać
Młodego Lermontowa,
Ze dal się ponieść nerwom
Na śmierć się tu pojedynkował.

Ja jednak jadę, by czytać
W samym środku Kaukazu
Na frontonie świątyniv Króciutki polski napis.

„Sławcie Pana Wszystkie Narody”
Tak, z tego miejsca robi wrażenie,
W samym sercu Kaukazu
Gdzie krew się strumieniem leje...

Zadać króciutkie pytanie
W imieniu polskich zesłańców,
A także powstańców Czeczenskich,
Kto jeszcze tu Boga sławi?

Pytanie to
Echo
Poniesie...


Ostatnia Wieczerza

Piękny i niespotykany
Ma tytuł kościół w Rostowie
Każdy kto jest kapłanem
Z radością na odpust by pobiegł.

By w jeden dzień tu świętować
Sakrament kapłaństwa i Eucharystii
Aby tu uczcić kopie,
Słynnego fresku da Vinci

Trzech księży było w tym mieście
W czasach Apokalipsy
Na rogu ulicy Sobornej
W kościele neogotyckim.

Służyli swojej diasporze
Ksiądz Lang, bo byli tu Niemcy
Ormianin Emanuel Maszurian
I Polak Stanisław Kordasiewicz.

Świątynia przetrwała terror,
Kapłani tragicznie umierali
Wojna nie tknęła kościoła
Zrujnował go jednak Stalin


Św. Trójca w Taganrogu

Ojcze Serafinie Hoffeld
Karmelito Bosy
40 lat wiernie służyłeś
W miasteczku nad Morzem Azowskim

Bracie Piotrze de Vella
Kapłanie z Taganroga
Wesoły franciszkaninie
Kapelanie kupców włoskich.

Niemiecki Pater Stang
I polski kapłan Mickiewicz,
Wszyscy mieszkali w tym mieście,
I pracowali tu chętnie.

A kościół piękny i stary
Na „katolickiej” ulicy
Odwiedzał car Aleksander
Nie szczędził tez nań pieniędzy.

Budowę nadzorowali
Ludzie wojskowi - kozacy
Wnętrza dekorowali
Syndycy z dalekiej Italii.

Zachował się szkic ołtarza
Skromny i niewysoki
Pelikan rozrywa piersi
Karmiąc krwią swoje dzieci.

Ołtarze z boku tez piękne
Tam ołtarz Częstochowski
To ukłon w stronę Polaków
I św. Antoni - Padewski!

Kościółek w Taganrogu
Ma lat niespełna 200
A jednak to wiele dla Rosji
Wiec chciałoby się go mieć.

Kościoła nam nie zwracają,
Choć znak jawny dan był z nieba
Cały dach się nagle zawalił
Na katolicka Wielkanoc.

Dach pod którym dziś dzieci
Z całego wielkiego miasta
Wypożyczają książki
Wiec nie chce go oddać nam państwo.


Soczi ul. Wolgogradzka

Kolejne miasto, a takich wiele
Co nie historia tworzyła przez wieki
Ale jak różdżką czarodzieja
Miało powstawać „naprędce”

Komsomolsk, Magadan, Wolgodonsk
I kazachstańska Karaganda,
To dzieci zbrodni Józefa Stalina
Każde z tych miast to „Oświęcim”

Można się zdziwić pewnej analogii
Z historia tworzenia naszego świata
Twórca tych miejsc gdzie gnębiono człowieka
On także marzył aby odpocząć.

W Soczi sielanka dla satrapów
A potem wszystkim pozwolono
Przybyli tu także Artwinscy Ormianie
Wiec trzeba było i tu budować kościół.

Na zwykłej działce, skaliste wzgórze
Powstała naprędce ładna kaplica
A potem niżej ulica Wolgogradzka
Potężny kościół, jednym słowem: cacko!

Wiele w historii tego kościoła
Jest jak legenda tajemnicza
Lecz nie powstawał on na ludzkich kościach
Tutaj był cmentarz dla padlych zwierząt.

Jak niegdyś w dalekim Nagasaki
Oddano najgorszy skalisty zakątek
I tam i tu wszędobylskie kości
I strach, że z nich jeszcze zarazić się można.

Wiec zabobonni Rosjanie nie chcieli
Nic robić w tym miejscu choć blisko kolei
Choć prawie w centrum, jak rzucić kamieniem
Tak - kościół w Soczi - prawdziwa legenda!


Azow - św. Marek

Najstarsza w Rosji ruina
Katolickiej świątyni
Na Proletarskim Spusku wciąż stoi
I drażni pamięć pokoleń.

Św. Marku Wenecki
Co kopie masz w porcie Azowskim
Pomóż małemu bratu
Z ruiny pogardy się podnieść.

Kupcze Korrado co płytę
Ci w ścianie katedry wmurowano
I ty Rejnaldzie ze Spoleto
Biskupie Dominikański

Popatrzcie tam z nieba na Rosję
Na średniowieczną ścianę płaczu
Nie dajcie by dalej deptano
Wasz proch, spoczynek i pamięć.


Nowoczerkassk, ul. Proswieszczenia 143, Uspienije

Stara stolica Wojska Dońskiego
Krwią młodzieży zlany plac
Wokół Uniwersytetu Technicznego
Który patrzy kościołowi w twarz.

Świątynię na swojej działce
Profesor Rosinski wznosił
Wykładowca Warszawskiej
Ewakuowanej tu Szkoły.

Chcieli mieć cząstkę Ojczyzny
Wysłani nad Don Polacy
By małe stadko rosło
Taka ironia losu.

Zginął marnie w Ałtaju
Ostatni tutejszy Proboszcz
A w czasach Pierestrojki
Mnie tutaj rzucił los.

I choć szukałem żmudnie
Zdawało się nie znajdę...
Zewsząd zbiegli się ludzie
Odrodziliśmy Parafie.


Prochładny - ul. Braci Mielnikowych - św. Rodzina

Siostry Dzieciątka Jezus
Łotyszki z dalekiej Aglony
Oddały najlepsze swe lata
Niemcom w stanicy Prochładnyj.

Parafia żyła bez księdza
Kościół powstał z niczego
Wróciwszy ze średniej Azji
Boga bardzo pragnęli

Po latach tułaczki na Wschodzie
Wrócili do Europy
Kabardino-Balkaria
Stała się nowym domem.

Nie ma dziś sióstr dzieciątkowych
Choć był, ksiądz Bronek, tez nie ma
On w czasach wojny czeczenskiej
Miał tutaj cicha przystań.

Dawał schronienie nędzarzom
Co uciekali z Czeczenii
Aż wreszcie sterany życiem
Na północ na zawsze wyjechał.

Uciekli tez Niemcy ”nach Hausen”
Kto został? Ciekawe pytanie
Kaplica św. Rodziny
I...misjonarze z Irlandii.

Dziś niespokojnie w Prochładnym
Zamyka się małe meczety
Za to, ze chronią powstańców
Z sąsiedniej dumnej Czeczenii.

Ja ufam, ze domek w Prochładnym
Wytrwa te próbę historii
Ze nie zaginie parafia
Przyjadą pracować siostry.

Tymczasem pisze pamiątkę
Swojego krótkiego pobytu
Na trasie do Wladykaukazu
Stolicy sarmackiej Osetii

Pisze, bo wiem, ze dziś tylko
Pojechać tam mogę myślami
Pisze i proszę kto czyta,
Módl się za kościół Kaukaski.


Krasnodar - 50 let Oktiabria - św. Liboriusz

Sitowie, wokół pustka, bagnista okolica
Centrum miasta tuz blisko, uczelnie i lotnisko...
Nikt nie buduje tu jednak,
Bo błoto i trzęsawiska...

Ksiądz Andrzej jednak zbudował
Świątynię w kształcie lodzi
Opodal pięknego kanału
Z czasem będą gondole...

Tytuł świątyni dal sponsor
Bogaty kapłan z Niemiec
Św. Liboriusz, taki jest
Patron pewnej diecezji.

Odpust jest tez w październiku
Panny Maryj Różańcowej
Trzecie święto jest w grudniu
W dzień górniczej Patronki.

To jest patronka Katowic
Bo księża tu przyjechali
Z czarnego polskiego Śląska
Gdzie czczona jest św. Barbara.


Stanica Leningradzka - sw. Faustyna

Dwa razy padał samochód
Z szosy na strome zbocze
Każdy raz bliski śmierci,
Szukałem skrytego sensu.

Znalazłem katolików
W pobliskiej okolicy
To byli Ormianie z Gruzji
Pobożni...Artwinscy.

Byli tez tam Polacy
Wychodźcy z Kazachstanu
Niełatwo im było się wyrwać
Z miejsca strasznego wygnania.

Kubań to nie jest Polska
Choć pachnie Ukraina...
Ma w sobie urok Kaukaz
Gdyby nie wojna - terroryzm.

Na ziemie znękaną powstańczą
Szukałem dobrego patrona
Gdy nagle dano nam ziemie
Wybrałem tytuł Faustyna!

Trudno wymyślić lepsza
Patronkę dla okolicy
Gdzie grzech i miłosierdzie
Tak mocno się przemieszał.

Stoi kaplica - baraczek
Nad mała lecz sławna rzeczka
Podobna w tym mieście tonął
Statek z bogactwem Greków.

Jest w Piśmie fragment taki
Znalazłeś skarb, wszystko sprzedaj
I wracaj na miejsce szybko
Kup pole i kop...dolina Miłosierdzia!


Nowo-Pawlowskoje

Długonosi przybysze
Gdzieś z Babilonu z Iraku
Z Chaldei Asyryjczycy
Przybyli w góry Kaukazu...

Przybyli, by wiarę zachować
Jak wiemy to nestorianie
Ci sami co nawet Chińczyków
Uczyli chrześcijaństwa.

I w Indiach można ich spotkać
Rozbiegli się na świat cały
Najpierw uciekli z Bizancjum
Potem do muzułmanów.

Tak wiele ludów wędruje
Z pewnością Abrahama
Ze gdzieś znajda spokój
Swa ziemie obiecana.

Kraj Stawropolski co obok
Rozbitej leży Czeczenii
Tam 300 rodzin z Asyrii
W Nowo - Pawłowskoje mieszka.

Tym, którzy ciągle nie wiedza
Skąd w Rosji są katolicy
Przypomnę, ze maja Unie
Z nami i Chaldejczycy!

Zbierali się w glinianej chatce
Potem niewiele myśląc
Obudowali ja z zewnątrz
Ścianami z białej cegły.

Tam Jezus Miłosierny
Patrzy na te starania
Ma piękny obraz Faustyny
Młoda i mila parafia.


Wladykaukaz

Miasto Ordżonikidze znowu,
Zmieniło swój tytuł.
Stolica pięknego narodu...
Tu żyją Osetyncy.

Żyją tez w mieście Cchinwali
Z drugiej strony granicy
Choć maja się za braci
Wojna z Gruzja się toczy.

Mały naród jak wszystkie
Kaukaskie mężne narody
Długo pamięta urazy
O wolność walkę toczy.

Uliczki końca Imperium
Wydały mi się znajome
Rynek w Ostrołęce
Bialystok, ulica Lipowa.

Może się mylę, jedz zobacz!
Tak się przez chwile wydało
Ze Osetyncy są z Polski
A Polska z Sarmacji, z Kaukazu.



III. Moskwa - Petersburg

Św. Ludwik z Lubianki

Przechodniu, wstap do kosciola
Przelam swój strach - już nie boli.
Nie boli oko kamery
Jak sidlo ustawionej!

Ty i ja dobrze wiemy,
Ze w Moskwie Ludwik Francuski
Toczy ostatnia krucjatę,
Chce zdobyć serce Rosji.

Przechodniu przestraszony
Rosyjski katoliku
Twój patron choć król
Jednak dobry, wybawi z oków Sybiru.

Wytrwał ostatni bastion
Nietknięty przez busurmanow,
Runęły cerkwie ogromne
Ostał się Ludwik Mały.

W kościele na Łubiance
Znowu zbierają się tłumy
Kościółek jak pasterz Dawid
W podwórku Bezpieki figluje.

Ludwiku cos nagle glos stracił
Ujrzawszy Św. Franciszka
Byłeś milczącym świadkiem
Okrutnej machiny Feliksa.


Conchita z Moskwy

Conchita, Concepcion, Niepokalane Poczęcie...
Czerwony piękny Kościół
W Moskwie
Na Krasnej Presnie.

Kościół, z którego wieży
Możesz zobaczyć „Sadowoje Kalco”
Polska Ambasadę i Wysockiego dom,
I płonący gmach parlamentu...

Wiec rusz się człowieku
Pójdź i obejrzyj, katedrę katolicka,
Co tak niedawno była rupieciem
W głuchym zakątku na Malej Gruzińskiej.

Rusz się rodaku, rusz się porównaj
Czy znajdziesz piękniejszą świątynię
Wysocki płakał ja widząc
Ty pociesz swoje serce.

Idź porozmawiaj z Biskupem
Przyjmie cię jeśli będzie w domu
Przyjmie cię ciepło, ugości
Z radości pękają stropy.

Zapytaj Biskupa czy pamięta
Jak święcił kapłana na schodach.
I jak na dachu świątyni
Bujne brzozy wyrosły.

Tak, tak pamięta, nie zapomni
Gdy spytasz ujrzysz smutek w oczach
Dwanaście lat goryczy
Oto kariera Biskupia.

Cierpi tez nasza Conchita
Katedra nabrzmiała od wspomnień
Z niej cicho się wyrywa
Szloch księdza Solowiowa

Przyjdź i zapukaj do redakcji
Zajdź i napij się kawy
Która ci niewątpliwie
Pan Wiktor chętnie postawi.

Moskiewski Niepokalanow!
Tak, są tu Franciszkanie
Ich tez możesz zapytać
Jak bardzo ich wyszydzano.


Petersburg

Nie lubił Mickiewicz tego miasta
Mówiąc że jest ono satrapy kaprysem.
że nie powstało jak trzeba - spokojnie
Lecz wymuszone diabelskim podszeptem.

Powiadają też inni, że dzieci niewinne
Nawet rodzic dopuścił się gwałtu
Że ma prawo istnieć, że tak samo święte,
Dlatego być może istnieje Petersburg

Urzędnicy i prości tu ludzie zegnani
Tworzyli kariery swe na cudzych kościach
Każdy budynek, każda ulica
Ma swą bolesną, podskórną historie

Tak, tu glos „jutrzenki”- jak szatański podszept
Na całe imperium echem się rozległ
Ale też tutaj najwięcej kościołów
Zostało nietkniętych przez rękę bezbożną.

Jest Kościół Katarzyny na Newskim Prospekcie
Stoi i dumnie katolikom służy
Jest też w zaułku kowieńskim pamiątka
Na cześć Matki Bożej z Lourdu.

Klerykom zwrócono starą Akademie
I właśnie oni się modlą w miejscowej katedrze
Świątynia ukryta nie dojrzysz z ulicy
Wnętrze tez skromne - ściany pobielone...

A jednak radośniej w „północnej stolicy”
Może katolik się czuć niż gdzie indziej
Zwrócono też bardzo oszpecony „chram”
Najświętszego Serca z kilkoma piętrami.

Tak jak i w Moskwie są tu Franciszkanie
Budują klasztor mozolnie, powoli
A jak zbudują, to zajrzyj też do nich
Zajrzyj i pozdrów, bo ja sam nie mogę.



IV. Ural

Perm

Przytulny, ciepły kościółek
Ładny, wytynkowany
Aż trudno uwierzyć, ze w Rosji,
Klejnot uralskiej katorgi

W kościele jest wschodnia Ikona
Przedstawia Zenona Biskupa
Który w wędrówkach misyjnych
Komi-Zyriakow nawracał.

Proboszczem jest ksiądz Grzybowski
Trochę strapiony, przygasły
Lubiany w mieście kanonik
Wolałby wrócić do Polski.

Nie uciekajcie bracia
Nie dajcie się z Rosji wyrzucić
Macie tam małe stadko
Dajcie im wiary impuls.

I wy co w Polsce siedzicie
Ręce złożywszy bezradnie,
Ze biedni i opuszczeni
Prawdziwa biedę zobaczcie!


Ufa, Redemptrix

Jesteśmy w stolicy Baszkirii
Rzeka się wije ogromna
Na wzgórzu Książe na koniu
Jakby na niebo podążał

Salawat Girej legendarny
I dziś wiele legend ma Ufa
Szewczuk, Zemfira, Alsu
Gwiazdy małego ekranu.

Szukamy kościoła lecz nie ma
Parafia się zbiera w mieszkaniu
Pokój przestronny, przytulny
Pro Deo et Fratribus.

Słowacki, Monsignor Hnilica
Posłał tu swoich współbraci
Z zakonu o Duchu Fatimskim
Matki Wspolodkupicielki.

Austriacki ksiądz wychudzony
Siostry: kazaszka, dwie Niemki.
Biały strój, cichy glos
I silna wola: przetrwać!

Kościele młody, choć stary
Wtopiony w morze islamu
Trwaj kościele domowy
U wrót Syberii, na Uralu.


Ekaterynburg

W Swierdlowsku mieszkał Jelcyn
Ekstrawagancki komunista
To on się złościł, ze wciąż kwiaty
Ludzie składają pod budynkiem

Gdzie uwięziono i rozstrzelano
Ex-Cara Mikołaja
Choć właśnie abdykował
I jego rodzinę cala.

Pod wpływem złości lub alkoholu
Pan Borys ukaz dziwny wydal
Budynki maja do fundamentów
Być zrujnowane, i kwita.

Na pustym placu stoi niewielki
Z drewnianych kloców zbudowana
Mila, przytulna, mała cerkiew
Tam czcza cara męczennika.

Teren wokoło ogrodzony
Podobno ma być tu katedra
Długo zbierali się by zacząć
Tymczasem Jelcyn wyjechał.

Swierdlowsk odzyskał swe stare imię
Na cześć carycy Katarzyny
Jelcyn otrzymał urząd na Kremlu
I wspomniał o losie carskiej rodziny.

Za jego zgoda albo rozkazem
Archeolodzy teren zbadali
I choć niełatwo szperać wśród ruin
Dziesiątek szkieletów wygrzebali.

Nie bardzo temu przychylna
Była rządząca cerkwią hierarchia
Ciała złożono w Petersburgu
W jednym z kościołów na Kronsztadzie.

Ekaterynbursy katolicy
Zdobyli sobie ten przywilej
Ze spośród starych zabudowań
Oddano im rupieci kilka.

Kościół co służył jako dworzec
Został zburzony, nie ma śladu
Nowy ja nazwę Betlejemem
Była to niegdyś stajnia.

W podwórzu dwa drapacze chmur
Wiec kościół jak zabawka stoi
W jednym z drapaczy ma swój urząd
Amerykański konsul - katolik.


Czelabinsk

20 tysięcy, takie osiedle
Stoi w dzielnicy przemysłowej
A w tej dzielnicy sami Niemcy
Przemysł chemiczny, niebezpieczny

Kilku kapłanów - Focolari
Nie tracąc czasu kościół wzniosło
Nie ma i chyba już nie będzie
Większej budowli w całej Rosji.

Tak się złożyło przypadkowo
Ale nie wierze ja w przypadki
Ze właśnie tam gdzie tyle ofiar
Tam najwspanialszy stoi kościół



V. Syberia

Nowosybirsk - Przemienienie

Rok 1999-ty, przywiódł mnie
Do wrót katolickiej katedry
Co stoi jak trzy namioty różnej wielkości
Lecz zespolone ze sobą w jedno.

Dzień 28-my sierpnia
Czciliśmy pamięć św. Augustyna
A jeszcze bardziej deportacje
Niemców z Saratowa nad Wołgą

I zadziwiony byłem troszkę
Choć znalem wcześniej już te datę
Ze ten dzień na Syberii
Czczony jest jeszcze bardziej.

I przypomniałem sobie inny
Sierpniowy dzień gdy przyniesiono
Do malej kaplicy w Wołgodońsku
Czarna tablice pamiątkową.

Tak, kościół Przemienienia
Lepiej oddaje atmosferę
Tych strasznych dni a tym bardziej
Gdy Msze odprawiał ich ofiara.

Młody niemiecki jezuita
Ks. Józef Werth, bardzo wzruszony
Odśpiewał na dziedzińcu krótkie
Modlitwy zmarłym przeznaczone

Potem śpiewaliśmy egzekwie
Nie było tłumów, bo dzień powszedni
Ale słyszeli przecież w niebie
Ci co cierpieli, tych miliony.

Stary kościółek w wielkim mieście
Nie wiem dokładnie, czy zburzony?
Czy tez nie chciano nam go oddać
Dość na tym, ze dziś są 3 nowe.

Oprócz katedry Franciszkanie
Maja na niemieckiej Slobodzie
Przytulna, niedużą posesje
Wiele młodzieży do niej chodzi.

Jest tez parafia Augustyna
W Akademgorodku studenckim
To właśnie u nich był ciąg dalszy
Modlitw, po wspomnianych egzekwiach.

Ktoś spośród tutejszych parafian
W lesie gdzie mordowano ludzi
Wykupił sobie plac pod dacze
I własnoręcznie wzniósł tam kościół.

Niewielki ale właśnie taki
Z całego serca zbudowany
Na pamięć przodkom, za ich udręki
I dla potomków, jak memento!


Irkuck ul. Gribojedova

Irkutsk polskie miasto, po cichu Wam powiem
A wy po cichu powiedzcie to innym
W Irkucku wybito żeby Piłsudskiemu
W tym mieście mieszkał święty Karmelita.

To tutaj ksiądz Szwernicki zdaje się kapucyn,
Pół wieku spędził po lasach się włócząc
Nie tylko szukając zbłąkanych owieczek
Lecz polując na zwierza, tego się nauczył.

W Irkucku ksiądz Ignacy a za nim wielu
Odradzają z sukcesem polskie tradycje
W Angarsku, Wierszynie, W Bracku i Usolu,
Nad Bajkałem jak grzyby rosną kościoły.

W Irkucku diecezja i polski konsulat
Szkoła misyjna dla świeckich i kleru
Tętniło to miasto życiem i tętni
Ostatni przystanek, tramwaj numer 1.

Tam katedra przez ludzi zwana „Tefal”
Bo kształt ma jak kula, czajnik czy beczka
Wieńczy ją mitra duża do przesady
Maksymalista był pierwszy biskup Mazur.

I choć przyciągnął on na swoja głowę
Całą machinę spec-służb na Łubiance
To im dłużej go nie ma ja myślę tym więcej,
Wspomnień zasłużył i słów wdzięczności.

Tam w krótkim czasie wyrósł Caritas
Kilka zgromadzeń ruszyło do pracy
Korea, Indie, Japonia, Ameryka
On do nich jeździł, oni ludzi słali.

Trafiały tez spore do nas ofiary
I ktoś zazdrosnym okiem na to patrzył
Zbierał do kolekcji, by kompromitować
Argumenty prawdziwe i wyssane z palca.

Czego było więcej dowiemy się kiedyś
Gdy swoje archiwa otworzy Dzierżynski
A tymczasem ja siedzę w sobie w Lugansku
A biskup w Ełku swoje rany leczy.

Syberio, Syberio Matko i Macocho
Skrzywdzona kozackim butem oprawcy
Tak samo dzika jak Kowbojski Zachód
Daj wreszcie poczuć się sobą zesłanym Polakom.


Wierszyna

Głuchy, buriacki zakątek.
Las, step i święte drzewa,
Szamani obwiesili wstążkami
Jak na Boże Narodzenie.

W Wierszynie mówią po polsku
I czasem w kościele się modlą
Leniwie wychodzą w pole
Rozwalonego kołchozu.

Zima leniwie się wlecze
Ludzie się grzeją przy piecach
Przygotowane przez lato
Pala soczyste drewno

Wierszyna senna wioska
Zapomniana przez ludzi
Dla mnie wydala się rajem
Stad p. Bóg głośno przemówił.


Listwianka

Port nad jeziorem Bajkał
Na wzgórzu niewielka dacza
Rękami Ormian wznoszona
Dla księży dom i atrakcja.

Dla małych dzieci Oaza
Dom rekolekcyjny
Potężne belki drewniane,
Betonowy fundament.

W Listwiance mieszkał ks. Miłosz
Zastąpił go o. Ferdynand
Gościło tu wielu ludzi
Kardynał Hoyos, Schotte i Glemp.

Zwykła wioska Listwianka,
Tragiczna jak cala Syberia
Stała się uzdrowiskiem
Malym Castel Gandolfo.

I choć dom ma imię
Jana Pawła Drugiego
Wiemy, ze tu odpocznie
Choć pragnie i wart jest tego.


Angarsk, św. Józef

Pamiętam rzekę Angare
Przepływa przez Bajkał cały
Jakoby go nie dostrzegłszy
Wpada don i wypada

I niedaleko Irkucka
Daje przytułek miastu
Nowe, duże lecz skromne
Tak jak i nazwa: Angarsk.

W mieście królują „chruszczowki”
Sporo tez domów wysokich
Żyło się tutaj bogato
A teraz tylko nostalgia.

Dudnią po szynach tramwaje
Rozwożą ludzi po mieście
Ktoś szuka bez skutku pracy
Ktoś szuka skutecznie szczęścia.

Szczęśliwi tu misjonarze
Patron ich św. Józef
I błogosławiony Edmund
Bezdomnych sierot opiekun.

Po całej Rosji biegają
Również i po Syberii
Dzieci zupełnie niechciane
Armia sierot betlejemskich.

Podobno 4 miliony
Więcej niż w czasie wojny
Ucieka od żywych rodziców
Bo ci nie potrafią ich bronić
.
A bronić trzeba od głodu
Od chłodu i od agresji
Nie ma dziś w Rosji miłości
Stad tyle „niechcianych” dzieci.

W Angarsku wszystkie są chciane
Podobnie jak na Zabajkalu
Dzielnie zbierają je siostry
Grzeją, leczą i karmią.

Edmundzie Bojanowski
Pannie nasz Wielkopolski
Ruszyłeś zza grobu na Sybir
W sercach sióstr do Angarska.


Czita ulica Ostrowskiego

Palił się kościół w mieście dekabrystów
Zaraz po wojnie i mocno wycierpiał
Bo belki zlane wodą obficie nocą...
Pękały w zabajkalskim trzaskającym mrozie.

Kościół trzeba ratować, bo ładny zabytek
Wiec dano prawosławnym, biedni katolicy
A może ich szukać się władzom nie chciało
Albo po prostu, taki władzy kaprys.

Zabierać u jednych a innym oddawać
Dobry wujek Stalin prowokował waśnie
Kradł jednym, drugim dawał, planując chytrze,
Niech się gryzą myślał i zacierał ręce!

W kościele w Czicie młody wikary
Antoni Leszczewicz późniejszy Marianin
A dziś jeden z 108-miu błogosławionych
Uczył się kapłaństwa w czytinskim kościele.

Marianin Podziawa i jeszcze innych paru
Trafili z Chin do Czity wygnani przez Mao
Nie było dla nich miłe miasto dekabrystów
Przeżyli najgorsze tortury za misje.

Męczono też w Czicie wielu Japończyków,
Dotarło tu też niegdyś wojsko białych Czechow
To była stolica wolnych rebeliantów
Słynnego ambitnego generała Kolczaka.

W tym mieście o dziwo mieszka wielu Niemców
Zaopiekował się mną Władek Wagner,
Cały swój oddział ponad setkę ludzi
Do odnowionej parafii wprowadził.

On również pomógł miejscowym luteranom
Aż wreszcie na koniec, rozbitym Buriatom
Gdy mowa o świeckich ludziach w Kościele
Dla mnie Wagner jaskrawy znak z nieba.

Gdy byłem jak żebrak, by odzyskać kościół
Już przy pierwszej wizycie w „białym Domu”
Wydusili ze mnie głupią deklaracje,
Żeby sprawy nie ruszać, by uniknąć walki.

Tak oto oficjalnie, w wysokim urzędzie
Miły „wyznaniowiec” otwarcie potwierdził,
Ze owszem katolicy, niech sobie i będą
Ale całkiem na innym, nie na swoim miejscu.

Tak się wiec stało, po wielu podchodach,
Pokazali nam palcem na mapie miasta
Porzucony ośrodek wypoczynkowy,
Kilka budynków - ulica Mostowa!

Biskup to miejsce uważnie obejrzał,
Dał najlepszego budowniczego
Pracowici Chińczycy zmienili kotłownię
Na kościół imieniem Piotra i Pawła.

Tutaj miał w roku 2002-gim
Być biskup Mazur, by kompleks poświęcić
Nic z tego nie wyszło, biskupa wygnano
Słowacki kardynał Tomko go zastąpił.

Byłem w ten dzień ostatnie chwile
Siostry starowiejskie pod swój dach przyjęły
Gościnne bardzo i podobno wdzięczne
Że dla nich to miejsce wyszukałem z Władkiem.

Tutaj mi wydano „pięcioletnią wizę”
I trzeba się było często meldować
Zwłaszcza gdy chciałem jechać na wakacje,
To był właśnie podstęp...


Autorzy nowego wizowego prawa
Tak się starali, żebym już nie wracał,
I tak mi powiedzieli tydzień później.

Ileż to razy w Syberii deptano
Pamiątki o Polakach tak skrzętnie powstałe
Cóż jeszcze mieli ci ludzie w Syberii
Kościół był przecież sprawa najważniejszą.

Tam wspominali ojczyznę daleką
Tam się nawracali wyznawając grzechy
Owszem, Syberia to słowo przeklęte
Wysiłkiem wygnańców stało się święte.


Ulan-Ude, Najświętsze Serce Jezusa

Szpital na obrzeżu miasta
Sparaliżowana kobieta,
Sprytny Białorusin Kostia
Prosił bym ja tam odwiedził.

Drewniany budynek kościelny
Jest teraz jadłodajnią
Przewieziony w całości
Na teren sanatorium.

Ksiądz Adam pierwszy proboszcz
W okresie pierestrojki
Siostry dominikanki
Budują świątynię nowa.

Pieniądze ma dać Japonia
Czy da tego nie wiemy
Iskierka Betlejemska
Tli się w Buddyjskim stepie.

Najświętsze Serce Jezusa
Tytuł świątyni, parafii
Byłem na skromnym odpuście
W roku 2000-nym.

Cztery pokoje ubogie
Na ścianach porwane tapety
W kuchni rondelek pobity
W lodowce...stęchłe powietrze!

W obszernym salonie jak w kinie
Stoją złączone siedzenia
Na zwykłym biurku hostia
To tez Ostatnia Wieczerza.

Czy dane mi będzie znowu
Odwiedzić stolice Buriacji
Obejrzeć pomnik Lenina
Po szyje wkopany w piasek.

Te horyzonty jak w Czicie
Zachody krwistoczerwone
Domek Polonii w Centrum
I te świątynię nowa?



VI. Daleki Wschód

Władywostok ulica Wolodarskiego

Biskupie Karolu, oto całuje, zaocznie wirtualnie
Twoją metalową, ograbioną trumnę.
Całuje z nadzieja, ze ktoś z saperów,
Na Sidanskim Cmentarzu ją kiedyś odszuka

Biskup budowniczy,
Biskup tragiczny,
Nie dane mu było swej katedry skończyć
Piękny Daleko Wschodni, Syberyjski gotyk.

Temu Biskupowi niewiele było dane
Uciekło do Harbinu jego Seminarium
I chociaż rządził ze swojej stolicy,
To kler cały się ukrył w Mandżurii

Biskup męczennik, jak powiesz inaczej,
Udzielił audiencji księdzu z Sachalina.
Przyjął ofiary lecz rozmawiać nie chciał
I prosił o dyskrecje, by uniknąć „slezki”

Zaszczutego człowieka na chińskiej granicy
Trzymano latami w miasteczku Sidanka,
Gdy zmarł ze zgryzoty na jego pogrzebie
Nie było ani jednego księdza.

W katedrze na górce było Archiwum
Rzec można, te role pełni aż do dzisiaj.
Bo ta katedra o losie katolików,
Nie tylko mówi, ale głośno krzyczy.

Do tej katedry przybyli kapłani,
Z okolic Australii z wysepki Guam,
By tu odrodzić z prochu te parafie
Amerykanie, lecz Rosji im żal.

Zbierali mozolnie grosik do grosza,
Nie śpiesząc się, głównie dbali o człowieka.
Aż kiedy wreszcie w Banku była suma
By remont rozpocząć ogromnego dzieła...

Tak... w jeden dzień w proch poleciały
Wszystkie rosyjskie prywatne Banki!
I choć się państwo dzisiaj wypiera...
Że to przypadek...katedra wciąż czeka.

Biskupie Karolu, nie trafiłeś na listę
Ktoś w Petersburgu historii twej nie dostał
Ktoś nie dojechał, zaginęła poczta...
Kogoś z komisji wyrzucono z Rosji!

I choć badamy dokładnie swoje historie
W księdze męczenników
Brak nazwiska Sliwowski...
A katedra stoi, niemy świadek świętości.


Pietropawlowsk, ul. Sowiecka

Kraina wulkanów i wielkich niedźwiedzi
Śnieżna kraina, ziemia przepiękna,
Domy tu szare, tynk oblatuje
Wiele baraków na głównych ulicach.

„Sopka miłości” a u jej podnóża
Cmentarz wojskowy - francuska kaplica
Port nieopodal w nim statków kilka
Wciąż rybę łowią uparci przybysze.

W tym samym porcie łódki atomowe
Większość z nich trzeba by remontować
Albo zatopić lecz tak, by nie truły
A jednak wciąż słyszę toną- promieniując.

Kamczatka, ulica Sowiecka 16
Barak wzniesiony ręką japończyków
Wielu tu było jeńców wojennych
Dobrą po sobie zostawili pamięć

Benedykt Dybowski święty medyk
Śmiały i dobry zamieszkał tu człowiek
Nie był kapłanem a żył jak misjonarz
Zostawił trwałą wśród dzikich pamiątkę.

Pamiątkę zostawił mężny pan Beniowski
Co cały kontynent opłynął do koła,
I wylądował na Madagaskarze...
Ten wicekrólem siebie obwołał.


Klucze

Najwyższy wulkan świata
Tam zastał mnie rok 2000
Niezwykła młoda para
On żołnierz i nauczycielka

W mózgu dziewczyny nowotwór
Kochają się, to pewne
Diagnoza już była znana
Gdy prosił o jej rękę.

Klucz do królestwa, do szczęścia,
Gdzie tak naprawdę jest nie wiem
Wzruszyli mnie ci młodzi
Co na wulkanie siedzą

Kamczatka, siostra Alaski
Zagadkowy półwysep
Tu biegnie linia Marschalla
Tutaj zaczyna się dzien.


Blagowieszczensk

W katolickim kościele prawosławny Biskup
Bez skrupułów sprawuje Wschodnią Liturgię
Nawyki z Ukrainy czy z „ziem odzyskanych”
Pozbawiły kompleksów Prawosławnych Braci.

Gdy się mówi, ze Papież niedobry, złośliwy,
Bo kościołów dla Moskwy nie daje w Ukrainie
Ja pytam - ile brać można, Panowie?
Kiedy ten wilczy apetyt się skończy...

Biskup German przyjechał w gościnę,
nad Bajkał do kolegi katolika, Biskupa z Irkucka,
German Prawosławny prosi o pieniądze
I obiecuje katolikom „swa katedrę” zwrócić!

Jerzy się cieszy, gościnnie przyjmuje
Wozi do Listwianki - wyraźnie mu ufa.
Lata płyną, ma German nowiutka katedrę
Biskup Jerzy wygnany, oszukany podwójnie.

Nie zwrócono mu kościoła nad Amurem
I za hojność, gościnność wypędzono z szumem,
Piękny gotycki na chińskiej granicy
Czeka kościół, że spełni się dana obietnice.


Chabarowsk ul. Teatralna

Weneryczny szpital ul. Teatralna
Powoli w gruzy się sypie opuszczony
Niedaleko tramwaj, główny plac i dworzec
Byłoby dobrze mieć tu przystań znowu.

Parafia Matki Bożej Niepokalanej
Stała się przedmiotem wielu ataków
Gdy przyjechał Biskup, by mówić o sobie
Rzuciła się sfora płatnych dziennikarzy

Gdy mówił, że nie dają mu wizy
Skarżył się, że diecezji nie może rejestrować
Wyraźnie się cieszyli, śmieszyły ich
Katolickiego biskupa kłopoty

Gdy Jerzy Mazur posłał Biskupowi
Prawosławnemu władyce Chabarowska
Życzenia serdeczne, bo noworoczne
Otrzymał wyzwiska zwrotną pocztą.

A tymczasem Chabarowsk rośnie
Nowa na Dalekim Wschodzie stolica
Ma tu być kiedyś urząd Biskupi
Kuria, diecezja i kościołów kilka.

Weneryczny szpital stoi opuszczony
Nie chcą nam zwracać kościelnej własności
Może i tutaj łapę swoja chciwą
Położą jak w Czicie Prawosławni bosi.

Oj nie ładnie człowieku nieładnie,
Oj nie ładnie człowieku, brzydko
Rosja niszczy kościół katolicki
Macie tu kolejny przykład.


Birobidzan

To dla mnie punkt na mapie
Smak orzeszków cedrowych
I statut szyn pociągu
Transsyberyjskiej Magistrali

Birobidzan to kraj żydowski
Nowa ojczyzna obiecana
Poznałem tez staruszkę Polkę
Ona trafiła tu w niewole.

Spotkałem ja na przedmieściu
Wielkiego miasta Chabarowska
Birobidzan 100km
Autonomiczne województwo.

Mądra, dom pełen książek
Chciała bym troszkę poczytał po polsku
I nic nie umiała oprócz pacierza
Który poznała w Żytomierzu...

Tam i Dąbrowscy gdzieś mieszkają
I wiele innych Polonusów
Zebrali ich do starej sauny
Starzy kapłani z USA

Czy dalej maja tam kaplice
Nie wiem bo z Rosji wyrzucony
Zdarzyłem na miasto popatrzeć
Kilkakroć przez okno pociągu.


Komsomolsk

Jeszcze jedno miasto, fantazja satrapy
Nowy port na Amurze, nowa forteca
Stracił swe znaczenie stary Nikolajewsk
Miasto Komsomolców go zamieni.

I rzeczywiście metropolia
Na końcu świata zajaśniała
Lodki podwodne, samoloty
Wszystko tajemnica owiane.

W wielkim sekrecie chrześcijanie
Stworzyli swoje struktury,
W małym mieszkanku, chociaż to parter,
A jednak...katakumby.

Chłopak z Kamieńca Podolskiego
I parę innych rodzin
Wsparci przez księży z Chabarowska
I przez siostrzyczki...japonki.

Nauczyli się katechizmu
Poznali zasady różańca
Wielu polubiło katolicyzm
Poprzez kursy... karate.


Dzwon Magadanu

To miasto nie powinno powstać
Niechciany moloch - pustynia ze śniegu
A jednak to żywe świadectwo
Jak wyrok śmierci i jak oskarżenie.

Po Rosji tragicznej chodzą do dzisiaj
Jak w każdym więzieniu
Ludzie niewinni, wręcz niepokalani
Chodzą też ich kaci, spokojni bezkarni.

Kraj ludożerców, nieludzka ziemia
Ogromny biały Oświęcim
W Rosji nie było sadu Norymbergi
A wciąż konieczna, potrzebna

Nie ukarano oprawców z Kolymy
Nie osądzono tych z Karagandy
Wciąż żyją i śmieją się ze sprawiedliwości
Najwięksi bandyci ludzkości.

Cztery miliony powiadają ludzie
Państwo przyznaje, że „tylko” półtora
Otarło się o machinę zbrodni
Przecież nie mniejsza od Oświęcimia

Chodziłem po uliczkach Magadanu
I dowiedziałem się dopiero potem
Że na asfalcie maja leżeć róże
I stać mają świece to „cmentarna droga”

Na drogach Magadanu nie wolno nogą stąpać
Bo każdy krok byłby pośmiewiskiem
Nad nędzarzami, jak wiemy miliony,
Tutaj złożyli swe sterane kości.

Na wysokiej „sopce” ponad miastem
Stoi katedra - „ludzka maska”
Stoi z betonu, jak „Kurhan Mamaja”
Stoi i wiatr kołysze dzwonem.

Byłem w Nagasaki, widziałem ruiny.
Poznałem historie zwalonego kościoła
I bijącego bez ustanku dzwonu
Co stał się tragedii tamtej symbolem.

Lecz czy ilością zabitych porównasz
Tę sierpniowa - zbrodnie jankesów
Z tym co własnemu przecież ludowi
Zgotował Stalin król ludożerca!

Jest w Magadanie niewielka parafia
Bo tu na zsyłkę cała Ukraina
Dawała niechętnych kołchozom Polaków
Lub też upartych Rusinów - uniatow

Magadan jest blisko Alaski
To dla miejscowych jedyna rozrywka
Przyjadą goście...przywiozą podarki,
I opowiedzą o bracie Jezusie.

Jest w Magadanie pustynia Madonny
Co jest pomysłem pewnej Hrabiny
Polskiej emigrantki z carskiej Rosji
Hook-Dogherty Katarzyny

Przybyli z Kanady wolontariusze
Są też kapłani na wzór brata Karola
Noszą na habitach czerwone serca
Tak się ubierał de Foucaud.

Na ulicy Lenina dom numer 8
Dwa połączone ze sobą mieszkania
Stały się przytułkiem, azylem dla wielu
Tytuł parafii - BOŻE NARODZENIE !



VII. Sachalin

Sachalin - Trzej Bracia - prospekt Pobiedy

Mój Sachalinie, który dziś płaczesz,
Bo się rozleciał samolot na części
Wioząc na Kuryly pewną delegacje
A w niej niegłupi gubernator...

Czy jednak jedynie ma tragedie
W swojej historii ta wyspa niezwykła
O która lubili kupcy Chińczycy
Na swoich mapach umieszczać Japonia!

Sachalin wyspa niezwykła, zazdrosna
Z niego trzech braci chciało uciekać
I zastygli, zamienieni w kamień
Taki ma symbol stara stolica...

Katorga była największą tragedią
Fotograficznie ją opisał Czechow
I nie szukając słów gładkich, łagodnych
Przypomniał jak szaman naszą wyspę przeklął

Przekleństwem Sachalin stał się dla lotników
W czasach chłodnej wojny „liner” z Korei
Wiózł chyba 200 osób, nie dowiózł
Zbity w Newelsku „bo złą trasa leciał”

Tragiczny Sachalin jest dla Japonii
Zwłaszcza dla rodzin deportowanych
Można do dzisiaj napotkać świadków
Jak głośno płakali wypędzani stamtąd.

Tak płaczę i ja wiedząc że zazdrosny
Może Sachalin mścić się bez ustanku
Może powrócić tragedia z Neftegorska
Jeśli nie wstrzyma się szamańskiej klątwy!

Wiec tak jak głupiec instynktem wiedziony
Rwałem się zwiedzać północne krainy
Gdzie się katorga zaczęła ta straszna
Gdzie Czechow Antoni pisał pamiętniki.

Tam są do dzisiaj stada reniferów
Giliacy ich pasą choć giną od wódki
Tam odnalazłem fundament kościoła
W 102 rocznice od dnia kiedy powstał

Zabrałem cegiełkę i wracałem nocą
Przejęty tragiczną historią katorgi
A gdy dał Bóg, że zaczęto budowę
Cegiełka się stała kamieniem węgielnym.


Cholmsk - Maoka - ul. Wschodnia 13

Cholmsk, czyli miasto na górze
Właściwie to wzgorzy kilka
Kto widział raz Władywostok
Może go z Cholmskiem porównać.

Stad płynie prom na kontynent
Do katorżniczego miasta
Znanego z pieśni Wanino
Kto wpłynął don już nie wracał.

W Cholmsku, japońskiej Maoce
Jest Sopka a na niej Sakura
Wśród pięknych kwiatów wiśniowych
Mały drewniany kościółek.

Obok domek japoński
W nim pani Fudzihara
Uczyła dzieci religii
Ksiądz Gustaw jej w tym pomagał

W nim rozmieścili wojsko
Potem Obok domek japoński
W nim pani Fudzihara
Uczyła dzieci religii
Ksiądz Gustaw jej w tym pomagał

Mówiono, ze on uczony
Ze miał szlachetny wygląd
Ze się zbiegali azjaci
Żeby go z dali podziwiać.

Kościółek zajęli Rosjanie
przebudowali,
Na zwykły budynek mieszkalny.

Domka Fudzihary dziś nie ma
Spalono, lub się rozwalił
Dziś tutaj drewniane schody
Na sopke sąsiednią wiodą.

Ulica Wschodnia 13
Odwiedź to miejsce przechodniu
W podwórku jest dzisiaj szkoła
A przed nią ogromny stadion.

Dalej jest plac, urząd miejski..
Lenin czarny jak noc
Dwa piękne domy Pawlowa
Latarnia morska i port.

Chodzę ja po tych ulicach
Błąkam się pośród gór
Wspinam na stary cmentarz
I szukam zapachu sakury.


Korsakow ul. Krasnoflotskaja 25

W podwórku kina Sputnik
I sąsiedniego przedszkola
Stal domek ojca Fourier
Franciszkanina Piotra

W tym domku mieszkał Angelus
Ślązak, tez Franciszkanin
Minęło lat prawie sto
Ja tez tu zamieszkałem

Domku wprawdzie już nie ma
Bo zbudowano świątynię
A w niej zwyczajem sowieckim
Był szpital weneryczny.

Blok długi pięciopiętrowy
Wzniesiono potem tuz obok
Szpital bestialsko zburzono
Stoi dziś kino Sputnik.

Filmy tam pokazują
Czasem również się modlą
Ci kogo stać na dzierżawę
Bogaci słudzy Jehowy.

U naszych skromna kapliczka
W dwupokojowym mieszkaniu
Na ścianie wystawa ikon
Mały stół jest tu ołtarzem.

Zakrystia tak mała, ze ledwie
Wejść mogłem bo jestem chudy
Gdy zmienił mnie ojciec Ferdynand
Ornat mu podał ktoś drugi.

Korsakow port Odomari,
Stad widać Wakanai
Miasteczko japońskie sąsiednie
Prom pływa do Rosji codziennie.

Przez Wakanai z Japonii
Przypłynął tez tutaj ksiądz Mucha
Mój cichy w niebie przyjaciel
On w Korsakowie umarł.

Były lata trzydzieste
Polscy tu Bernardyni
Przez Harbin z Dalekiej Mandżurii
Lub przez Syberie przybyli.

Stanisław Neoprezbiter Podobno miał słaby żołądek
Lecz mocne młode kości
Oto kościoła fundament

To Korsakowska skala
Wiec wciąż szukałem cmentarza
By uczcić młodego kapłana
W starej stolicy poludnia-Odomari!


Aleksandrowsk, kino Majak

Korsakow stolica południa
Ma posmak raczej japoński
Jest jednak starsza stolica
Na Sachalina północy.

Twierdza Aleksandrowsk
Tutaj z Mikolajewska
Przybył z notesem pan Czechow
Aby katorgę opisać...

Napotkał tu ludzi niezwykłych
Morderców chodzących bez kajdan
Bo za zasługi i męstwo
Stawali się urzędnikami

Byli tutaj tez księża
Pastorzy, luteranie
Był meczet i duża cerkiew
Katorga, wiezienie a jednak...

A jednak Pan Bóg pamiętał
I dawał tu ludziom nadzieje
Ze nawet na końcu świata
Można cos dobrego przeżyć

Czechow tu przeżył tragedie
Wszystko to skrzętnie opisał
Katorgę w efekcie zamknięto
A ludzie żyją do dzisiaj.

Część wyjechało do Polski
Ktoś uciekł aż do Japonii
Ktoś tutaj z dala przyjechał
By przeżyć misyjna przygodę.

Jest w mieście Aleksandrowsku
Port obok Portu Trzej Bracia,
Znów wam o skale opowiem
Bo baśń jest tego warta.

Trzech aborygenów
Chciało stad uciec na kontynent
Zmienili się w trzy skały
Osłupieli z nostalgii...

Nie wolno im było
Oglądać się za siebie
Jakże się nie obejrzeć
Skoro Sachalin tak piękny.

Tak, na Sachalin spojrzałeś
I choć to wyspa przeklęta
Nie można jej nigdy zapomnieć
Jest w niej cos dziwne - święte.

+++

Aleksandrowsk dziś mały
Codziennie jakiś dom się sypie
Ruin tu więcej niż domów
Stary kościół podobnie

Jakiś czas w nim urządzano
Spektakle, projekcje filmów
Nazwano budynek Majakiem
Po polsku...Latarnia!

I gdy tu przyjeżdżałem
Wzrok zawsze padał na wzgórze
Gdzie na ruinie kościoła
Budują dziś sobie garaże.

Meczet stal obok, ni śladu
Na jego miejscu dom
Tam gdzie była kircha
Pozostał tylko fundament.

Cerkiew odbudowano z trudem
Podobno według szkiców
Pop Roman przyznał się z duma
Do krwi polskich katorżników.


Uglegorsk - Esutoru

Śnieżne miasto
Japońskie Estoru
Wydobywają tu węgiel
Metoda odkrywkowa.

Tu smaczne rosną pomidory
Tu było trzęsienie ziemi
Ostały się ruiny szinto
I cmentarz chyba buddyjski

Morze w czerwcu wyrzuca
Małą lecz smaczna rybę
Wystarczy wziąć z sobą wiadro
Plecak, worek, miednice.

Podobnie kraby, kalmary
Krewetki i morska trawa
Wszystkiego w bród i bardzo smaczne
Wróć, w Uglegorsku zostań!

Są tutaj tez katolicy
Mało, bo głośno nie krzyczą
Lecz spotykają się z rzadka
Dwie Leny Koreanki

Przychodzi Inka Jurasza
Ich dzieci i Son Natasza
Córka nestora kościoła
Piotra Szin Harabodżi...

Był rok 43
Małego Koreańczyka
I jego siostrę Teresę chrzcił
Ksiądz Gustaw w Cholmsku.

Przychodzi Susana Ormianka
Przyjeżdża Polka z Szachtiorska
I ja tu przyjeżdżam co miesiąc
Jula i Szoko Japonka...

To koreańska parafia...
Dziś tam nikt nie pracuje
Kiedyś przyjeżdżał x. Stysiak
I Fudzihara z Cholmska

Robili dzieciom wakacje
By znały pacierze
I nauczyli tak dobrze
Ze trwali lat prawie 50

Bez księdza, bez sióstr katechetów
Przetrwała wiara na wyspie
Polacy, Koreańczycy, Ormianie
Japońscy metysi...

Przeczytaj ten wiersz przyjacielu
I pomóż przygodzie misyjnej
Trwać na odległej i pięknej
Sachalińskiej wyspie.

+++

Estoru to słowo Ajnów
Właściwie trudno tłumaczyć
Podobne do słowa Aiszteru
Japończyk powie: kocham Cię!


Nogliki, ulica Sowiecka 62

Wesele w krainie Kewongow
Powieść o Panu Bronku
Ułożył miejscowy szaman
Bo kocha go nadal naród.

Aborygeni Niwchowie
Wiedza cos o Polakach
Bo tu przeżyli katorgę
I pamięć tu dobra o nich

Pilsudski język opisał
Mieszkał i pilnie się uczył
Podobno się nawet zakochał
I pozostawił potomstwo

Miasteczko Nogliki nad rzeka
O takiej samej nazwie
Z języka Giliakow na polski
Rzeka śmierdząca znaczy.

Można by rzec „gazowa”
Bo zapach stad się bierze
Ze gaz naturalny i ropę
Można tu spotkać obficie.

I dziś gaz razem z szelfem
Sławią te odległą ziemie
Choć według mnie to Giliacy
Są skarbem tych terenów.

Mowa ich i religia
Pochodne zwyczajów indiańskich
Tutaj się zbiegł i japoński
I chińskiej kultury geniusz.

Toteż choć z języka mandzurow
Wyspa zwie się czarna skala
To japończycy mówią
Chińska Wyspa Karafuto

Niwchowie zwą po swojemu
„Ych Myfem”i brzmi to uroczo
Tymczasem ginie ten naród
Ze swej kultury wyrwany.

Spędzeni do rybo-kolchozow
Jak w miejskich rezerwatach
Zajęli Niwchowie się wódką
Zamiast polowaniem.

Jedyny ślad wspaniałości
Znajdziesz w malutkim muzeum
Tam pani Lok ci opowie
Jak giną dziś aborygeni.


Neftegorsk

Jadąc na północ przez Nogliki
Do Ochy, miasta-petrochemii,
Wśród śniegu i promieni słońca
Autobus nagle stanął w biegu.

Nie ma już lasów na północy
Sachalin w tundrę się zamienił
A pośród niej widmo-miasto
Rozbity strasznie Nieftiegorsk

Mówiłem razy kilka
I jeszcze raz powtórzę
Przeklął te wyspę stary szaman
Czechow książce to mówił.


Baszniakowo, ulica Portowa 5

Wśród gór uliczki kręte
Wąskie, dziurawe, niebezpieczne
Tutaj wspomniałem Włochy
Święta Brygida - miasto Alpejskie.

Nie było lekko mnie kierowcy
Ale tez smak przygody miły
Górnicze miasteczko Boszniakow
Tam spotkam kilku katolików

Port stary, zaniedbany, głośny
Miasto, jak wioska opuszczone
Choć nadal sporo mieszka ludzi
Nieftiegorsk znowu się przypomniał.

Piękny wodospad poza miastem
I smutna powieść o chłopaku
Co nieszczęśliwie się zakochał
I rzucił w przepaść z tego miejsca...

Gdzie widok piękny jakby z raju
Ktoś nagle posłał ci pocztówkę
Spodobał mi się port Boszniakow
Morska latarnia, no i ludzie.

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com