“Prałacka” PYCHA

 

Aby o księdzu Prałacie opowiedzieć troszkę inaczej i nie tworzyć hagiograficznej sielanki zebrałem na koniec parę krytycznych spostrzeżeń, ktore on sam o sobie wyrzekł i ktore nasuwały się same przez się w rozmowie i w obcowaniu.

Pierwsze co mnie zawsze trapiło od samego początku to nagła ucieczka Prałata z ulubionych misji i “spoczęcie na laurach” mniej lub bardziej wymuszone a może po prostu upragnione.

Ksiądz Prałat jako człowiek starej daty miał zawsze sentyment do stroju duchownego i choć do nas do Taszkientu przyjechał w jasnoszarych spodniach i koszuli z koloratką, to na Ukrainie zawsze spotykałem go z wielkim pozłacanym krzyżem i w pysznej sutannie podbitej czerwienia z guzikami monsiniora i z peleryna. Na Glowie staromodny birecik z wiśniowymi piorkami i zadowolona mina purpurata.

 

1. Papka Kellera

 

W swoich wspomnieniach Prałat nie ukrywa, ze jego relacje ze starszym sąsiadem w Biszkeku były trudne. Staruszek Niemiec z saratowskiej diecezji ksiądz Heller, ktory o wszystkich Kaplanach z sąsiedztwa zbierał informacje dla Watykanu na papce poświęconej księdzu Świdnickiemu napisał pseudonim “człowiek z domieszka pychy”.

Owszem co by nie powiedzieć o surowości Prałata to nie można mu odmowić jednak cnoty szczerości. Na przykład o swojej pracy w Tadżykistanie zwykł on mowić z przekąsem, że miał aż 1200 parafian w Duszanbe, dwa razy więcej niż w Karagandzie. Z goryczą jednak przyznawał się, że żaden chłopiec nie poszedł jego śladami i nie wstąpił do seminarium podczas gdy jego kolega Litwin Albinas Damblauskas wspolnie z biskupem Hirą wychowali sobie 12-tu kapłanow i 6 zakonnic. Owszem ksiądz Jozef miał trzy powołania zakonne ale nie uważa tego za sukces. Miał jeszcze inne liczne dokonania ale zawsze gdy się czymś chwalił to zaraz naprędce przyznawał się do jakiejś nie trafionej sprawy, ktora mu przynosiła wstyd i hańbę,

 

2. Wypowiedz Heja

 

Jak już wspomniałem w trakcie pobytu na Syberii ksiądz Świdnicki  miał wielkie sukcesy w pracy kiedy działał w podziemiu. Gdy tylko ustanowiono katolicka hierarchie odniosł się co do nowych biskupow nie tylko krytycznie ale bardzo sceptycznie. Reagował i nadal. Z nutka żalu wspominał na przykład, ze gdyby Watykan się nie pośpieszył z wyznaczaniem biskupow, to on już miał zaplanowane i gotowe kadry do otwarcia własnego Seminarium Duchownego w Nowosybirsku i kandydatow jak mowi był ogrom. Reaguje z doza niesmaku na wszelkie decyzje i sposob bycia biskupa Wertha, ktory nie poparł żadnej jego inicjatywy tego typu...

Drażniło na przykład Prałata, ze Biskup Werth nie zawsze chodzi w sutannie, choć jako biskup powinien. Prałat opowiadał, ze jego generacja księży była wierna strojowi duchownemu kiedy to tylko było możliwe. Większość zachowań i decyzji Biskupa Kondrusiewicza  rownież poddaje druzgocącej krytyce. K woli prawdy trzeba dodać, ze te relacje są odwzajemniane. Tak ksiądz Werth jak i Kondrusiewicz uznając ogrom zasług Prałata nigdy nie znajdowali odpowiedniej pracy dla niego w swoich diecezjach. Prałatowi bardzo zależało jakiś czas by osiąść w Nowosybirsku czy w Moskwie i kursować po całym terytorium danej diecezji jako latający holender w poszukiwaniu nowych katolikow i formowaniu parafii.

Ksiądz Antoni Hej, w tym czasie wikariusz Generalny w Moskwie miał wyrzec w imieniu abp Kondrusiewicza, ze jego obecność w Moskwie popsułaby i tak licha atmosferę ekumeniczna. Jest paradoksem, ze ten człowiek, ktory trafił do wiezienia za swoja otwartości i realny, praktyczny ekumenizm został nie tylko posadzony o niechęć do prawosławia ale tez faktycznie nie był w stanie tej niechęci ukryć.

 

3. Co zrobić z paterem Jozefem

 

Zadałem pytanie wprost Prałatowi dlaczego wyjechał z Syberii na Ukrainę.

Prałat był szczery i wyznał, że miał sporo planow co do Omska. Odjeżdżając z Fergany zapakował cały kontener rzeczy potrzebnych do budowy kościoła.

Na ile dobrze rozumiem chodziło o budowę świątyni w Sargatskoje, bo w samym Omsku zachowała się piękna świątynia w stylu klasycystycznym z okrągłą kopula.

Prałatowi formalności zajęły około miesiąca. Jak mi opowiadał nie łatwo było przekonać celnikow, że wszystko co wiezie może być wywiezione. Celnicy uzbeccy okazali się niemiłosierni i trzeba było wszystko robić po znajomości. Tymczasem gdy prałat powrocił zastał w parafii nowego proboszcza, ktorego biskup narzucił zasłużonemu księdzu wcale z nim nie konsultując i nie uprzedzając a tym samym okazał brak zaufania dla księdza Jozefa. Niemiecki proboszcz utrudniał prałatowi życie burząc wszelkie poczynione starania, toteż nie wiele myśląc prałat przeniosł się z Omska do wspomnianego miasteczka i zajął się budowa. Domieszka pychy o jakiej wspomniał ksiądz Keller nie pozwoliła księdzu Jozefowi na funkcjonowanie w roli wikariusza. Wolał być proboszczem na zagrodzie i być rownym wojewodzie niż kłaniać się młodszemu, mniej doświadczonemu koledze...

Przy okazji nie zaprzestał swych ulubionych wojaży po świecie w sensie dosłownym i w przenośnym. Granice się otworzyły wiec bywał często w Polsce, w Słowacji, w Niemczech i w Watykanie. Można się tylko domyślać, ze swych wojaży nie konsultował z młodym biskupem. W podziemiu przywykł do samodzielności. Jest prawdą, że gdziekolwiek nie był robił wielka reklamę dla Syberii. Zdobywał pieniądze i powołania. Zachęcał do pracy młodych kapłanow z Polski z Niemiec i Słowacji. Przywiozł do Omska dwu księży grekokatolikow i pomogł im w rejestracji pierwszych na terenie Rosji greko-katolickich wspolnot co było nie lada wyczynem w tamtych czasach a w dniu dzisiejszym jest niemal niemożliwe. Zgodnie o tym mowią sami księża a nawet biskupi.

Ksiądz Kondrusiewicz panicznie się bał tego tematu z pozycji ekumenicznego dialogu. Ksiądz biskup Werth z szacunku dla prałata nie tylko akceptował ale z czasem rownież przyjął tytuł egzarchy grekokatolikow w Rosji.

Ksiądz prałat opowiedział mi, że często słyszał od innych kapłanow, jakoby biskup Werth ma z nim strapienie i często w prywatnych rozmowach konsultował się z księżmi “co zrobić z paterem Jozefem?”.

Usłyszawszy o tym zrobiło mu się przykro i zgłosił biskupowi niesłychaną propozycje, ktora niewątpliwie zadziwiła wielu. Zgłosił się w wieku grubo po pięćdziesiątce do zakonu księży jezuitow.

Biskup chętnie przystał na takie rozwiązanie.

 

4. Nowicjat w Gdyni

 

Prałat opowiadał, ze w latach studiow kleryckich marianie proponowali mu wstąpienie do swego zakonu. Komuniści natomiast i wielu księży uważali go za Jezuitę. Jego gibkość i wszędobylskość powodowały rożne plotki. Jedni twierdzili, ze jest jezuitą inni rozgłaszali plotki, ze jest kolaborantem, bo niemożliwe, żeby tak wiele dokonał nie mając jakiegoś specjalnego wsparcia ze strony KGB.

Rozmowy takie nasiliły się zwłaszcza w Tadżykistanie. Plotki o kolaboracji rozsiewał pewien młody ksiądz z Litwy, ktoremu nie udało się od władz uzyskać rejestracji i wobec ktorego ksiądz Jozef zachował się bardzo surowo. Zaraz po przybyciu do Duszanbe wysłał on do odległego Hodżentu swego wspołpracownika, żądając, by nie zadzierał z władzami, by najpierw sie zarejestrował, podjął prace w jakiejś państwowej firmie i dopiero potem ujawnił się jako Kaplan. Wedle takiego schematu pracowało w tamtych czasach większość księży z podziemia... Konflikt miał miejsce w pogranicznym mieście z dużą uzbecka diaspora. Młody niedoświadczony kapłan postąpił wbrew poradom i zaraz na pierwszą niedzielę pobytu sam siebie ogłosił nowym proboszczem, co bardzo nie spodobało się miejscowym pełnomocnikom do spraw wyznaniowych. Zobowiązali księdza, by opuścił Tadżykistan w przeciągu 2 tygodni. Wrociwszy opowiadał o Prałacie mnostwo głupstw. Ksiądz Jozef specjalnie jeździł na Litwę do przełożonych młodego Kaplana, by sprawę wyjaśnić. Ostatecznie jednak oskarżenia ustały, gdy po opuszczeniu Tadżykistanu księdza Jozefa aresztowano i osadzono…

Skąd fascynacja Jezuitami i nagła decyzja o wstąpieniu jeszcze nie udało mi się dowiedzieć, natomiast znam szczegoły pobytu i odejścia z nowicjatu w Gdyni. Ojcowie Jezuici, ktorzy z otwartymi ramionami przyjęli prałata w swe grono po Pol roku oświadczyli, ze szkoda by taki wspaniały misjonarz tracił czas na długo formacje. Wedle ich oceny trzeba było nie tylko odbyć nowicjat ale jeszcze powtorzyć seminarium co by trwało dobrych piec lat. Powiedziano, ze jeśli ksiądz Jozef po powrocie do Rosji uzna, ze jego decyzja jest ostateczna i gotow zrezygnować z misji, by być jezuita to oni mu nie odmowią i przyjmą ponownie. Radzą jednak, by wrocił na misje i się  zastanowił.

Jakieś zgrzyty musiały być, skoro prałat przyjął te argumenty.

Nie dal się długo prosić i pojechał z powrotem na Syberie.

 

5. Ucieczka z Odessy

 

W drodze powrotnej wpadł na jakiś czas do swej rodzinnej Murawy w obwodzie chmielnickim, gdzie w międzyczasie proboszczem stal się jego kolega z czasow kleryckich ksiądz Bronisław Bernadski. Akurat oddano klasztor podominikański i  trzeba go było remontować. Proboszcz zajęty remontem narzekał na brak środkow. Wiedząc, ze Prałat ma wiele znajomości na świecie liczył, ze pomoże mu w zdobywaniu potrzebnych środkow. Nie pomylił się.

Zgłosił sprawę w Nowosybirsku i Biskup Werth się nie sprzeciwiał. To był rok 1997-my. Prałat się zaangażował ale po dwu latach wezwano go do Nowosybirska. Biskup się stęsknił i miał pewne propozycje dla prałata. Tymczasem okazało się, ze prałat uznał dwuletnie milczenie Biskupa za eksmisje i zrobił sobie ukraiński paszport. Biskup twierdził, ze to nie przeszkoda bo w diecezji pracuje wielu księży z polskimi i niemieckimi paszportami ale w prałacie cos pękło i on już nie był w stanie zmienić swej decyzji o pozostaniu na Ukrainie. Zaangażował się w prace z młodzieżą, stworzył wiele kol biblijnych, orkiestrę dętą.

Parafia w Murafie to dla Ukrainy ośrodek podobnej rangi jak Karaganda dla Kazachstanu i całej Azji Środkowej. W Murafie pracował latami legendarny ksiądz Chomicki, ktory stworzył ideał Kaplana i katolika, dzięki ktoremu decyzja o wstąpieniu do zakonu czy seminarium była marzeniem wielu. Wyobrażenie o Kaplanie też było na tyle idealne, ze gdy się zdarzyło pewnego razu nieostrożnym księżom popełnić gafę ludzie im tego nie wybaczyli. Błąd przyjezdnych misjonarzy polegał na tym, że razem z ministrantami poszli się kąpać. Miejscowi przywykli, że ksiądz nie pije, nie pali, zawsze chodzi w sutannie i z żadnych rozrywek nie korzysta.

Jak widać jest to bardzo tradycyjna wspolnota. Pięknie tam sobie radził ksiądz pochodzenia tutejszego, rosły niemal dwumetrowy człowiek, wspomniany Bronisław. Poniosł on wielkie zasługi zwłaszcza dla parafii w Barze, gdzie komuniści chcieli zburzyć kościoł i przysłali buldożery a nawet czołgi, by go zrownać z ziemia. Ludzie jednak kładli się pod gąsienice i nie dali zniszczyć świątyni.

Odebrał rownież po niemal 200 latach świątynię bazyliańską z rak prawosławnych, zaprosił prawowitych właścicieli i przez to umożliwił stworzenie ogromnej wspolnoty grekokatolickiej co na Podolu nie jest zbyt łatwe. Prawosławie przez lata zaborow dokonało głębokich zmian w świadomości byłych unitow.

Po kilku latach proboszcz Bernadski z Murafy dostał nominacje na Biskupa w Odessie. Chciał zabrać prałata ze sobą, by wykorzystać jego talenty dla nowo tworzonej diecezji. Prałat pobył jakiś czas w Odessie ale i tam miejsca nie zagrzał. Widocznie wspomniana w tytule pych drążyła jednak jego serce.

Zapytałem prałata jak mu się udawało przez tyle lat uniknąć biskupstwa, bo rzeczywiście jego legenda we wszystkich krajach byłego ZSRR nie ma sobie rownych i nikt by się pewnie nie zdziwił, gdyby mu zaproponowano sakrę biskupią. Prałat odpowiedział niezwłocznie, ze był na liście rezerwowych u nuncjusza Bukowskiego ale ten odszedł a pozostali nie mieli do niego sympatii i zaufania, zresztą ze wzajemnością. Usłyszałem wiele cierpkich slow o wszystkich kolejnych nuncjuszach zwłaszcza o obecnym abp Antonio Mennini.

Prałat uważa, że przy wyborze biskupow powinny być przestrzegane procedury przewidziane w takich sytuacjach a nie widzimisię nuncjuszy i układy koleżeńskie.

Tak wiec z Odessy prałat wyjechał.

Zajął się w Murafie budowa domu rekolekcyjnego.

Środki na budowę zdobywał głównie w Austrii.

Zawsze przywoził stamtąd procz ofiar masę intencji mszalnych, ktore chętnie rozdawał kolegom greko-katolikom. Sam się wielokroć przekonywałem jak wielki deficyt intencji istnieje w szeregach tych księży zwłaszcza na Donbasie. Moi koledzy z okolic Doniecka wielokroć odwiedzali Prałata w Murafie by prosić go właśnie o intencje. Nigdy nie odmawiał.

To by akurat zaprzeczało teorii o pysze.

Malo ktory inny ksiądz łacinnik robił w tych czasach podobne gesty.

 

6. Opowieść o Karafuto

 

Gestem niesamowitej solidarności z jego strony była wizyta w Makiejewce pod Donieckiem. Mieszkałem na przedmieściach Doniecka już ponad dwa lata i nikt się specjalnie moim losem nie interesował. Nikogo nie ciekawiła legenda wyrzuconego z Rosji księdza. Prałat dowiedziawszy się o mnie wykonał podroż po całej Ukrainie, by mi zadać kilka trapiących go pytań. Bardzo go ciekawiło co tak naprawdę stało się w Irkucku i na Sachalinie, czy rzeczywiście Biskup Mazur i ja byliśmy tak nieroztropni jak to podawała prasa.

Wydawało się na początku, ze on uwierzył tym plotkom ktore głosiły, ze my faktycznie jątrzyliśmy Kreml nazywając Sachalin japońskim imieniem Karafuto. Opowiedziałem dziadkowi, że tytuł Prefektura Karafuto został nadany Sachalinowi w 1938-m roku, ze od tamtego czasu rokrocznie w Annuario Pontificio tak było drukowane, pomimo ze Prefektura faktycznie nie funkcjonowała, bo w 1947-m roku wydalono wszystkich Kaplanow, to jednak jako twor prawny funkcjonowała nadal. I biskup z Sapporo był nominalnie Apostolskim Prefektem aż do końca 2000-go roku, co rzeczywiście mogło dla Rosji być przykre. Do tego jednak czasu Rosja nie zgłaszała żadnych pretensji w Watykanie. Paradoksalnie gdy tylko Watykan odebrał Biskupowi w Sapporo jurysdykcje nad Sachalinem i  przekazał biskupowi z Irkucka uznając tym samym suwerenność Rosji na Sachalinie i przekazując władzę kościelną “rosyjskiemu biskupowi” z Irkucka zaczął się wielki szum.

Szum o to jakim prawem katolicy używają starego tytułu Karafuto w odniesieniu do Sachalinu.

Ja wielokroć wyjaśniałem, ze to zwykle niedopatrzenie a nie żadna prowokacja.

W Watykanie jurydyczne nazwy pozostają nie tylko dziesiątki ale i setki lat. Niemieckie nazwy Diecezji w Polsce funkcjonowały aż do lat 70-tych mimo ze działali na tym terenie polscy Biskupi w randze Apostolskich Administratorow. To jest proces, ktory trwa. Watykan zareagował na te lamenty kremla bardzo szybko i ja osobiście dostarczyłem papiery podpisane ręką kardynała Sodano, ze 9-go kwietnia nazwę prefektury Karafuto zmieniono na Prefektura Jużno-Sachalińska.

Nie pomogło. Biskupa Mazura wydalono 18 kwietnia 2002 a mnie 10 września tego samego roku.

Po wysłuchaniu mojej wersji wydarzeń prałat aż zasapał.

“Okazuje się, ze to wszystko jest do gory nogami, nas dezinformowano latami”.

Widziałem jak po tej rozmowie prałat się rozpromienił. Przyznał się, że w sercu niejeden raz oskarżał nuncjaturę w Moskwie i sam Watykan o niestworzone rzeczy. Tymczasem wszystko było tak proste jak drut. Prowokacja odbyła się w Kremlu, bo trzeba było katolikow zagnać w kozi rog i Karafuto było tylko pretekstem. Mały Watykan nie miał żadnych agresywnych intencji wobec Rosji. Owszem Stalin oskarżał nas Bog wie o co i wielu ludzi posadził do ciupy jako szpiegow Watykanu.

Nikt jednak nie mogł się spodziewać, ze pan Putin powroci do tych haniebnych stalinowskich praktyk

 

7. Msza wśrod świec

 

Po wysłuchaniu mojej opowieści zyskałem dwu nowych przyjacioł.

Stal się nim ksiądz Jozef, ktory owszem spotkał mnie wiele lat wcześniej na pielgrzymce w Agłonie ale całkiem o tym nie pamiętał oraz jego piętaszek Gotfryd teolog z Austrii, ktory wspierał go w Murafie i obiecał wesprzeć rownież moja mała wspolnotę w Makiejewce.

Bardzo mu się spodobała ręcznej roboty miejscowa kaplica. Dostrzegł, że buduję z byle czego bez żadnej pomocy z zewnątrz na własne środki. Długo na ten temat rozmawialiśmy po angielsku. Pech chciał, że za jakiś czas ja zachorowałem i kontakt się urwał.

Prałat tymczasem tak bardzo mi sympatyzował po tej rozmowie, że nie tylko zgodził się ze mną pojechać do odległej parafii w Artiomowsku gdzie wśrod świec na przewiewie odprawił wieczorna msze w świątyni bez okien ale tez nie śpiesząc wygłosił piękne kazanie o swoim pobycie na katordze.

 

8. Modlitwa w szpitalu

 

Za jakiś czas gdy chorowałem odwiedził mnie kilkakroć w szpitalu, długo się modlił tak jak to robią charyzmatycy czyli spontanicznie i chętnie się zgodził pojechać na zastępstwo do wspomnianej już parafii w Artiomowsku już samodzielnie beze mnie.

 

9. Wszystko pojąłem - księża futbol patrzą

 

Przebłyski pychy o jaka jest prałat posądzany to jego ogromne wymagania względem siebie i drugich ludzi. Prałat nie znosi chałtury i dwulicowości. Nie spodobało mu się, ze my z Biskupem w Taszkiencie wieczorami oglądamy mistrzostwa świata w piłkę nożną tak jakby nie było co robić.

W aktach sprawy w Nowosybirsku jest taki dialog.

Jeden z oskarżycieli powiedział, ze antykomunizm Świdnickiego wyrażał się w tym, ze jakoby wzywał do bojkotu telewizji. Świdnicki, ktory w sadzie bronił się sam zapytał świadka czy pamięta pan jak mnie odwiedzał na plebanii i jak razem oglądaliśmy telewizje?”, “pamiętam” odrzekł świadek.

“To jakże ja mogłem wzywać do bojkotu telewizji skoro sam ja oglądałem” - zapytał logicznie prałat. Człowiek się zmieszał a ja tylko mogę potwierdzić, ze prałat nie tylko z telewizji korzysta ale rownież z Internetu i ma nawet swoja stroniczkę www.svidnitsky.narod.ru

Pewna wiedze o prałacie procz osobistych z nim rozmow zaczerpnąłem z tej właśnie stroniczki.

 

10. Postaw mi CNL

 

Odwiedzając Samarkandę Prałat powiedział do swego kolegi Gotfryda by na miasto sam poszedł. On zdecydował, ze zamiast zabytkow poogląda sobie telewizje. Poprosił bym mu poszukał protestancki kanał CNL, gdy jednak po 2 godzinach wrociliśmy z wycieczki  to prałat sam sobie wyszukał  jakiś prawosławny kanał, o istnieniu ktorego ja nie miałem pojęcia. Wydało się, ze prałat nie tylko lubi telewizje ale lubi tez prawosławnych w tym samym stopniu co i protestantow. Jego krytycyzm wobec wielu spraw trzeba rzeczywiście weryfikować biorąc poprawkę na osobliwości charakteru tego człowieka.

 

11. Salezjanie z Gruzji

 

W 1993 roku odbyłem podroż z Rostowa do Moskwy i z powrotem z dwoma rowieśnikami, salezjanami z Gruzji. Oboje pochodzili z Ukrainy i jako jedni z ostatnich zakończyli seminarium w Rydze.

Znali bardzo dobrze prałata i chętnie mi o nim opowiadali wiele anegdot o jego wojażach i charakterze. Okazuje się, ze chwilami mieli trudności w obcowaniu z nim, bo rzeczywiście był bardzo wścibski i wszystko chciał wiedzieć, był wszędobylski i  potrafił się w Watykanie wszędzie wkręcić.

Księża opowiadali mi jak unikali spotkań z nim we Włoszech i jak im się to udawało tylko z powodu słabego wzroku Prałata. Jako powod podali znany fakt, ze Prałat pracując w Duszanbe nadmiernie pościł po 10 dni w miesiąc tylko po to by jego parafianie przestali palić papierosy. We wspomnieniach z duma pisze, ze spośrod 200 palaczy w jego parafii po jakimś czasie pozostało tylko 15-tu.

Widząc starania proboszcza palenie rzucili nawet ci co robili to po 50 lat.

Kategoryczność tego księdza wielu wzruszała innych denerwowała. To pewnie lepsze słowo niż pycha: kategoryczność. Kagebiści zarzucali mu: “czemu to robisz przecież nie jesteś baptysta…”

Zarzut był słuszny tylko częściowo. Ksiądz prałat chętnie mowi o sobie “jestem baptysta, bo przyjąłem chrzest jako osoba dojrzała - świadomie”.

 

12. Organistki biorą pieniądze

 

Inna jeszcze rzecz zbulwersowała prałata. Dostrzegł on że mamy 3 organistki w parafii i że płacimy  im za ich prace. Nie mogł zrozumieć po co. Najlepsi na misjach są wolontariusze do takiej pracy. Nie trzeba za pieniądze twierdził. To trzeba robić od duszy. Opowiedział historie swej organistki, ktora miał przed laty w Taszkiencie. To była prawosławna osoba, była regentka choru prawosławnego. Przyszła pracować u księdza Jozefa właśnie z powodow moralnych. Poszukiwała prawdziwie Boga. Wyznała księdzu, że była zgorszona żartami kapłanow prawosławnych na tematy seksualne. Na żartach się nie kończyło. Wielu ze znajomych księży po kilkakroć zmieniali swe żony, co w kanonach prawosławia jest niedopuszczalne ale ktoś patrzył na to przez palce a ona znając cerkiew od kuchni na to patrzeć nie mogła.

Nasz prałat dostrzegł, że nasza obecna organistka nie zna melodii dialogu przed prefacja i ze zdziwieniem mnie o to zapytał. Ja rozłożyłem ręce i powiedziałem “proszę się u niej zapytać”. “A jakże zapytam koniecznie” żachnął się prałat i poszedł na kościoł. Poprosił o pozostanie nie tylko organistkę ale wszystkich parafian i dobre Pol godziny uczył wszystkich jak prawidłowo śpiewać. Ktoś by powiedział “czemu on się wtrąca to nie jego parafia i nie jego diecezja”. Ku mojemu zaskoczeniu zarowno organistka jak i parafianie byli w siodmym niebie. Kategoryczność Prałata jak się okazało ma swe plusy i swych zwolennikow.

 

13. Popychali mnie w wiezieniu

 

O swym pobycie w wiezieniu pralat opowiada niewiele. Dzieli się ciekawostkami żargonu, opowiada jak zbijał skrzynki i ze się z nim przepychali. Owszem miał zal, ze nie pozwolono mu korespondować z rodziną jak pozostałym więźniom. Mogł on wysyłać tylko jeden list w miesiącu. Przełożeni bardzo się obawiali, ze on będzie agitować w wiezieniu.

 

14. Kup mi wiśnie

 

Asceza prałata choć nie na pokaz ale wyraźnie dala się dostrzec przez to, ze nigdy nie pozwalał sobie na drugie danie. Starał się powstrzymywać na zupkach a czasami nie zjawiał się na kolacji. Mimo krytyki biskupow dostrzegłem, ze gdy odmawiał mi przyjścia  na kolacje to gdy to zrobił biskup to był mu posłuszny i przychodził, bardziej po to by pogawędzić niż cos jeść.

Miał dwie jawne słabości kulinarne, ktore dostrzegłem ale nie od razu, bo jakby wstydził się o tym przyznać. Dopiero po tygodniu pobytu szeptem poprosil mnie w kąciku tak by nikt nie wiedział i nie słyszał, bym mu kupił wiśnie.

Podobnym tonem pod koniec drugiego tygodnia pobytu wyznał mi, ze lubi gotowana kukurydze. Właśnie wyjeżdżał na weekend do Samarkandy a ja nie zdarzyłem mu kupić tego smakołyku. Gdy dzwoniłem do proboszcza w Samarkandzie w tej sprawie to się nieźle z tego uśmiał.

 

15. Medżugorie

 

Ze zdziwieniem stwierdziłem, ze prałat, ktory nie wypuszcza z rak rożańca jest bardzo sceptyczny względem kultu Maryi zwłaszcza w formach proponowanych w Medżugorie. To było paradoksalne. On na Mszy głosił swoje biblijne egzegezy a po mszy jego przyjaciel Gotfryd opowiadał parafianom swoje świadectwa Medżugorskie. Prałat nie mogł się powstrzymać od slow krytyki ale od razu komentował: “ty moj przyjaciel, rob jak uważasz”.

Na tym i wielu innych przykładach przekonałem się, ze liczne plotki o pysze prałata choć oparte na faktach, były jednak mocno przesadzone.

 

Ks. Jarosław Wiśniewski

Taszkient 27 czerwca 2010

 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com