Pedziwiatr III

 

Polskie Misje

 

Przyjechalem z Taszkientu do Polski 10 marca na dwa tygodnie, by wyglosic 3 serie rekolekcji, bo coraz bardziej lubie to robic. Moje rekolekcje sa zwykle oparte na swiadectwie i przykladach z roznych okolic swiata. Biore ze soba broszurki, ktore dopelniaja opowiesc jako rekolekcyjna lektura. Na ten raz mialem miec procz rekolekcji kilka nostalgicznych spotkan w mojej skrwilenskiej podstawowce, w Zespole Szkol w rodzinnym Rypinie oraz w dwu ogolniakach Brodnickich oraz dwu we Wloclawku. Ten ambitny plan skorygowalo zycie ale tylko na plus.

Ilosc spotkan z mlodzieza miala sie podwoic w trakcie i po rekolekcjach.

W przerwach pomiedzy kazaniami rekolekcyjnymi dobrzy kaplani wozili mnie na lekcje do szkoly katolickiej Franciszka Blachnickiego w Bialymstoku, LO w Sokolce oraz w Zespole Szkol w Kole nad Warta. Pewnej soboty wyrwalem sie rowniez do Tynca po drodze odwiedzajac starych znajomych w Warszawie i w podradomskim Zwoleniu w ojczyznie Kochanowskiego.

Kolezanka z klasy, ktora ujrzala moj grafik podrozy skomentowala to slowami: “to nie byl urlop, ty byles u nas w Polsce na misjach”…

 

1.      Ryga

 

Nie ma z Taszkientu bezposrednich samolotow do Polski. Okolo 5-ciu godzin trwal przelot z Taszkientu do Rygi. Stamtad planowalem autobusami jechac do Polski. W Rydze czekali na mnie dwaj rosli Litwini o jednakowych imionach: Saulius.

Po krotkim wstepie po rosyjsku zapakowali mnie do swej “czarnej bryczki” i powiezli do ojczyzny niespelma 200 km trzeba bylo pokonac, by dotrzec do slynnego miasta Mozejki, gdzie ma swoj oddzial polski Orlen. Dalej slawna Zmudzka Kalwaria, gdzie rok wstepny przed seminarium odbywa pewien “kleryk milioner”. Wspominalem juz o nim w moich poprzednich  opowiesciach. Ma na imie Zydrunas i spedzil w Uzbekistanie ponad 12 lat. Nazbieral fortune handlujac bawelna i tworzac rozne firmy. Porzucil to jednak zaszokowany nawroceniem swej konkubiny. Dziewczyna radykalnie poscila i bedac na granicy fizycznej smierci podjela decyzje o wstapieniu do klasztoru prawoslawnego. Zydrunas 4 lata rozwazal podobny krok. Byl katolikiem wiec szedl inaczej ale w tym samym kierunku.

Jak na moj gust bardzo romantyczna opowiesc. Sa podobne w starozytnych ksiegach. Wystarczy wspomniec egipska historie Taisji i Panfnucego lub panstwa Setton z USA czy Abrikosowych w Rosji. Tym niemniej gdy sie o czyms takim czyta to jedna sprawa a gdy sie ma przyklad przed oczyma to juz zupelnie inna historia.

Zydrunas probowal sil w ferganskiej wspolnocie Franciszkanow Konwentualnych i choc w calosci zaliczyl postulat, to jednak podjal decyzje by powrocic w rodzinne strony i pojsc droga ksiedza diecezjalnego. Na egzaminach wstepnych w Szawlach napotkal sporo trudnosci. Wiele osob radzilo mu by powrocil na droge biznesu i wspieral z lepszym skutkiem kosciol na misjach. Chlopak byl nieublagany. Spotkalem go po 9-ciu miesiacach we wspanialej formie.

Gdy sie dowiedzial, ze bede w Rydze i mam chec go spotkac zalatwil mi dwu taksowkarzy i odebral z lotniska. Spisal sie jak na biznesmena przystalo. W Seminarium mozna korzystac z telefonow komorkowych i nawet z internetu. Choc Kalwaria to mala wioska ale cywilizacja tu dotarla. W starym dominikanskim kosciele rzucilo mi sie w oczy po pierwsze: wielka ilosc stacji drogi krzyzowej…okolo 30 jak w Kalwarii Zebrzydowskiej z ta roznica, ze tam 33 kaplice w terenie a tu 30 stacji wewnatrz swiatyni. Po drugie mimo mrozu na zewnatrz w srodku kosciola bardzo cieplo. Zydrunas pokazal mi aparature przywieziona z Polski, ktora ogrzewala swiatynie termalnymi wodami. Co do kaplic, owszem one tez sa na podworzu i na polach ale snieg i brak czasu sprawily, ze od razu pojechalismy do sasiedniego miasteczka na skromny obiadek. Zauwazylem juz dawno, ze nasz Zydrunas, to dusza towarzystwa, cos podobnego do naszego Zagloby i rowniez tutaj wszystkich juz zna.

Bardzo na mnie narzekal, ze nie zamawiam sobie wielu dan. Cos tam zamowil dla siebie i czekajac na danie bezwiednie wyciagnal z kieszeni suszone kostki chleba. Wydalo sie, ze tak naprawde i on rowniez posci. Byl wyraznie zmieszany gdy pojal, ze sie wydal jego sekret.

Posiedzielismy gawedzac serdecznie jak malo ktory Litwin z Polakiem potrafi dobra  godzinke…potem kleryk wrocil autobusem do siebie a ja rowniez autobusem jechalem do Wilna kolejne 6 godzin.

Dwaj koledzy Zydrunasa w miedzyczasie pozegnali sie, bo mieli pilne sprawy w Klajpedzie. Szkoda, tak bylo milo wsluchiwac sie w spiewna litewska mowe.

Zydrunas bez skrepowania i tradycyjnych litewskich  kompleksow ze mna obcowal po rosyjsku.

 

2.      Ostra Brama

 

Ciekawostka bylo dla mnie, ze kiedy przelozylem polska karte sim-plus na miejsce uzbeckiej juz na Lotwie mimo braku rowmingu automatycznie wlaczyla mi sie jakas lotewska siec. Moglem  wiec w samochodzie wysylac do Polski sms-ki. Powiadomilem tez biskupa Jerzego w Taszkiencie, ze dotarlem szczesliwie. Poprosil bym obowiazkowo odwiedzil Ostra Brame i pomodlil sie za nasz Uzbekistan. Wykonalem to polecenie sumiennie jak przystalo na wilensko-bialostockiego ksiedza. W odleglosci 500 metrow przed kaplica korzystajac ze sliskiego sniegu lecialem na kolanach z gorki na pazurki od strony dworca kolejowego. Moje wzruszenie bylo bezgraniczne i zaden przechodzien mnie nie zaczepial. Byla godzina 21.00 gdy sie doczolgalem do miejsca przeznaczenia. W kaciku  Ostrej Bramy lezaly kartony, ktore bezdomni sobie przygotowali na noclegg. Wstalem z kolan i zniecierpliwiony pobieglem w strone sw. Kazimierza. Zatrzymalem sie tylko kolo bazylianskiego klasztoru i celi Konrada, by sprawdzic czy rzeczywiscie wladze “tutejsze” z klasztoru uczynily Hotel. Tak bylo niestety. Dobrze, ze choc swiatynie oszczedzili, cala obdrapana czeka na remont ale tabliczka wskazywala na to, ze jednak modla sie tutaj miejscowi Ukraincy.

 

3.      Dwa olsztynskie koscioly

 

Autobus jechal przez Kowno do Gdanska wiec o 5-tej nad ranem bylem juz w Olsztynie. Nic nie pamietam co bylo po drodze, przespalem granice i wiele ladnych miast. Mroz byl trzaskajacy mimo, ze to juz 10-ty marca i gdy wyjezdzalem z Taszkientu byla piekna wiosna. Obudziwszy sie dostrzeglem kolejna ukrainska swiatynie , ktora ku memu zdumieniu wyrosla na podworcu Dworca Kolejowego.

Musze przyznac, ze robi to wrazenie. Pomimo chlodu poszedlem w te okolice i dostrzeglem jeszcze jedna filigranowa swiatynie tym razem Franciszkanow Konwentualnych. Na drzwiach bylo zaproszenie na rekolekcje Wielkopostne, zrobilo mi sie na sercu cieplo. “Cala Polska tym zyje”, pomyslalem sobie i poszedlem ogladac podworzec unickiej swiatyni. Na frontonie slowianski napis i wizerunki dwu swiatyn lwowskiej katedry i przemyskiej. Ukraincy wciaz poszukuja swojej tozsamosci i niepodleglosc, ktora zesmy tracili wiele razy oni zdobywali zawsze na czas krotki wiec nadal ja chronia bardziej w sercach i swiatyniach niz w realnej polityce.

 

4.      Dwie kolezanki z Brodnicy

 

Godzinka postoju w Olsztynie uplynela mi szybko.

Gdy powrocilem na dworzec juz czekal pociag do Poznania, ktorym mialem dotrzec do Jablonowa Pomorskiego a stamtad do Brodnicy.

Siedzac w pociagu dalej rozsylalem sms-y po kraju, by ustalic spotkania jakie mialy sie odbyc.

Pewien kuzyn czekal na dworcu brodnickim i zabral mnie szybciutko do Rypina. Pedzilismy na urwanie karku wiec zdazylismy jeszcze wpasc na kubek mleka. O wpol do 10-tej wpadlem do kuzynki Mileny szybciutko w drzwiach sie przywitac i mimo, ze z katecheta jej sasiadem rozminalem sie w drodze to jednak juz po chwili bylem na lekcjach w Zespole Szkol numer 2.

Kuzyn Slawek towarzyszyl mi na tych wykladach czym dodal odwagi. Zalatwila je znajoma katechetka Ania ze Skrwilna i jej siostra Agnieszka. Spedzilem tam chyba 3 godziny u katechety Jurka i poszedlem odsapnac przed wieczornym wykladem w Brodnicy.

W miedzyczasie wedle obietnicy nadszedl transport ksiazek z Tynca.

Wszystko jak w szwajcarskim zegarku.

Jedna kolezanka Mariola, ktora jest wicedyrektorem w III LO zorganizowala tego dnia po poludniu kameralne spotkanko z pewna klasa na okolo 40-ci osob. Uczniowie czytali fragmenty moich wspomnien z czasow brodnickich. Ja potem pokazalem film, wycinki z roznych parafii w Rosji opraz pewne kadry z Taszkientu.

Moja debiutancka ksiazeczka ze wspomnieniami dzieciaki z Brodnicy otrzymaly jako pierwsi.

Treme mialem wielka wiec zaczalem odwiedziny od toalety.

Troszke to zdziwilo moje kolezanki, bo im sie zdawalo, ze kaznodzieja z takim stazem powinien sobie swietnie radzic, tym niemniej. Spotkanie trwalo bite 2 godziny. Po spotkaniu jeszcze 2 godziny z Mariola, Gabrysia Suchenska oraz rodzinka kuzynki, ktora mnie tu przywiozla.

Maluchy, ktorych wizerunek widnial na odwrocie ksiazki zaczynaly marudzic wiec trzeba bylo wracac.

Potem zabral mnie do siebie professor Janusz Szyszko, prywatnie hrabia Bohusz z okolic bialoruskich Mior, ktorego tatusia zamordowali sowieci w Taszkiencie. Przyjmowal po hrabiowsku, bo niedawno zostal rehabilitowany i otrzymal zadoscuczynienie za utracony majatek przodkow.

Kolejna kolezanka Malgosia, ktora obecnie pracuje w LO Rypin, przyjechala po mnie z mezem z Rypina. Zabrala na chwilke do domu, by przedstawic dwu synow i gdy odwiozla na nocleg, bylo juz daleko po polnocy. Tylko patrzac jak rosna dzieci moich przyjaciol z ogolniaka i sa juz w wieku licealnym pojmuje jak wiele uplynelo czasu od naszych ostatnich spotkan.

Cale pokolenie wydoroslalo a ja wciaz biegam po swiecie jak ten urwis z ogolniaka…

“Misje odmladzaja” pomyslalem sobie po chwili, “nie widzi czlowiek jak ucieka czas”.

Tak minal mi pierwszy dzien w ojczyznie. Wszystkie kolejne tak rozne w szczegolach byly podobne pod wzgledem tresci i ogromu emocji.

 

5.      Skrwilno

 

Do rodzinnej wioski dotarlem o swicie pierwszym autobusem. Mialem pol godziny do Mszy swietej wiec sobie pospacerowalem po podworcu i poszedlem sie zglosic wikariuszowi. Omowilismy wstepnie, ze razem po Mszy pojedziemy do szkoly. Z Proboszczem o malowniczym imieniu i nazwisku Wladyslaw Jagiello, umowilem sie, ze odwiedze go wieczorem, gdy wroci ze spotkania dziekanow jakie mialo miec miejsce tego dnia w Plocku.

6 lekcji odbylem w swej drugiej szkole (pierwsze trzy klasy uczylem sie w mazowieckim Zieluniu pod Mlawa)…bylo niezle.

Mialem zarowno klasy gimnazjalne jak i maluchow z trzeciej i czwartej klasy. Katechetki wspieraly mnie calym sercem. Najwiecej pracy miala pani Malgosia, ktora kilkakroc jezdzila na plebanie, by dowiezc kolejne partie ksiazek dla chetnych sposrod dzieci, nauczyciel, sprzataczek i kucharek. Zaangazowal sie rowniez sceptyczny na poczatku ksiadz Jacek wikary.

Nauczyciele jak mi sie zdalo choc sie witali w przelocie to jednak byli jacys nieufni.

Odnalazlem w ich gronie nawet Krzyska Jezewskiego kolege z jednego pokoju w brodnickim ogolniaku.

Po szkole odnioslem swa broszurke wujtowi i jego wspolpracownikom. Potem odwiedzilem domy kolegow kaplanow (obszedlem 4 kobiety ich mamy), odwiedzilem 2 domy nauczycieli w tym rowniez swego wychowawce i pojechalem do krewnych w Okalewie.

Nastepnego dnia z rana mialem znow byc w Brodnicy i w Rypinie.

Przypomnialy mi sie te czasy kiedy to po deportacji z Rosji przez caly semester tylko tym sie zajmowalem, ze odwiedzalem rozne szkoly opowiadajac o misjach.

Spotkanie w Brodnicy drugie z rzedu w I LO tym razem, czyli w tym gdzie sie uczylem przed laty wypadlo wysmienicie. Podobnie jak w Skrwilnie zjawilem sie z godzinnym wyprzedzeniem. Mialem czas by powalczyc z trema. Ulatwili mi zadanie nauczyciele, ktorzy serdecznie rozmawiali ze mna. Pani Tojek-Gesicka, moja wychowawczyni a dzis  zona starosty zaprosila nawet do odwiedzin na Karbowie u siebie w domu. Bylismy jej pierwsza klasa w karierze zawodowej wiec ona nas dobrze kojarzy a ja sie tylko spytalem spontanicznie: “dlaczego juz w dzinsach nie chodzi???” . “Nie ten wiek powiedziala”, choc dla mnie wydala sie jak zawsze ta sama i mloda. Mysle, ze kiedys z zaproszenia skorzystam.

Spotkalem tez profesorke od historii, ktora byla na moich prymicjach i sympatyzowala mi zawsze. Jej maz byl maszym wuefista, oboje byli wtedy bardzo mlodzi.

Odziana byla w czarny kolor, bo wlasnie ktos z jej bliskich zmarl.

Podobnie jak pani Gesicka niewiele sie zmienila w moim odbiorze.

Bylem na tym spotkaniu szczery do bolu. Mlodziez chyba to docenila…

Poczulem wszystkimi genami te 3 lata spedzone w tej Alma Mater.

Mialem podobne odczucia jak na prymicjach. Dzieciaki po spotkaniu rzucily sie na mnie by dostac autograf a ja sie dusilem z braku powietrza…

Pan hrabia, ktory zajal sie transportem ksiazek zaofiarowal sie, ze odwiezie mnie do Rypina. Podziekowalem grzecznie, bo juz czekal na mnie kolejny kuzyn Marek z samochode. Oderwal sie od waznych zajec ale poswiecil mi sporo czasu, bo nawet wskoczylismy na kawe do rypinskich Marianek, by ponownie zobaczyc jego brata Slawka...

Jak nigdy wczesniej mialem okazje odczuc solidarnosc bliskiej rodziny.

 

6.      Brzuze – Zale – Piskorczyn

 

Kuzynka Milena z mezem Januszem i z dziecmi: Olcia i Lukaszkiem kolejny raz pomogli mi sie przemieszczac po kraju. W pol drogi do Chojnic mial mnie od nich przejac najmlodszy brat Piotr  z Plocka. Mowa byla o Toruniu, lecz nagle przezylem taki atak nostalgii, ze nie powstrzymalem sie od prosby, by mi pokazali Zale, Radzynek i Piskorczyn. To znana mi tylko ze slyszenia gmina Brzuze rodzinne strony kuzynki. Nigdy bym nie przypuszczal, ze te krete asfaltowe uliczki podobne do okolic Bad Munstereifel pod Kolonia tak bardzo mnie wzrusza. Owszem Obory i Chrostkowo maja te same polodowcowe krajobrazy ale to dopelnienie w polmroku marcowego dnia podzialalo na mnie jak eliksir mlodosci. Poprosilem o jeszcze. Dojechalismy do Chojna i Lubianek przez zagadkowe Somsiory. Brat w miedzyczasie zadzwonil, ze jest juz w Lipnie wiec poprosilem by zajechal do klasztoru w Oborach. Tradycyjnie nabralismy wody w zrodelku proroka Eliasza.

Poswiecilem samochod kuzynki. W kosciele w tym czasie trwala droga krzyzowa.

Dobra sceneria i najlepsze miejsce do pozegnania i do powitan.

Dalej podrozowalem z bratem do siostry i do rodzicow…

 

7.      Chojnice

 

Siostra Malgorzata czekala z rodzina do dziesiatej wieczor. Zjedlismy wspolnie kolacje i gawedzilismy do polnocy. Rano podpisywalem ksiazki dla rodzenstwa a oni narzekali, ze zbyt duzo o nich napisalem, ze nie bedzie mozna takiej ksiazki pokazac znajomym w pracy, ze sie z tego smiac beda… Tym niemniej spotkanie wyszlo cudowne. Ekspresem odbylem spotkanie ze swoim imiennikiem ksiedzem Jarkiem z chojnickiego LO, ktory akurat uczestniczyl w charyzmatycznych rekoloekcjach w hali obok cmentarza, prosto stamtad udalismy sie na grob naszych rodzicow.

Gdysmy jechali znow padal snieg jak poprzedniego roku. Pomyslalem, ze jestem pechowy. Brat Piotr, ktory mieszka pod Plockiem poustalal tak sprawy, by moc mnie dowiezc do samego Bialegostoku na rekolekcje. Widzac co sie dzieje jednak sprawdzilem polaczenia kolejowe i nazajutrz po odwiedzinach na grobie rodzicow machnelismy z powrotem do Torunia.

Tam tez czekalo mnie kilka nostalgicznych spotkan

 

8.      Baj Pomorski

 

Kolega Jacek Pysiak znany mi z pielgrzymek plockich a dzisiaj actor, odebral mnie obok duzego supermarketu i  pokazal swoj torunski teatr lalkowy. Pokazal droge do centrum i udal sie na dworzec, by mi kupic bilet. Ja tymczasem obok katedry w poradni rodzinnej pilem herbate z Majka, kolejna kolezanka z brodnickiej klasy, ktorej nie widzialem od czasow seminaryjnych.

Dobrze sie zakonserwowala ale blada i chuda jak mumia…

Nie wiem czy ja ucieszy taki complement na odleglosc. Potem widzialem sie z siostra mamy, z jej corka i szwagrem. Babcia trzyma sie dzielnie choc wkrotce stuknie osiemdziesiatka. Miala operowana katarakte i chodzi z laseczka, bardzo jej tak do twarzy. Maz kuzynki zawiozl mnie na dworzec. Nie nudzilem sie wiec ani przez chwilke. W pociagu mialem za towarzyszy kilkoro studentow w tym pewna Koreanke. W Warszawie wypilem kawe z inna znajoma z internetu. Podarowala mi broszurke pewnego Jezuity pomocna w prowadzeniu i przezywaniu chwil trudnych. To byla lektura na czasie. Nagle dostalem takiego krecka w glowie, ze nie wiedzialem o czym i jak rozmawiac z ta nowa znajoma. Bylo mi przykro, ze nie potrafie z siebie wydusic slowa. To byl chyba zal, ze tak szybko uciekaja mi sprzed oblicza przyjazne twarze i ze sie pograzam w jakis tunnel z tysiacem niewiadomych. Tym niemniej grafik byl nieublagany, trzeba bylo jechac dalej. W pociagu napotkalem chlopca z mojego torunskiego przedzialu. Ten mi sie przyjaznie usmiechnal, zdja buty i polozyl wygodnie na siedzeniu. Ja czytalem broszurke i dalej slalem sms-y. Bez nich lwia czesc moich prz\edziwnych spotkan w przelocie bylaby wogole niemozliwa. Byl czas, ze sie nabijalem z tzw. “komorkowcow” a teraz sam widze, ze bez telefonu nie potrafilbym w takich sytuacjach funkcjonowac.

O polnocy zameldowalem sie w bialostockiej parafii pod wezwaniem blogoslawionej Boleslawy, w ktorej mialem spedzic 6 dni na dwu seriach rekolekcji, najpierw dla doroslych, potem dla dzieci…

 

9.      Imieniny Biskupa

 

W mowieniu do doroslych mam wprawe ale proboszcz zyczliwy mi nad wyraz ksiadz Jacek mial ze mna klopot, bo caly czas mowilem zbyt cicho i najlepsze mikrofony nie potrafily mi pomoc. Ponadto kazania byly zbyt dlugie wiec bylo ryzyko, ze jakies nabozenstwo rozpocznie sie o niewlasciwym czasie.

Wiele domownikow na plebanii juz znalem. Proboszcz to moj opiekun z seminarium, jeden z wikariuszy to rodzony brat misjonarza z Gruzji. Organistka z oazy super sympatyczna. Spotkalem ja nazajutrz z rana jak idzie do kosciola z ksiazka w rekach niemal sie potykajac. Podobny zwyczaj I ja mialem w dziecinstwie. Jedna z kucharek, pani Danusia nosila moje nazwisko, zakrystianin pan Jozef okazal sie byc kujawiakiem.

Tak powolutku zapoznawalem parafie. W polowie rekolekcji zapoznalem tez miejscowa dentystke, ktora zamienila mi dwie plomby i zlikwidowala mi kamiez z zebow…

Gdy pytalem o cene uslugi, uronila szczera lze proszac bym sie pomodlil za jej trzecie malutkie dzieciatko. Takich szczerych matczynych lez nie widzialem dawno.

Kazda wolna chwila to byly przejazdzki do roznych kolegow na pogawedki…

Najlepsza przejazdzka to wyjazd do Czarnej Bialostockiej gdzie sie udalo spotac z mlodzieza gimnazjum i z podstawowki. Nie zabralo to wiele czasu ale bylo wysmienite. Mialem z tego powodu duzo radosci…Po raz pierwszy obejrzalem sobie kosciol Jezusa Milosiernego przerobiony z kotlowni, ktora stala w samym centrum miasta i wiele lat szpecila centrum.

Kulminacja bylo spotkanie z Metropolita, ktory wlasnie swietowal imieniny czyli sw. Edwarda.

Wielu mial dostojnych gosci. Wsrod nich Marszalek i prezydent miasta, byl tez przedstawiciel marszalka Putry, o ktorym metropolita sie wyrazil, ze ma piekna przyszlosc.

Stol byl szwedzki i gosci wielu. Mialem wiec okazje ujrzec najdostojniejsze osoby i wielu bialostockich proboszczow. Przed wizyta uzgodnilem z arcybiskupem, ze zjawie sie w “stroju ludowym”. Przyjechalem wiec w kwadratowej uzbeckiej czapce z tektury tzw. tiubetejce i w wyszywanym zlotymi nicmi czarnym chalacie. To wzbudzilo niezla sensacje.

Uzbeckie stroje sa niezwykle wiec na tle purpurowych pelerynek pralackich prezentowac sie musialem niemniej okazale.

Mysle, ze wiekszosc mi to wybaczyla, bo wiadomo zem original, niektorzy byc moze mieli mi za zle to nagle pojawienie sie w tak dostojnym gronie.

 

10.  Kolega Zbyszek – pogrzeb ojca

 

Po drugiej serii rekolekcji dla dzieci udalem sie do stolicy, by w przelocie zobaczyc kolege z ogolniaka. To juz kolejna okazja do wspomnien. Kolega pracuje w rzadzie Donalda Tuska i ma ponoc niezla opinie. To juz mowiono mi w Brodnicy. Odebral mnie z dworca centralnego i tremowal sie podobnie jak ja na tyle, ze pol godziny nie moglismy odszukac trasy WZ. Wyskoczylismy az na Prage przy katedrze sw., Floriana i powtornie przebijalismy sie przez starowke. Takiej wysmienitej wycieczki sam bym nie wymyslil. Latami nie widzialem tych miejsc.

Jego rzadowa dacza miesci sie gdzies za Studziankami czyli w poblizu kosciola pijarow.

Posiedzielismy z godzinke. Zbyszek zdarzyl mi opowiedziec jak ze zwyklego dyrektora wiejskiej szkoly trafil do polityki. Objasnil to w sposob eschatologiczny. Takiego kazania nie slyszalem dawno. Zbyszek jest swiecie przekonany, ze to tatus na wlasnym pogrzebie wymodlil synowi start na salony. Niespodzianie na pogrzebie ojca – kowala oprocz tlumow wioskowych ludzi zjawil sie kolega z PSL i rodak(spod Plocka), dobrze wtedy znana w kraju postac – Waldemar Pawlak. Miejscowy establishment dowiedziawszy sie o tym zaczal Zbyszka windowac bez jego specjalnych staran. Poczta pantoflowa okrzyknieto Zbyszka protegowanym premiera i od tej pory nie znika on z polityki.

Zbyszek od swych corek, ktore ucza sie w naszym brodnickim LO juz otrzymal broszurke i dobre recenzje. Mial zal, ze malo napisalem o naszych dziejach ale dziekowal, ze wspomnialem o nim ukazujac w dobrym swietle.

O polnocy zadzwonil znany mi z Ukrainy student i prosil bym wyszedl na podworko, bo “rodzice czekaja w Zwoleniu”.

Owszem nie byla to niespodzianka. Tak bylo ustalone. O 2-giej w nocy bylem w ojczyznie Kochanowskiego a raniutko z rodzicami studenta jechalismy do Krakowa.

Podroz zaczela sie niefortunnie. Jakis mlodzieniec stuknal nasz samochod w zderzak i mocno sie potlukl. Trzeba bylo wzywac milicje i ponad godzine spisywano ten wypadek. Wykorzystalismy ten czas na odwiedziny parafii i kosciola oraz nagrobka pana Jana z Czarnolasu…

 

11.  Tyniec

 

Tyniec byl urzekajacy. Trafilem do niego w ostatni dzien zimy ale czulo sie juz wiosne.

Bylem tutaj po raz pierwszy i porownywalem z Wawelem, potem jednak przypomnial mi sie palac biskupow bawarskich we Freisingu i zrozumialem jak piekna jest Polska, ze smialo mozna porownywac wiele miejsc do podobnych zakatkow w calej Europie.

Przyjechalem na chwilke podziekowac urzekajacej parze pracownikow wydawnictwa Jankowi i Agnieszce. Nie dane mi bylo spotkac bialostocznina o. Artura, ktory tam proboszczuje ani przeora, ktory dal imprimatur mojej ksiazce.

Byc moze to jeszcze sie kiedys dokona, tymczasem cieszylem sie ze spotkania z ludzmi, ktorzy mi szczerze od lat kibicuja.

 

12.  Antonina Piwowarczyk – Lagiewniki

 

Na spotkaniu w Tyncu byla rowniez pani Antonina. Inna osoba znana z internetu. Prosila kiedys o modlitwe i mysmy w Uzbekistanie w parafii Milosierdzia Bozego wypraszali dla niej potrzebne laski. Okazalo sie, ze skutecznie. Ta pani zamowila obraz, ktory przedstawial siostre Faustyne i ksiedza Sopock ea w centrum obraz Jezusa Milosiernego i sylwetki Ostrej Bramy oraz Lagiewnik. Bardzo udana kompozycja.

Moi przyjeciele ze Zwolenia tez pierwszy raz byli w Tyncu. Obejrzeli sobie caly kompleks podczas gdy ja pilem kawe w wydawnictwie.

Przelotne to bylo spotkanie ale bardzo potrzebne.

Da Bog bedzie takich spotkan wiecej.

 

13.  Jurowce

 

Moje ostatnie rekolekcje to swego rodzaju powrot do korzeni. Ksiadz Jurek kolega z nizszego o rok kursu zawsze mi kibicowal i sprzyjal zarowno w latach kleryckich jak rowniez po swieceniach. Najwyrazniej to odczulem po wyrzuceniu z Rosji. W trakcie pobytu w Czarnej Bialostockiej ksiadz Jurek jako nowoupieczony proboszcz w sasiedztwie byl jednym z niewielu kto sie ciekawol moim losem i majac samochod bral mnie na rozne wycieczki bym sie przewietrzyl z oslupienia.

To on mnie zapoznal z charyzmatykami.

Oni zas ufundowali mi notebooka, na ktorym przez 5 lat pobytu na Ukrainie i w Chinach napisalem kilka ksiazek. Parafia w Jurowcach niewielka. Nie mialem okazji sie zmeczyc. W wolnych chwilach odwiedzalismy wspolnych znajomych. Wazne byly dla mnie odwiedziny w kurii w Grabowce i na Ciolkowskiego. Ekspresem zalatwilismy sprawe adwentowych rekolekcji dla innego “kolegi Uzbeka” i wielkopostnych dla mnie na rok nastepny…

W Grabowce podobno zamordowano kilkanascie tysiecy niewinnych ludzi w czasach sowieckich. Z lewej strony od oltarza widnieje replica obrazu MB Katynskiej obejmujacej cialo rozstrzelanego zolnierza.

 

14.  Sokolka

 

Z Jurowiec rowniez dotarlem z kolega Krzyskiem do slawnej dzis na cala Polske Sokolki.

Tam powtorzylo sie wszystko to co przezylem w Brodnicy. Widzac na Sali gimnastycznej grupe okoplo 400 uczniow wystraszylem sie niezle, bo w zaden sposob nie udawalo sie ich uciszyc. Tym niemniej odczekalem cierpliwie 5 minut i zaczalem swoj ulubiony hymn po koreansku.

Ariran jak widze bardzo podoba sie Polakom. Jest bardzo podniosly.

W Korei jest nawet kanal telewizyjny o nazwie ARIRAN.

Przywolalem publicznosc do solidarnosci starym rzymskim porzekadlem NIL HERCULES CONTRA PLURES, czyli “sila zlego na jednego”. OPbiecalem, ze spotkanie bedzie trwac nie wiecej niz 30 minut i na pozegnanie opowiedzielam jako kwintensencje Uzbekistanu przygode jaka mialem w taszkienckim meczecie.

Gdy probowalem pozostac na wieczornej modlitwie miejscowy mulla zapytal mnie rzeczowo:

“Czy umyles tylek?”. Ten starzec nie podejrzewal nawet, jak bardzo mnie rozbawil i jak wiele zartow na ten temat bedzie w Polsce. W rzeczy samej muzulmanie modla sie rzedami i jest taka chwila gdy wsrod recytowania sur wszyscy padaja na twarz wypinajac siedzenie na nastepne rzedy wiernych jakby szykujac swoje przemodlone siedzenia do pachnacego wystrzalu.

Okolice Sokolki to teren gdzie tradycyjnie mieszkaja Tatarzy polscy.

Mam nadzieje, ze nikogo tym zartem nie urazilem, tym bardziej ze to zdarzenie autentyczne.

Sam sie dziwie, ze nigdy wczesniej nie skojarzylem sobie, ze zydowski obyczaj rytualnych ablucji trafil do islamu i objal tak dokladnie wszystkie “pachnace” czesci ciala ludzi udajacych sie na modlitwe.

 

15.  Dabrowa

 

W Sokolce ksiadz wikary opowiedzial mi wiele szczegolow “cudu eucharystycznego”. Moglem to skonfrontowac z tym co juz wczesniej slyszalem od Metropolity i kanclerza kurii.

Owszem wszyscy sa gleboko przekonani, ze zdarzenie jest autentycznej i dla naszej poboznosci potrzebne. Podkresla sie jednak, ze ta niezwykla hostia jest taka sama jak wszystkie inne i godna takiej samej czci a dziennikarze dostali psztyczka w noc, bo na plebanie, gdzie chroniona jest cudowna hostia dopuszczani sa tylko kaplani.

Prawde powiedziawszy to piekny gest dla nas na “rok kaplanski”.

Dalej odwiedzilem Dabrowe. Miejsce gdzie wykazal sie wielka pokora ksiadz Fordon pozniejszy wspolbrat Maksymiliana w grodzinskim klasztorze Franciszkanow Konwentualnych.

Po to by uzyskac zatwierdzenie planu budowy kosciola Sluga Bozy swego czasu odwiedzil Prawoslawnego kaplana, ktory tym planom sie sprzeciwial. Padl mu do nog i ucalowal. To zrobilo wielkie wrazenie i zgoda na kosciol zostala wydana. Takie byly niegdys czasy w Polsce. W Rosji pozwolenia na budowe kosciolow nadal zdobywa sie w sposob podobny. Moze dlatego sie mowi, ze Rosja uswieca misjonarzy. Jedno co napewno czlowiek sie tam uczy to bezgraniczna pokora wobec Boga i ludzi.

Siedzac za stolem posrod kaplanow, ktorzy tez przezywali rekolekcje wspomnialem ten fakt totez ksiadz Fordon wielki syn tej ziemii na tym spotkaniu znowu zaistnial.

Nawiasem mowiac Dabrowa przed wojna nazywana byla Grodzienska, bo jak sie wejdzie na wieze kosciola to widac z niej nie tylko Rozanystok ale tez wieze grodzienskiej katedry.

 

16.  Okopy

 

Dalej byl przystanek w Okopach u mamy ksiedza Jurka Popieluszko. Wlasnie przezyla operacje na katarakte wiec widzi dobrze. Wreczylem jej swoja debiutancka broszurke i prosilem by sie modlila za misje. Spotkanie bylo bardzo szybkie ale przez chwile odczulem tradycyjnie te serdecznosc I prostote, bez ktorej trudno funkcjonowac. Dla mnie ten moment spotkania to tez byly “rekolekcje w drodze”.

 

17.  Dolistowo

 

Czasu bylo malo ale kierowca dobry wiec w mojej pierwszej parafii odwiedzilem az trzy wioski. W Zabielu spotkalem soltysa i na jego rece zlozylem mieszkancom pozdrowienia. Potem zlozylem uszanowanie u Proboszcza i polecialem na tzw. Swiete Miejsce. W 1884 roku byly w Dolistowie Objawienia Matki Bozej. Dzieciom Matka Boza obiecywala, ze na tym miejscu bedzie piekny klasztor, poki co jest niewielka kaplica polowa, studnia z woda zrodlana i sporo choinek. Ludzi tu sie zbiera moc na wszystkie swieta maryjne.

Ostatni przystanek byl we Wroceniu u dawnej dyrektorki szkoly, ktora tez miala ode mnie pozdrowic cala wioske.

 

18.  Zambrow Plock

 

To byl ostatni dzien rekolekcji w Jurowcach.

Kazdego dnia bylo sporo ludzi na spotkaniach i ksieza pozostali zadowoleni. Czulo sie dobra atmosfere rowniez po kazaniach na kolacjach. Proboszcz kazdy raz zapraszal po kilkoro osob wiec proc kaplanow byli tez swieccy i czuli sie swietnie. Ten dar zbratania byl bardzo ujmujacy.

Zwrocilem uwage proboszcza na to, ze taki zwyczaj mial rowniez papiez kazdego dnia jadal sniadanie z jakimis nowymi, ciekawymi ludzmi…

Nie chcialo sie wyjezdzac. Zamiast o siodmej wieczor wystartowalem w porze apelu jasnogorskiego. Odwiozl mnie Rysiek Krutul kolega z seminarium dzis katecheta. Czlowiek, ktorego rysy twarzy oddaja wiernie twarz ksiedza Jurka Popieluszki, mozna robic portrety. Zreszta jak mysle jego zachowanie jako swieckiego animatora misji tez jest wierna kopia idealow ksiedza Jurka. Wiele zawdzieczam temu dobremu czlowiekowi i otwarcie o tym mowie.

Z Ryskiem dojechalismy do Zambrowa i tam o godzinie dzieisatej wieczor odebral mnie po raz drugi w trakcie tego pobytu najmlodszy brat Piotr.

Gawedzilismy sobie w drodze lapiac kazda minutke spotkania.

Krotko po polnocy bylismy w Plocku.

Opuszczalem to miasto biskupie u podnoza katedry o godzinie pol do 7-mej rano.

 

19.  Tama

 

Za godzinke bylismy juz na tamie.

Moim kolejnym kierowca byl Radek z Pabianic, syn mej klasowej kolezanki z Wloclawka.

Wczesniej sie umowilismy na wspolna podroz i wypadlo swietnie. Juz dawno nie odwiedzalem tego miejsca. Prawde powiedziawszy od Stanu Wojennego nie mialem takiej okazji.

Bywalem tu gdy nikt w Polsce nie wiazal tamy z zadnym waznym zdarzeniem, a tymczasem to miejsce uswiecila krew meczennika i stalo sie drogie wszystkim Polakom.

Niezwykly stoi tam krzyz metalowy wylozony zielonkawego koloru szklem…

Niedaleko tamy powstaje parafia MB Fatimskiej, gdzie nowy swiety ma byc czczony.

Intrygujace dla mnie bylo to, ze w przeddzien trzymalem w dloniach dlonie mamy ksiedza Jurka a teraz obejmowalem porecz Tamy, na ktorej on tonal…

Za piec osma bylem u wrot III Liceum Marii Konopnickiej na wislanych bulwarach.

Moja kolezanka miala treme wieksza niz ja i musialem ja przekonywac, ze nikt jej nie pogryzie w starej budzie.

Pikanterii dodawal fakt, ze spotkanie mialo sie odbywac w slynnej klasie od polskiego nr 204.

Mielismy pile pani Pawlowska a na jej miejsce przyszla nasza klasowa kolezanka Emilia Bordon Lewandowska. Niedawno wykalkulowalem, ze to moja daleka kuzynka po kadzieli. W czasach gdysmy robili mature nie przychodzilo mi to na mysl. Dopiero niedawno ustalilem pewne szczegoly i ponad wszelka watpliwosc nasi dziadkowie Lewandowscy zyli w sasiednich wioskach pod Golubiem Dobrzyniem i mogli byc kuzynami. Rodziny wtedy byly wielkie a ja znam jedynie los dwu siostr dziadkowych a wiem ze dziadek mial tez brata. Z 16-cioro rodzenstwa wyzylo tylko 4. Dziadek Emili mogl byc ten czwarty.

Mlodziez odbierala mnie pozytywnie. Byly zaplanowane 3 lekcje.

W pewnym momencie musialem nawet zrezygnowac z jednej lekcji w sasiednim konkurencyjnym Katolickim Ogolniaklu, ktory tez czekal na moja opowiesc.

Wprawiony w Brodnicy i w Sokolce radzilem sobie niezle.

Jak sie potem okazalo byla na ten temat pochlebna wzmianka w gazecie pomorskiej i w internecie.

Emilia zabrala mnie z KLO na obiad a stamtad inna kolezanka Ewka uprzedzona o mojej wizycie razem z mezem Jackiem zawiozla mnie do Kola.

Jestem szczesliwym czlowiekiem w tym sensie, ze praktycznie nie potrzebowalem korzystac z kolei ani z autobusow. Kazdy raz towarzyszyl mi jakis dobry Aniol Stroz, z ktorym podrozujac czulem sie bezpiecznie i moglem przezywac nostalgiczne chwile.

 

20.  Pralat – Krzysztof – Orionistki

 

Ostatnie kazania mialem wyglosic nad Warta u pralata Ogrodowczyka znanego mi z Naszej Klasy. Pralat jest ode mne znacznie starszy tym niemniej bardzo ladnie zareagowal na moje Bozo-Narodzeniowe zyczenia. Zadzwonil do Uzbekistanu, podziekowal i zaprosil do siebie.

On tez uczyl sie we wloclawskim LMK.

Jego zyczliwosc dla mnie nie miala granic. Przygotowal mi piekny pokoik goscinny.

Byla goraca woda tam sie nareszcie dokladnie po trudach podrozy wykapalem.

Nastepnego dnia po dwu mszach porannych z misyjnymi kazaniami, znow sie udalem do szkoly. Zamiast planowanej jednej lekcji zadowolony wikariusz zaprowadzil mnie do 3 innych klas i na ostatniej lekcji mialem juz trzy rozne klasy laczone co bylo jakims niespodzianym podarunkiem.

Szkola nie nalezy do latwych wiec ksiadz Krzysztof nie szczedzil mi pochwal za to, ze nie dalem sobie w kasze dmuchac.

Pytam ja siebie jednak, gdy to wszystko zbieram do kupy: “Czy to jedna ze mna bylo i czy to ja glupi Jarek bylbym w stanie cos takiego sobie wymyslic i zrealizowac gdyby nie pomoc z nieba i morze blogoslawienstw jakie splywaly przez rece swietych i zyczliwych mi osob???”

Rowno o 15.00 mialem kazanie w Domu Opieki Spolecznej u Orionistek.

Potem byly jeszcze dwie Msze wieczorne.

Nocowalem w Lodzi u Mieczyslawy, starszej siostry mego taty i mojej cioci chrzestnej.

 

21.  Lodz

 

Jest na Balutach parafia sw. Antoniego. Moja chrzestna do niej uczeszcza. Ciekawostka jest, ze ksieza w tej parafii wspolnie z ludzmi odmawiaja brewiarz. Tak jakby na mnie czekajac bym sie mogl z nimi wszystkimi zapoznac. Tam mialem ostatnia pozegnalna Msze swieta w Polsce.

 

22.  Okecie

 

Na Okecie wiozl mnie Wojtek Wojnicz. Patriota Lwowiak. Czlowiek, ktory na codzien promuje takie sprawy jak pamiec Katynia czy losow Armii Andersa. Nic dziwnego zesmy sie zapoznali w Taszkiencie na sesji zdjeciowej do filmu o polskich cmentarzach.

To on mnie odwozil w Adwencie na samolot powrotny. Wtedy lecialem do Taszkientu przez Prage. Tym razem przez Okecie do Rygi i dalej do domu…

Tematow do rozmowy nam nie brakowalo.

Ostatnie co zaprzatnelo mi glowe to byly zakupy.

Moi parafianie sa skromni.

Prosza zwykle o lekarstwa(starsi) oraz trampki i pilki(mlodsi).

Lekarstwa juz byly wiec na trasie znalezlismy supermarket gdzie Wojtek kupil dzieciom pilke za 20 zlotych. Zrobil tak, bo ja w Lodzi wszystkie zlotowki zamienilem na dolary.

Przyziemne mysli towarzyszyly mi przy pozegnaniu z ojczyzna, tym niemniej dla duszy wlasnej i wspolbraci co nieco dokonalem. Dlatego wiec zgadzam sie z ta spontaniczna mysla wypowiedziana przez Ulke z Wloclawka:

“to nie byl urlop, ty przyjechales do nas na misje…”

 

Ks. Jarek Wisniewski

Taszkient 29 marca 2010

www.xjarek.net

 

 

 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com