MISJA W KABULU

SIOSTRA PLACYDA

W sobotę 31-go sierpnia w kaplicy siostr Misjonarek Miłości w okolicach metro Buyuk Ypak Yoli, czyli Wielkiego Jedwabnego szlaku na dawnej ulicy Sewastopolskiej w Taszkiencie miała miejsce cicha ceremonia pożegnania kolejnej z siostr. Taszkiencki dom to dom prowincjalny wiec rotacja kadr trwa nieustannie.

Można by rzec, ze ten dom to Kabul. Kto wytrwa choćby do polowy tekstu ten zrozumie sens słowa Kabul, bo to nie tylko nazwa stolicy pewnego państwa, ktore sąsiaduje i od dawna ma relacje z Uzbekistanem i z Taszkientem.

Na mojej pamięci takich pożegnań było już kilka.

Najpierw do Astany odjechała siostra Lilly długoletnia przełożona taszkienckiego domu. Potem do Pakistanu odleciała siostra Irena, następnie do Astany rownież siostra Francja, do Ałmaty siostra Rozario. W międzyczasie opuściły nas tez trzy juniorystki. Do Rzymu na roczną praktykę wyjechała siostra Fatima Clara i Maria Grace. Ze względu na chorobę opuściła placowkę siostra Laeti Cristi. Ruch wiec spory. Na miejsce wszystkich wymienionych siostr dołączały kolejne nowe: Lilian Paul z Kazachstanu, Morette, nowa przełożona Terenia, Xavier Cabrini i wspomniana w tytule siostra Placyda.

Nie ma wątpliwości, ze w zakonie panuje dyscyplina wojskowa i nikt do konkretnej placowki mocno się nie przyzwyczaja. Każda z siostr gotowa jest lada moment spakować niewielki kartonik z rzeczami i wędrować dalej. Czemu więc przeprowadzka siostry Placydy tak bardzo zapadła mi w pamięci, że postanowiłem temu zdarzeniu poświęcić całą opowieść? Myślę, że to wyniknie z tekstu.

Powiem tylko jedno nie trzymając w niepewności. Siostra ta to prawdziwy żołnierz Chrystusa. Choć z niejednego pieca chleb jadła. Pracowała w Polsce w stanie wojennym, dotarła do Armenii krotko po trzęsieniu ziemi, była na Łotwie, w okresie rozpadu ZSRR i wielkiej depresji, to jednak obecnie wybiera się na najprawdziwsza wojnę. Żegnaliśmy ją w przeddzień wylotu do Delhi skąd za parę dni miała się udać do Kabulu objąć placowkę w sercu pogrążonego w nieustannej walce od 1979-go roku Afganistanu.


Szkic historyczny


Afganistan jako sąsiad Persji i Indii przypominać powinien Pakistan.

Pamiętna akcja Talibow polegająca na likwidacji ogromnych postumentow Buddy w afgańskich gorach świadczy, że teren ten znajdował się w obrębie silnych wpływow buddyjskich. Był to tez teren misyjnej aktywności chrześcijan Nestorian, jak cala Środkowa Azja u schyłku pierwszego tysiąclecia. Następnie ulubiona prowincja Wielkich Mogołów i założyciela dynastii spokrewnionej z Tymurydami, księcia i poety Bobura.

Bobur, ktorego bracia wypchnęli z Samarkandy a nawet z rodzinnego Andidżanu udał się na podboj Indii. Owszem na kilka stuleci wraz z nim w te okolice zawitał skutecznie Islam niwelując pamięć o Nestorianach. Ciekawostka jest jednak, ze po swej śmierci Bobur zażyczył sobie, by go pochowano w Kabulu.

Tureckie słowo Kabul oznacza poczekalnia.

Od tamtych czasow aż do dziś o wpływy w Afganistanie walczą miedzy sobą nie tylko wybitni wodzowie Islamu ale tez dwa całkiem polarne wobec siebie i wrogo nastawione reżymy Europy: imperium Brytyjskie i Rosja. Ostatnio do walki o wpływy dołączyły się wojska NATO reprezentujące interesy USA.

Co takiego niezwykłego w sobie ma na poł pustynny i niesamowicie biedny Afganistan, ze przyciąga uwagę całego świata. Dlaczego tyle krwi bez przerwy przelewa się w Afganistanie, dlaczego nawet polskie wojska się tutaj znalazły. Po co do Kabulu jedzie siostra Placyda.


11 września 2001


Słowo Afganistan nabrało magicznego wręcz znaczenia w przeddzień moskiewskiej olimpiady w 1979-m roku. Wraz z wkroczeniem sowieckich wojsk do Kabulu zakończyła się pewna legenda. Owszem sowieckie czołgi bywały już w Budapeszcie i w Pradze. Wtedy jednak sowieckie imperium nie było tak mocno zaangażowane w pokojowa retorykę i nie dbało o to co powie o nim świat. W czasach Leonida Breżniewa po wspolnym przelocie Sojuza i Apollo w przeddzień olimpiady Rosji zależało na ukazaniu nowego oblicza światu. Mowiło się, że to gołąbek pokoju podczas gdy Amerykanie nie przestawali walczyć to w Korei to w Wietnamie z reguły przegrywając. Teraz wszystkie karty były w rekach Ameryki. Tzw. “wolny świat” nie pojechał do Moskwy na olimpiadę, sowieckie wojska po 10 latach bezpłodnych wysiłkow musiały się nareszcie wycofać pozostawiając ślad w świadomości całego pokolenia swych obywateli. Tzw. “Afgan” czy “Afganiec” to twardy typ w rosyjskiej i nie tylko rosyjskiej armii. To cale pokolenie żołnierzy zaangażowanych w politykę, biznes i w afery kryminalne. Afganistan, pobyt w tym kraju przemienił w tej samej mierze co i Czarnobyl świadomość sowieckich ludzi. To był początek końca sowieckiego imperium. Niektorzy wrożą podobny koniec zaangażowanej w konflikt Ameryce. To właśnie Amerykanie pragnąc wesprzeć walczących z wojskami sowieckimi fanatycznych powstańcow Talibow dali im do ręki najnowocześniejszą bron. To pośrednio dzięki Ameryce Afganistan stał się wylęgarnią nie tylko powstańcow ale i terrorystow światowej sławy jak choćby Ben Laden, człowiek, ktory wziął na siebie odpowiedzialność za rozbicie dwu wież WTC w Nowym Jorku 11 września 2002-go roku. To właśnie po tym wydarzeniu Stany Zjednoczone skierowały swe wojska do Kabulu. To wtedy po raz kolejny oczy całego świata skłoniły się w stronę tej nieszczęsnej ziemi na ktorej podobnie jak w Arabii Saudyjskiej misja Chrystusa jest najniebezpieczniejszym przedsięwzięciem.

Misjonarze w tym kraju ryzykują dużo bardziej niż żołnierze. To w Afganistanie właśnie grupa Koreańczykow została uwięziona i przetrzymywana. Korea była szantażowana i zmuszona do wyprowadzenia wojsk tylko po to, by uratować życie kilkunastu nieroztropnych misjonarzy.


Roztropna misja


Użyłem słowa “nieroztropni misjonarze“, by podkreślić zasadniczą rożnicę pomiędzy romantycznymi dokonaniami opisanych wyżej Koreańczykow a akcją humanitarną jakiej podjęły się siostry Matki Teresy. Nasze siostry prowadza w Kabulu niewielki sierociniec dla dzieci ofiar wojny. Jako zakonnice musza korzystać z posługi Kapłana. W Afganistanie są niewątpliwie kapelani wojskowi ale siostry na codzienną Mszę udają się do Ambasady Włoskiej. Tam jest kaplica i podobnie jak w Teheranie obcokrajowcy mogę się tu modlić. Siostry w Kabulu rzadko pokazują się na ulicach miast pieszo. Mają stałego kierowcę, ktory dowozi je na Mszę świętą i do pewnych rodzin, ktore chcąc okazać grzeczność i wdzięczność za materialne wsparcie czasami zapraszają na krotko do siebie. Jasna rzecz nie ma tu mowy o nawracaniu.

Siostry zawierają pewne układy przyjacielskie i tworzą dobry obraz chrześcijanina w kraju w ktorym każdy europejczyk to wrog. Jest ogolnie znanym paradoks, ze większość mężczyzn, ktorzy chodzą po ulicach Kabulu i innych miast bez broni i wrogich zamiarow wieczorem mogą gdzieś zniknąć na czas nieokreślony i “przypadkowo” być wcielonymi do oddziałów Talibow. Za jakiś czas wy ich znow zobaczycie jako cywili w mieście. Nikt nie wie jak odrożnić “pokonanych” Talibow od “zwycięskiej” cywilnej części ludności. Sympatie wycieńczonej wojna ludności SA jednoznacznie po stronie Talibow stad wiec bezsens tej wojny. Europa i USA zaangażowali się w niekończący się dylemat: “jak przemienić świadomość” tej niewykształconej i fanatycznej masy. Siostry maja metody. Ich trudno identyfikować z Europa czy z USA. Choć na codzień mowią po angielsku i przełożona misji w Kabulu jest z Irlandii to jednak siostry nie SA strona w tym konflikcie. Siostry są jak ofiara całopalna. Mogą w każdej chwili ponieść te same ryzyko co Koreańczycy. Tym niemniej udaje im się trwać już dobrych kilka lat bez strat ludzkich.

Może to rzeczywiście jest ta twarz kościoła i ten rodzaj misji jaki nie kole w oczy i nie denerwuje muzułmańskiej nadwrażliwości?


Powołanie


Siostra rosła w okolicach Biharu i Madhja Pradesh w niewielkiej podgorskiej wiosce pośrod pięknych krajobrazow. Jej rodzina i krewni a nawet cala kasta, do ktorej należy to potomkowie pogan Adewasi. Obecnie w każdej wiosce jest kaplica katecheta i nawet figurki MB z Lourdes.

Placyda była krewniaczka katechety Edwarda. Bardzo poważnie traktowała wiarę i często wieczorami gdy nikt jej nie widział lubiła rozmawiać z MB Lourdzką, ktorej figurka stała we wsi nieopodal jej domu. Kto wie, może ten sekret znal wujek Edward a może wnioskował z jej zachowania, ze jest inna niż pozostałe dziewczęta wiec jej wrożył, ze zostanie zakonnica. Placyda nie widziała w tym okresie żadnej siostry zakonnej więc się dziwiła i nie mogła zrozumieć o czym mowi jej wujek. Chciała się bardzo uczyć ale jej kasta, ktora stanowi w okolicy mniejszość nie posyłała dzieci do szkol publicznych. Biedni ludzie z jej kasty za punkt honoru maja, by ich dzieci uczęszczały do katolickich szkol, ktore są płatne. Kto nie może płacić dzieli się żywnością oddając do szkoły wszystko co ma.

Nie każda wioska posiada takie szkoły więc Placydę oddano do internatu prowadzonego przez siostry św. Anny. To niewielkie czysto hinduskie zgromadzenie, ktore nie zachwyciło niczym Placydy ale nauka się spodobała jej. Bardzo chciała wstąpić do szkoły średniej. Usłyszał o tym wujek z okolicznego miasteczka i wziął Placydę do siebie, bo rodzice nie mieli możliwości, by kształcić 6-ro dzieci.

Placyda dalej nie znała czym się w życiu zająć. Marzyła by być pielęgniarką ale ponieważ ten zawod wiąże się ze stałą wspołpracą kobiety z mężczyznami: lekarzami i pacjentami, hinduskie pielęgniarki maja złą opinie w opinii prostych ludzi.

Okazuje się, ze moralność hindusow jest bardzo purytańska.

W międzyczasie Placyda napotkała siostry Matki Teresy. Rozpoczęła naukę w koledżu i nie przestawała pytać się Boga jaka jej droga. Napisała podanie dopiero po zakończeniu koledżu i bardzo się bała, że nic z tego nie wyjdzie. Podanie rozpatrzono jednak pozytywnie. Po połrocznym postulacie została wysłana na 2 lata do Rzymu. To było dokładnie 30 lat temu.

Dziś siostra Placyda ma 55 lat i wygląda na bardzo szczęśliwą osobę.

Perspektywa wyjazdu do Kabulu nie zmartwiła jej, nie wyglądała na zakłopotaną. Jak pisałem we wstępie “z niejednego pieca chleb jadła“.

Na pożegnalnej mszy świętej miała przytwierdzony do sari na lewym ramieniu bukiecik polnych kwiatow. Podobne polne kwiaty kolorowa kreda na klasztornej tablicy namalowała ktoraś z siostr, by podkreślić ważność i prostotę ceremonii pożegnania.


Adewasi i Dżadewar


Opowieść siostry o jej wiosce i przodkach była na tyle frapująca, ze wypytałem i zapamiętałem wszystkie szczegoły. Jej kasta to byli ludzie niewykształcenie. Wielcy Hindusi, potomkowie Mogołów czyli klasa wyższa traktowali ich jako niewolnikow i wypierali w gory do chwili Az pewnego dnia w tych okolicach nie pojawił się niezwykły misjonarz jezuita z Belgii o nazwisku Lebens. Podrożował zawsze na koniu z wioski do wioski i pokochał szczegolnie te najbiedniejszą kastę, dla ktorej wystarał się u gubernatora Brytyjczykow pewne przywileje i prawo wolności wyznania. Wdzięczni poganie przyjmowali masowo chrzest i jak wspomniałem zaczęli budować kaplice w każdej wiosce. Powstało wiele szkoł i szpitali i w dniu dzisiejszym Adewasi są lepiej wykształceni i zorganizowani od Dżdewarow czyli swych dawnych prześladowcow. Ksiądz Lebens pracował w okolicach Biharu, Madhia Pradesz a nawet wsławionej Orisy. Pytałem się siostry czy nie ma w dniu dzisiejszym antagonizmow i prześladowania religijnego chrześcijańskiej mniejszości. Siostra z zadowoleniem zaprzeczyła, choć wyznała, ze owszem zeszłoroczne zdarzenia z Orisy miały pewien negatywny wpływ na mentalność hinduistow i muzułmanow, ktorzy chwilami okazują niechęć dla chrześcijan. Tym nie mniej w rodzinnych stronach siostry Placydy za jej pamięci nie było wrogości czy prześladowań.


Pustka


Po Mszy siostry zwykle zapraszają mnie na kawę i wtedy jedna z nich zamiast jeść śniadanie w klasztorze poświęca się, by potowarzyszyć i pogawędzić. Wedle reguły siostr nie maja one prawa jeść za jednym stołem z obcymi w sensie osobami spoza klasztoru. To nie jest ich pogarda dla świata a raczej rodzaj pokuty. Toteż każdy raz gdy ktoraś z siostr przychodzi na pogawędkę mam sobie to za zaszczyt.

To jedyna okazja, by się cos ciekawego dowiedzieć o zakonie i o konkretnych siostrach. Placyda była jedna z tych siostr, ktore najchętniej gawędziły ze mną. Powiem tez, ze dzięki niej wygłosiłem wiele nadprogramowych katechez do bezdomnych, ktorzy odwiedzaj ja stołówkę siostr. Zawsze robie to chętnie ale zawsze mam tremę. Placyda potrafiła mnie wielokroć przekonać, ze warto gadać dalej, bo się to bezdomnym podoba. Bez jej zachęty nie byłbym pewien czy warto. Tego dnia ostatniego dnia po pożegnaniu siostry Placydy miałem jedną z najdłuższych katechez. Korciło mnie by opowiedzieć bezdomnym, to co usłyszałem os siostry Placydy, tym niemniej był to dzień Ignacego Loyoli i temat jezuitow bardzo nośny w tych okolicach zajął lwia część mej katechezy.

Tym sposobem oddałem tez honor temu zagadkowemu misjonarzowi z Belgii, ktory wędrując latami na koniu od wioski do wioski przemienił całą kastę pariasow w ludzi wykształconych i głęboko wierzących. W ludzi gotowych służyć Bogu z ryzykiem dla zycia nawet na tak trudnych misjach jakimi są misje w Afganistanie.

W poniedziałek znowu miałem poranną Mszę świętą u siostr.

Zamiast siostry Placydy na pogawędkę przyszła juniorystka ślązaczka siostra Morette. Jeszcze nie wiadomo na jakie trudne misje rzuci ją los. Jej rodzony brat odbył już kurs misyjny w Warszawie i wkrotce uda się do Afryki. Polacy potrafią być nie mniej mężni od Hindusow, tym nie mniej na misjach w Afganistanie jeszcze nas nie ma.

Byli Koreańczycy, są siostry Irlandki, Niemki, Hinduski. Owszem są w Afganistanie żołnierze i pewnie kapelani z Polski.

Ja powtorzyłem do Placydy po kilkakroć, że jej zazdroszczę.

Powiedziałem to bez patosu i szczerze.

Myślę i wiem, ze trudne misje to przywilej szczegolny.

Nas Polakow nie powinno na nich zabraknąć.

Tymczasem jednak pojechała dzielna Hinduska.

Powodzenia siostro Placydo.


Taszkient 3 sierpnia

Ks. Jarosław Wiśniewski

www.xjarek.net


Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com