Jeśli w piątek czy w sobotę moje listy wyglądały na głupi żart czy „spam” to już dziś wiadomo, że nie. ZOSTAŁEM Z HUKIEM WYDALONY Z ROSJI... i zamierzam opowiedzieć jak to się stało:

 

  1. Zgodnie z sugestią biskupa i wbrew obawom miejscowego proboszcza z Chabarowska (USA), że mój przelot może być bolesny, nabrałem otuchy i spróbowałem ufając opiece Matce Boskiej Siewnej, że nawet w złej doli, jakiś posiew będzie.

  2. Samolot wyleciał z NIGATA o 15.30 zgodnie z planem i około 20.00 znalazłem się w Rosji. Pasażerów było niedużo a ja nie śpieszyłem odgadnąć, który z celników będzie najbardziej życzliwy... 2 miesiące temu trafiłem na grubowatą damę, która zepsuła mi nerwy na długo. Trafiłem dobrze... pani upewniła się czy jestem z Polski. Ładnie się uśmiechała nie tracąc czasu na badania i dociekania oddała mnie w ręce szefa, który uważnie przyjrzał mi się od góry do dołu i wszystkim paniom coś długo szeptał...

  3. Poinformował mnie że przecież byłem uprzedzany by nie wracać a ja odpowiedziałem, że to nie było powiedziane w formie twierdzącej, ale jako przypuszczenie lub groźba... mam przecież nadal ważną wizę i pobyt stały do 2005 roku, a także ważny bilet powrotny... Zmartwiony urzędnik wyrecytował, że zgodnie z Helską konwencją 1994 każde państwo może wydalić każdego nie podając powodu.

  4. Zabrano mnie pod eskortą do bagażowni. Z bagażem wróciłem do pustej sali gdzie odbyła się kontrola. Wszyscy pasażerowie już poszli, w drzwiach w oddali widziałem dwie parafianki koreańskiego pochodzenia, dałem im do zrozumienia, że zostałem wydalony i e trzeba zawiadomić biskupa.

  5. Paszportu ani wizy nie oddawano mi aż do rana następnego dnia. Noc spędziłem w pomieszczeniu biurowym z dwoma pracownikami służby migracyjnej, dostęp do toalety pod eskortą, jedzenie własne.

  6. Nocą nie spałem, miałem za sobą wino i chleb, z japońskiego mszaliku odprawiłem sobie msze o 205 błogosławionych męczennikach, bo właśnie taki dzień wypadł, uporządkowałem rzeczy i zacząłem pisać pocztówki mając nadzieję, że rano ktoś z parafian odbierze i roześle. Pisanie i robienie szkiców zajęło mi sporo czasu, o siódmej rano przykryłem się sutanną i zasiadłem na klozecie.

  7. O 9.30 za własne pieniądze kupiłem bilet powrotny, obiecanego spotkania z parafianami nie było, choć widziałem ich z dala, pocztówki i prezenty przywiozłem z powrotem do Japonii.

 

 

Moja epopeja trwała dobę. Dostałem, co chciałem, nie mam żalu do nikogo. Nikt mnie nie zapewniał, że misje to zabawa, ale ufam, że moją opowieścią przekonałem, że Rosja to kraj misyjny.

 

Gdy chodzi o pogróżki, to zaczęły się w chwili, gdy ruszyła budowa kościoła na Sachalinie. Najpierw w marcu 2001 powiedziano mi, że jestem śledzony, potem jesienią 2001 po poświeceniu kościoła te same osoby powiedziały, że szykuje się kampania antykatolicka. Gdy pytałem jaka, mówiono że prasowa; gdy pytałem o czym będzie mowa w prasie, odpowiadano, że pieniądze na budowę kościoła pochodzą niby od koreańskich biznesmenów lub od polskiej mafii rybnej. Prawda jest taka, że całość budowy wzięli na siebie misjonarze z USA. W styczniu pojawił się pretekst związany ze starą nazwą Sachalinu, której biskup Mazur użył w swoich pozdrowieniach bożonarodzeniowych; najpierw było spotkanie w Urzędzie Sprawiedliwości (Wojewódzki Oddział Ministerstw), na rozmowach były obecne 4 osoby, przedstawiono mi zarzut o złamaniu Ustawy o nazwach geograficznych (nawiasem mówiąc, patriarcha Aleksy łamie tą ustawę w tej samej mierze nazywając się Patriarcha Wszech Rusi tzn. nieistniejącego de iure państwa... taką informację uzyskałem podczas rozmowy w Słowiańskim Centrum Prawniczym dającym bezpłatne konsultacje w procesach sumienia). Jeden z uczestników spotkania przedstawił się jako pracownik FSB (tak obecnie nazywa się dawne KGB) i wymienił mi możliwe sankcje: sąd, zamknięcie parafi, likwidacja prawa do pobytu. Po tej rozmowie ciężar ataku przesunął się na centrum, Papież ogłosił nowe diecezje w Rosji i przedmiotem ataku stali się bezpośrednio biskupi. Oficjalne odpowiedzi w sprawie Karafuto (dawnej nazwy Sachalinu) wysłane były decyzją biskupa Mazura z Irkucka, toteż było mi trochę lżej jednak kontrole nie ustały. Dopatrzono się w moim paszporcie nieprawidłowej rejestracji (w hotelu zamiast w parafii), milicja migracyjna przychodziła czterokrotnie w ciągu jednego miesiąca i to właśnie wtedy poprosiłem o dłuższy urlop, do Korei i Japonii. Na lotnisku kontrola osobista i ponowne rozmowy o możliwym wydaleniu. Oto pełna historia sprawy.

 

Mój pobyt w Japonii traktuje jako „azyl sumienia”, w tym znaczeniu, że w tym niechrześcijańskim kraju jest dużo więcej wolności niż w Prawosławnej Rosji... ale i w tym znaczeniu, że nadal czuję potrzebę duchowego relaksu po wielu nie skrywanych krzywdach wyrządzonych mnie i moim parafianom poprzez traktowanie biskupa Mazura i wielu innych osób jako „dzieci do bicia”.

Nie chcę traktować swego wygnania jako okazji do rewanżu lub „tryumfalnego pochodu” męczennika. Wiem, że miałbym to w kraju zapewnione. Będąc jednak w modlitwie razem z doświadczonym francuskim misjonarzem polskiego pochodzenia o. Edwardem Brzostowskim (Prado), który za wiedza biskupa Jokohamy traktuje mnie jak dzieciaka a może tylko kleryka (poprzez codzienny wspólny brewiarz, dwugodzinną adorację po Mszy Świętej, wspólny posiłek etc.), tym samym przywraca mi to piękno powołania kapłańskiego utracone poczucie „bycia w sercu kościoła”, o dziwo to się dokonuje „na antypodach”.

Bóg Zapłać Ekscelencji biskupowi Mazurowi, że dzieląc mój los, jako pierwszy złożył mi kondolencje przez Internet i wzywał do przebaczenia i modlitwy. Staram się obecnie to czynić. I specjalnie dziękuję nuncjaturze Moskiewskiej w osobie o. Tomasza Grysy za stały i życzliwy kontakt od początku sprawy Karafuro aż do dziś. Dziękuję też memu bratu Piotrowi, za to że użył Internetu, by koordynować działania na rzecz chorej mamy, za to, że razem się za mnie modla.

Ufając nadal w dobry posiew i opiekę męczenników zachowuję cichą nadzieję w sercu: „że ktoś się opamięta”, że sprawa zostanie szczęśliwie rozwiązana, że będzie możliwość dalszej pracy na Syberii dla Biskupa i wszystkich chętnych misjonarzy.

 

 

Ks. Jarosław Wiśniewski – Japonia

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com