(tekst p. Antoniego Soduły zamieszczony w "Posłańcu Warmińskim" w lipcu 2004 r.)

 

Pracując przez rok jako nauczyciel języka polskiego w Doniecku [ centrum Donbasu - ośrodka górniczo-hutniczego ] dość dobrze poznałem "lewobereżną" część Ukrainy. Piszę "lewobrzeżnej" - bo to, co dla nas jest lewym brzegiem np. Wisły - w rzekach Ukrainy płynących na południe - jest prawym brzegiem. Dlatego też patrząc na rzeki w Donbasie miałem zawsze odczucie, że one "źle płyną" - w innym kierunku. Potem zrozumiałem, że to odczucie jest symboliczne, że Ukraina - jak jej wody - płynęła w innym kierunku niż Polska.

Donieck - to potwornie brzydkie, milionowe miasto zbudowane przez ZSRR. Obok Makiejewka - 0,5 miliona ludzi, obok Gorłówka - 0,3 miliona ludzi, obok Artiomowsk i Jenakiejewo - ok. 200 tys. ludzi każde. Wszystko to miasta w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Uważam, że każda ziemia jest piękna - jako dar Boga - ale ten dar bardzo został zniszczony tutaj. Jednakże nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że ich "propaganda sukcesu" uniemożliwia uczciwe myślenie mieszkańców. Oni nie dopuszczają do siebie myśli, że świat, który stworzyli komuniści jest okropny i antyhumanistyczny. Mieszkając tam, w otoczeniu bardzo brzydkich bloków, domów, urzędów - gdy po dwóch miesiącach w Bierdiańsku nad Morzem Azowskim zobaczyłem kaplicę neogotycką [ czyli nie zbudowaną przez komunistów ], to przytuliłem się do niej jako do cząstki "mojego" świata. Za pracę na Donieckiej Politechnice otrzymałem mieszkanie w akademiku dla cudzoziemców, potwornie brudnym, z okropną łazienką. I gdy wszystkim [ nawet ambasadzie ] żaliłem się na to, katechetka z kaplicy w Makiejewce [ do której dojeżdżałem na msze, potem na wspólne lekcje języka polskiego i religii ] spytała się, czy mam zawsze gorącą wodę. Gdy odpowiedziałem, że prawie zawsze, odparła, że cała Makiejewka już od sześciu lat nie ma wcale ciepłej wody, a zimną tylko rano i wieczorem. Opadły mi rece. Ale w takich miejscach władze każą wierzyć ludziom, że są w najpiękniejszych na świecie miastach - co ze łzami w oczach deklamował patriotycznie nastawiony młodzieniec na festiwalu donieckim. Pół roku potem, zwiedzając Kijów, Ławrę Peczerską, Swiatogorsk - zrobiłem wystawę fotograficzną "Piękno Ukrainy oczami polskiego nauczyciela". I napisałem we wstępie prawdę o Donbasie i Doniecku: "Potwornie brzydkiej zabudowie miejskiej towarzyszy ogromne zaśmiecenie." Naczelnik Wydziału Kultury miasta Doniecka, oglądając zdjęcia i czytając te słowa, zaśmiał się i powiedział: "Wreszcie ktoś napisał prawdę!" Ale ta prawda nie przeszła ani przez prasę, ani przez telewizję. Zrobiono z tego "troskę nauczyciela z Polski o architekture naszego miasta".

Tej brzydocie otoczenia towarzyszy spustoszenie duchowe. Zaprzyjaźniona ze mną nauczycielka mówiąc o ateizacji uczniów powiedziała, że oni wieść o Bogu przyjmują z takim niedowierzaniem, jakby im opowiedziała, że pod ławką w klasie siedzi Marsjanin. Cóż - w latach siedemdziesiątych w Doniecku na każdym ważniejszym miejscu wisiały ogromne tablice pokazujące, że "religia to opium dla ludu", jeżeli któreś z dzieci miało w szkole na szyi krzyżyk lub medalik, to nauczycielka zrywała go z szyi dziecka i kazała całej klasie deptać. W podręczniku - jako obowiązkowa lektura, uczona przymusowo na pamięć - był wiersz, jak umierającej dziewczynce matka kładzie krzyżyk na piersi, a ona go odrzuca ze wzgardą, bo chce umrzeć jak pionierka!!! Po obejrzeniu filmu "Strasti Chrysta" ("Pasja" Mela Gibsona) z ogromnym religijnym wzruszeniem w Kino-Teatrze im. T.Szewczenki w Doniecku - wyszedłem na główna ulice stolicy Donbasu - popatrzyłem na reklamy, na dziewczęta ubrane jak ladacznice, a chłopcy - jak mafioso - miałem uczucie, że nasz świat wcale nie jest lepszy od tamtego, który ukrzyżował Jezusa. To nie jest pełna prawda o Doniecku, tylko to, co widać "na pierwszy rzut oka" - bo potem poznałem i ciekawy zespół "Kropla ciszy" śpiewający poezje Mandelsztama, Achmatowej - czy zespół teatralny w Domu Kultury, w którym urocza młodzież przedstawiała "Czajkę według Jonathana Livingstona" pokazując swoje ogromne tęsknoty za prawdą, pięknem i dobrym, sprawiedliwym światem. Ale tamto wrażenie - po wyjściu z kina - było jednak dominujące.

Przed Rewolucją Październikową w każdym mieście dopiero powstającego Zagłębia Przemysłowego były kościoły, cerkwie, zbory protestanckie. Prawie wszystko zostało zburzone. W Makiejewce neogotycki kościól zniszczono, księdza proboszcza [ rodem z Francji } deportowano, wikarego { miejscowego ] zabito. Jak byłem w Doniecku, to jesienią 2003 roku zmarł ostatni ministrant tego kościoła - szczęśliwy, że znowu na Ukrainie można wierzyć w Boha - bez srogich kar! Tęsknota tamtych ludzi w ZSRR była ogromna, choć utajona. Bez kapłanów, wyszydzani i ośmieszani - trwali. Ze zburzonej kaplicy brali choć cegłę: tą cegłą błogosławiono młodych w dniu wesela, a starych w dzień śmierci! Stawiana na tej cegle świeczka była ich komunią duchową!

Kościól w Jenakiejewie nie został zburzony. Najpierw służył jako łaźnia górnikom, potem jako hala sportowa. Można było słyszeć o tym, że komuniści zamieniali kościoły na szalety - jednak trzeba to zobaczyć, by uwierzyć. W Jenakiejewie z prezbiterium wchodziło się do ubikacji - dawnej zakrystii. Sfotografowałem to na dowód, że tak było naprawdę, choć nie chcę tego zdjęcia publikować. Ostatnie kilkanaście lat kościół stał pusty. W dużym górniczym mieście zostało kilka rodzin trwających wokół kościoła. Jak wspomina jedna z nich, 82-letnia Jadwiga Jabłońska, przychodzili tu wieczorem, by na stopniach kościoła modlić się - za ten kościół opuszczony, jak za sierotę. I ich modlitwa została wysłuchana. Prezes Towarzystwa Polskiej Kultury Donbasu, p. Ryszard Zieliński podjął się roli pertraktacji z właścicielem - prezesem firmy "Danko". Na tą intencją proboszcz z Makiejewki, ksiądz Jarosław Wiśniewski, tworzący na terenie Jenakiejewa nową parafię, ogłosił głodówkę [ w ciszy, bez nagłaśniania, modląc się i głodując za kościół ]. Firma Danko przepięknie postąpiła - bezpłatnie darowała zrujnowany kościół parafii katolickiej. W grudniu 2003 roku przedstawiciel firmy "Danko" uroczyście przekazał akt własności kościoła biskupowi Stanisławowi Padewskiemu, ordynariuszowi diecezji charkowsko-zaporożskiej, do której przynależy Donieck i Makiejewka.

Kościól w Jenakiejewie jest piękny - jak postrzępiony sztandar, jak Stary Wiarus trwający w ciszy. Zbudowany pod koniec XIX-go wieku, głównie przez Polaków, masowo do tworzącego się zagłębia zsyłanych przez carat powstańców styczniowych [ zwłaszcza w okolicach Kramatorska ocalały całe wioski "z powstańców" - ich wnukowie sa z tego bardzo dumni, choć najczęściej już nie mówią po polsku]. Przeżyłem ogromne wzruszenie, gdy po raz pierwszy zobaczyłem kościół. Według mnie - jego pięknu wcale nie szkodzą potworne okaleczenia. I jakie szczęście, że dziś na schodach kościoła stoi Jego gospodarz, ksiądz Jarosław Wiśniewski. Świątynia jest jednym z pierwszych kościołów poświęconych błogosławionej Matce Teresie z Kalkuty. Jakkolwiek z zewnątrz ocalały dekoracyjne fryzy machikułowe, okna i drzwi będące mieszaniną gotycko-renesansowych elementów architektonicznych - to w środku kościól wygląda strasznie. Jeszcze tkwią tablice "do kosza" służące miejscowym komunistom "do sportu". Bardzo się cieszyłem, że mogłem w tej światyni zostawić swoją wystawę rysunków sakralnych i fotografii pt. "Polski pejzaż" [ wystawiony kilka lat temu w Civitas Christianae w Olsztynie ] - by choć trochę upiększyć zniszczone wnętrze zniszczonego kościoła.

Parafianom w Jenakiejewie jest bardzo trudno - zimą pochorowali się, zanim ksiądz Jarosław zdążył za ostatnie pieniądze wstawić nowe okna w miejsce połamanych szyb. Są biedni i jest ich niewielu. Obok Polaków - potomków powstańców sa także rodziny ukraińskich emigrantów z Francji zmuszone w 1945 roku przez ZSRR [ przy współudziale rządu francuskiego ] do powrotu na Ukrainę. Przdstawiono im ten powrót w sielankowych barwach [ zmusiwszy wpierwiej ]. Nieraz całe miasteczka robotnicze we Francji składały się, by wyposażyć we wszystko rodziny przyjaciól - Ukraińców wracających do ZSRR. W Odessie te rodziny były w majestacie prawa ograbiane ze wszystkiego i kierowane do pracy i życia w najtrudniejszych miejscowościach. Kilka kościołów na "lewebereżnej" Ukrainie oddano - tak stało się w Dnieprodzierżyńsku [ smutne polonicum nazwy ], w którym zwrócono ocalały kościół neogotycki ojcom kapucynom. Także zwrócono kościoły w Charkowie i Odessie. Z reguły tylko mocnowierzących stać na to, by "zaprzeć się zębami" i remontować te czcigodne, zrujnowane budowle. Ale trzeba to robić. Gdy patrzy się na kościoły, które dalej są nie przekazane wiernym - chce się płakać. One same płaczą. To "płaczące kościoły" w Artiomowsku [ jeden z najstarszychkościołó na lewobrzeżnej Ukrainie, z połowy XIX-go wieku, obecnie zamieniony na biura i magazyn]. Podobnie w Sewastopolu kościół zamieniono na teatr i sklepy.

Jak symbolem [ złym ] ZSRR stało się niszczenie świątyń - lub zamienianie ich na hale sportowe i szalety - tak obecnie złym symbolem Ukrainy staje się zamienianie dawnych kościołów na "świątynie biznesu" - czyli sprzedawanie tych budowli za ogromne pieniądze, prywatnym, przeważnier zachodnim firmom. Jak można sprzedawać cudzą, ukradzioną wpierw przez komunistów, a teraz przez władze Ukrainy własność? Są już one chyba nie do odzyskania, choć codziennie modlimy się o to. Tak jest z pięknym kościołem w Dniepropietrowsku.

Myślę, że warto teraz kilka słów powiedzieć o Diecezji Charkowsko-Zaporożskiej. Biskup Stanisław Padewski martwi się co niemiara. Diecezja obejmuje Charków na połnocy, i Mariupol z Bierdiańskiem na południu, Ługańsk na wschodzie i Dnieprodzierżyński i Zaporoże na zachodzie. W sumie ok. 20 milionów ludzi. A księży - kilkunastu. Są jeszcze siostry zakonne - chwała Im za to! [ też kilkanaście ]. Kościoły w Charkowie, Dnieprodzpietrowsku, Zaporożu czy Doniecku [ gdzie jest jedyny nowowybudowany kościól ] obsługują milionowe miasta. Dniepropietrowsk jest nawet większy od Warszawy [ półtora miliona ludzi ] - a księży: po dwóch, trzech. Potrzeby ogromne - i ludzkie, i finansowe. A dla Rosjan i tych zsowietyzowanych Ukraińców katolicyzm jest gorszy od diabła. Dopiero tam zrozumiałem, jak wysoki poziom osiągnęła Polska na polu ekumenicznym. Tam spokojnie batiuszka cerkiewny wyrzuca na śmietnik krzyże i obrazy Chrystusa - bo katolickie, a nie prawosławne [ byłem, widziałem ]. A rozpacz polega na tym, że ani Polacy, ani katolicy nie chcą przyciągać ludzi, czyli uprawiać prozelityzmu. Chcą tym milionom ludzi, którzy nie wierzą w nic, a żyją w biedzie i brudzie - ukazać na nowo Chrystusa, którego odrzucili w komunizmie. Jak to zrobić dysponując kilkunastoma kapłanami i ograniczonymi środkami finansowymi? Jak sprawić, by ludzie zrozumieli, że jedynym oparciem [ zwłaszcza tam ] jest Jezus Chrystus?

Opowiem Wam, jak to robi ksiądz Jarosław [ a nie ukrywam, że cały ten artykuł jest także po to, by mu i kościołowi w Jenakiejewie pomóc ]. Rok temu ksiądz Jarosław otrzymał parafię w Makiejewce. Miasto dwa razy większe od Olsztyna, jeszcze bardziej brudne i skomunizowane niż Donieck. Katolicy mieszczą się w kaplicy, mogącej pomieścić 50 wiernych – mieści w ścisku dwa razy więcej. Ksiądz Jarosław dawniej pracował na Syberii i na Sachalinie. Należał do tych pięciu kapłanów usuniętych z Rosji w 2002 wraz z biskupem Jerzym Mazurem. Nic dziwnego - w czasie trzech lat tam pracy założył 10 nowych parafii! Ksiądz Jarosław bardzo dba o szacunek dla Kościoła Prawosławnego i ukazuje Jego ważne święta. Na mszy zawsze mówimy "Ojcze nasz" po rosyjsku, polsku, łacinie, ukraińsku. Ostatnio także po aramejsku i niemiecku, bo znalazło się kilku i takich wiernych. Ksiądz - wzorem patronki swojego kościoła w Jenakiejewie, bł. Matki Teresy z Kalkuty, jako swoje rzeczy ma odzież, sutannę [ w której stale chodzi, często budząc na ulicach Ukrainy zdziwienie ] i brewiarz. Je wyłącznie posiłki wegetariańskie, nie pije i nie pali. Karmi wiele bezdomnych dzieci. Z przerażeniem zobaczyłem, że tzw. "bezprizorni" nie znikli razem ze stalinizmem. Są tu wyzwania na miarę św. Alberta Chmielowskiego. A jeszcze zbiórki odzieży dla Domu Starców i Domów dziecka! Biedni parafianie kładą na tacę grywnę lub dwie. Z tych kilkudziesięciu złotych ksiądz musi przeżyć - ale na zakup benzyny do samochodu już nie starcza. A ksiądz otrzymał dwie miejscowości: Makiejewkę i Gorłówkę [ 60 klm odległości ] i w ciągu roku stworzył dwie nowe parafie: w Jenakiejewie i Artiomowsku. W sumie obwód około 200 km długości. I każdego dnia w co najmniej dwóch parafiach odprawia msze. Ja też kilka razy towarzyszyłem księdzu Jarosławowi w tych objazdach, ciesząc się obecnością tak wspaniałego kapłana. Nigdy nie zapomnę mszy odprawianej w klasie Szkoły Pielęgniarek w Artiomowsku [ a budynek kościelny obok zabrany na magazyny ]. 500 listów napisał ksiądz Jarosław do wszystkich władz w tej sprawie. Odzewu nie ma.

Dopiero po Doniecku wróciwszy na triwium paschalne na Wielkanoc do domu - i do swojego pięknego neogotyckiego kościoła w Lutrach, zrozumiałem, jak nasze katolickie obrzędy niesłychanie bogacą życie człowieka. Jaki to skarb piękny i dobrze wyposażony kościół, jak potrzebny jest organista, ministranci - i wszyscy wierni. Jacy biedni są ludzie na Ukrainie - dla których święto oznacza najczęściej pracę na daczy lub w ogródku.

Ale kiedyś ksiądz Jarosław poprosił mnie o powiedzenie kilku słów do ludzi po mszy. Opowiadałem im o naszych kościołach, a gdy zobaczyłem zazdrość w ich twarzach - opowiedziałem, jak wielu ludzi i u nas lekceważy to ogromne dobro, jakie dostali "za nic" - wyłącznie troską wcześniejszych pokoleń. Powiedziałem także, że dla mnie taka msza w kaplicy w Makiejewce czy Gorłówce, gdzie wszyscy odmawiają "Ojcze nasz" trzymając się wspólnie za ręce, a ksiądz chodzi po całej kaplicy, bo prawie wszyscy otrzymują Chrystusa w Komunii Świętej - jest wzorem chrześcijaństwa, że tak sobie wyobrażałem życie pierwszych chrześcijan.

Serdecznie proszę o wsparcie księdza Jarosława Wiśniewskiego i kościola w Jenakiejewie. I proszę nie wstydzić się posyłać swoich ciężko zapracowanych 10 czy 20 złotych. Może właśnie tymi pieniędzmi sprawicie księdzu obiad [ którego inaczej nie zjadłby ] lub dacie pieniądze na benzynę do samochodu - na mszę dla ludzi, którzy bardzo na księdza czekają.

Szczęść Boże wszystkim ludziom dobrej woli!

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com