Na przestrzeni wielu lat, jako proboszcz licznych parafii katolickich rostowskiego obwodu nad Morzem Azowskim bezskutecznie poszukiwałem śladów starej niemieckiej kolonii o romantycznej nazwie Gruntal. W encyklopedycznej książce Jozefa Schnura, poświęconej niemieckim koloniom i kościołom, była wzmianka o tym, ze w Gruntalu w taganroskim ujeździe mieszka 500 Niemców. Mieli oni tam kamienny kościół Najśw. Serca Jezusa i parafialna szkole z cegły. Moje wieloletnie poszukiwania nie dały rezultatu, bo w czasach sowieckich skutecznie zacierano ślady o istnieniu niemieckiej mniejszości. Zrujnowano ten etnos fizycznie. Na skutek deportacji i dobrowolnej migracji mało pamiątek pozostało w post-sowieckim krajobrazie po kilkumilionowej masie Niemców, którzy przeżyli nad Wołgą, w Przyazowiu czy w Przydniestrowiu ponad 200 lat.

Po 10 latach los rzucił mnie znowu nad Morze Azowskie, tym razem do obwodu donieckiego, który zrządzeniem losu przypadł w czasach sowieckich Republice Ukraińskiej. Natrafiłem przypadkowo na ślad zagubionej kolonii. Obecnie wieś się nazywa Miczurino. Moja intuicja misyjna i upodobanie do historii podpowiadała mi, ze cos z tych katolickich śladów powinno było pozostać. Oto historia moich poszukiwań a także ich rezultat.

1. Chrystusowiec Giżycki

Ks. Jarosław Giżycki przywiózł na Ukrainę wielki entuzjazm i sporo talentów misyjnych. Znany jest jako jeden z prekursorów katechez w Instytucie Sztucznego Intelektu. Do dziś są one kontynuowane przez kapłanów i siostry kościoła greko-katolickiego. Ks. Jarosław obsługiwał liczne punkty dojazdowe takie jak Gorlowka, Mariupol, Szachtiorsk. Z czasem te miasta, gdzie zbierał on ludzi na ulicy grając na gitarze sformowały grupy entuzjastów, którzy zbierali się w dzierżawionych pomieszczeniach szkol czy klubów. Obecnie są tam już kapliczki. W Doniecku, gdzie udało się ks. Giżyckiemu uzyskać kawałek ziemi niedaleko dworca kolejowego stoi piękny kościół. Zasługą Chrystusowca jest to, ze odnalazł ruiny kościołów w Jenakiewo i w Artiomowsku. W jego notatkach zachowała się informacja o Gruntalu.

Ks. Giżyckiego skierowano do Mikolajewa, na studia do Lublina, potem do Pińska a stamtąd znów do Mikolajewa.

Los tak chciał, ze pewne projekty ks. Giżyckiego wypadło mi dokończyć. Zwrot zrujnowanych kościołów w Jenakiewo i Artiomowsku a także udana akcja poszukiwania i rejestracji żywych katolików, którzy by wzięli w swoje ręce sprawę odrodzenia tych parafii, dodał mi animuszu na tyle, by myśl o odrodzeniu wspólnoty w Gruntalu przyjąć całym sercem nie tylko jako własną ale tez Bożą.

Jarosław Giżycki był i pozostaje dla mnie synonimem misjonarza i jestem dumny, ze z poślizgiem czasowym 10 lat robimy te same rzeczy. Wiem, za jak jemu cos nie wyszło i nie wszystko dokończył, tak i mnie, by nie wpadać w pychę nie wszystko musi się udać. Pan Bóg znajdzie nowych sług dla kontynuacji tej bitwy pod Gruntalem, która jest w mym poczuciu symbolem walki o odrodzenie duchowne całego Donbasu.

2. Metropolita Jerzy

Przodkowie ks. Abp Jurczyka metropolity Donieckiego, pochodzą z Kamieńca Podolskiego. Na Podolu istnieje ogromna polska diaspora, wiec nic dziwnego, ze i władyka Juri ma polskie pochodzenie. Na początku "pierestrojki", odwiedzając krewnych na Podolu, zetknął się z katolickimi kapłanami i myśl o tym, by stać kapłanem i wstąpić do ryskiego Seminarium zataiła się w głowie chłopca. Po powrocie z wakacji na Donbas, nie miał on z kim podzielić się swoim pragnieniem, bo tu nie było jeszcze katolickiego środowiska i wszyscy z kim rozmawiał o kapłaństwie radzili mu realizować te pragnienie w kościele Prawosławnym. Radzili skutecznie, bo święcenia Jerzy przyjął bardzo wcześnie, być może nawet pospiesznie.

Dla Prawosławia człowiek z jego talentem do jeżyków, z jego erudycja, to duża niespodzianka. Wielu jego poprzedników w hierarchii święcenia otrzymywało raczej za lojalność względem służb specjalnych i władzy sowieckiej, co do kapłanów jego pokolenia można być spokojnym. Służba w kościele mniejszościowym na Donbasie to raczej codzienne ryzyko niż honor. Patriarcha Kijowskiego Patriarchatu na początku lat 90-tych został w Mariupolu pobity z inspiracji kleru z Moskiewskiego Patriarchatu. Dziś władyka Jerzy ma 35 lat. Przyjmując święcenia Biskupie miał zapewne lat 25. Dodatkowym wyrzeczeniem była rozłąka z małżonką, która do dziś uczęszcza na katolickie nabożeństwa. Prawosławny Biskup powinien być bezżenny i w podobnych jak ten wypadkach, jeśli kobieta dobrowolnie daje zgodę na rozłąkę to kapłan przechodzi na status zakonnika i za jakiś czas przyjmuje święcenia biskupie. Problemy kadrowe kijowskiego Patriarchatu zmuszają hierarchie do takich kroków.

Pisze tak dużo o tym biskupie, bo właśnie on proponował ks. Giżyckiemu wziąć pod opiekę wspólnotę w Miczurino. O tym samym rozmawiał z greko-katolikami. Gdy wszyscy odmówili się od tej pracy z rożnych przyczyn, a głównie z powodu braku kapłanów, władyka Jerzy posłał tam swoich księży i oni trafili na dobry grunt.

Telmanowski rejon, gdzie tak wielu przesiedleńców z Polski wyrosło w kościele greko-katolickim, obecnie obsługiwani są przez kijowski Patriarchat Prawosławnego Kościoła. Brzmi to trochę nostalgicznie ale sami jesteśmy sobie winni. Nie zatroszczyliśmy się o swoich ludzi we właściwym czasie a obecnie oni z bólem i rozterka przyjmują nasze odwiedziny.

3. Ks. Wasyl Iwaniuk

40-to latek, Bojko rodem z Turkowskiego rejonu na polskiej granicy, greko-katolik. Zakończył w Petersburgu Instytut leśniczy, pracował w Karpatach w swoim zawodzie. Był świadkiem śmierci dwóch swoich podwładnych leśników. Tragedia odbiła się na nim tak mocno, ze postanowił zmienić zawód i udał się do Seminarium Duchownego w Iwano-Frankowsku dawnym Stanisławowie. Gdy rozpoczynał studia to jeszcze było seminarium podziemne i skrypty z jakich się uczył były to rękopisy obłożone w twarde okładki. Sam widziałem kilka takich tomików u niego w domu.

Pomagał mi przy rekonstrukcji kościoła w Jenakiewo i Artiomowsku. Radziłem się z nim w sprawie Miczurino, bo mieszkańcy jego parafii w Krynicy, w Aleksandrowskim rejonie donieckiego obwodu, to również przesiedleńcy deportowani z powiatu ustrzyckiego w 1951 roku gdy Polska i ZSRR, skorygowały granice i zamiast Sokala otrzymały wieś Czarne i inne miejscowości powiatu Ustrzyckiego. Wedle relacji ojca Wasyla proboszczem i dziekanem w tych okolicach był Sługa Boży Iwan Szkilnyk. Miejscem jego stałego pobytu była wioska Rjabyj dziekan dekanatu Ustrzyki Dolne, został aresztowany w 1950-tym roku w przeddzień deportacji mieszkańców dekanatu i zmarł na Syberii w obwodzie irkuckim w wiezieniu w opinii świętości. Rosyjskie władze wydały dokument o rehabilitacji kapłana ale dokładnych danych o miejscu i okolicznościach śmierci dać odmówiły, toteż trudno stwierdzić czy zmarł z wycieńczenia czy był zamordowany. Miał około 60 lat i jego krewni mieszkają obecnie we Wrocławiu.

Organizując spotkanie z polskim Konsulem Generalnym, prosiłem ks. Wasyla, by przyjechał i opowiedział parafianom i rodakom SB Iwana Szkila o jego życiu i śmierci, bo zapewne spotkałby starsze osoby, które go pamiętają. Niestety, ks. Iwaniuk był zbyt zajęty by przyjechać w ten dzien. Poprosił natomiast by go zastąpił ks. Jarosław, proboszcz z Berezowa i Niedokuczajewska, również Bojko z pochodzenia.

4. Polonia z Makiejewki

W Makiejewce na ostatniej przylegającej do Doniecka ulicy mieszka para, która nazwałem kurlandzkimi bialorusami: Leonid i Irena Erdman. Leonid opisuje swe pochodzenie w ten sposób, ze przodkowie mieli być spolonizowanymi Niemcami z Łotwy, którzy z czasem zamieszkali w Witebskim obwodzie a stamtąd jak wielu mieszkańców północnej Białorusi czy Ukraińskiego Polesia, zwerbowali się na Donbas, by uniknąć kołchozowej głodówki.

Leonid z Irena stworzyli kilka lat temu polonijna organizacje i działają na terenie 37-mej szkoły w Makiejewce. Dzieci z tej i okolicznych szkol uczą się języka polskiego, który jest wykładany jako obowiązkowy w kilku starszych klasach. Jest grupa maluchów i zespół taneczny "Niespodzianka". Od dwu lat opiekują się oddziałem Polonii we wsi Sergejewka w Krasnoarmiejskim rejonie. Tam 150 polskich rodzin zasiedlono w czasach Powstania Styczniowego. Sukces ich działalności w Sergiejewce skłonił do poszukiwań w Telmanowskim rejonie. Ku memu zdumieniu najwięcej entuzjazmu przywieźli oni właśnie z Miczurina i zgodzili się pomoc mi w zorganizowaniu koncertu na dzień Trójcy Przenajświętszej w 2007 roku. Spotkanie było udane i kilka polskich rodzin urządziło nam "słodki stół" po koncercie. Zdawało się, ze następne akcje nie za górami, tymczasem wyniknęło kilka nieporozumień z dyrektorka klubu. Prosiłem ja o arendę pomieszczenia na sw. Piotra i Pawła. Najpierw zgodziła się, potem jednak zadzwoniła bym przyjechał za tydzień, bo jacyś ludzie proszą o chrzest i trzeba się z nimi spotkać. Za tydzień przyjechałem z klerykiem. Ustalaliśmy trasę pielgrzymki i chcieliśmy się w Miczurino spotkać z polska i niemiecka diaspora. Klub był zamknięty wiec odwiedzaliśmy ludzi napotkanych na ławeczkach. Zaszliśmy do domu do cioci Irmy, Niemki urodzonej w tej wiosce. Potem odwiedziliśmy Walentynę i Janinę. To było również pożyteczne spotkanie aczkolwiek bez pary Erdman. Ostatni raz pani Irena zgodziła się ze mną pojechać do Miczurino w przeddzień pielgrzymki, by omówić sprawę obiadu. Na jej prośbę dyrektor kołchozu zgodził się nakarmić pielgrzymów w stołówce, która była kiedyś kościołem.

Zima na kolędzie u Erdmanow usłyszałem ich odmowę w sprawie organizacji Bożonarodzeniowego koncertu wiec pojechałem kolędować sam z dwoma parafiankami. Również na Wielkanoc państwo Erdman byli zajęci i ja zrozumiałem, ze nie ma sensu ich zmuszać do ciągnięcia na swoich plecach zbyt wielkiej ilości projektów.

5. Wiedergeburt

Na Wielkanoc pojechał ze mną do Miczurino, sekretarz niemieckiej diaspory Odrodzenie (wiedergeburt), Andrzej Baburkin, syn niedawno zmarłej parafianki Krystyny Weber.

Był moim ministrantem przy poświęceniu potraw wielkanocnych w kilku miczurinskich domach. Spotkanie było na tyle udane ze 16 napotkanych osób zgodziło się mi pomagać przy odrodzeniu parafii i budowie kapliczki.

Umówiliśmy się na kolejne spotkanie w maju, na Zesłanie Ducha św., by odwiedzić cmentarz i poświęcić mogiły. W tym samym tygodniu była prawosławna "Radonica" czyli "Krasna Gorka" albo "Dzień Rodziców" jak nazywają prawosławni niedziele Przewodnia.

6. Ks. Igor Onopacki

Ks. Igor, greko-katolik, troje małych dzieci pochodzi ze Zbaraża, obwód Tarnopolski. Jesteśmy od 5 lat sąsiadami. On również Pomagał mi przy remoncie kościoła w Jenakiewo, często spowiadał i Pomagał przy remoncie samochodu. Ostatnio miał wiele kłopotów rodzinnych, musiał wykupić mieszkanie i sprzedać samochód. Oddawałem mu często nasz parafialny na parę dni i prosiłem w zamian o pomoc przy organizowaniu wspólnoty w Miczurino. Nie odmówił. Na Zesłanie Ducha św. poświęcaliśmy razem katolickie mogiły na cmentarzu tymczasem dzieci z orkiestry dętej grały na trąbach w samym sercu wioski kolo dawnego kościoła. Kilkoro parafian z Legionu Maryi rozdawało gazety Polskiego Towarzystwa i broszurki katolickie. Podchodził do nich prawosławny kapłan. Przyznał się, ze spotkał mnie na Wielkanoc i opowiedział kobietom jaki to straszny grzech katolicy popełnili i ze ten grzech nazywa się Filioque!

Kobiety nie od razu skojarzyły o co chodzi ale długo w drodze powrotnej o to wypytywały mnie.

Jedna z miejscowych parafianek rodem z Latyczowa na Podolu zapytała kiedy znów przyjadę i obiecałem przyjechać na Piotra i Pawła. Tym niemniej los zrządził, ze zjawiłem się wcześniej.

7. Muszynscy

Po każdej podróży do Miczurino dzieliłem się z parafianami w Makiejewce swymi wrażeniami i któregoś razu niespodzianie pani Ludmiła Slepczenko, która jest matka chrzestna większości parafii na Donbasie, bo w przeszłości pracowała jako sekretarka Chrystusowców zaciekawiła się sprawa i obiecała mi pomoc w rejestracji miczurinskiej grupki.

Domówiliśmy się na pierwszy tydzień czerwca i obeszliśmy wszystkie katolickie domy. Objaśniliśmy warunki funkcjonowania parafii i zebraliśmy 10 podpisów na rejestracje wspólnoty. Wola odrodzenia parafii rosła z dnia na dzien. Wzruszająca była rozmowa z babcia Irma, pięknie zachowała się Janina ale najaktywniejsi na ten raz byli Muszynscy. Oboje rodem z Podola. Pan Jozef zgodził się ze mną pojechać do Telmanowa gdzie trzeba było prosić o "błogosławieństwo" dla powstającej wspólnoty u burmistrza miasta.

8. Afonkina

Burmistrzem okazała się mila pani średniego wieku, Pani Olga Afonkina, greczanka. W naszej obecności zadzwoniła do Doniecka, by zapewnić oddział religii, ze katolicy rzeczywiście są na terenie rejonu i ze ona nie będzie czynić przeszkód rodzącej się wspólnocie.

Drugi temat rozmowy to przyjazd konsula. Miał on się zbiegać z uroczystością Piotra i Pawła, bo na taki termin zgodził się przyjechać pan Grzegorz Seroczyński.

Pani Olga obiecała przyjąć wysokiego gościa "jak przystało jego statusowi" w przeddzień jednak przyjazdu gdy okazało się ze datę trzeba przesunąć na tydzień przeprosiła, ze jest na urlopie i nie przyjedzie. Tym nie mniej miała zadzwonić do Soltysa by zadbał o wszystko.

W międzyczasie miała miejsce katolicka Trójca, która się zbiegła z tzw. Dniem Matki. Mieli tam być prawosławni księża i ja poprosiłem dyrektorkę klubu o 10 minut na występ dla katolików. Na początku się zgodziła, nawet cieszyła się gdyśmy zaproponowali pieśń Ave Maryja. W przeddzień jednak zadzwoniła, byśmy nie jechali, bo koncert ma być zawieszony z przyczyny"braku sponsorów".

Rozmawiałem na ten temat z parafianami i oni potwierdzili, ze koncert się odbył i ze dyrektorka skłamała. Sami stworzyli bardzo prawdopodobna wersje, ze kapłani prawosławni zawetowali nasz występ.

9. Staruszka

Czy bliższy był dzień spotkania z konsulem tym większa panika ogarniała mnie, bo mając tak wielu przyjaciół czułem się osamotniony w kwestiach organizacyjnych. Ostatecznie zwróciłem się z prośbą o pomoc do TKPD i do naszego dziekana. Oboje zgodzili się w ramach spotkania Legionu Maryja zrobić mi urodzinowy prezent i włączyć się w akcje.

Pani Staruszko podarowała dla Miczurino 1000 egzemplarzy gazety POLACY DONBASU. Ks. Ryszard pozwolił na wydrukowanie afiszy na swoim kseroksie. Roznosiliśmy wspólnie z panią Walentyna i austriaczka Elizabeth (koordynator Legionu) po dwie gazety i jednym afiszy do każdego domu i już po dwu godzinach pracy afisze się skończyły a nogi bolały od chodzenia. Gdy zaczęło się ściemniać wstąpiliśmy do pani Janiny na urodzinowa herbatkę i pozna nocą wracaliśmy bardzo zadowoleni, bo wiele osób poobiecywało nam, ze na spotkanie z konsulem przyjdą.

10. Noc w internecie

Aby rozmawiać na temat Łemków i Bojków z nimi samymi trzeba się było dobrze przygotować. Bogu dzięki w przeddzień spotkania ustanowiono na plebanii internet i w poszukiwarce znalazłem ponad 70 artykułów w prasie na temat Akcji Wisła z czego tylko 20-cia ukraińskich a reszta po polsku. Okazuje się w naszej ojczyźnie sprawa ma większy rezonans niż na Ukrainie. Studiując materiały zrozumiałem, ze nasi przesiedleńcy z Akcja Wisła maja mało wspólnego.

Ich wysiedlono na teren Ukrainy w latach 1944-46 a akcja Wisła była potem i dotknęła ludzi rozsiedlonych na Zachód Bugu a nie na Wschód. Odnalazłem cyfrę 700 deportowanych z czego tylko 20% dobrowolnie opuściło Polskę. Polowa deportowanych trafiła na lewy brzeg Dniepry tzn. na tereny zrusyfikowane, gdzie nie było miejsca dla takiej ilości bezdomnych ludzi. Oto przyczyna ze trafiali oni często do opustoszałych niemieckich kolonii, w których wcześniej mieszkali katolicy. Takie wioski znalazłem jeszcze w Wolodarskim rejonie pod Mariupolem, w Rozowskim rejonie i Kujbyszewskim w obwodzie Zaporoskim. Większość obecnie funkcjonujących z 30 wspólnot greko-katolickich na Donbasie obsługuje takie wspólnoty wypędzonych z Polski Łemków.

Tymczasem o Bojkach dowiedziałem się już na miejscu. Ich wypędzono dopiero w 1951 roku. W Miczurino osiedlono 107 rodzin z Ustrzyckiego Powiatu, w Telmanowo 250 a w trzeciej sąsiedniej wiosce 170 rodzin. Jest jeszcze dużo pracy dla naszego Konsulatu.

Dowiedziałem się ze Łemkowie chcą stworzyć swoje centrum kulturalne w Kijowie i ze zajmują się lobbingiem prawa które by im zapewniało podobne przywileje w Polsce jak karta Polaka.

Moje oczy ze zdziwieniem przeczytały o obozie koncentracyjnym w Jaworznie gdzie eksterminowano 4000 Ukraińców podejrzanych o udział w UPA w tym 27 kapłanów (2 prawosławnych). Deportacje kosztowały 30 tys. ludzkich istnień. Do obozu w Jaworznie w 1949 roku omal nie trafił malarz Nikifor...

Epilog

Konsul miał przyjechać do Makiejewki o 14.00 gdzie czekaliśmy go z obiadem. Pani Adela i Anna od 5-tej rano za swe własne pieniądze robiły zakupy na rożnych rynkach i w sklepach, żeby dogodzić dostojnemu gościowi.

Jak wypadało jadąc 300 km po slobozanskich i donbaskich drogach konsul się spóźnił na 2 godziny. Czekała na niego pani Wiland zastępca Prezesa TKPD, dwie panie z donieckiej Opery i pan Siergiej Popik, katecheta z donieckiej parafii greko-katolickiej.

Miał do nas dołączyć jeszcze kwartet z donieckiego kościoła. W pospiechu policzyłem ze mojego samochodu nie starczy na taka ilość artystów nawet jeśli konsul jak obiecał kogoś z sobą weźmie. Goraczkowe poszukiwania BUSa spełzły na niczym i w ostatniej chwili znowu przyszedł mi na pomoc mój sąsiad ks. Igor. Zabrał część grupy i po drodze proboszcza Bojka, ojca Jarosława, który zastąpił ks. Wasyla Iwaniuka.

Byliśmy o 18.00 choć spotkanie miało być o 19.00. Szkoła, gdzie ustaliliśmy spotkanie i która w przeszłości była szkółką parafialna, była jeszcze zamknięta. Dzieci grały w piłkę nożną a Konsul gorąco o czymś dyskutował z primadonna. Nie zmartwił się tym ze nikt nie czeka, bo przywykł na Wschodzie do rożnych sytuacji. Tym niemniej wkrótce odszukaliśmy młodziutką, sympatyczna dyrektorkę.

O 19.00 było już 6 kobiet. Mnie to zadowalało, bo wiedziałem ze spotkanie się odbędzie. Rozpoznawałem niektóre twarze napotkanych tydzień wcześniej ludzi. Przyszli głównie ci co otrzymali zaproszenie osobiście. Nadszedł starosta prawosławnej parafii pan Michał i za 10 minut było nas już 40 osób. Ostatni "wkroczył" zasępiony ale uroczyście ubrany prawosławny ksiądz...

Spotkanie było wyśmienite choć "batiuszka" dwukrotnie na spotkaniu powtórzył zarzuty do katolików o "Filioque", a nawet nazwał nasze spotkanie prowokacja, tym niemniej parafianie go nie zrozumieli i nikt nie podtrzymał jego protestów. Dyrektorka dziękując prosiła konsula, by pomógł starym ludziom przed śmiercią zobaczyć ojczyznę!

Ona sama wyrosła na Donbasie ale rodzina jej męża pochodzi stamtąd i ona wie najlepiej z jaka nostalgia jej bliscy wspominają Polskę.

Temat odrodzenia parafii pozostawał gdzieś w tle i chyba najbardziej w sercu batiuszki. Wszyscy pozostali radowali się niezwykłej na skali rejonu przygodzie i ja tak myślę, ze rozmowy trwać będą jeszcze lat kilka.

Pani Wiland obiecała, ze sprawa zajmie się Towarzystwo Kultury Polskiej na Donbasie a greko-katoliccy kapłani długo zapewniali batiuszke, ze nie maja zamiaru ani sil zabierać mu parafian, bo sami ledwie nadążają obsługiwać swoje.

Głównym winowajca powstałej polemiki uważam historie i braci komunistów, którzy "wypatroszyli" Donbas z "pokojowych Niemców", Bieszczady z "Bogu Ducha winnych" Bojków.

Konsulowi, Polonii z Makiejewki, TKPD i prostym ludziom z Gruntala dziękuję serdecznie za to, ze bitwa pod Gruntalem odbyła się bez wystrzału, bez krwi i bez bojek na jakie w innym wypadku kapłani z 3 rożnych kościołów w malej szkolnej klasie pewnie byliby gotowi, wedle scenariusza pana Jozefa Stalina, który takie konflikty na 300 lat do przodu umiejętnie zaplanował.


ks. Jarosław Wiśniewski

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com