Parafia w Bierdiansku powstala w 1857 roku i na budowe starego kosciola zlozyl ofiare sam papiez Pius IX. Kosciol poswiecony zostal dopiero po 50 latach przez biskupa Jozefa Kesslera. Dzis na terenie starej swiatyni miesci się niewielki park a obok Uniwersytet Pedagogiczny. Mlodziez depcze to swiete miejsce dniami i nocami, nie ma tam nawet pamiatkowej tablicy.

Szkoda, bo to był kosciol dekanalny. Kaplani z tego dekanatu zamieszkiwali na terenie kilku obwodow: tawryjskiego, jekaterynoslawskiego i wojska donskiego. Teren tego dekanatu stanowi obecnie poludniowo-zachodnia czesc dzisiejszej diecezji charkowsko-zaporoskiej.

Zaintrygowal mnie jednak fakt, ze pod koniec epoki carskiej dziekani przeniesli swa rezydencje z wielkiego poniekad miasta Berdiansk do niewielkiej kolonii Eichwald, która obecnie jest wioska zamieszkiwana przez około 300 wiesniakow. Owszem sa to katolicy ale nie ma już niemieckich kolonistow, którzy zbudowali w 1871 roku ogromny kosciol neogotycki. 100 lat temu proboszczem był Jozef Reter. Do kosciola uczeszczali Niemcy z 5 kolonii i 6 okolicznych chutorow a także z sasiednich luteranskich, greckich i zydowskich wiosek. Nalezalo wtedy do tego parafialnego kosciola 3917 dusz!!! Informacje na ten temat zbieralem posrod wielu przygod i nareszcie mogę z niej zrobic uzytek.

1. PIELGRZYMKOWY DAR

Po zakonczeniu pierwszej pielgrzymki mariupolskiej, ktorej przewodnikiem był o. Marcin-Sylwan Wirkowski, miałem wziąć zastepstwo w jego parafii, bo niespodzianie po miesiacu pracy przeniesiono go z Mariupola do Ventspilsu na Lotwie. Proboszcz i kustosz mariupolskiego sanktuarium był jeszcze na leczeniu w Polsce i trzea było kogos prosić o pomoc. Nie odmowilem, choc bez tego miałem zaplanowane trzy Msze sw. niedzielne w swoich parafiach.

Jechalem z przygodami. Wzialem ze soba az 3 parafianki. Cala droge odmawialismy rozaniec 4 czeszci z przerwami na remont opony w polowie drogi.

W Mariupolu parafianie przekazali mi zdjecia z pielgrzymki na DVD i trzy skrypty z historii mariupolskiego kosciola i okolic.

Trafily jak sadze w dobre rece. Wlasnie przygotowywalem swoja parafie w Makiejewce do jubileuszu stulecia, Okazalo się, ze Mariupol wkrotce będzie celebrowac 150-lecie poswiecenia swojej pierwszej swiatyni, kto wie może do tego czasu powstanie nowa. Tymczasem podobnie jak w Bierdiansku pamiec o starej budowli deptana jest przez urzednikow policji podatkowej, którzy starego budynku koscielnego nawet nie mysla zwracac prawowitemu wlascicielowi tzn. parafii katolickiej. Tak jakby komunizm na Ukrainie Wschodniej dalej sobie istnial.

Przyjalem z wdziecznoscia podarunek od nieobecnego już ojca Sylwana, tymczasem nanioslem na mape naszego wojewodztwa wszystkie niemieckie kolonie, o których mowa była w tekscie ze wskazaniem na istnienie tam kosciolow.

2. W POSZUKIWANIU NIEMIECKICH PAMIATEK

Pierwsz pielgrzymka w okolice Eichwalda miala miejsce jeszcze zima. Był mokry snieg i oblodzone ulice. Towarzyszyl mi sekretarz niemieckiego ziomkowstwa Andrzej Baburkin-Weber. Na jego prosbe zboczylismy z drogi, by obejrzec muzeum Hrabiego Korfa po sasiedzku z greckim miasteczkiem Wielka Nowosiolowka.

Niemiecka wioska nazywala się Nieskuczne. Hrabia miał talent pedagogiczny. Urzadzil kursy dla wiejskich nauczycieli i stworzyl w okolicy siec kilkunastu szkolek zimowych, w których chlopi z jego wlosci mogli otrzymywać pewna wiedze. Szkolki przetrwaly do Rewolucji i bolszewicy zrobili wyjatek i nie spladrowali palacu Grafa. Zamieniono go na szkole a w czasach niepodleglosci szkole zamieniono na muzeum.

Szkoda, ze o hrabim Korfie opowiada tylko czesc ekspozycji i tylko tak nawiasem z racji na to, ze jego corka wyszla za maz za wspoltworce MCHATU tzn, glownego teatru Moskwy. Niemirowicz-Danczenko, był sponsorem wszelkich tworczych projektow Stanislawskiego totez udalo się z Moskwy do malenkiej ukrainskiej wioski sprowadzic sporo eksponatow zwiazanych z dzialalnoscia tego teatru. Czy hrabia Korf był katolikiem nie udalo się nam ustalic. Wiadomo jednak, ze jego dzialalnosc spoleczna niezbyt podobala się carskim urzednikom totez w pore wyjechal on do Szwajcarii i tam zdaje się zmarl w drugiej polowie 19 wieku.

Entuzjastyczny dyrektor muzeum, którego wspiera niemiecka wspolnota Makiejewki był na tyle wylewny, ze nasz pobyt w Nieskucznoje przeciagnal się do wieczora i podjelismy decyzje wracac do domu. Do Eichwalda było zbyt daleko, zimowy dzien był zbyt krotki a pogoda nazbyt kaprysna by doprowadzic do skutku nasz zamysl. Ponadto jechalismy okrezna droga, by znalezc wiesc Elizawietowka w ktorej mieszkali niemcy katolicy.

Wspolczesni mieszkancy wioski przyznali, ze w miejscowym lesnictwie zyl stary Niemiec ale dawno temu zmarl. Znalezlismy za to innego Niemca w sasiedniej wiosce, który porozmawial z nami krotko na podworku. Pewnie by zaprosil nas do srodka gdyby nie to ze spieszylismy się i odmowili jego prosbie. Ponieważ był sezon koledowy a ja miałem ze soba luteranska kantyczke zaspiewalem o O DU HEILIGE, O DU FROLICHE. Mezczyzna wygladal na 55 lat, niespodzianie wbrew naszym oczekiwaniom pociekla na jego twarzy lezka. Wszyscy krewni dawno wyjechali do Niemiec a on pozostal, bo jego malzonka rosjanka, nie miala zamiaru z nim wyjezdzac. Pozostal jej wierny.

Kosciol w Eichwald Kosciol w Eichwald

3. CO TO JEST GRZECH

Pozna wiosna odbylo się spotkanie z polskim konsulem we wsi Sergiejewka pod Krasnoarmiejskiem. W tej wiosce w czasach Powstania Styczniowego rosyjskie wladze osiedlily 155 polskich rodzin. Konsul zadeklarowal chec pomocy materialnej dla 20 dzieci z tej wiosku przy organizacji wyjazdu na wakacje. Trwaly przygotowania i dowiedziawszy się, ze nie ma chetnych na wyjazd, odwiedzilem te wies razem z kolega ks. Grzegorzem, który niedawno otrzymal dekret do pracy w Krasnoarmiejsku. Odwiedziny daly dobry skutek i z inicjatywy dyrektorki szkoly przygotowania gruipy 14 osob rozpoczely się.

Zadowolony tym sukcesem odbylem podroz do sasiedniego Aleksandrowskiego rejonu. Chcialem 6 wolnych miejsc przekazac greko-katolikom. Rozmawialem z dwoma kaplanami i ich zonami. Wszyscy wyrazili chec uczestnictwa w podrozy do Polski.

Nastepnego dnia z rana miałem wziąć udzial w innej ekumenicznej akcji: Charyzmatycy z "Kosciola Bozego" organizowali z pomoca amerykanow seminarium praktyczne dotyczace ulicznej ewangelizacji.

Prtzenocowalem na wsi 40 km od Kramatorska. Przyroda i pogoda były wysmienite. Z poczatku nie odczuwalem zmeczenie. Dotarlem do Doniecka w rekordowym tempie

Miałem do pokonania 150 km wiec mimo wszystko spoznilem się na zajecia. Malo spalem tej nocy, bo dlugo gawedzilismy z ks. Kochanskim i ks. Iwaniukiem.

Na miejscu w siedzibie protestantow odczulem dziwny niepokoj i nerwowosc. Kiedy zaczeli do mnie zblizac się rozni stewardzi z bejdzykami na bluzkach. Gdy w korytarzu zabrzmial jezyk angielski poczulem się jeszcze bardziej nieswojo.

Jeden z zamorskich pastorow uscisnal moja dlon, pochwalil, ze się zdecydowale na uczestnictwo w seminarium i postanowil mnie "wprowadzic w temat". Pomimo, ze zamienilismy kilka slow po angielsku on zawolal tlumaczke i obcowal ze mna z pomoca dziewczyny, która strasznie koslawila jego wypowiedzi i docieralo do mnie tylko jakies wewnetrzne ostrzzenie: "w nogi! Uciekaj gdzie pieprz rosnie!"

Nigdy bym sam siebie nie podejrzewal o taka panike i do dzis nie mogę pojac co się ze mna stalo. W kazdym bądź razie w poblizu przypadkowo znajdowal się znajomy pastor, który dostrzeglszy mój wyraz twarzy probowal wyjasnic co się ze mna dzieje i nawet przyjaznie mnie objal. Ja byłem o jedna sekunde od szlochu.

Przeprosilem jednak grzecznie obu pastorow i tlumaczke i dalem dyla. Na podworku zrobilem dwa "kola honorowe", i nie mogac zdecydowac dokad jechac i co robic z niespodzianie odzyskana swoboda...przypomnialem sobie, ze mam w samochodzie mape, na ktorej wielkimi czarnymi kolkami flamastrem były zaznaczone "moje niemieckie" wioski, do których tak dlugo nie moglem się wybrac cale pol roku.

4. BERGTAL

Najpierw wypelniony adrenalina po czubek glowy odwiedzilem wioske Wolodarskoje, która tak zostala nazwana na czesc pewnego komunisty zydowskiego pochodzenia (o tym dowiedzialem się w miejscowym muzeum). Pierwsza nazwa wsi była zdaje się Laskawoje, potem Pokrowskoje, od tytulu miejscowej cerkwi. W tych okolicach jest wielka kopalnia gliny porcelanowej i park krajobrazowy "kamienne mogily", który przylega do granicy obwodu zaporoskiego ale w calosci miesci się na terenie Donbasu. Ponoc na liscie "cudow Ukrainy", teren muzeum-skansenu jest na 10-tym miejscu. Przyczyna sa nie tylko unikalne rosliny i piekne trzy kamienne skaly, lecz również "scytyjskie baby", których tu się spotyka wiele i jak nam wyjasnila przewodniczka z muzeum stanowia same w sobie mogily bogatych Scytow. Biedny czlowiek nie mogl sobie pozwolic, by wyrzezbiono mu na jego nagrobku podobienstwo kobiety wazace ponad tone. Tym nie mniej zdarzaja się przypadki kradziezy scytyjskich bab, co pozostawiam bez komentarza.

Polowa wiosek wolodarskiego rejonu miala niegdys niemieckie nazwy np. Schoental z pieknym gajem brzozowym dzis się nazywa Ksenowka.

Niemiecka wioska Bergtal, która stanowila dla mnie nielada zagadke nazywa się dzis Respublika. W tej wiosce mieszkaja do dzis 4 niemieckie rodziny. Nigdys ich tu było kilkaset. Pierwszymi kolonistami byli przybysze z Zaporoza. Na legendarna wyspe Hortyca, na ktorej Chmielnicki dal pierwszy boj Polakom, zamieszkali pod koniec 18 wieku, wysiedleni z okolic Gdanska Mennonici, sekta tradycjonalistow. Oni wlasnie w 1833 roku stracili swoje przywileje dane im na czas zagospodarowania i poprosili o nowe gdy zdecydowali się osiasc pod Mariupolem. Tak trwalo do 1871 roku. Zdazyli zbudowac sporych rozmiarow Dom Modlitwy i wiele domostw. Tym nie mniej zdecydowali się na porzucenie i tych okolic. Zamieszkali w Kanadzie i ich potomkowie niedawno odwiedzajac Ukraine przekazali do Wiejskiej Rady historyczne dokumenty. Sympatyczny starosta pozwolil mi skorzystac z tych dokumentow. Wynikalo z nich, ze opuszczajac Bergtal mennonici sprzedali swe domostwa i Dom Modlitwy katolikom, nic wiec dziwnego, ze w dokumentach sprzed 100 lat o tej wiosce mowi się już, ze to "katolicka" wies. Od starej budowli kosciola pozostaly tylko fundamenty i piwnice.

Ciekawostka jaka mi opowiedzial starosta była obecnosc przesiedlencow z Polski. Z pamieci zacytowal mi 4 rodziny w tym pana Adamusa w sasiedniej wiosce po drodze do Rozowki.

Odwiedzilem starca. Potwierdzil, ze miał wtedy 7 lat i malo co pamieta. Zapomnial nie tylko polski jezyk ale nawet jakiego był wyznania i tylko pamietal, ze pochodzi gdzies spod Hrubieszowa.

Ja tymczasem spieszylem się do rejonowego miasteczka Rozowka obok którego miala się znajdowac legendarna wies Urickoje czyli dawny Eichwald. Starosta z Bergtala potwierdzil, ze kosciol w Urickoje się zachowal, wiec lecialem niesiony wiatrem. Mój poranny niepokoj znalazl nagle objasnienie. Gdybym nie wyruszyl w drogewlasnie tego pieknego dnia. Nie dotarlbym do Eichwaldu nigdy!

5. SIOSTRA KAPLANA

W takich okolicznosciach, gdy wiatr mocno dmie w plecy, wraca mi humor blyskawicznie. 10 km za miasteczkiem Rozowka jadac po waskim dziurawym asfalcie, który miejscami zamienia się w stary bruk. Widac jeszcze z czasow niemieckich ujrzalem wśród stepowego czarnoziemu jeden dlugi rzad niewysokich domkow, wśród których najobskurniejszy miał na sobie tabliczke DOM MODLITWY. Jak się domyslilem i w miejscowym sklepie potwierdzono moje domysly to była kapliczka Baptystow, którzy tu w kazda srode sprawuja swoje obrzedy.

Gdzies w polowie ulicy stal metalowy, zolty sklepik a za nim drugi rzad domkow i miedzy nimi dluga i wysoka gotycka budowla, zagubiona w gestych haszczach.

Zmierzylem ja wzrokiem 30x15. To dla Wschodniej Ukrainy rozmiary katedry a nie wiejskiego kosciolka. Zrobilo mi się niezmiernie zal gdy dostrzeglem dziury w dachu na wysokosci choru. Zajrzawszy do srodka przez dziurke od klucza spostrzeglem sylwetke prezbiterium i zawalone konstrukcje choru. Nie sa to tak znaczne zniszczenia jak bywalo w innych przypadkach. Dla chcacego można i te budowle uratowac. Trzeba się jednak było przekonac, ze w tej wiosce sa jacys katolicy. Intuicja mnie nie zawiodla. Wedle opowiesci dyrektorki sklepu pani Kataryny Hruszcz, wiekszosc mieszkancow to przesiedlency z Zolkiewskiego powiatu, który obecnie lezy na samej polsko-ukrainskiej granicy. Sama sklepowa ma ciotecznego brata ksiedza Stepana Domaszowca w Jaworowie, którego syn jest merem w tym przygranicznym miasteczku.

Obcowalismy po ukrainsku i pani Katarzynie się zdalo, ze ja tez jestem greko-katolik. Pomylke wyjasnilismy sobie dopiero przy trzecim spotkaniu, gdy nareszcie udalo się przez telefon porozmawiac z jej bratem. Ksiadz Stepan czytal mój artykul wydrukowany w centralnej gazecie greko-katolickiej, która nazywa się "Patriarchat" totez od razu mnie sobie skojarzyl i był bardzo mily. Obiecal wspierac moje pragnienia, by w tej wiosce odrodzic katolicka wspolnote, pozostaje pytanie jakiego obrzadku. Niemcow już we wsi nie ma a przesiedlency z Zolkwi to glownie greko-katolicy. Podobna historia w sasiedniej wiosce, która niegdys nazywala się Romanowka a obecnie na czesc niemieckiego komunisty nazywa się Liebknecht. Nawet komunisci zachowali w tych stronach szacunek do niemieckich korzeni dwu sasiednich wiosek. Czemu wioske Eichwald nazwano Urickoje, nikt nie potrafil mi wyjasnic.

6. WYCIECZKA ZE ZDZISLAWEM

O rezultacie mojej majowki niezwlocznie powiadomilem wikariusza generalnego, który rezyduje w Zaporozu. Wiadomosc o istnieniu tak niezwyklego zabytku u nich pod nosem powinna była w moim odczuciu zbulwersowac i zainteresowac zaporoski kler. Spytalem czy cos im wiadomo o istnieniu tej starej swiatyni. Wikariusz ks. Jan, czlowiek niezwykle poczciwy i dobroduszny szybko mi odpowiedzial, ze ta sprawa jest znana ks. Zdzislawowi z Berdinska i zebym się z nim skontaktowal. Trzeba było poczekac ze dwa trygodnie, bo ks. Zdzislaw wlasnie w ten sam dzien wyjechal do Polski i jego telefon komorkowy nie odpowiadal.

Tymczasem nawiazalem kontakt z wikariuszem, który zapoznal mnie z miejscowymi redemptorystami greko-katolikami, którzy niedawno zakonczyli studia w Polsce. Milo spedzilismy za kawa kilka godzin i domowilismy się, ze w przeddzien Trojcy w stylu Julianskim spotkamy się znowu o ile wroci ks. Zdzislaw i zechce razem z nami pojechac na wycieczke do Eichwaldu.

Ks. Zdzislaw robi wrazenie czlowieka utrudzonego i steranego latami pracy przy budowie nowej swiatyni. Niemalo sil i serca wklada on w kierowanie diecezjalnym oddzialem Karitas-Spes. Studiowal niegdys w Niemczech i sprawy diaspory niemieckiej nie sa mu obce. Tym niemniej o kolonii Eichwald dowiedzial się dopiero ode mnie.

Caly czas podrozy nie skrywal, ze sceptycznie na to patrzy i ze być może znaleziony przez nas kosciol jest pamiatka po mennonitach tak jak w Tokmaku, gdzie od lat istnieje obslugiwana przez berdianskich ksiezy kaplica katolicka.

Tym niemniej miałem dokument w rekach. Dysretacja pewnego krajoznawcy z Mariupola mowila konkretnie o tym, ze katolicki kosciol sw. Trojcy we wsi Urickoje zachowal się. Tam były tez cyfry, które mowily same za siebie. Na Donbasie 53% Niemcow byli wyznania Luteranskiego 42% byli katolikami i tylko 5% stanowili Mennonici, totez szanse na to by w jednej wiosce sasiadowali ze soba przedstawiciele 3 wyznan były male. W katolickiej wiosce mennonici raczej by nie wytrzymali i nie zachowali swych tradycyjnych zachowan.

Wiecej ciekawych spostrzezen zrobilismy w Liebknechcie. Tym razem z pania Kataryna Hruszcz spotkalismy się w tej drugiej wsi gdzie on osobiscie zarzadza swym drugim sklepem. Na nasza prosbe zamknela sklep, siadla za kierownice i zawiozla nas do kilku najstarszych mieszkancow wsi wysiedlonych z Polski. Ks. Zdzislaw siedzial za kolkiem drugiego samochodu a ja z mlodszym redemptorysta (o. Wasylem) wedrowalem od domu do domu w poszukiwaniu greko-katolikow.

Polowanie dalo maly skutek. Kilka starszych osob potwierdzilo ze sa greko-katolikami i ze czasami na swieta do nich przyjezdza prawoslawny ksiadz i wtedy nabozenstwo bywa w klubie (dawna swiatynia-ktora ponoc splonela).

Pani Kataryna zaproponowala zmeczonym kaplanom kawe i ciasteczka. Skorzystalismy z jej goscinnosci i wracalismy pospiesznie na wieczorna Msze sw. Ks. Zdzislaw przedstawil mnie obecnej na liturgii scholce jako "misjonarza" z konca swiata i zaproponowal krotkie spotkanie po Mszy sw.

Tego wieczoru Polacy mieli grac mecz z Niemcami na mistrzostwach Europy. Wyjezdzalem z Berdianska o 20.00, miałem do pokonania 200 km, tym nie mniej zdarzylem obejrzec druga polowe naszej kleski, która zadal obronca z donieckiego Szachtiora polski pilkarz Lewandowski, który na ostatniej minucie faulowal niemieckiego zawodnika i zarobil "jedenastke".

Drugie odwiedziny w Eichwaldzie pozwolily mi odnowic wszelkie sily moralne i fizyczne. Tego dnia przegrana Polakow nie mogla mnie zmartwic. Ja przeciez jako katolicki kaplan paradoksalnie, w warunkach Wschodniej Ukrainy dzialam podobnie jak Lewandowski, Podolski czy Miroslaw Klose: staram się co nieco dopomoc "braciom Niemcom" zachowac swoje dziedzictwo i godnosc. Tak przynajmniej dzieje się gdy walcze o zapomniana kolonie Eichwald, czy Bergtal, scierajac z nich pyl sowieckiego wandalizmu i zapomnienia.

7. WYCIECZKA Z ANDRZEJEM

Przeszedl jeszcze jeden miesiac i nareszcie Andrzej Weber zgodzil się po raz trzeci towarzyszyc mi w poszukiwaniu niemieckich kolonii i zapomnianych kosciolow. Powiem szczerze: to cosmy przezyli razem z nim przypominalo mi rozgrzebywanie paragwajskich dzungli i zagubionych jezuickich redukcji!

W tej kolejnej przygodzie miala wziąć udzial redaktorka gazety Polacy Donbasu ale od poczatku była jakas strapiona. Spotkalismy się w Doniecku kolo miejscowej redakcji radiowej. Ja się spoznilem o cala godzine, bo zatrzymali mnie liczni na ten dzien bezdomni, spoznial się tez Andrzej, którego prosilem, by zabral ze soba aparat fotograficzny.

Odjechalismy zaledwie kilka kilometrow i redaktorke zatrwozyl telefon z kosciola. Ksiadz dziekan doniecki poprosil ja by wrocila do kosciola w waznej sprawie.

Pojechalismy wiec we dwojke zaopatrzeni w cyfrowy aparat i duza ilosc polskich gazet, które pod nieobecnosc redaktorki jakos niezrecznie było mi rozdawac.

Z Andrzejem objechalem cala swoja majowa trase. Sprobowalismy nawet podjechac do "kamiennych mogil" ale blotnista droga była na tyle rozmyta, ze trzeba się było zawrocic.

Fotografowalismy w Bergtalu budynek wiejskiej Rady z czasow niemieckich i ksiazke o mennonitach. Odwiedzilismy cmentarz, na którym poczulem się zle od zmeczenia i skwaru Andrzej ratowal mnie sucharami i sokiem jablkowych, który przezornie zabral w droge. To mi naprawde dopomoglo.

Pani Kataryna przyjela nas jak zwykle milo i obiecala rozdac wszystkie gazety swoim klientom.

Gdysmy fotografowali stare koscioly podchodzili do nas ludzie i prosili bysmy je restaurowali.

Pani Kataryna przyznala się, ze jedna trzecia kosciola wykupil jej syn i jeszcze dwaj jego koledzy na spolke i korzystraja z niego jako za spichlerza ale notariusz ich uprzedzil, ze nie maja prawa kosciola rozbierac ani przebudowywac.

Zazartowalem, ze skoro to ich wlasnosc to nie będzie problemu z odprawieniem tam swiatecznych liturgii. Ona się usmiechnela milczaco. Oboje wiemy, ze odbudowa swiatyni to sprawa wielu lat a może dziesiecioleci.

8. GOETLAND I GROSSWERDER

W sasiedniej wsi Mirnoje, która należy do rejonu Kujbyszewskiego podeszli do nas trzej podpici mezczyzni potwierdzili, ze kosciol jest katolicki, i ze miejscowi ludzie kradli metal z dachu a nawet cegle. Opowiedzieli tez, ze wszystkich zlodziei spotkala kara Boza.

Kosciol w Goettland/Mirnoje Kosciol w Goettland/Mirnoje

Wioska niegdys nazywala się Goettland a kosciol miał tytul Narodzenia MB. Podpowiedzieli tez ze w sasiedniej Marinowce na kolchozie nr 13 jest jeswzcze jeden kosciol i jeden z nich Wiktor zgodzil się nam pokazac droge. Metoda dedukcji, dzieki posiadanym materialom archiwalnym stwierdzilem, ze ten ostatni kosciol z oberwanym dachem i utracona wieza to kosciol sw. Rozanca w dawnym Grosswerder a obecnej Marianiwce.

W tym zranionym i placzacym kosciele zadziwily mnie kaluze, w których odbijal się zrujnowany dach i niebo a także ostatki freskow, które dla mnie osobiscie maja ta sama cene co odkrycia prof. Michalowskiego w Egipcie!

Kosciol w Grosswerder/Marianiwce Kosciol w Grosswerder/Marianiwce Kosciol w Grosswerder/Marianiwce

EPILOG - BRANDENBURGIA

Studiujac haslo Eichwald w internecie odkrylem, ze jest to bardzo popularne imie wlasne nie tylko w Niemczech ale i w Czechach. Tak nazywaja się wsie i miasteczka. Sporo ludzi nosi takie nazwisko. Najwieksze i najstarsze miasto Eichwald lezy w Brandenburgii nad Elba i być może stamtad pochodzili nasi kolonisci.

Wśród zsylek był tez link Uniwersytetu z Polnocnej Dakoty, gdzie widocznie mieszka wielu niemieckich kolonistow. Na tej zsylce znalazlem wiele znanych mi nazwisk miedzy innymi kaplanow hatzenbollera, Heuta, Wagnera i Makielko, którzy pracowali na Donbasie i w zaporoskich koloniach pod Mariupolem. Okazuje się ze z czasem te "archiwalne" postacie, z detalami przestudiowana w ksiazkach ks. Dzwonkowskiego, Czaplickiego i Ossipowej staja się dla mnie jak zywe i bliskie jakby rodzeni bracia czy rodzice.

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com