Rekolekcje z burżujką - Uzbecka Wigilia

 

Dla mnie to byla juz 18-ta wigilia za granica. Powoli zapominam JAK TO SIE ROBI...W OJCZYZNIE. W mojej parafii W  GORACH TIAN SZANIU swietowalismy 14 GODZIN od 14.00 do 4-tej rano... Gdyby jednak dodac rekolekcje to wlasciwie 4 doby. 3-dniowe rekolekcje  sam glosilem od poniedzialku do srody. Przychodzilo najpierw 5 osob potem 4 a na koniec 12.

1. Swiateczna krzatanina


Przyjechalem do Angrenu w samo poludnie w poniedzialek i pozostalem do srody do poznego wieczora. Wszystkie poprzednie wizyty trwaly 2 dni, teraz
zatrzymalem sie na dluzej. Jedno kazanie rekolekcyjne w dzien dla kilkorga osob to nie wyczyn i trzeba bylo sie zajac jeszcze innymi sprawami. Kupilismy piecyk zelazny, by ogrzac kaplice. Tydzien temu odlaczono nas od cieplowni. Trzeba bylo zakupic wegiel i gaz butlowany. Troszke udekorowac kaplice. W centrum na samym oltarzu niewielka choinka oczywiscie sztuczna, bo minely te czasy gdy masowo sprowadzano choinki z Syberii. Tutaj na skwarnych stepach one nie rosna a jesli sie zdarzy to jest to zbyt cenna rzecz by ja stawiac na kilka dni w domu. Niech sobie rosnie. Jest wszedzie sporo tuj, ktore z daleka maja forme choinek ale jako bozonarodzeniowa dekoracja to tez sie nie przyda. Odwiedzilem dziadka Jurija Divivi. Nadwolzanskiego Niemca naszego sasiada, ktory majac 15 lat trafil na przymusowe roboty w kopalniach wegla i z tamtych czasow zachowal okaleczenia prawej nogi. Ma 81 lat i druga zone z Murmanska. Nazywamy ja ciocia Asia, w rzeczywistosci Anastazja. Jest kuzynka prezbitera Jehowistow ale do nas tak jak Juri ma stosunek bardzo przychylny i ostatecznie oboje tak jak przed 5 laty na wigilie do naszej kapliczki z pomoca wozka inwalidzkiego przyszli.

2. Podarunki dla chorych


Mialem tez sporo roboty papierkowej. Przez caly tydzien zbieralem zaswiadczenia lekarskie recepty i inne papierki potwierdzajace liczne schorzenia moich parafian, ktorym francuski Caritas przekazal pewna ilosc srodkow na zakup lekarstw i oplate operacji. Okazalo sie, ze mam jak sw. Wawrzyniec bardzo bogata parafie. Trzy babcie maja katarakte oczu, jedna ma raka kolana, ktos choroby kobiece a najaktywniejszy parafianin na pol Ukrainiec na pol Uzbek leczy sie drogimi specyfikami, by nie dopuscic powrotu gangreny, ktora rok temu zaatakowala noge.
Na liste chorych, ktorych wsparl Caritas na swieta oczywiscie wpisalem dziadka Jurija. To jedyny w naszej wspolnocie swiadomy od dziada pradziada
katolik. Inny nasz parafialny Niemiec Sasza Niederquell opiekuje sie kaplica, mieszka w niej i jako totumfacki radzi mi we wszelkich sprawach domowych.
Robi jako elektryk z zawodu wszelkie mozliwe sztuczki z fazami roznych transformatorow z okolicy, by w domu od czasu do czasu bylo swiatlo.
To on mi pomagal wybierac i dostawic do domu zelazny piecyk - burzujke. Gdysmy ja pierwszy raz wyprobowali, cala parafia zebrala sie wokol pieca z
zaparty tchem obserwujac jak dymi. MAMY NOWEGO PROBOSZCZA,  zazartowalem, gdy poszedl bialy dym.

3. Poszukiwania nowego domu


W miedzyczasie znowu chodzilem do urzedu miejskiego szukac nowych miejsc pod kosciol. Powiodlo mi sie w tym sensie, ze pelniacy obowiazki glownego
architekta pulchniutki jegomosc lat 30-ci o imieniu Muzafar. Witajac sie z nim po raz pierwszy sprobowalem kilku slow uzbeckich. Grzecznosciowa forma
przy powitaniu jest bardzo dluga i brzmi mniej wiecej tak: Salom Alejkum. Men syzne kurgyanymdan xursand man (milo mi Pana widziec). Urzednik usmiechnal sie, odpowiedzial "Mening Xam..." (mnie tez) nareszcie ruszyl sie ze swego gabinetu i zapoznal mnie z jedyna jaka dotad widzialem w urzedzie Rosjanka, ktora zarzadza Miejskim Oddzialem Kultury. Ona nam obu wyjasnila, ze Dom Kultury, ktory od roku mer miasta (Hakim), proponowal nam wykupic. NIESPRZEDAJE SIE, bo PRAWO ZABRANIA handlowac mieniem Oddzialu Kultury. Zapytalem korzystajac z okazji, czy wiadomo tej Pani o istnieniu w miescie stowarzyszenia mniejszosci niemieckiej lub polskiej (to zawsze ulatwia prace na poczatku formowania katolickich wspolnot). Gdy zaprzeczyla
troszke zirytowany zapytale "wobec tego jakie macie tu mniejszosci?". Pani bez namyslu powiadomila mnie, ze jest towarzystwo "rosyjskie" i
"bialoruskie". Przy okazji poinstruowala mnie, ze Rosjanie sa Prawoslawni i juz miala zamiar to samo powiedziec o bialorusach. Ja jednak przerwalem
jej pytaniem czy nie moglaby mi dac telefon Przewodniczacej "ziomkowstwa bialoruskiego".

4. Ziomkostwo Bialoruskie


Po wielu perypetiach tego samego dnia poznajomilem sie z Pania Wiera Jakowlewna, ktora wlasnie biegala po miescie organizujac bankiet noworoczny dla czlonkow towarzystwa. Bezblednie przez telefon nazwala mne ksiedzem (miejscowi mowia na nas "swiatoj otiec, lub batiuszka czy w najlepszym wypadku pastor lub padre). Kobieta zdala egzamin na bialoruskosc. Nasi sasiedzi jakiego by wyznania nie byli o kosciele katolickim wiedza duzo i jak sie przekonalem sa chetni do wspolpracy. Zostalem zaproszony na noworoczny bankiet a takze dostalem porady w sprawie poszukiwanej lokalizacji. Pani Wiera, ktora ma niewielki biznes farmaceutyczny i sama niedawno szukala lokalu zna w miescie wszelkie pustostany i oradzila mi obejrzec porzucene przedszkole niedaleko naszej obecnej kapliczki.
To byl dla mnie najlepszy podarunek wigilijny. Jej syn nawet zawiozl mnie do pewnej Polki, ktorej niestety nie zastalismy w domu. Na kolede jednak obowiazkowo wroce w te okolice.

5. Pasterka


To byla nasza pierwsza pasterka, na ktorej byli najstarsi parafianie, ktorzy nie planowali przychodzic noca. Wszyscy razem z mlodzieza i dwoma pastorami baptystami, razem okolo 16 osob zasiedlismy za stol w kuchni parafialnej. Bylo 12 dan. Przygotowaly je w domu 6 parafianek, kazda po 2 dania i
przyniosly do kapliczki. Co nieco odgrzalismy i przeplatajac koledami jedlismy do godziny 5-tej wieczor. Oplatek byl na koniec. Wtedy staruszki
sie rozeszli a mlodziez pozostala na film o Jezusie. O szostej wieczor przyjechal busik, ktory 14 osob zabral na pasterke do odleglego o 120 km
Taszkientu. Najpierw zwiedzalismy piekny kosciol w centrum 3 milionowej stolicy. Potem byla jeszcze jedna kolacja i film. O 23.00 mlodziez z
Taszkientu odspiewala nam koledy. Byla piekna akustyka i wszystkie miejsca zajete. Bogu dzieki nam zarezerwowano miejsca siedzace. Gdy o 24-tej
zaczynala sie pasterka w kosciele bylo okolo 400 osob, co jest wielkim sukcesem, bo w tak wielkim miescie katolikow mamy zaledwie 300 osob wiec
przynajmniej 100 osob przyszlo z innych kosciolow i wyznan. Msza sw. trwala 2 godziny. Celebrowal x. Biskup, ktory mieszka razem ze
mna przy Taszkientskiej katedrze, ks. Probosz-Franciszkanin i wikariusz. Odprawialo sie w kilku jezykach. Glownie po rosyjsku, bo uzbecki jezyk
jest zarezerwowany tutaj dla muzulmanow. Wladze sobie raczej nie zycza, bysmy nawracali Uzbekow. Czytania byly po angielsku, koreansku i po
polsku. Proboszcz prosil mnie bym polski tekst czytal ja. Biskup prosil mnie tez, bym przetlumaczyl jego kazanie z rosyjskiego na angielski, co
uczynilem z satysfakcja, bo lubie ten jezyk.

Nie patrzac na nic ja jednak ucze sie pilnie uzbeckiego i mam nadzieje ze za pare lat kazanie bedzie tlumaczone i na ten przepiekny jezyk.
Po Mszy sw. moi parafianie powrocili busikiem do domu i byli tam o 4 nad ranem.

6. Swietowanie


Ja z innymi kaplanamii i z Biskupem bylismy zaproszeni na swiateczna kolacje, ktora trwala do 6 rano i juz potem nie chcialo mi sie spac wiec pisalem spoznione listy swiateczne do godziny 10 rano. To wlasnie za tym calonocnym stolem swiatecznym o. Lucjan wyznal, ze juz 22 lata nie byl na swietach w gronie rodzinnym. Ja tez policzylem i wyszlo mi 18.
O 12.00 Proboszcz taszkiencki wspomniany juz o. Lucjan mial polska Msze sw. o 16.oo wikariusz o. Andrzej odprawial po koreansku. Na wieczornej Mszy sw. Bozonarodzeniowej po rosyjsku odprawial x. Biskup a ja mialem kazanie po rosyjsku i angielsku w Taszkiencie. Jak widzac pracuje w malutkie parafijce w gorach i pomagam troszeczkie w wielkie swieta w stolicy. Przyznam szczerze, ze gdy porownam z Ukraina czy z Rosja, to na razie sie nie przemeczam. W tamtych czasach bywalo po 4 i 5 wigilii. Tym razem tylko dwie. Piatek byl ulgowy. Wlasnie tego dnia sie odsypialem.

7. Adoracja u siostr


Do Angrenu pojechalem dopiero w sobote na sw. Jana. Poswiecilem dla parafian wino sw. Jana i wyglosilem niedzielne kazanie o sw. Rodzinie. Po powrocie do Taszkientu mialem adoracje w kaplicy siostr Matki Teresy dla malych dzieci, ktore sa albo bezdomne albo maja rodzicow alkoholikow i czesto przychodza do naszych siostr cos zjesc. W niedziele troszke sie tez modla. Najpierw dzieciaki mialy repetycje scenki swiatecznej, ktora za tydzien ma byc pokazana w kosciele. Tu tez niektore dzieci mialy problem z rosyjskim.
Na wystawieniu szczerze wypowiadaly swe prosby za chorych i za zmarlych. Jeden dzieciak prosil, by Jezus uczynil go prezydentem inna dziewczynka
chciala tego samego. Ja poprosilem, bysmy wszyscy kiedys w niebie byli ksieciami i krolewnami. Po wystawieniu po raz pierwszy wczytalem sie w sens slow jakie w zakrystii siostr wisza od dawna i jest to wypowiedz Matki Teresy: Kaplanie Bozy, Postaraj sie odprawic te Msze sw. Tak jakby to byla Twoja prymicja lub jakby to byla twoja Ostatnia Msza swieta, albo jedyna Msza sw. W twoim zyciu. Mysle, ze dobrze zapamietalem sens tego co czytalem. Juz wiele razy odprawialem u siostr a dopiero teraz do mnie doszlo, jakie tez wielkie wymagania miala co donas ta wspaniala siostra. Kto wie, moze trzeba bylo celebrowac te wigilie wlasnie w taki sposob. Mam znajoma z internetu, ktora dowiedziawszy sie o tym ze choruje na zlosliwego raka, napisala mi, ze wlasnie tak sie przygotowuje do wigilii jakby to miala byc jej ostatnia. Tym niemniej ma nadzieje, ze bedzie ciag dalszy w niebie w postaci pustego talerzyka. Ja jej odpowiedzialem, ze tam w niebie rzeczywiscie jest sporo pustych talerzy ale to sa te nasze, czekaja kiedy tam sobie polecimy i zasiadziemy z takim ogromnym mnostwem znajomych i bliskich z rodzinnych albumow i z encyklopedii.

8. REFLEKSJE


Dopiero co wszedlem do domu i zjadlem sobie kawalek ryby swiatecznej. Zasiadlem za komputer i znalazlem  pare nowych listow, ktore mnie
owszem ucieszyly i zmusily do refleksji. JAKIE BYLY TE MOJE PIERWSZE UZBECKIE SWIETA. To jest moj swiateczny maraton, ktory jeszcze trwa, bo jutro zaczynam kolede u miejscowych koreanczykow a od srody koleduje znowu w Angrenie i w sasiednim miescie Almalyk (tez przepieknie malowniczo polozony w gorach Tian Szan miasteczko).

Za listy, sms-ki i pamiec Bog zaplac.
Zycze szczesliwego Nowego roku.
Wszelkich Lask Bozych i zyczliwosci ze strony ludzi.

ks. Jarek Wisniewski
Taszkient

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com