NIE PRZEGWIZDAC ZYCIA

 

Zostalem poproszony o krotka opowiesc o misjach. Taka ktoraby byla wstepem do wiekszego zaciekawienia misjami. Mam napisac cos co „chwyci za serce” czytelnikow malej gazetki parafialnej pod Krakowem. Bede jednak pisac tak by mogli to czytac z pozytkiem w Toruniu, Bialymstoku, Wloclawku czy w Opolu.

Dedykacja pozostaje jednak konkretna: Tyniec.

Slawne benedyktynskie miasteczko ustami pewnej redaktorki sprowokowalo mnie do serdecznych wyznan o sprawie, ktora pokochalem, dla ktorej zeyje i jesli Pan Bog pomoze, chetnie dla niej zgine.

 

1. Nie bierzcie miedzi ani srebra

 

Jedna z najladniejszych pielgrzymkowych piosenek oparta na slowach z ewangelii sw. Marka brzmi mniej wiecej tak: „nie trzeba na droge te sandalow i torby zabierac, nie trzeba nam srebra brac, o dach nad glowa zabiegac”. Owszem tak jest. Zwlaszcza na misjach. Podczas gdy w Polsce wszystko co trzeba do pracy pasterskiej jest na plebanii a jak nie ma to latwo mozna kupic w sklepie diecezjalnym czy innym na misjach pierwsze co rzuca sie w oczy to niedostatek wszystkiego. Przyjechawszy do Rosji przez kilka tygodni zylem jak cygan w cudzych domach, w akademiku wsrod murzynow a nawet w maly hoteliku w pomieszczeniu 2 m na 1 m pod schodami wiodacymi na pietro. Gdy juz okreslono, ze mamy z siostrami zamieszkac na przedmiesciach duzego milionowego miasta Rostowa to u siostr w glinianym domku jeszcze przez 2 miesiace mieszkalo katem mlode malzenstwo z dzieckiem.Byli to ludzie, ktorzy strozowali w lokalu zanim siostry sie tam wprowadzily i mimo obietnic, ze sie wynosza robili to bardzo opieszale zajmujac kuchnie. W tym czasie siostry gotowaly sobie na malym piecyku elektrycznym na spirale wielkosci czajnika.

Ja mieszkalem katem po sasiedzku u starej bialorusinki Nataszy, ktora kazdego wieczoru, gdy po mszy wracalem stukajac do okna pytala mnie dobrodusznie i zawsze w ten sam sposob: „Nu szto diewki wygnali?” U niej tak samo jak u siostr nie bylo podstawowych rzeczy ani kanalizacji ani wody ani telefonu. Byl za to piec gazowy, ktory dawal niesamowicie duzo ciepla i dzieki temu korzystajac z podmoklego terenu nad Donem w jej domu ukrywaly sie malutkie gady, ktore okragly rok wykonywaly dla mnie wieczorami „zabi koncert”. Moglem sobie wspominac jak to na rekolekcjach przed swieceniami na plebanii w sanktuarium sw. Antoniego w Niewodnicy pod Bialymstokiem przysluchiwalismy sie rozmyslajac co nas w kaplanstwie czeka.

Tato przyjechal do mnie na Wielkanoc zamiast mamy i gdy zobaczyl, ze zamiast kosciola to mam dzierzwione pomieszczenie w kukielkowym teatrze, ze jezdze na Msze sw. Trzy razy w tygodniu 15 km z dwoma przesiadkami zdezelowanymi sowieckimi busami, to tylko westchnal i rzekl: „dobrze, ze mama tego nie widziala”, a potem ustawil sie w kolejke do spowiedzi. W promieniu 500km bylem jedynym kaplanem wiec po raz pierwszy w zyciu spowiadalem swego tate. Nigdy nie probowal grac poboznego czlowieka ale tutaj wyraznie sie wzruszyl, kto wie moze sie nawet nawrocil, choc na misjach pierwszy kto ma sie nawrocic musi byc wlasnie misjonarz. Od tego trzeba zaczynac

 

2. 100 razy wiecej

 

W innym miejscu Pisma swietego Pan Jezus na pytanie Piotra co otrzymamy za to zesmy opuscili swe rodziny, ojcow matki, braci i siostry, Pan Jezus odpowiada bardzo konkretnie i moznaby rzec intrygujaco. Powiada jezykiem menadzera: „dostaniesz sto razy wiecej”...domow, braci, siostr etc.

Ja rzeczywiscie w pewnym momencie w twarzach kobiet sredniego wieku i starszych zaczalem rozpoznawac rysy mamy, braci, ojca a nawet babci. Nie wazne, ze byli to ludzie innych narodowosci a nawet ras. Moj tato gubil sie w tlumie rostowskich Ormian i nawet zdarzylo sie, ze gdy im go przedstawilem po Mszy sw. To az achneli ze zdziwienia, bo siedzial obok nich cala Liturgie i oni go przyjeli za swego rodaka. Mamie, ktora mnie czasami „besztala” w listach, ze sie malo troszcze o nia wyslalem z japonii zdjecie, na ktorym byly trzy babcie japonki. Troche to bylo okrutne z mej strony ale tak napisalem: mamo zobacz kto mi cie tu zastepuje, dlatego nie tesknie i ty tez nie tesknij.

Kilkoro chlopcow i pare dziewczat w czasie mej poslugi w roznych miejscach swiata zaprzyjaznili sie ze mna na tyle, ze zarazeni miloscia do kosciola i do Pana Boga prosili bym ich odprawil na nowicjat lub do seminarium. To sa moje dzieci duchowne. W tej grupie byl ormianin Petros(ex-salezjanin), Nikaraguanka Margarita(ex-misjonarka sw. Rodziny), Taras(exkleryk petersburski-lefebrysta), Jura z Taganroga(exkleryk petersburski - podobno w sekcie), kozaczka Julia(ex-karmelitka), bialorusin Kola(kustosz rosyjskiej wspolnoty Franciszkanskiej), kazachski Polak Losza Skakowski(misjonarz w Astanie), Koreanka Jula z Chabarowska(karmelitaka w Usolu syberyjskim), Ukrainiec Ruslan-Ryszard(kleryk we wspolnocie Braci Mniejszych konwentualnych), Sergiej z Azowa(rozwiedziony – mnich Krisznaita w Nowogrodzie).

Owszem nie wszyscy wytrwali w powolaniu inni maja odpowiedzialne stanowiska w kosciele, ktos z nich zostal zwyklym jak ja misjonarzem, niektore moje duchowne dzieci przewedrowaly do innych kosciolow. Taki smak maja rowniez misje. Ku mej goryczy kilka osob porzucilo nasza katolicka rodzine i wybralo Prawoslawie, Protestantyzm czy nawet w jednym wypadku droge Kriszny. Tym nie mniej tak jak Pan Jezus prosil, obecnosc misjonarza zawsze zakwasza ten kraj i miasto do ktorego on wchodzi i czyni go ciekawszym.

Ktos zartowal, ze misjonarz w Afryce ma zrobic trzy rzeczy: zbudowac kosciol, ochrzcic 1000 murzynow, napisac ksiazke i... ozenic sie z tubylcza dziewczyna, by miec z nia potomstwo.

Nie ma co kryc i taka pokusa czycha na misjonarzy. Jakas ilosc poslanych nie potrafi wytrwac do konca. Ja tez znam smak pokusy. Nikt nie jest trzymany na uwiezi. Tak samo jak w Polsce i tutaj ktos moze nie wytrzymac i odejsc. Kilkoro moich wspolbraci odeszlo z kaplanstwa wlasnie na misjach. Moze za malo byli wspierani modlitewnie w kraju. Moze jak sie slyszy mieli zbyt maly kontakt z przelozonymi. Moze zostali wyslani na misje ze slabymi motywacjami albo „za kare”. Co by tam nie gadac. Kto jest sam bez grzechu, niech rzuci kamien!

 

3. Wieczernik

 

Gdy apostolowie przyjeli Ducha Swietego to przemienili sie z zastraszonych „brzydkich kaczatek”, w meznych i wspanialych misjonarzy. Zahukani wiejscy chlopcy z Galilei, nagle zaczeli mowic roznymi jezykami, zaczeli wypedzac zle duchy z opetanych i leczyc tak jak czynil to Jezus. Czasem ktos z naszych bliskich w kaplanstwie czy w zakonie moze sie wydac przemienionym i fascynujacym czlowiekiem. To nie dlatego, ze nagle sie przemienil. My pozostajemy soba ale Duch swiety dodaje nam skrzydel i jak tylko tracimy ducha, lub porzucamy swe powolanie to znowu zmieniamy sie w brzydkie kaczatka czy z krolewny w zabke. Pewien kaplan z Zaporoza na spotkaniu z mlodziza powiedzial dosadnie: ksiadz tak dlugo jest piekny poki jest w sutannie. Gdy tylko jakiejs dziewczynie uda sie z niego sutanne sciagnac okazuje sie, ze to nie jakich bohater z bajek a zwykly „Pasza Traktorist” realnego socjalizmu.

 

4. Franciszek i Jalowiec

 

Pan Jezus radzil by wedrowac we dwoje, bo to rzeczywiscie trudna droga. Na misjach mozna sie w pojedynke wykoleic. Tak sie podobno stalo z legendarnym Segundo Llorente hiszpanskim misjonarzem, ktory spedzil 40 lat za kregiem polarnym. Dzieki niemu 90% Eskimosow przyjelo katolicyzm. Spotkalem kiedys bpa Hurleya z Alaski i pytalem czy znal tego kaplana i czy bliski jest proces beatyfikacyjny. Biskup odpowiedzial, ze byc moze, ale najpierw musi przeminac to pokolenie, ktore pamieta jego dziwactwa w domie starcow w Seatle. Pomieszczono go tam po latach samotnej misyjnej wedrowki poza cywilizacja. Staruszek „robil pod siebie”, myl sie w swym wlasnym moczu i nie chcial z nikim gadac po angielsku.

Tymczasem dla mnie to byla wazna informacja, bo podobne dziwactwa zauwazylem u siebie.

Pomogl mi w tym pewien amerykanski misjonarz Emil Dumas, ktory przybywszy na Sachalin uwaznie mnie obserwowal i gdy pewnego razu dostrzeglem na ulicy nietrzezwego popa z wozeczkiem makulatury szwendajacego sie po ulicy i dla zartu powiedzialem do Emila, ze „taki bede za 10 lat”, on z bardzo powazna mina odrzekl: „nie jaroslaw, ty juz dzis tak wygladasz!”

Choc z drugiej strony Franciszka i jego wspolbraci najblizsza rodzina sie wyrzekla uwazajac za oberwanca. Tymczasem pewnym ludziom pojawienie sie franciszkanow na ulicy wystarczalo, by zmienic nastroj na lepszy.

Znana jest opowiesc z „kwiatkow sw. Franciszka” o tym jak zaprosil brata Jalowca, by wyglosic klazanie. Wedrowali caly dzien boso po ulicach i nie zachodzili do zadnego kosciola. Pod wieczor brat Jalowiec zapytal Franciszka: „kiedy nareszcie zaczniemy glosic, bojuz dzien sie konczy”. „Juz to zrobilismy” powiedziale Franciszek.

 

5. Mateo Ricci

 

Misje katolickie bywaja kojarzone z uczonoscia. Takimi misjonarzami byli w sredniowieczu Benedyktyni (z wdziecznoscia klaniam sie braciom zTynca). Benedyktynem byl zdaje sie sw. Patryk, pierwszy i ulubiony misjonarz Irlandii. Z tej samej formacji wyszli Augustyn Kanterberyjski, misjonarz brytyjski, Bonifacy – patron Niemiec, Wojciech nam wszystkim znany i Grek z Salonik, sw. Cyryl, tworca cyrylicy, „Oswieciciel Slowian”wspolpatron Europy.

Potem paleczke przejely zakony zebrzace. Na „Jedwabnym Szlaku”od Wenecji przez Krym Azow, Samarkande az do samych Chin w Ameryce i wsrod muzulmanow w Ziemii Swietej prym wiedli Dominikanie, Karmelici i Bracia Mniejsci zwlaszcza bliscy memu sercu meczennicy z Almalyka Ryszard Burgundzki i towarzysze. Po nich przyszedl czas na Jezuitow, Oblatow i Werbistow. Wszyscy ci ludzie latwo uczyli sie jezykow obcych i byli bardzo kompetentni w wielu dziedzinach. W Chinach, Korei i w Japonii do dzis katolicyzm kojarzy sie jako religia elit. To glownie dzieki Astronomowi Mateo Ricci, ktory stworzyl caly system inkulturacji, katolicyzm w Chinach jest misyjnym natchnieniem do dzis. Zbudowany przez niego kosciol w samym centrum Pekinu w 17 wieku istnieje do dzis jako katolicka katedra. Budowe katedry dokonczyl Adam Schall wspolbrat zakonny Mateusza powszechnie znany jako matematyk niemiecki. Najpopularniejsze uczelnie Japonii to prowadzona przez Jezuitow Sofia (70 tys studentow okolo 1000 chrztow rocznie – dane przyblizone) i druga uczelnia siostr Sacre Coeur, w ktorej ukonczyla studia obecna cesarzowa i zona nastepcy tronu.

 

6. Franciszek Ksawery

 

Patronem misji katolickich jest wlasnie Franciszek Ksawery czczony corocznie 3 grudnia.

Zmarl u wybrzezy Chin oczekujac na audiencje u mandaryna. Obiecano mu ja ale oddal wszystko co mial i zmarl z wycienczenia nie doczekawszy sie zgody na rozpoczecie misji. Dzialal tak samo jak sw. Patryk. Probowal najpierw zjednac sobie przychylnosc „wladcow tego swiata”, a potem prosty lud. W Japonii w pewnej mierze to sie udalo, tutaj niestety...krach.

Slowo znane w misyjnym swiecie, choc to tylko pozor. Blogoslawiona Boleslawa Lament, zalozycielka zgromadzenia siostr Misjonarek sw. Rodziny, ktorej domy zakonne, szkoly i inne dziela misyjne na skutek Rewolucji Pazdziernikowej a potem zmian granic PRL doznaly pelnego krachu dwukrotnie, powiadala: „Dziela Boze klesk nie znaja”. Po beatyfikacji w 1991 roku mozna bylo otrzymac u siostr w Bialystoku breloczek i dlugopisy z takim haslem. Uwazam je za bardzo sprawiedliwe. To sa wrecz kluczowe slowa dla zrozumienia sensu misji katolickich. Przeciez z naszym najwiekszym i Pierwszym Misjonarzem na krzyzu dokonalo sie to samo. Pelny krach i opuszczenie. Tryumf po smierci to charakterystyczna cecha dla wielu poczynan misyjnych, ktore przy zyciu misjonarzy bywaly sponiewierane i osmieszane, potem nabieraly blasku.

 

7. Mala Tereska

 

Do monumentalnej Betlejemskiej katedry wchodzi sie przez drzwi wysokosci120. Malosc i wielkosc. Tak komentuja to rozni ludzie. Tak trzeba byc malym i wielkim jednoczesnie, by skutecznie pracowac na misjach. Marzeniem malej Tereski z Lisieux byla praca w Wietnamie. Zglosila sie chetnie, gdy tylko sie dowiedziala, ze powstaje nowy dom Karmelitek w tej francuskiej kolonii. Jakis czas po tym zgloszeniu doszla ja wiadomosc, ze jest nieuleczalnie chora. Od tej pory wszystkie cierpienia poswiecala za misjonarzy. Miala kilku takich anonimowych braciszkow i siostrzyczek za ktorych nie tylko sie modlila ale tez pisala do nich serdeczne listy, ktorych tak czasem nam tu brakuje na misjach. Ten „kontakt zwrotny”, to sprawa o ktora mocno zabiegam i niniejsza opowiescia prosze. Niejedna wazna inicjatywa zalezy od prostych zdrowasiek, ktore sa wypowiadane tam gdzies w dalekiej dla nas ale jakze bliskiej sercu Polsce.

 

8. Marcin Porres

 

W gronie wspomnianych Dominikanow, ktorzy tak wiele uczynili dla ewangelizacji Nowego Swiata wymienie hiszpanke Roze i mulata Marcina z miasteczka Lima w Peru. Nie byli oni naukowcami ani bogaczami a jednak ich fortuna bylo kochajace serce. Marcin uzyskal dla siebie wolnosc i jako szanowany felczer-cyrulik przeznaczyl ogromne ilosci pieniedzy na wykup niewolnikow. To wiek 16 moze 17. W tym czasie nikomu nie snilo sie o zniesieniu handlu niewolnikami ale wlasnie ten prosty fryzjer i mala krawcowa z Limy zrobili cos wiecej. Osmieszyli te akcje kupujac niewolnikow tylko po to by dac im wolnosc. To byla nie prosta akcja, oni kochali swych podopiecznych i przez to przyblizali im „Boga Bialych”’ ktorego w innej sytuacji zamiast poznawac, musieliby nienawidziec.

 

9. Juan Diego

 

Podobny cud nawrocenia Indian, dokonal sie dzieki malemu analfabecie, Indianinowi Diego, ktory napotkawszy w gorach piekna kobiete, przekonal swoich wspolbraci Indian, by przychodzili do niej do Guadelupe i by przyjmowali chrzest, nie dlatego, ze tak sie podoba znienawidzonym najezdzcom Hiszpanom ale wlasnie dlatego, ze o to prasila „Piekna Pani”. Dar przekonywania, to tez cecha misjonarza. Trzeba byc czlowiekiem autentycznym i szczerym. Tubylcy szybko wyczuwaja wszelki falsz i do faryzeuszy nie przyjda.

 

10. Uganda – Karol Lwanga

 

Innym malutkim – tubylczym misjonarzem byl Karol Lwanga, Ugandyjczyk. Podobno w chwili gdy umieral z rak „zboczonego” krola Mwanga, w towarzystwie 16 chlopcow, ktorzy byli przygotowywani jako „ofiary dla molestowania” jeszcze zdarzyl nawrocic dwu straznikow i ochrzcic ich znajdujac sie w wiezieniu. W tym momencie w Ugandzie bylo juz kilka tysiecy ochrzczonych katolikow lecz po jego smierci ich ilosc zaczela wzrastac z dnia na dzien. Powiada sie dzis, ze te miliony chrzescijan, ktorzy dzis mieszkaja w Afryce to owszem zasluga wielu misjonarzy z Europy, ktorzy zaryzykowali swe zycie mieszkajac i pracujac w trudnym klimacie. Wielu z nich oddalo swe zycie nie tylko broniac wiary lecz jako ofiary nienawisci rasowej. Tym niemniej uwaza sie dzis, ze rozkwit chrzescijanstwa w Afryce to poklosie meczenstwa malego Karola.

 

11. Wasyl Blazenny i jemu podobni

 

Opowiedziec o duchowosci wschodnich chrzescijan sprawa w miare trudna. Slowianie to ludzie z tej samej grupy jezykowej co Polacy. Na wschodzie jednak, majac za soba 400 lat niewoli tatarskiej a takze duchowe pokrewienstwo z greckim Bizancjum Rosjanie maja atawistyczna nienawisc do katolicyzmu i duzy dystans do cywilizacji Zachodniej. Z drugiej strony poprzez reformy Piotra Wielkiego zafascynowanego Zachodem i Katarzyny Wielkiej, ktora byla Niemka i zawsze z trudem rozmawiala po rosyjsku, a takze po wchlonieciu polowy polskiego terytorium sila rzeczy Rosja znalazla sie w kregu oddzialywania kultury europejskiej i katolickiej wiary.

Dialog trwa i mozna dzis dostrzec, ze rowniez Europa na skutek Rewolucji Pazdziernikowej przyjawszy fale emigracji rosyjskiej okazuje zainteresowanie i fascynacje sposobem bycia i religijnoscia Rosjan.

Cecha charakterystyczna dla kultur Wschodu jest specyficzny stosunek do „wykletych” do pariasow, czy jak sie ich dzis nazywa Bomzy(bezdomni).

To gatunek ludzi, ktorymi sie owszem pogardza ale tez przypisuje sie im pewne mistyczne czy magiczne wlasciwosci. Obrazic takiego czlowieka, nie dac mu ofiary to moze skutkowac przeklenstwem dla skapca. Totez zabobonni Rosjanie fascynowali sie zawsze tzw. Jurodiwymi. W grupie takich „Glupcow dla Chrystusa” trafiaja sie ludzie z wyzszych sfer, ktorzy z tych lub innych przyczyn znalezli sie na ulicy. Kraza o nich legendy. W ich grupie blogoslawiony Izaak czy tez Wasyl Blazenny, ktorzy potrafili tak jak Stanczyk wplywac na cara(zwlaszcza Iwan Gozny byl zabobonny).

Popularna swieta w Rosji jest Ksenia Petersburska, ktora w mlodosci straciwszy meza zaczela ubierac sie w jego ubrania i podawac sie za Andrzeja. Widywano ja na rynkach, cmentarzach i w kosciolach. Noce spedzala „tanczac z ceglami”, na budowach nowych cerkwi. Po takim tancu robota szla ponoc jak po masle. Ksenia przepowiedziala nagla smierc carycy Katarzyny i wiele innych zdarzen.

Zabobonny jest tez stosunek do tzw. Starcow, ktorzy nie majac zadnego wyksztalcenia ani nawet swiecen kaplanskich moga przyjmowac spowiedz i dawac porady nawet imperatorom. Taka byla historia Griszy Rasputina, ktory ponoc dlugo praktykowal u syberyjskich buddystow i szamanow. Jeszcze ciekawsza jest historia Blazennego Kuzmy, za ktorego podobno podawal sie imperator Aleksander, zmarly w niewyjasnionych okolicznosciach w 1929 roku w Taganrogu i rozpoznany przez wielu po latach jako „Starzec Kuzma” lekarz i kaznodzieja w Syberii.

 

12. Gnicie – Beyzym

 

Powiadaja, ze misje to cos podobnego jak gnicie ziemniakow w ziemii. Ziemniak matka zmienia sie w nawoz ale obok pojawiaja sie nowiutkie kartofelki. Pierwsi misjonarze powinni zgnic. Ich losy bywaja tragiczne ale bez tego nawozu nie ma urodzaju. Chodzac po Rzymie predzej czy pozniej zauwazysz, ze ilosc meczennikow, o ktorych informuja na kazdym kroku przewodnicy i notatki w kosciolach to liczba ktora trudno sobie wyobrazic. Tysiace w czasach Nerona setki tysiecy w czasach Decjusza. Kazda ulica pokropiona krwia. Nic dziwnego, ze wlasnie tutaj na wzgorzach watykanskich gdzie chrzescijanstwo tak obficie przynosilo Bogu kolejne swoje ofiary ma swoja stolice.

Rzym nie przestaje byc kolebka chrzescijanstwa glownie z tej przyczyny. Pan Jezus przepowiedzial Piotrowi, ze gdy sie zestarzeje zabiora go i powioda tam dokad on nie chce.

Tak sie wlasnie stalo i tak bywa do dzis. Dla wielu Polakow Rosja, Syberia, Kazachstan, to miejsca meczenstwa, ostatnie miejsca do ktorych by sie chcieli wybrac.Dzis jednak pomimo zadawnionych ran i zlych asocjacji nadal z Polski jada w te strony osoby duchowne, by uczcic pamiec swoich meczennikow i upomniec sie o owoce duchowe tamtej ofiary jak zreszto to pieknie przepowiedzial Slowacki w swojej ksiazce (zakazanej w PRL-u) Anhelli.

W swoim kazaniu na Podlasiu i na wielu misyjnych katechezach powolywalem sie na postawe ksiedza Jozefa Beyzyma, ktory majac 40 lat zdecydowal sie na wyjazd na misje. Dlugo prosil, by go wyslano na Sachalin ale jako obywatel austriacki mial na to male szanse, jako jezuita jeszcze mniejsze, zakony katolickie w 19 wieku w Rosji byly zabronione. Tym nie mniej uparty Jozef otrzymal zgode na wyjazd...na Madagaskar. Ponoc przed wyjazdem, kierujac sie porada innych misjonarzy poprosil o usuniecie wszystkich zebow. Ponoc wszystkie byly zdrowe ale w Afryce choroby zebow bywaly w wielu wypadkach przyczyna infekcji, (bez szans na leczenie) i smierci.

W tamtych czasach wyjazd na misje byl decyzja na cale zycie. Sam slyszalem z ust amerykanskiego misjonarza slowa „once missionary – ever missionary”.

Majac przyklad blog. Jozefa ja przywoluje na misje ludzi wszystkich pokolen, nie tylko mlodych ale i tych sredniego wieku. Zdarzalo sie, ze ktos przyjechal na misje i wkrotce zmarl.

Tak bylo np. w Pietropawlowsku Kazachskim. Przelozona przyjechala z Krakowa na pogrzeb wspolsiostry i...sama pozostala, by tam na jej miejscu pracowac.

 

13. Kolyszkina-Doherty

 

Piekny misyjny wzor dla swieckich pozostawila po sobie rodowita Rosjanka, ktora na emigracji zapoznala sie z pewnym holenderskim hrabia i po latach nieporozumien malzenskich zamieszkala w Kanadzie. Tam poczatkowo parala sie dziennikarstwem (opisywala mrozace krew w zylach zdarzenia z wojny domowej w Hiszpanii), potem by wyzyc podjela sie pracy kelnerki, co wzbudzalo podziw i wielu klientow przychodzilo do baru w ktorym posluguje „rosyjska hrabina”. W spadku po mezu pozostal jej tytul i katolickie wyznanie, ktoremu pozostala wierna. Jej posluga wsrod bezdomnych daje jej podobny charyzmat do Matki Teresy. Jej rosyjskie pochodzenie przydaje jej posludze pewne charakterystyczne rysy. Organizuje ona w Kanadzie ruch „Dom Madonny”, w ktorym praktykuje tzw. „Mechanizm Pustyni”. W zorganizowanych przez nia pustelniach wolontariusze z ruchu Madonny po pracy wsrod biednych mieli poscic i odpoczywac w malych drewnianych chatkach na odludziu (najlepiej w lesie), by w harmonii z Bogiem i przyroda dzialac dalej. Takie syberyjskie podejscie bardzo spodobalo sie w Kanadzie i dzis duchowni synowie i corki Kolyszkinoj-Doherty maja swoja filie w Magadanie na Syberyjskiej Kolymie. Sa tam bardzo potrzebni. Misje moga miec i taka forme. Kolyszkina powrocila z wygnania na ojczysta ziemie poprzez kanadyjczykow, ktorych sobie wychowala nie podejrzewajac nawet, ze zrobia tak wiele dobra w jej ojczyznie dla dusz ludzkich. Taka sobie powracajaca fala.

 

14. Egzarcha Fiodorov

 

Fiodorov choc Rosjanin to dziecinstwo i mlodosc spedzil w Europie. Otrzymal glebokie studia teologiczne. Byl pochloniety idea jednosci chrzescijan i czynil co tylko mogl na wygnaniu a potem w ojczystej ziemii, by do kosciola katolickiego mogli powracac Rosjanie, bez pietna na duszy, ze zdradzaja Prawoslawie.

Udalo mu sie nawiazac przyjacielskie stosunki z Patriarcha Tichonem i doprowadzic mlody kosciol Rosjan Katolikow wschodniego obrzadku do statusu rejestrowanej wspolnoty z kilkoma kwitnacymi parafiami w Moskwie, Petersburgu i nawet pod Charkowem.

Jak wielu Rosjan tych czasow mial pewne awersje co do Polakow i innych kaplanow obrzadku lacinskiego ale wlasnie wiernosc slowianskiej tradycji czynila go legitymnym katolikiem w srodowisku „rosyjskich patriotow”.

Poprzez zwiazki w kregu arystokratow i obecnosc kilkoro kaplanow z grupy staroobrzedowcow udalo mu sie zarejestrowac u Stolypina grupe „staroobrzedowcow wiernych Stolicy Apostolskiej”. Tak sie oficjalnie nazywal kosciol Rosyjsko-Katolicki, ktory de jure nadal istnieje i jest to jeden ze znakow tryumfu na niebie tego czlowieka, ktory uparcie zwlekal z przyjeciem sakry biskupiej i wielokroc otarl sie o palme meczenstwa.

 

15. sw. Doktor Gaaz

 

Wsrod swietych misjonarzy wyminie jeszcze jedna swiecka osobe. Co ciekawe za swietego uwazali go prosci ludzie w Rosji nie tylko katolicy. Pierwszymi kto wpadl na pomysl, by kanonizowac doktora Fridricha(Fiodora) Gaaza, byli wlasnie prawoslawni. Gdy sprawa doszla do Patriarchy okazalo sie, ze ten swiatobliwy czlowiek, ktory zorganizowal zakon prawoslawnych siostr milosierdzia i sponsorowal ich dzialanosc w wielu moskiewskich szpitalach w polowie 19 wieku nigdy nie przestal byc katolikiem i do konca swoich dni byl starosta kosciola sw. Piotra i Pawla, ktory obecnie znajduje sie na per. Marchlewskiego w samym centrum Moskwy i zadna miara wladze nie chca katolikom tego budynku zwracac.

Doktor Gaaz ma pomnik w Moskwie. Zasluzyl go sobie tym, ze jak Kosma i Damian majac wielkie pieniadze dzielil je z biednymi. Uzyskal dla wiezionych przywilej, by na noc zdejmowano im kajdany z nog. Na swe wlasne pieniadze zamienil w wielu szpitalach wieziennych kamienne podlogi na drewniane.

Nie byl zakonnikiem ani kaplanem. Uczynil jednak wiele, by kosciol katolicki ukazac z tej lepszej strony niz to sie zwykle czyni.

 

16. ks. Pranajtis

 

Powinienem opowiedziec kilka slow o Turkiestanie skad pisze.

Juz wspomnialem, ze misjonarzowali tu w sredniowieczu Franciszkanie.

Posrod najnowszych jednak zdarzen chce sie zajac dzialalnoscia dwu kaplanow z  trudnych czasow rosyjskiego przewrotu.

W Taszkiencie zyl i pracowal znany rosyjski chirurg polskiego pochodzenia Wojno-Jasieniecki, ktory po smierci malzonki zostal prawoslawnych mnichem a z czasem Biskupem o imieniu Lukasz. Pracowal jak sie domyslam w klinice naprzeciw kosciola i podtrzymywal stosunki z naszymi kaplanami. Tak przynajmniej wynika z akt sledczych.

Kolega Lukasza mogl byc Justyn Pranajtis wybitny znawca problematyki zydowskiej. Wykladowca jezyka hebrajskiego w Akademii Duchownej w Petersburgu, ktorego dysertacja o rytualnych mordestwach przyczynila mu rozglosu po calym swiecie.

Te broszurke napotkalem przypadkowo w naszej seminaryjnej bibliotece.

Zadna miara nie moglem marzyc, ze los zetknie mnie z postacia ks. Justyna tak blisko.

W papierach jego nastepcy znalazlem notatke, ze zamierza przeniesc cialo ojca Justyna zgodnie z jego testamentem z miejscowego cmwentarza do koscielnej krypty. Czy tak sie stalo czy nie nie wiem ale mieszkajac obok krypty fizycznie czuje obecnosc tego wizjonera. Wiadomo, ze Pan Jezus prosiol oceniac ludzi po owocach ich dzialan i zaiste jest czym sie zachwycach. Uzbekistan jest stolica kraju, w ktorym oficjalne statystyki mowia o 66% wyznawcow islamu. Faktycznie jest ich tutaj wiecej. Nie posiadaja oni jednak w stolicy ani jednego meczetu, ktory by mogl koonkurowac stylem, pieknem z nasza katedra. To zywy swiadek mowiacy, wrecz krzyczacy: „Przyjdzcie do mnie wszyscy strudzeni”!!!

Kosciol Serca Jezusa, jak paryskie „Sacre Couer” jest wymownym potwierdzeniem jak wielkie serce miec musial ten madry starzec, ktory nie osiadl na laurach ale spedzil ostatnie lata zycia w pociagach i bezustannych udrekach biurokratycznych i materialnych oddajac wszystko co mial: pieniadze, talent, znajomosci na to, by we wszystkich zakatkach Turkiestanu (obecny Kazachstan, Kirgizja, Tadzykistan, Turkmenia i Uzbekistan) a nawet w Azerbejdzanie czyli we wszystkich muzulmanskich okregach rosyjskiego imperium byly koscioly.

Wedle jego wizji miala to byc w przyszlosci kwitnaca misja. Nie doczekal sie. Zmarl w przeddzien rewolucji. Budowanie szlo jak krew z nosa. Kosciol popadl w ruine, tym niemniej wedle znanej tezy siostry Boleslawy i to dzielo nie poszlo na marne.

 

17. ks. Jurek

 

Jako student Studium Nauczycielskiego w Olecku (dzis zdaje sie Wszechnica czy Uniwersytet Mazurski) mialem watpliwa przyjemnosc skorzystac z zaproszenia umierajacego ZMP do Osrodka Wypoczynkowego w Augustowie. To byla jesien 1984. Wiekszosc moich kolegow na „zgrupowaniu” zdarzyla sie juz dobrze napic, trwala dyskoteka i ja wlasnie w takiej scenerii dowiedzialem sie od jednego z pijaczkow o porwaniu ksiedza Jerzego.

Olecko w tym czasie kojarzylo sie wielu Polakom z fenomenem placzacego krzyza.

Odwiedzilem to miejsce a po kilku dniach bylem na spowiedzi w Elku. Owszem to byl czas kiedy gotow bylem spowiadac sie kazdy dzien. Grzechow bylo morze a radosc jaka dawalo mi uwalnianie sie od nich byla nieporownalna z niczym, no chyba tylko z pierwsza spowiedzia.

Ks. Jurek pojawil sie wtedy w moim zyciu tak dyskretnie, bardzo cichutko. Towarzyszy mi jednak przez wszystkie te lata i moja decyzje o wstapieniu do seminarium w jakiejs mierze kojarze z tym wydarzeniem.

Nie wiem jak wielu chlopcow z mego pokolenia moze sie wypowiedziec w podobny sposob. Podejrzewam, ze tak samo jak smierc papieza spowodowala „powolaniowy boom” tak i moj rocznik byl ta sprawa zdeterminowany. W Plocku gdzie dzis studiuje okolo 50 klerykow w roku 1985 wstepowalo 56 osob na rok pierwszy i byl to rocznik rekordowy. Ta sama cyfra i tez rekord padl w Lomzy. Jedynie Bialystok mial rekordowy spadek, ja bylem 9-ty, ktory sie zglosil.

Pamietam dzien pobytu papieza w Bialymstoku, moment poswiecenia pomnika przed katedra.

Wszyscy kaplani czekali wewnatrz katedry. Ja nie moglem sie dopchac choc mialem wejsciowke, wiec spotkanie z Papierzem urzadzil na ks. Jurek.

On wiele potrafi, choc jego misja nie dotyczyla dalekich zamorskich krajow.

Przyjal meczenstwo w ojczyznie ale iskra, ktora zapalil swieci daleko, w moim wypadku swieci w Taszkiencie.

 

Epilog - Gwizdanie

 

Bardzo patetycznie zaczalem pisac swoj tekst o gwizdaniu wiec warto wyjasnic dlaczego go tak nazwalem. Kiedys u poczatkow swojej misyjnej przygody sw. Jan Bosko uwolnil z twardej dloni zakrystiana ucho urwisa, ktory szwendal sie po kosciele z niezbyt poboznym zamiarem. Byc moze chcial „cos swisnac” i na tym przylapal go uwazny koscielny. Trzymal go nie na zarty i pewnie ze zloscia komentujac: „takich to trzeba karac, bo nic w zyciu nie potrafia”. Jan Bosko zapytal chlopca ze zdziwieniem: „czy rzeczywiscie nic nie potrafisz robic w zyciu?” i maly urwis bez namyslu odpowiedzial: „Potrafie gwizdac”. „No to zagwizdz” – poprosil Jan Bosko. Chlopiec zagwizdal z calego serca i zakrystianin nie mial zadnych argumentow, gdy udobruchany don Bosko stwierdzil: „a jednak cos potrafi” i tak zaczal zdobywac dla Pana Boga najbardziej niezwyklych misjonarzy swiata „swietych urwisow”, ktorych znamy dzis jako Zakon Salezjanski.

Gdy latem 2003 roku szedlem pieszo w pielgrzymce Bialystok-Rozanystok do salezjanskiego sanktuarium pod Dabrowa Bialostocka na polsko-bialoruskiej granicy, by odebrac krzyz misyjny i udac sie na Ukraine, poproszono mnie o wygloszenie misyjnego kazania. To bylo na ostatnim noclegu w malej wiosce Majewo, gdzie czczona jest kopia ikony Jasnogorskiej. Tego milego wieczoru wyglosilem wlasnie to o czym napisalem dzis. Tytul mego kazania wzialem od Proboszcza, ktory jako haslo podpowiedzial mi slowa: „nie przegwizdajcie zycia”. Na pielgrzymce byli glownie mlodzi gimnazjalisci i licealisci, ktorzy w przeddzien pielgrzymki koncza zajecia w szkole. Prosilem, by jesli cokolwiek umieja w zyciu, chocby umieli tylko gwizdac, by gwizdali na chwale Pana. Na tamtym kazaniu byly owacje. Mimo, ze nie mam kaznodziejskich talentow, to jednak tresc widac byla tego warta. Skoro tak to mam nadzieje, ze moje slowa przydaly sie wtedy niektorym. Dzis je powtarzam, by sie przydaly reszcie polskiej publicznosci, zwlaszcza mlodym w Tyncu ale nie tylko.

 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com