Pożyteczny Dom - Samarkanda


Uplynely niemal 3 miesiace od chwili mej wizyty w Samarkandzie. Nie udalo mi sie zapisac mych wrazen „na swiezo”. Musialo sie to „dolezec”. Bylem oszolomiony tym co zobaczylem na tyle, ze w ciagu pierwszego wieczora napstrykalem 100 zdjec do mego telefonu. Dodatkowe sto zrobilem nastepnego dnia z rana. Miasto sporych rozmiarow(pol miliona mieszkancow), tym niemniej obszedlem je pieszo wzdluz i wszez. Poczatek grudnia byl nad wyraz pogodny i sloneczny. Bylo na co popatrzec i o czym pomyslec. Swiadomie zrezygnowalem z pomocy przewodnika, by objac calosc bardziej oczami niz uszami. Jeszcze bardziej zaangazowac podswiadomosc. Tutaj przeciez miesci sie dusza narodu, podobnie jak w polskim Krakowie, czy unnych starych stolicach, ktorych juz widzialem kilka. Ciekawe, ze w jakims sensie muzulmanska Samarkanda przypomniala mi superkatolickie hiszpanskie miasta: Toledo i Santiago de Compostella.

Najstarsze miasto Uzbekistanu – rowiesnik Wiecznego Miasta Rzymu. Stolica Imperium Tamerlana na przelomie 14-15 wieku. Dzis prowincjonalne wojewodzkie miasteczko z kilkoma wyzszymi uczelniami, lotniskiem, wezlem kolejowym, niezliczonymi pomnikami, muzeami i kipiacymi zyciem bazarami. Raj dla historykow i turystow.

W pewnej broszurce wyczytalem, ze nazwa miasta podobna ma historie jak nazwa polskiej stolicy. To sa imiona dwu kochankow, czy tez legendarnego rodzenstwa, choc z drugiej strony mozliwe i inne wyjasnienia w tym lingwistyczne. W jezykach tiurkskich dwa slowa, z ktorych zlozona jest nazwa miasta maja sens: Samara-pozyteczny, kand-dom.

 

1. Natretny taksowkarz

 

O tym, ze turystyka w miescie kwitnie moglem sie przekonac zaraz na wstepie. Na dworcu kolejowym nikt na mnie nie czekal. Choc mieszkaja tu dwaj kaplani Franciszkanie, swiadomie nie chcialem ich trudzic, by poszukujac kosciola przezyc wiecej emocji i poznac miasto samodzielnie. Moje plany od poczatku zaklocil natretny taksowkarz. Chudy niewysoki mezczyzna w dlugim brunatnym plaszczu z teczka na dokumenty w dloni zrobil wedrujac za mna trzy kolka wokol dworca kolejowegfo i cierpliwie stal razem ze mna w kolejce do kas biletowych (mialem kupic sobie bilet do odleglego miasta Urgencza – udawalem sie tam na rekolekcje adwentowe a Samarkand mial byc tylko przystankiem po drodze).

Na moje uparte milczenie natret powtarzal co chwila, ze tylko on zna miasto jak nikt inny i tanio pokaze mi wszystkie zabytki na swojej taksowce. Probowal na przemian mowic do mnie po rosyjsku i angielsku, a mnie bylo przykro, ze zostalem zdemaskowany jako turysta. Zalezalo mi bardzo, zeby nie wyrozniac siie w tlumie podroznych. Wech mysliwego podpowiedzial natretowi wlasnie mnie, czego on nie skrywal mowiac „dzis jest pan jedynym turysta, wiec praosze sie nie dziwic, ze sie nastreczam”. Ja jednak dziwilem sie. Pantonima trwala dobre pol godziny i zakonczyla sie gdym wreszcie z trzeciej proby w roznych kasach(nie bylo blankow) dostal bilet na nocny rejs nastepnego dnia.

Na pozegnanie chlopisko wsiadajac do swego wozu przyznal sie: „ja toze russkij iz Wladiwostoka”. Widac rozpoznal we mnie na koniec rodaka, a swoje niezadowolenie moja milczaca odmowa skwitowal slowami: „mimo wszystko bedziesz zalowac!”

 

2. Dlon kierowcy

 

Kosciol, jak pojalem miesci sie na poludniowy zachod od dworca kolejowego.

Wymeczony zabawa „w ciuciubabke” siadlem na busik numer 107, by zdazyc na obiad do Franciszkanow. Ponaglaly mnie ku temu telefony z klasztoru.

Kilkakroc zwrocilem uwage na niezwykle zachowania mezczyzn Uzbekow.

Po pierwsze bez skrepowania pluja na kazdym kroku. Przy powitaniu uscisk prawych dloni dopelniaja obowiazkowym poklepywaniem lewa dlonia prawego boku napotkanego przyjaciela. Nierzadko wymieniaja objecia i zdawkowe pocalunki. Siadajac do busika ja rowniez przyjalem uscisk kierowcy, ktorego widzialem pierwszy raz w zyciu. Moze w taki spopsob objawil radosc z powodu spotkania kolejnego klienta, a moze rzeczywiscie bylem podobny do ktoregos z jego krewnych. Podalem mu nazwe ulicy. Potwierdzil, ze wie dokad jechac i wysadzil tam gdzie uznal za sluszne.

Wysiadlem zgodnie z sugestia obok Banku ale zamiast pojsc po glownej drodze, pokusilo mnie zejsc na bok na zachod po starej uliczce. Odwiedzilem jeszcze pare przecznic i wrocilem na Wschod w okolice studenckiego parku, gdzie potem nastepnego dnia odnalazlem sylwetke pomnika Navoi i zamieniona na muzeum prawoslawna cerkiew sw. Georgija. Tutaj miasto przypominalo mi troche Ciechocinek. Zapewne dlatego, ze wciaz napotykalem pseudogotyckie  budowle z czerwonej cegly konca 19 wieku poczatkowego stadium rosyjskiej kolonizacji a takze szerokie deptaki. Gdy dotarlem do kolejnej eglanej cerkwi na wzgorzu, nieopodal pomnika Amir Temura pojalem, ze kosciol jest blisko i rzeczywiscie, srebrzysty krzyz mignal posrod dachow.

Najpierw jedna odwiedzilem cerkiew, ktora niczym szcegolnym mnie nie zachwycila. Owszem to mily widok na antypodach. W Uzbekistanie „rosyjskie pamiatki” maja rowniez posmak Europy” i ku memu zdziwieniu jakos „grzaly serce” wsrod nadmiaru egzotyki, ktora mialem ogarnac oczami tego samego dnia wieczorem.

 

3. Plebania

 

Zaszedlem do kosciola „od tylu”. Slyszalem z opowiesci, ze plebania jest w oddzielnie stojacym budynku naprzeciw kosciola i trzeba przejsc przez ulice. Obok kosciola miesci sie szpital. Dalej ciagna sie garaze wzdluz waskiej uliczki, po ktorej beztrosko pastuch gnal swoje stado czarnych baranow. Nie udalo mi sie w pore zrobic zdjecia, bo widok zaiste niezwykly. Temu pastuchowi wartoby placic jakas pensje za „tworzenie nastroju” wokol kosciola, by tak sobie chodzil dzien caly wokol ogrodzenia, wyjasniajac alegorycznie czym jest wspolnota wierzacych, ktora sie zbiera w srodku pieknej budowli. Zaczalem szukac Franciszkanow w tej okolicy, bo do glowy mi nie przyszlo, ze kosciol od plebanii dzieli glowna ulica.

Przed plebania duza ormianska „kafeszka” i metalowe koryto do wedzenia szaszlykow.

Gdyby ojciec Franciszek nie wyszedl na werande nigdy bym do wlasciwych drzwi nie zapukal.

Plebanie wykupil pierwszy proboszcz z lat 90-tych o. Ivan – amerykanin jakby imie wskazywalo rosyjskiego lub balkanskiego pochodzenia. Slyszalem o tym kaplanie rozne opowiesci. Zal mi bylo czlowieka, ktorego nigdy nie spotkalem a jednak moglem sobie wyobrazic jak bardzojego dobroc i szlachetnosc byla tu wykorzystywana zarowno przez parafian jak i przez urzednikow, dla ktorych on czasami bywal bardziej nianka, Santa Clausem i taksowkarzem niz kaplanem.

Tym nie mniej, krocie ktore on przywozil z USA dla odzyskania i odbudowy kosciola nie poszly na marne. Jest czym oczy cieszyc. Zwlaszcza imponuje groteskowa wiezyczka z bujna korona gotyckich ornamentow na waskiej jak szyja minaretu podstawie.

Kosciol ma tez kilka minusow. Malo fachowo wykonany sufit. Czesc, ktora zwylke sluzy jako poduszka cieplna oddzielona jest od nawy cieniutka atrapa z bawelnianych recznikow naciagnietych na ramki wielkosci okolo metra na metr kazda. Na suficie ze dwie setki takich „sztalugowych” atrap, ktore az korci wykorzystac do dekoracji technika olejna. Jako ocieplenie sufity to jednak zadnej roli nie gra i wszyscy kot tu bywal zima narzekaja.

Podobnie ma sie sprawa z oknami. Pojedyncze cienkie szybki w metalowych oprawach daja efekt lodowki zima i „szklarniany” latem.

Inny problem swiatyni to slaba frekwencja.

Latem dopisuja turysci. Zima miejscowa polonia przychodzi tylko w niedziele.

W ciagu tygodnia ojcowie odprawiaja we dwojke dla organistki, ministranta i pewnego chorego mezczyzny, ktory kazdy dzien przychodzi wode swiecic i chce sie codzien spowiadac.

Owszem jest cos w tym nostalgicznego. Pamietam w rodzinnej wiosce tez sie zdarzalo w latach siedemdziesiatych, ze kazda poranna Msza sw. Nawet jesli procz ministranta byly dwie „kulawe babki” organista gral pieknie i z calego serca a ksiadz ie z odprawianiem nie spieszyl, wikariusz tymczasem w konfesjonale odprawial brewiarz i czekal cierpliwie na „penitentow”.

Oprocz wspomnianych polonusow sa we wspolnocie Rosjanie i Tatarzy. Obecnosc rosyjskojezycznej publiki w kosciele nie jest tu rozpatrywana jako prozelityzm. Na odwrot „rosjanie”, to trzon wszystkich uzbeckich parafii. Ministrant jest Uzbekiem i ma zgode taty na to by mieszkac przy klasztorze. Ojciec chlopca jest wdowcem i zdaje sie bez srodkow do zycia wiec raczej sie cieszy, ze chlopiec ma dobre warunki do zycia i nie gloduje mieszkajac w klasztorze. Czy pozostanie w kosciele gdy wyrosnie, trudno odgadnac. W kazdym badz razie gra role pietaszka i bez tego polsieroty parafia bylaby jak sierota. Malutka gospodynia Tatarka, robi wrazenie nieporadnej i niekompetentnej, ojcowie jednak cierpia jej kulinarne niedostatki, bo to przeciez jest Parafianka.

 

4. Zaszedles – plac

 

Gdy szedlem na miasto po obiedzie, ojcowie uprzedzili mnie, bym wzial ze soba pieniadze, bo dla obcowkrajowcow bilety sa 10 razy drozsze. Obruszylem sie pytajac dla pewnosci, „czy ja naprawde wygladam na obcokrajowca”? Pojdziesz to zobaczysz, usmiechali sie bracia pewni, ze odwiedzajac liczne muzea zbankrutuje.

Mnie jednak interesowalynie tyle muzea co ulice, meczety i zywi ludzie a takze widoki/ Miasto jak Rzym rozposciera sie na kilku wzgorzach.

Gdy z oddali ujrzalem sylwetke Registanu kompleksu lsniacych budynkow zlozonych z 3 skrzydel wokol kwadratowego podworca (palac, meczet i mauzoleum), to uderzenie po oczach bylo tak sielne, ze sie nawet zawachalem i znowu skrecilem w bok, by do zabytku podejsc z zaplecza. Owszem, to jest tak jakbys odwiedzil Mekke Aleksandrie czy po prostu Konstantynopol. Te pierwsze znam tylko z filmow a Konstantynopol z lotu ptaka, obserwowalem w samolocie.

Brnalem po waskich uliczkach. To wlasnie one przypomnialy mi Toledo i Santiago de Compostella. Ujrzalem niewielki meczet z podworcem oraz stojaca na skraju okraglej fontanny dzbaneczki do oblucji i postanowilem sfotografowac. Stroz, ktory odpowiedzial serdecznie na powitanie, gdy zaczalem fotografowac ze zniecierpliwieniem zaprotestowal.

Doszedlem do Bazaru, skad bylo juz blisko do Afrosabzu(stare miasto rekonstruowane przez archeologow). Tam rowniez miesci sie mauzoleum wielu historycznych postaci i trzy rozne cmentarze: koreanski, zydowski i uzbecki, oddzielone od siebie parkanami. Tam mialem sie udac nazajutrz. Tymczasem obok Bazaru staly dwie srednioweiczne budowle podobnych rozmiarow i budowle stylu jak Registan. Dzielac sie wspomnieniami z Franciszkanami dowiedzialem sie, ze wieksza budowla to mauzoleum Ulugbeka, do ktorego chetnie przybywaja bezplodne kobiety, ktore czolgaja sie pod ksiega Koranu, ktora wykuta w bialym kamieniu lezy na srodku wielkiego podworca.

Drugi budynek naprzeciw Mauzoleum Ulugbeka to jeszcze jedna potezna grobownica, do ktorej wchodzi sie jak do meczetu i tylko w srodku widzisz wielki otwor w podlodze ogrodzony balustrada a pietro nizej kilka dlugich waziutki i wysokich, stozkowatych mogil z marmuru.

Zaszedlem tutaj bez przeszkod i bylem zaskoczony, ze tak duzy obiekt nie jest chroniony. Tym niemniej gdy juz opuszczalem teren w bramie podeszla do mnie „kasjerka”, ktora zarzadala oplaty za wizyte, ktora trwala 2 minuty. Gdy wyjasnilem jej, ze zaszedlem tylko na chwilke poprosila ode mnie 300 sum, co sprawilo mi raczej przyjemnosc, bo tym samym zostalem zakwalifikowany jako „tutejszy”. Obcokrajowiec zaplacilby 3000 sum, czyli 2 dolary.

 

5. Daniel – zaschniete drzewo

 

Do „obserwatorium Ulugbeka”, ktore miesci sie na wylotowej trasie taszkienckiej we wschodniej czesci miasta nazajutrz rano dowiezl mnie ojciec Stanislaw, ktory tego dnia remontowal kaloryfery w pokoju goscinnym i nie mogl mi towarzyszyc przy ogladaniu obiektow, ktore mi polecal.

Na wzgorzu Ulugbeka, gdy na nie wchodzilem powtorzyla sie historia z biletem. Najpierw nie bylo nikogo, gdy sobie chodzilem po terenie przypominajacym sredniowieczny bunkier. Potem gdy opuszczalem teren, jak spod ziemi wyrosla kasjerka proszac ode mnie „symboliczne” 300 sum.

Tyle samo zaplacilem za odwiedzenie „sanktuarium Daniela”. Daniel byl na wygnaniu w Persji i w tamtych czasach Uzbekistan mogl byc czescia babilonskiego imperium. Dlaczego jednak wlasnie w Samarkandzie czczona jest jego mogila, do dzis nie potrafie zrozumiec. Z tablicy informacyjnej na 3 jezykach (Uzbecki, angielski, rosyjski) wynikalo, ze do konca 19 wieku miejsce bylo zapuszczone i zapomniane, potem jednak odnowiono kult. Tam byla wiadomosc o tym, ze to „sanktuarium” jest jednakowo czczone przez zydow, chrzescijan i mahomenta. U podnoza Afrisabzu, ktory jak caly kompleks uderza stromymi glinianymi zboczami zauwazylem kapliczke ze studzienka, do ktorego poboznie wchodzili po kolei czlonkowie pewnej uzbeckiej rodziny, ktora tu przyjechala wlasnym samochode. Poki zwiedzalem to miejsce jescze kilka takich rodzin powtorzylo obrzed obmycia konczac sprawe nabieraniem wody i piciem.

Zrodelko sasiduje z rzeka i wody zrodelka wpadaja do niej

Druda „kapliczka” z mogila proroka znajduje sie 15 metrow wyzej i trzeba sie do niej wspinac po kretych schodkach. Tutaj znowu czeka kasjer na odwiedzajacych. Po raz pierwszy spytano skad jestem. Gdy odpowiedzialem ze z Taszkientu otrzymalem kolejny „ulgowy bilecik” i zaszedlem do pomieszczenia dlugosci dobrych 10-ciu metrow.

Tej samej dlugosci byla stozkowata mogila pokryta dlugim pluszowym lotnem koloru zielonego z napisami po arabsku. Kazdy kto wchodzil zdejmowal buty jak w meczecie i robil trzy okrazenia dokladnie tak jak pobozni pielgrzymi w Czestochowie wokol oltarza cudownej ikony.

Powiadaja, ze pare lat temu to miejsce odwiedzil Patriarcha Aleksy i ze pewne zaschniete drzewko po jego wizycie wypuscilo liscie i zakwitnelo znowu. W polnocnej czesci kapliczki u wezglowia proroka odwiedzajacy kladli ofiary i szli dalej. Ja mialem zamiar podobnie jak oni uczynic kilka „kol honorowych”, niestety adwent, ktory sie tylko zaczal w moim wypadku intensywnym piciem mleka zamiast jedzenia, spowodowal biegunke.

Proroka Daniela na moje nieszczescie od tej pory bede wspominal takim wlasnie sposobem.

Bezskuteczne poszukiwanie toalety moglo sie skonczyc tragicznie, gdybym nareszcie nie schowal sie w wnece glinianej gory. Opuszczalem to miejsce jak zlodziej, snujac domysly, ze pobozni ludzie mogliby mnie ukamienowac, gdyby poznali szczegoly mojej „modlitwy”w tym swietym miejscu. Z drugiej strony uderza fakt malej troski o „przyziemne potrzeby” turystow. Tego feralnego dnia w okolicach licznych obiektow turystycznych nie dostrzeglem zadnej toalety.

 

6. 40 mauzoleow  i  6 meczetow

 

Zepsuty humor nie pozwolil mi udac sie do miejsca wykopalisk archeologicznych w Afrisabzie. Po cmentarzu natomiast swieze powietrze przywrocilo mi nastroj. Zydowski cmentarz z wieloma pochowkami 19 wieku byl ogrodzony tak wysokim murem, ze nie moglem znalezc zadnej szczeliny, by na jego teren przeniknac. Koreanski cmentarz stal otworem i zajalem sie uwaznie studiowaniem nazwisk i imon. Przewazaly oglonie znane nazwiska Pak, Kim, Li, ktore w kompozycji z rosyjskimi imionami: Ivan, Ippolit, Ekateryna jakos tak smiesznie brzmialy w moim odbiorze.

Nie bylo tez muru miedzy koreanskim i muzulmanskim sektorem. Jesli na koreanskich moglikach zdarzaly sie krzyze i gwiazdki, to na muzulmanskich przewazaly polksiezyce i arabskie frazy. Intrygowaly mnie te mogily gdzie zamiast imion ojca Muhhamadovicz, Islamovich, Rahmonovich(wziete z tradycji rosyjskiej), trafialy sie formuly O’gly(syn) lub qiz(corka) Muhhamada, Islama, Rahmona

Dalej nieoczekiwanie dla mnie zwykle wspolczesne mogily sasiadowaly ze sredniowiecznymi grobowcami. Kazy z nich jak kaplica lub kosciol. Naliczylem 40 sztuk takich zabytkow. Ten kompleks nazywa sie Shaxinzade.

Gdy zakonczylem zwiedzanie nieoczekiwanie ujrzalem znany mi z poprzedniego dnia centralny Bazar i mauzoleum Ulugbeka.

Wedrujac dalej bocznymi uliczkami wokol Registanu natknalem sie na grupe swiatecznie odzianych mezczyzn w towarzystwie kamery telewizyjnej i nadchodzacych z roznych stron delegacji z podarkami. Stali nawet dwie lawy dla starszych i domyslilem sie, ze swietuja slub albo pogrzeb. Mialem cicha nadzieje, ze cos zobacze katem oka ale niestety nie wyszlo. Kazse domoswto jest oddzielona od ulicy wysoka gliniana sciana i cudze oczy nie przenikna zacisza domowego, ktore pozostaje dla obcych tajemnica jak twierdza obronna.

Tego dnia natknalem sie rowniez na 6 malutkich meczetow podobnych do tego, gdzie w przeddzien zabroniono mi fotografowac. Niektore z nich mialy taki wyglad jak kawiarenka i siedzacy tam ludzie przypomniali mi bardziej starcow, ktorzy wyszli pograc w domino niz rozmodlonych wyznawcow Allaha.

 

7. Amir Gur i Hodza Muin

 

Na placu obok registanu jest mauzoleum poswiecone Amirowi Temurowi. Nazywa sie to miejsce troszke mylaco: „Amir Gur”. Nie robi wielkiego wrazenia. Razcej mozna sie bylo spodziewac bardziej solidnej budowli, tym niemniej okolica robi wrazenie. Okalajace sciany nie wytrzymaly proby czasu. Tuz obok domostwo, ktoremu okolo sto lat. Na scianach skromnego muzem popiersie i infromacja o zyciu Hodzy Muina. Tablica dwujezyczna wykonana technika naklejania wycietych z plastyku literek nie wytrzymala proby czasu i spora czesc tekstu po porostu zwietszala. Tym nie mniej moglem sie dowiedziec, ze stoje u progow domu pisarza, dziennikarza i dramaturga, ktory w latach 30-tych za milosc do mowy ojczystej doznal represji i zmarl.


8. Registan

 

Registan pozostawilem sobie na pozniej. Dzien byl tak sloneczny, ze postanowilem nie wchodzic do srodka a tylko obejrzec z zewnatrz. Dwie dziewczynki bawiace sie obok pomnika przedstawiajacego karawane zwrocily na mnie uwage i zaczely krzyczec do mnie”hallo”, jak pewnie zwykly czynic latem bawiac turystow i odwzajemniajac ich zyczliwosc. Poniewaz ja nie zareagowalem, krzyknely do mnie: „wy russkij?”, i rozesmialy sie.

 

9. Navoya i Rudaki

 

Miedzy Registanem i Amir Gur, przebiega trasa w dolinie. Tutaj spotkalem maly pomniczek na czesc Marco Polo a dalej sporych rozmiarow sylwatki dwoch uzbeckich pisarzy Navoya i Rudaki o czyms gawedzacy z rozpostartymi dlonmi w tradycyjnych rubanach na glowach i w dlugich arabskich chalatach. Toczy sie spor na ile ci pisarze jak i wiekszosc genialnych uczonych Uzbekistanu reprezentuja kulture uzbecka, na ile arabska, na ile perska. Mysle ze wszystkiego po troszku. O tym, ze w miescie mieszka wielu tadzykow (narod spokrewniony z persami, mowiacy dialektem perskiego), przekonalem sie gdy zaszedlem do punktu pay-natu. Obslugujaca mnie dziewczyna caly czas gawedzila ze swym chlopcem wlasnie na tej mowie.

Poniewaz prezydent Karimow pochodzi z okolic Samarkandy powiadaja, ze on tez jest jak wielu okolicznych mieszkancow na pol Tadzyk.

 

10. Tlum bezrobotnych

 

Krazac po zakamarkach wspomnialem przygody Andre Gide’a. Ktorego wladze radzieckie zaprosily w latach 30-tych, by podobnie jak Rome Rolland, chwalil kraj sowietow w swojej tworczosci. Niestety. Gide zachodzil w takie zakamarki, o ktorych sie propagandzistom nie snilo i to co napisal tez spodobac sie nie moglo. Ja nie chce nikogo dyskredytowac, ale bylem skonsternowany, gdy na tele tak bardzo reklamowanego miasta ujrzalem ltum ludzi bezrobotnych oczekujacych w jakims niepojetym dla mnie celu na podworcu jakiegos urzedu.

 

Epilog - pusty piec

 

Dalej natrafilem na pusty gliniany piec do pieczenia somsy i lepioszek. Widywalem ich sporo ale poniewaz przy kazdym stal piekarz lub sprzedawca nie smialem ich ogladac z bliska. Tutaj natrafila mi sie okazja. Ciekawy zaiste piec, podobno najsmaczniejsza somsa (pierog z sosem w srodku i miesem) jest wlasnie w okolicach Samarkandy.

Patrzac na ten piec wyobrazilem sobie trzech mlodziencow, ktorych Nabuchodonozor rozkazal wrzucic w ogien. Moze to miniatura tamtego pieca pomyslalem sobie i powedrowalem na plebanie. Nadchodzil czas wieczornej Mszy sw., po niej mialem siasc na pociag do Urgencza. Na dworzec powiozl mnie o. Stanislaw, z ktorym dzielilem sie krotko wspomnieniami i zadawalem mu pytania. Przeprosil, ze jest tu od niedawna i sam zna miasto slabo. Na potwierdzenie tych slow zablakalismy sie i kilkakroc treba bylo pytac o droge na dworzec u przypadkowych przechodniow.

 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com