Różowy Popielec

 

W Angrenie popielec zaczal sie w kruchcie, czyli w pokoiku 3 na 3 przylegajacym do kapliczki 4 na 5 m (6 laweczek). Bylo nas piecioro: stroz Sasza Niderquell, baba Taisja, ciocia Zosia i Swetlana. Rozpalilismy kolo piecyka ognisko z zasuszonych badyli roz(nikt nie posiadal zeszlorocznych palm), poki ogien sie palil odmawialismy koronke Milosiernemu Jezusowi.

Caly pokoj napelnil sie dymem dokladnie tak jak w "namiocie spotkania". Kiedy zakonczylismy sie modlic rozdrobilem lyzka stolowa popiolu w aluminiowym garnku (w nim bylo ognisko), zebralem na plastykowy talerzyk, poswiecilem wedle formuly mszalnej. Przeszlismy do kaplicy, ktora tez pachniala palonymi rozami. Odczytalem czytania mszalne wyglosilem kazanie i posypalem glowy. Najpierw sobie, by przelamac lek ludzi, ktorzy byc moze pierwszy raz widza jak to katolicy sami siebie brudza. Potem najodwazniejsza Swetlana podeszla a za nia Zosia i Taisia. Ta ostatnia mocno zawiazala sobie dwie chusteczki na glowie wiec dosc dlugo "przygotowywala" glowe do obrzedu.

Dla pewnosci tradycyjnie zrobilem wszystkim babciom krzyzyk na czole umorusanym palcem wiec wygladaly jak hinduski, co wszystkich rozbawilo nieco.

Po nabozenstwie odprowadzilem z Sasza "cala parafie" na przystanek autobusowy po czym udalismy sie w drugi koniec miasta ogladac kolejny dom, do ktorego byc moze przeprowadzimy sie jesli dojdzie do transakcji. Jak juz wspominalem pod obecnym adresem bezskutecznie od kilku lat probowalismy zarejestrowac wspolnote ale dom nie spelnia wymogow Hakima czyli burmistrza. Jest drewniany, nie ma norm bezpieczenstwa pozarowego etc. Ponadto na naszym osiedlu mieszkaja glownie muzulmanie i juz rozlokowaly sie dwie rejestrowane wspolnoty "katolickiej tradycji" jak mawiaja tutaj o baptystach i adwentystach.

Nowe pomieszczenie jest w "europejskiej dzielnicy" niedaleko trasy ferganskiej.

Ma 8 pokojow w tym jeden jak studnie 6 na 6 i wysoki 6 metrow z kominkiem.

Tu moglaby byc kaplica.

Na podworku skarb 8-metrowa prawdziwa studnia. Wszyscy sasiedzi z okolicy odwiedzaja to miejsce, by dostac wody, w suche letnie miesiace, kiedy wszystkie krany „maja urlop”.

Na dzialce jest 100 drzewek w tym 4 rodzaje winogrona.

Mnostwo plusow i jeden minus... bardzo wysoka cena.

W sobote ksiadz Biskup pojedzie to wszystko ogladac. Wlasciciel juz mieszka w Taszkiencie wiec po "ogledzinach” zabral mnie do samochodu i odwiozl do samego kosciola.

Niespodzianie wiec dla siebie zdazylem jeszcze na „taszkiencki popielec”.

Ku zdziwieniu proboszcza i gwardiana, ktorym jest o. Lucjan na wieczorne nabozenstwo przybylo okolo 100 osob.

Ledwie starczylo popiolu. Nigdy wczesniej tak nie bywalo.

Przyszlo sporo osob z koreanskiej wspolnoty i niemalo dyplomatow. Totez czytania mszalne byly po rosyjsku koreansku i procz rosyjskiego angielskie kazanie. Tutaj wlasnie sie przydalem. Reszte mszy sw. przesiedzialem w konfesjonale i nie zdarzylem podejsc na posypanie. Biskup zdziwil sie, ze nie podszedlem a ja ripostowalem, ze juz w Angrenie posypalem sam siebie. Troche to rozbawilo ekscelencje. Nigdy pewnie nie spotkal takiej sytuacji, by kaplan nie mial komu powierzyc tej misji. Innym razem poprosze parafian, przeciez szkolenie juz otrzymali.

Nie powinno byc problemow. Ponadto obiecali, ze za rok przyjda z suchymi wierzbami, bo wlasnie galazki wierzb zastepuja na wschodzie palmy i palmowa niedziela tak sie wlasnie nazywa... WIERZBOWA NIEDZIELA!!!

 

Ks. Jaroslaw Wisniewski

Taszkient 26 luty 2009

www.orient.to.p

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com