Pierwsze niechciane dziecko

 

REKOLEKCJE PEDZIWIATRA

 

Na rekolekcje do Dolistowa wybieralem sie jak “sojka za morze” calych 18 lat. Marzylem o powrocie chocby na kilka dni w te strony gdzie stawialem w kaplanstwie pierwsze kroki. To niezwykle nadbiebrzanskie okolice. Tutejsza swiatynia ma 500 letnia historie. W jej wnetrzu „cudowny krzyz”, starozytna ikona Matki Bozej i pamiatkowa tablica mowiaca o tym, ze wlasnie tutaj chrzest przyjal jeden z trzech zalozycieli Zgromadzenia Zmartwychwstania Panskiego Sluga Bozy Piotr Semenenko. Nieopodal cmentarza na starej trasie petersburskiej znajduje sie niedocenione sanktuarium „Swiete Miejsce” czy tez jak mawiaja czasami „Bocianek”. Wlasnie tutaj w latach 80-tych 19 wieku miejscowe dziewczynki obcowaly jakis czas z Niepokalana. To wszystko powinno bylo ciagnac mnie jak magnez calymi latami a jednak brakowalo zachety i odwagi, by znowu stanac na progu swiatyni i niepewnie jak mlody Jeremiasz znowu otworzyc usta.

W Dolistowie pracowalem zaraz po swieceniach tylko jeden rok, ale gdy mnie z malutkim bagazem ks. Proboszcz sp.Wladyslaw Kulikowski skapy na pochwaly ekscentryk odwozil na granice, bo w kieszeni mialem dekret kierujacy do Rosji, wydusil z siebie na pozegnanie zdawkowa ocene: „duzo zrobiles za krotki czas ojczulku, to wielka laska Panska”!

Nigdy potem nie spotkal mnie tak wielki honor. Choc zawsze staralem sie „duzo robic”, ten moj pierwszy superior na kaplanskiej drodze powiedzial najwiecej i najwymowniej.

 

1. Trzy szalone dni wsrod bliskich

 

Przylecialem do Polski z Taszkientu przez Stambul. Piec i pol godziny lotu przesiadka i znowu dwie i pol (razem okolo 6 tys. Km). Przesiadajac mialem kilka godzin by sobie obejrzec ogromne lotnisko tureckie i kawalek morza przez okno. Policzylem, ze budowla ma dobre 2 km dlugosci, bo mi zajelo pol godziny wedrowanie z konca do konca.

W Warszawie na malutkim Okeciu odnalazlem starego znajomego z Sachalina oraz nowego znajomego z internetu. Razem odszukalismi na Saskiej Kepie siostre mego taty ciocie Wladzie, z ktora spedzilem godzinke pijac kawe i dziennikarza z teleekspresu, ktory dziecinstwo i mlodosc spedzil w Taszkiencie i nawet bral udzial w odradzaniu miejscowej parafii. Porzucil on jednak Uzbekistan i wrocil do ojczyzny przodkow. Przekazalem mu „goscince” od przyjaciol a ten ze wzruszenia kupil mi bilet do Plocka, bo pierwsza noc mialem spedzic u brata na plockich „Podolszycach”.

Z nim pojechalem jego samochodem na grob dziadka do Skrwilna i do rypinskich Marianek, gdzie po raz kolejny probowalem sie czegos dowiedziec o „zagubionych kuzynkach” z Lubianek. Nie widzialem ich od czasu pogrzebu tragicznie zmarlego wujka, ni duzo ni malo 34 lata rozlaki...

Krotka wizyta w rodzimym brodnickim ogolniaku, nie bez wzruszen...Tam tez w Brodnicy pracuje jeszcze jeden kuzyn w Urzedzie Gminy.

Z przygodami ale i jego wydobylem „spod ziemi”. „Ruski czlowiek jak chce to potrafi”...podobnie jak i „Polak w potrzebie”.

Potem wypadl „wiosenny snieg”, co znacznie utrudnialo podroz.

Widzialem sie z chrzestna w Bydgoszczy, ktora na ten dzien specjalnie by mnie spotkac, dojechala z Lodzi.

Z jej pomoca odwiedzilem parafie sw. Antoniego skad maja latem przyjechac do Uzbekistanu pielgrzymi. Zobaczylem tam tez dwu kuzynow, ktorych nie widzialem 18 lat a takze ich zony i dzieci. To byl prawdziwy „zlot rodzinny”. Zdobylem sie z radosci na malutki koncert ‘zagranicznych piesni”.

Przez te spotkania nabieralem sil do pracy...jaka mnie czekala w Dolistowie.

Bylem u siostry i na grobie rodzicow w Chojnicach...

Odwiedzilem Jezuitow w Gdyni i kolejnego kuzyna w Wejherowie. To wszystko zajelo mi 3 dni.

W czwartek nad ranem bylem u rodziny w Elku skad „dobrzy ludzie” dowiezli mnie na miejsce.

W takim tempie „odpoczywa” wielu polskich misjonarzy rozrzuconych po swiecie.

 

2. Droga krzyzowa z Dolistowa

 

W pierwszy dzien rekolekcji poruszylem temat smierci w kontekscie braku wiary. Ci co krzywdzili Jeremiasza w jego ojczystych stronach prawdziwie liczyli na nieistnienie zycia po smierci i kary za grzechy. Tak postepowali rowniez bezboznicy w Rosji co bylo tematem moich piatkowych katechez.

Przed kazdym kazaniem cos tam spiewalem po rosyjsku a na spotkaniu z dziecmi w szkole przed droga krzyzowa nawet byla koreanska piosenka. Gwozdziem programu byla jednak spiewana wedle melodii z hymnu do „Gorzkich Zali” „Droga Krzyzowa z Dolistowa”.

Wiersze do 14 stacji ulozylem sam a wikariusz, moj podopieczny z seminarium do pozna w nocy pomagal mi ten tekst na ostatkach cortridge’a drukowac...nazajutrz dodruk zapewnily nam zyczliwe nauczycielki, wsrod ktorych spotkalem sporo „kolezanek” z pracy.

Miedzy stacjami byl kanon „Crucem tuam adoramus” w tlumaczeniu na polski a moje „czestochowskie wersety” brzmialy mniej wiecej tak:

 

1. Poncjusz Pilat myje dlonie, nie zadrecza sie rozmowa,

Z tlumem fanatycznych Zydow, co smierci Chrystusa prosza.

Zona Pilata we snie slyszy, ostrzezenie o niewinnym,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

2. Przyjal Chrystus na ramiona, krzyz od ludzi zagubionych

Chleba igrzysk prosza tlumy, o tym marze i ja rowniez.

Panie Boze przebacz prosze, wszystkie grzeszne mysli moje,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

3. Pada Jezus na kalwarii, w zyciu pada czlowiek kazdy

On niewinny ja zgrzechami, on pobity w ranach caly.

Daj o Boze duzo sily, by podnosic siebie z winy

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

4.Stala Matka obolala, na bol syna spogladala.

Czasem patrze ja bezsilny, na problemymoich bliskich.

Daj mi Boze, jak Maryi, mestwo znosic straszne drwiny,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

5. Dobry czlowiek wracal z pola, by odpoczac w swoim domu.

Zolnierz wolal go okrutny, aby krzyz Jezusa niosl on.

Mogl odmowic Cyrenejczyk, cudzy jedna ciezar niesie

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

6. Pierwsza jawi sie ikona, w dobrej Weroniki dloniach,

Kazdy czlowiek obraz Boga, czy ja tez jestem ikona?

Naucz Panie mnie grzesznego, nasladowac cierpiacego,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

7. Pada Jezus na Kalwarii, w zyciu pada czlowiek kazdy

On niewinny ja zgrzechami, on pobity w ranach caly.

Daj o Boze duzo sily, by podnosic siebie z winy,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

8. Grupa kobiet glosno placz, Jezus na nie smutno patrzy,

O niesluszne wasze lzy, niechaj placza wasze dzieci

Bog przebaczy im zapewne, robia ale co nie wiedza,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

9. Pada Jezus na Kalwarii, w zyciu pada czlowiek kazdy

On niewinny ja zgrzechami, on pobity w ranach caly.

Daj o Boze duzo sily, by podnosic siebie z winy,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

10. Goly Chrystus, gola prawda, czlowiek szaty z niego zdziera,

Te szyderstwa pierwszych ludzi, co nie chcieli byc posluszni.

I ja widze swoja nagosc, gdy probuje „rajskie jablko”.

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

11. Gwozdzie rania twoje dlonie, kazdy grzech moj jest jak mlotek.

Jezu przebacz to Rzymianom, przebacz takze wine moja

Wielu dzis jak na korridzie, w krwi kaluzach spedza zycie,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

12. Ty umierasz jam wesoly, cudze rany mnie nie bola,

Moze w ten post cos sie zmieni, moze drgnie me serce dretwe.

Ty to mozesz sprawic Boze, bym sie ocknal z grzechow moich,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

13. Stala Matka obolala, na bol Syna spogladala.

Czasem patrze ja bezsilny, na problemymoich bliskich.

Daj mi Boze, jak Maryi, mestwo znosic straszne drwiny,

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

14.Oddal Jozef swa pieczare, od Pilata kupil cialo.

Owiniety w swiety calun, lezy dretwe, wojsko obok

W ciszy tej sobotniej nocy, Bog porzuca swiety calun.

I ja slysze w sercu prosbe, by nie przelac krwi niewinnej.

 

W szkole dzieci na Sali gimnastycznej kolejno klasami podchodzily do krzyza i modlily sie kleczac i niesmialo spiewajac, z karteczek. Nie wszystkie (zwlaszcza zerowka i pierwszaki) mogly biegle czytac, nie mowiac o spiewaniu, bez repetycji. Natomiast wieczorem ta sama piesn w kosciele tak bardzo sie spodobala, ze az sciany wiekowego kosciola drzaly.

 

3. Mama „proroka z Okopow”...

 

W sobote byly znowu teksty Jeremiasza i opowiesc o tym, ze prorok nie moze byc z Galilei. Staralem sie w ten dzien spiewac tylko ukrainskie piesni i opowiadac o tym, ze nie tylko w Galilei ale nawet na Ukrainie jest sporo prorokow i ludzi swietych, nie mowiac juz o naszej ojczyznie... Opowiedzialem o greko-katolikach i troszke o Donbasie, o swojej pracy w tych okolicach.

Tego dnia zaczeli do mnie podchodzic starzy znajomi zapraszajac bym sie pojawil w sasiednich wioskach we Wroceniu i w Zabielu, bo tam sa tez kapliczki, w ktorych w przeszlosci odprawiale pierwszopiatkowe nabozenstwa. Podeszla tez do mnie mama ks. Grzeska Bolesty, pochodzacego z tej parafii, ktory mnie po trzykroc na Ukrainie odwiedzal i wiele mi pomagal przyjmujac dzieci z Ukrainy do siebie na wakacje.

Tegotez dnia x. Antoni samochodem Fordem z rozbitymi bocznymi lusterkami niesiony na „orlich skrzydlach” zawiozl mnie do Pani Marianny Popieluszko. To tylko 15 km od Dolistowa z przystankiem w Suchowoli, gdzie kupilismy kwiaty.

Probowalem sie dowiedziec dlaczego Pani Marianna nie chce przyjac Orderu Polonia Restituta. Jechalem z zamiarem, by ja przekonac, ze order bedzie wyroznieniem posmiertnym dla jej syna i rehabilitacja wszystkich pokrzywdzonych w stanie wojennym.

Pani Marianna miala gosci z Warszawy i zdawala sie zmeczona poprzednia rozmowa. Na moje zdawkowe pytanie „dlaczego” odpowiedziala bardzo madrze machnawszy dlonia:”nie chce, bo jak od ludzi wezme, to nie dostane od Boga”. Kilka gwarowych slow w jej ustach zadziwilo goscia z Warszawy a pani Marianna mu na to:”co sie Pan dziwisz, my duzo ruskich slow znamy, to taka prosta wiejska mowa, nas chcieli calkiem oduczyc mowienia po polsku, alesmy sie nie dali zrusyfikowac” i na potwierdzenie zacytowala z pamieci dlugi patriotyczny wiersz, ktory czytalem potem na wieczornym kazaniu:

 

Stal w szczerym polu Chrystus Pan, a przy nim orszak bosy,

Dziateczki co na zrzety lan, szly z miasta zbierac klosy.

Cisna sie usta do nog mu, drobniutkiej tej czeladzi

A Chrystus spuscil jasna dlon i glowki dziatwy gladzi.

Rosnijcie rzecze ojcom swym i matkom na pocieche

I jako slonca chaty swej, wyzloccie niska strzeche.

A co pogladzi jasny wlos, to gwiazdy mu dokola

Sypia sie na ksztalt zlotych roz, na pochylone czolo.

Lecz posrod dzieci byla tam, sierotka jedna mala,

Slyszac to co Chrystus rzekl, w te slowa sie ozwala:

A ja nie bede Panie rosc, bo na co to i komu.

Ojca i matki nie mam juz, a takze nie mam domu.

Bo ojcem mu jest niebios Pan, a matka ziemia mila,

Co go zbozami swoich pol, jak mlekiem wypelnila.

A domem mu jest caly swiat, bez granic i bez konca,

Gdzie tylko siegnie jego mysl, jak zlote czolo slonca.”

 

Proboszcz Dolistowski x. Lukaszewicz, gdy go ujrzalem w zakrystii po zebraniu tacy, byl wyraznie poruszony. „Piekny wiersz” wyrzekl tylko i powedrowal udzielac komunii sw.

 

4. Pozegnanie

 

W niedziele czytalem uzbecki wiersz, po kilka strof na kazdej mszy swietej, bo dlugi i tresciwy a na dodatek bardzo pasowal do kolejnego tekstu Jeremiasza o tym, ze kiedys przymierze z ludzmi

Pan Bog wyryje w sercach a nie na kamieniu.

Nie masz wiary ale nazywasz siebie pokornym

Pozytku zadnego od tak wielu modlitw

Namazy twoje bez sensu, niepotrzebne posty...

POKI SERCEM BOGA PRAWDZIWIE NIE POZNASZ

 

Nie widac konca twoim meczarniom

Ilez lat oczekiwan, bys pojal prawde

Nie ma wyjscia sposobu, by grzech odrzucic

POKI SERCEM BOGA PRAWDZIWIE NIE POZNASZ

 

Po swojemu zycie zuwemu Bogu poswiecasz,

Na to jest potwierdzenie mowisz i tym samym klamiesz

W bezwodnych pustyniach sadzisz sadzonki

POKI SERCEM BOGA PRAWDZIWIE NIE POZNASZ

 

Poranne modlitwy odmawiasz w spiaczce

Chodzisz caly dzien wypatrujac dziewczat

Lepszy od ciebie pustynny beduin

POKI SERCEM BOGA PRAWDZIWIE NIE POZNASZ

 

Dlatego moja nadzieja nie przestaje plakac

Modlitwy do Boga nie porzucaj

Wiedz, ze samego siebie nie poznasz

POKI SERCEM BOGA PRAWDZIWIE NIE PRZYJMIESZ

 

Ewangelia byla o Grekach, ktorzy prosili Andrzeja i Filipa, by im pomogli poznac Jezusa i o radosci jaka mu ten fakt sprawil: „teraz nadeszla moja godzina” a przeciez w Kanie mowil Pan Jezus do swej mamy calkiem inaczej: „jeszcze nie nadeszla moja godzina niewiasto”!

Interpretowalem to w ten sposob, ze juz wtedy misje czyli gloszenie dobrej nowiny poganom, ktorych tutaj symbolicznie reprezentuja Grecy bylo marzeniem Jezusa i skoro on ujrzal, ze to sie spelnia to jak starzec Symeon powiada: „nadeszla moja godzina”!

Mowilem w kazaniu, ze to marzenie i wola Pana Jezusa czesciowo sie spelnia rowniez w Uzbekistanie gdzie pracuje teraz, bo choc muzulmanie sie chlubia, ze sa dziecmi Abrahama, to jednak misje i osobowosc „prorpka Isy” pojmuja calkowicie inaczej niz chrzescijanie. Trzeba miec wiele cierpliwosci i samozaparcia, by prowadzic ten milczacy dialogjak to robi na przyklad o. Wojciech w Bucharze wznoszac „Centrum dialogu Miedzyreligijnego”. Bylem w tym swietym muzulmanskim miescie z rekolekcjami w przeddzien wyjazdu do Dolistowa. Tam w Bucharze czczony jest „grob” Proroka Jonasza. Opowiedzialem tez parafianom o „mogile” proroka Daniela w Samarkandzie. Nikt nie potrafi stwierdzic ich autentycznosci tym niemniej w tym kraju motywy biblijne wniknely w tradycje prostych ludzi jak malo gdzie na swiecie. Uzbekistan lezal niegdys na terenie imperium Perskiego wiec nie wykluczone, ze spelniwszy swa misje w Niniwie prorok Jonasz powedrowal do Buchary podobnie jak jego muzulmanski odpowiednik Hodza Nasreddin. Tutaj narodzil sie muzulmanski sufizm i miasto jest uwazane przez islamitow za swiete.

Opowiedzialem w ostatnim kazaniu troszke o folklorze i obyczajach uzbeckich i dolistowscy parafianie byli wyraznie rozbawieni niektorymi szczegolami opowiesci, zwlaszcza gdy opowiadalem o plaszczach bez guzikow, bo majac taki plaszcz Uzbek musie przytrzymywac poly plaszcza bez przerwy by nie marznac i takim sposobem ma zawsze dla rak zajecie.

Lod pekl, moja niesmialosc i trema tez przepadly.

Dostalem na zakonczenie procz ofiar kwiaty, czule slowa i nowiutkie kamasze, bo sie widac komus z parafian moje zdarte baszmaki nie spodobaly.

 

5. Niespodzianka

 

Po rekolekcjach w Bialostockiej Kurii Metropolitalnej czekala mnie nie lada niespodzianka a nawet kilka.

Goscinnie jak zwykle przyjal mnie gospodarz i budowniczy nowego budynku, moj kursowy ks. Boguslaw. Dostalem tradycyjnie pokoik na drugim pietrze z widokiem na katedre, w ktorej otrzymalismy wspolnie swiecenia 18 lat temu.

Biskup Dziuba z Lodzi zgromadzil na konferencji w Seminarium srednie pokolenie kaplanow dzieki czemu w krotkim czasie moglem ujrzec twarze kilkudziesieciu kolegow z lat seminaryjnych i uscisnac im dlonie. Dostalem „w biegu” dwie kolejne propozycje na przeprowadzenie rekolekcji jesienia, za co polecialem dziekowac Bozemu Milosierdziu przy grobie blogoslawionego Michala Sopocki.

Po tych odwiedzinach po 2 tygodniach abstynencji rzucilem sie na kurialny komputer, by sprawdzic poczte. Wsrod wielu zaleglych listow byl przemily krociutki telegram z Rypina.

Mial tytul „kuzynka Milena”. Zametnialo mi w oczach, gdy czytalem krotka depesze:

szukales mnie, mozesz pisac pod taki adres”...

 

Swiete miejsca

 

To byl niestety adres e-maila. A moze tak lepiej, bo nie wiem co bym zrobil majac adres domowy, a przeciez czas naglil. Aby odwiedzic Czestochowe i dojechac do Rygi na samolot powrotny mialem tylko 2 doby i trase 1500 km przed soba. Kierowca byl moj stary znajomy z ukrainskiego Donbasu ojciec Sylwan Paulin – rodowity Bialostoczanin(z Michalowa). Obecnie pracuje on w porcie Ventspils na Lotwie. Mial juz za soba nieprzespana noc po trasie Ryga-Bialystok, tym niemniej zgodzil sie przed podroza na Jasna Gore pojsc ze mna na film „Popieluszko” i nawet nie zmruzyl oka.

Odwiedzilismy noca powtornie brata w Plocku, bo zostawilem nieopatrznie na jego kanapie swoj paszport. To byla okazja by podrzemac dwie godzinki i odwiedzic sanktuarium „pierwszych objawien” siostry Faustyny. Tam dostrzeglem nowiutkie „okno zycia” i postanowilem zademonstrowac towarzyszacemu mi „bratu Lotyszowi” jak ono funkcjonuje.

Niechcacy uruchomilem tym samym alarm podlaczony do celi siostr dyzurnych na wypadek gdyby ktos „podrzucil dziecko”, bo wtedy trzeba je od razu otoczyc opieka. Bogu dzieki, mam tam znajome siostry, ktore potraktowaly mnie ulgowo i nie wziely mi za zle tego niezamierzonego alarmu. Nawet skomentowaly zdarzenie w sposob bardzo wlasciwy:

Jest ksiadz naszym pierwszym niechcianym dzieckiem z okienka”...

Po takim komentarzu jechalo nam sie na Jasna Gore wesolo i podobnie wracalo na Lotwe, choc chwilami samochod wykonywal niesamowite piruety na pustawych nocnych trasach Krajow Nadbaltyckich.

Wrocilem umocniony iloscia lask jakich mi Pan Bog tym razem podobnie jak w pierwszym roku kaplanstwa znowu nie poskapil.

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com