Kartonowa monstrancja 

Boze Cialo w Angrenie wypadlo dobrze.

Napisalem z rana rosyjski wiersz - wspomnienie z moich prymicji i po kilku slowach wstepu na temat czytan Bozo-cialowych podzielilem sie z parafianami swoim poematem. Balem sie jak to odbiora ale odebrali swietnie podobnie zreszta jak sobotnie kazanie o sw. Antonim. Zarowno w sobote jak i w niedziele mialem po 12 osob co mnie mocno zaskoczylo, bo tydzien tem frekwencja byla duzo gorsza, w niedziele wrecz fatalna.

Monstrancji w Angrenie nie ma wiec Pan Jezus wedrowal w korporale na patenie na dnie kartonowgo pudelka, ktore mialo otwory wiec mozna bylo tam postawic swieczke i nie gasla na wietrze. W tym pudelku kleryk Juozas tydzien temu przywiozl sekacza prosto ze Zmudzi. To piekne zielone i wysokie pudelko. Najlepsze jakie moglem znalezc dla potrzeb konspiracji...

Procesja jak i parafia byla nielegalna wiec trzeba bylo sie zachowywac bardzo ostroznie. Najpierw rozdalem ludziom lody, by choc minimalnie poczuli wyjatkowosc tego dnia, jedlismy je stojac z "kartonowa monstrancja" na przystanku. 12 osob musialo sie rzucac w oczy wiec jedzenie lodow bylo elementem konspiracji. Zaplanowalem, ze nie bedziemy wedrowac a "pojedziemy z procesja". Samochodu nie mam wiec zatrzymalismy 3 taksowki.

Nasz stroz swoim zargonem objasnil taksowkarzom o co chodzi i udalismy sie "procesyjnie" trzema samochodami w polnocny koniec miasta. Jeden parafianin byl odpowiedzialny za kropidlo, kleryk Litwin wiozl Agende czyli tekst 4 stacji Bozego Ciala, 2 kobiety i dwie dziewczynki mialy "sypac kwiatki" a raczej zrywac platki z bukietow.

Pierwszy "oltarz byl" w malowniczej okolicy u podnoza gor tam gdzie jest szpital i sanatorium dla gornikow. "kartonowa monstrancja" stala w cieniu na laweczce i poki czytalem ewangelie jedna z kobiet uczciwie i szczerze sypala platki roz na kartonik. Potem poswiecilem to miejsce i odmowilismy ojcze nasz za chorych gornikow.

Druga stacja byla w polnocno wschodnim koncu miasta pod blokiem najstarszej parafianki Taisji. Zowu stanelismy w cieniu nie trwozac nikogo i choc musielismy zwracac uwage przechodniow na siebie nikt do nas nie podchodzil i nie przysluchiwal sie naszym modlitwom. Zowu poswiecilem to miejsce i ojcze nasz bylo za glodujacych bo taka byla druga ewangelia.

Pojechalismy na poludniowo wschodni kraniec miasta na trase wiodaca do Andidzanu czyli tego buntowniczego miasta gdzieniedawno zginelo kilkanascie llub kilkaset osob jesli wierzyc poltkom. Oficjalne doniesienia sa ponoc zanizone. Ewangelia byla o uczniach z Emaus wiec pomodlilismy sie za wszystkich podruzujacych po "Jedwabnym Szlaku", bo rzeczywiscie z tego miejsca gdziesmy sie modlili do Chin jest zaledwie 500 km i stary szlak wiodl wlasnie przez angrenska przelecz. Tedy wedrowal sobie Marko Polo i meczennicy z Almalyka Ryszadr Burgundzki etc. Niedaleko miejsca gdziesmy sie modlili jest hotel dla ulicznych prostytutek obslugujacych karawany wozace towary z Chin do Angrenskiego terminalu, oraz elektrownia weglowa i kopalnie. W intencji gornikow i nieszczesnych kobiet tez byla modlitwa...

Ostatnia stacja byla na poludniowo zachodnim koncu miasta na trasie do Taszkientu. Tam dziewczeta odarly z platkow ostatnie bukiety kwiatow a kierowcy rozwiezli parafian po domach. Ja z klerykiem rowno o 12.00 bylem na dworcu autobusowym. To byla najkrotsza procesja swiata. Trwala zaledwie godzine ale objechalismy dobre 30 km czyli cale stutysieczne miasteczko ogarnelismy modlitwa.

Mowilem wyraznie parafianom o co mi chodzi i nie krylem zwlaszcza na ostatniej stacji, gdzie byla modlitwa o jednosc, ze zalezy mi aby wszystkim kosciolom i wyznaniom w naszym miescie sie powodzilo i by rowniez nasza parafia otrzymala rejestracje i lokalizacje oraz by peta zla jakie zawladnely miastem pekly.Ja jednak nazwalem ja szumnie "procesja jerychonska", wedle zadan jakie stawialem w marzeniach tej modlitwie.

Moznaby opowiadac wiele o tym co sie tego dnia stalo. To sie w glowie nie miesci jak w takich warunkach mozna wymyslac jakiekolwiek procesje. Monstrancje na ostatnim oltarzu zdemontowalem. Rozlamalem hostie i udzielilem komunii parafianom. Patene i agende oddalem strozowi a korporal przesiakniety woskiem od cieknacej swiecy zabralem do prania w Taszkiencie.

O tym co sie stalo wie malo kto ale mysle, ze ci komu to bardzo potrzebna nasi swieci w niebie dostrzegli jak bardzo byla potrzebna ta procesja. Dodam, ze uprzedzilem parafian, ze procesja jest dobrowolna i nikt nie ma obowiazku w niej uczestniczyc. Mialem uzasadnione obawy, ze polowa sie wycofa. Nie zmartwilbym sie mocno ani zdziwil. Zaoszczedzilbym nawet na taxi ale ku milemu zaskoczeniu nikt nie stchorzyl i nawet sceptycznie nastawiony kleryk gratulowal pomyslu i wykonania.

Bylo pieknie...

Inaczej byc nie moglo.

ks. Jarek - Taszkient

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com