PASTERZE Z ANGRENU

 

W miasteczku Angrenie mieszka okolo 100 tysiecy mieszkancow. Takie sa orientacyjne statystyki. Poniewaz z wielu powodow wladze blokuja naplyw nowych mieszkancow a starzy ciagle emigruja do Niemiec, Kazachstanu i do Rosji, trudno okreslic dokladna ilosc obywateli.

Sposrod nich okolo 20 osob to moi parafianie. Wspolnota nazywa sie Parafia Bozego Milosierdzia.

Staram sie jak moge ale nie majac osobowosci prawnej od roku czuje sie niezbyt pewnie, bo status moj jest pol legalny a raczej nielegalny w kontekscie coraz bardziej otwartych represji, o ktorych chcialbym w kilku slowach napisac ilustrujac los znanych mi kolegow z “religijnego cechu”.

Opisujac ich los chce wyrazic im swoja solidarnosc i wspolczucie, ze majac tak piekne prawodawstwo w Uzbeckiej Republice pozostaja ludzmi drugiej kategorii. Pomimo przemian ustrojowych uczucie, ze nadal zyjemy i pracujemy w warunkach imperium zwalczajacego religie jest wszechobecne, zwlaszcza na peryferiach czyli na przyklad w miasteczku Angrenie.

Swoja opieka wiec procz 20 parafian obejmuje rowniez tutejszych pastorow. Opieka nazywam te proby opisania ich losu i mowienia w ich imieniu na lamach internetu w sytuacji gdy zaden z nich nie odwazy sie tego robic. Moze to roztropnosc nimi powoduje, moze lek a moze ta Wschodnia Madrosc, ktorej mi brak. Tak wiec slowo opieka to zbyt ladnie powiedziane. Opieka polega na solidarnosci z nimi czy zwyklej znajomosci.

Jeszcze w pazdzierniku 2008-go roku zapoznalem sie z moimi sasiadami Baptystami i z pastorem Adwentystow Wladimirem. Zapoznanie pozostalych wspolnot zajelo mi dodakowo pol roku. W chwili obecnej znam wszystkie denominacje chrzescijanskie i dwu muzulmanskich mullow. Nie wiem nic o Buddystach i Zydach, ktorzy niewatpliwie mieszkaja w miescie ale nie sadze, by mieli swoje duchowienstwo i zarejestrowane wspolnoty. Owszem maja ale w Taszkiencie. O tym opowiem innym razem.

 

1. Pierwsi Baptysci z Angrenu

 

Pierwszym Baptysta pastorem w Angrenie byl Alan Cock. Emerytowany oficer Armii USA. Przybyl do Angrenu w polowie lat 90-tych, ponoc deportowany z Rosji.

To nie pierwszy taki przypadek. W Rosji chodzily sluchy, ze Amerykanie rozsylaja po swiecie swoich szpiegow pod przykrywka protestanckich pastorow. Wtedy jednak ja te rozmowy ignorowalem, bo podobnie mowiono o nas Polakach, co bylo oczywistym nonsensem.

Teraz jednak, gdy dane bylo mi sie zapoznac z latynoskimi siostrami z kazachskiego Czimkentu mam powody by zmienic poglad. One dosc stanowczo potwierdzily, ze wlasnie w Ameryce Lacinskiej takimi metodami dziala CIA, zeby rozbic spojnosc katolickiej diaspory i wplywac na polityke.

Na rekolekcjach w Tajwanie wypowiedzialem swe obawy w obecnosci amerykanskiego misjonarza z Filipin i on ze smutkiem potwierdzil, ze ewangelizacja w stylu CIA ma miejsce niestety. Totez o swym poprzedniku, ktorego posesja trafila w rece mojej wspolnoty niewiele moge powiedziec. To jest pokryte jakims pietnem polityki. Moze stalo sie dobrze, ze juz Alana nie ma w Angrenie. W kazdym badz razie skutki jego dzialalnosci odczuwam na sobie do dzis.

Po powdorku biegaja dwa psy, ktore on kupil i nazwal: Berta – wodolaz polkrwisty, i slepy Ham – owczarek. Alan inicjowal stolowke, w ktorej teraz mamy wszelkie spotkania przy herbatce, zagitowal czesc parafian, ktorzy do dzis odwiedzaja kaplice.

Pozostalo tez baptysterium w ogrodzie, w ktorym latem kapia sie nasze parafialne dzieci a ja z niego korzystalem dla “odnowienia przyrzeczen chrzcielnych” na sw. Jana.

Jakby nie patrzec Opatrznosc dzialala rekami Alana.

 

2. Pastor Wytrwal

 

Drugim pastorem po deportacji Alana byl Wlodzimierz Wytrwal stolarz. Po nim pozostaly nam lawki, oltarz, dekoracje w kuchni i wiele wspomnien. Nasz stroz Sasza Niderquell czesto z nim obcuje przez telefon a wiec sukcesja jest realna.

Wolodia nie bez zgrzytow przeszedl na katolicyzm i sprzedal posesje, na ktora mial papiery ale jak sie domyslam nie mial na to moralnego prawa. Bez watpienia jak to bywa, byl tylko posrednikiem przy kupnie domu, bo byl potrzebny jego passport.

Obcokrajowiec Alan mialby utrudnione zadanie, bo jego wspolnota nie miala osobowosci prawnej i dzialal on podobnie jak ja na pol legalnie.

Na Ukrainie zdarzalo mi sie kupowac posesje pod kaplice na nazwisko parafian.

Znam wiec ten schemat dobrze, sprzyja temu niejasnosc prawodawstwa a czasem brak funduszy na biurokracje.

Pieniadze jednak na takie rzeczy jak sie domyslam dawal Wolodii bogaty pastor Alan.

Gdy doszlo miedzy nimi do sprzeczki Wolodia bez skrupulow pozbyl sie posesji, ktora notarialnie nalezala do niego, za co Alan ma prawo sie obrazac o ile to byly jego pieniadze.

Jesli jednak kupowal z Funduszy CIA, to jedyna “pokrzywdzona” w tym ukladzie strona beda sluzby specjalne USA, ktore biedne nie sa.

Oto w jakich dziwnych rzeczach jestem uwiklany wbrew wszelkim pragnieniom i oczekiwaniom.

Praca na misjach jak widac rzecz niezwykle skomplikowana, zwlaszcza w takich okolicach.

Ja nie chce powiedziec przez to, ze pastor Wlodzimierz to zimny dran i ze sprzedaz kaplicy dla katolikow to “cyniczny uklad”, gdzie strona pokrzywdzona byli baptysci a katolicy “ofiara losu” i machinacji Wolodii. Taka wersje wydarzen przedstawil mi jednak Aleksy dziennikarz UCAN, rodem z Taszkientu, ktory ma swoje zrodla informacji i wypowiada sie o sprawie jednoznacznie.

Ja bym tak kategorycznie tego nie osadzal.

Pastor Wlodzimierz mial mnostwo powodow sentymentalnych, by sie interesowac kosciolem a nie wylacznie rozrachunkiem. Tym nie mniej opowiadam o wszystkim by bylo wiadomo jaka byla prehistoria parafii w Angrenie. Niech to osadza “po owocach” nasi potomni.

 

3. Baptysci po rozlamie

 

Alanowi udalo sie wrocic na jakis czas i swe niezadowolenie z powodu “konwersji” pastora Wytrwala on mial okazje wyrazic. Wykupil po sasiedzku jeszcze jedna posesje tym razem na nazwisko innego parafianina I wystaral sie o rejestracje Osrodka Rehabilitacji. Czesc “jego parafian” powrocila do odnowionej wspolnoty Alana. Czesc jednak pozostala.

Potem wypelniwszy swa historyczna misje Alan wyjechal do sasiedniej Kirgizji.

Ciekawa rzecz, w podobnym okresie do Kirgizji wyjechaly tez amerykanskie bazy wojskowe, ktorym uzbecki prezydent nie przedluzyl mandatu na pobyt.

Sladem za Alanem zniknal jego kierowca a syn sasiadki Svetlany, do ktorej probowalem sie umowic na kolede. Mimo zyczliwosci zaproszenia nie dostalem, bo podobno jej maz alkoholik, nadal nas nienawidzi i uwaza nas katolikow za zlodziei.

Pikanterii temu wszystkiemu dodaje “love story” jaka miala miejsce miedzy synem Wolodii i corka Alana Cocka. Pomimo, ze jego corka byla w ciazy, pastor do malzenstwa z synem Wolodii nie dopuscil…pozostaje pytanie, czy ci dwaj “wierzacy ojcowie” zapytali o zdanie swych dzieci.

Pytanie raczej retoryczne. Postapili jak prawdziwi Uzbecy, zrujnowali jak sadze milosc i przyszlosc swych dzieci.

Baptysci obecnie prowadza nadal Centrum Rehabilitacji dla narkomanow i alkoholikow. Podobno maja sukcesy i oficjalnie sa zarejestrowani jako organizacja charytatywna, dzieki temu moga tez pozwolic sobie na minimalne duszpasterstwo w znacznie wiekszym wymiarze niz ja z powodu braku rejestracji.

Ich kaplica znajduje sie w glebi naszego osiedla i niewtajemniczony bedzie sie dlugo blakal po zakamarkach nim znajdzie ten adres. Napisow czy drogowskazow na glownej trasie nie znajdziesz. Miasto jest jednak stosunkowo niewielkie i kto bardzo tego pragnie przyjdzie tu.

Sala modlitewna wysoka, miejsc siedzacych ponad 50, wszystkie zapelnione.

Tak bylo gdy jeden raz trafilem na koncowke niedzielnej modlitwy. Pastor modlil sie w tym momencie z rzadzacych i to jest bardzo mile, ze tutejsi protestanci wydaja sie byc 100% patriotami, tym niemniej maja najwiecej trudnosci w wypelnianiu swej misji.

Jeden z nich skarzyl mi sie, ze za swa dzialalnosc prostytutki placa minimalny mandat rzedu 10 dolarow a protestanci przylapani na modlitwie w prywatnej posesji otrzymaja mandat wysokosci 1000 dolarow, co jest deprymujace.

Slawa ma okolo 30 lat, pomaga mu Gienadij, kilka lat mlodszy pastor.

Widuje ich czasem na ulicy, z rzadka wymieniamy sie sms.

Najpiekniejsze objawy wspolpracy mialy miejsce na Boze Narodzenie i na Wielkanoc.

Ci ludzie sie nie obrazaj na mnie na to co zaszlo miedzy Wolodia i Alanem. Nie rozpamietuja i nie wypominaja. Podobno bywali w goscinie jeszcze za czasow ojca Tadeusza, ktory niewatpliwie dolozyl staran, by skruszyc lody. Pan Bog jest dobry i ma swoje sposoby, by jak powiada ksiadz Twardowski: “na krzywych liniach pisac prosto”.

Slawa i Gienadij byli u nas na wieczerzy Wigilijnej a na Wielkanoc dali zgode 11 osobom, by pojechali z nami autobusem do Taszkientu na Wigile Paschalna.

Najstarszym pielgrzymem okazal sie Igor z corka. Mezczyzna, ktory mnie wypytywal o ojca Tadeusza, o o. Piotra i o Biskupa. Bylem zadziwiony, ze tak wiele wie o nas.

Potem sie okazalo, ze do niedawana jeszcze byl naszym parafianinem, i ze mial wtedy opinie donosiciela. Moj stroz prosil bym byl ostrozny. Tym niemniej ja, czlowiek smiertelnie naiwny, bylem zadowolony i z tej znajomosci. Nawet skorzystalem z pomocy Igora, gdy trzeba bylo pokazac gory dla wspomnianych zakonnic latynosek.

 

4. Adwentysci

 

Pastor Wlodzimierz przyjmowal mnie dwukrotnie na jesieni i ostatni raz wiosna. Zawsze dawal mi dobre rady i dzielil sie literatura. Nasi parafianie, ktorzy bywali u Adwentystow opowiadaja, ze mozna tam uslyszec niepochlebne opowiesci o katolikach. Tym nie mniej mam nadzieje, ze znajomosc ze mna zmienila nieco swiatopoglad mlodego pastora ojca dwojki malych dzieci.

Za kazdym razem gdy tam bywalem u Wolodii, wysokiego blondyna bywali goscie.

Pierwszym razem to byl koreanski pastor z Taszkientu, mlodszy od Wolodii ale chyba “wazniejszy”. Siedzial na skraju stolu z laptopem i przygotowywal sie do jakiejs konferencji i ciagle sie do mnie zyczliwie usmiechal. Tego wieczoru bylo sporo gosci u Wolodii i zrobil mi wielka grzecznosc, ze na kilka minut przyjal w domu.

Innym razem byl u niego kolega pastor, z wygladu Uzbek pracujacy w sasiednim Almalyku. Uczestniczyl w rozmowie. Jedlismy chleb z dzemem i herbate bez cukru. Bardzo skromna goscina ale podobnie jak poprzednia serdeczna.

Kaplica jak na uzbeckie warunki sporych rozmiarow. Naliczylem 12 lawek. Na kazdej z nich moze siedziec po 6 osob. Nie wiem tylko czy wszystkie sie zapelniaja, bo nigdy nie trafilem tutaj na modlitwe. Adwentysci podobnie jak Baptysci maja kaplice ukryta wewnatrz osiedla i tez trzeba sie starac by ich znalezc. Zarejestrowani sa od dawna. Mam wrazenie, ze jeszcze w czasach sowieckich, ale nastroj przygnebienia panuje i tutaj.

Wiosna Wolodia zostal przeniesiony do odleglego miasteczka Navoi a na jego miejsce trafil pastor Stanislaw.

Chlopak, ktory okazal mi najwiecej serdecznosci.

Dlugo sie wybieralem do niego. Gdy nareszcie udalo sie nam pod koniec wrzesnia spotkac, to mial mine mocno roztargnionego czlowieka. Pogadalismy 5 minut w korytarzu. Zapisal sobie moj telefon i prosil bym go odwiedzil za tydzien o 16.00 a najlepiej o 17.00, bo sobota to dla adwentystow dzien swiety i maja sporo interesantow.

Owszem przyszedlem akurat byla wigilia sw. Franciszka. Zabralem po drodze Nine, ktora strozuje u Prezbiterian. Stanislaw znowu byl roztargniony, bo przyszedlem zbyt wczesnie. Powiedzialem, ze sobie pospaceruje po okolicy on jednak nalegal bym posiedzial w kaplicy.

Razem z Nina zaczelismy ogladac ich spiewniki.

Pod numerem dwa byl “hymn slonca” sw. Franciszka podpisany data 1225.

Spiewnik byl zrobiony bardzo fachowo w Tule kilkanascie lat temu nakladem 25.000, bez nut,

okolo 300 hymnow. Znalazlem tam jeszcze kilka znanych mi piesni w tym oczywiscie “Cicha Noc”, “Blisko Ciebie”, “Wszystko Tobie” i pare piesni wielkopostnych.

Nina znala duzo wiecej i pare utworow sobie zaspiewalismy razem. To byla niewymuszona i przedziwna scena: dwoje Polakow katolik i prezbiterianka(Nina ma polskie pochodzenie ale nalezy do koreanskiej wspolnoty) siedza sobie w Uzbekistanie w kaplicy u pastora Rosjanina i spiewaja piesni ze spiewnika Adwentystow.

Nina miala sprawe do Stasa i szybko mu wyjasnila o co jej chodzi. Zaraz potem wyszla. Ja przesiedzialem do 7-mej wieczorem, a gdy zaczalem sie zegnac Stas zaproponowal, ze mnie odprowadzi. Chetnie na to przystalem, wiec jeszcze 40 minut bylismy razem. Pokazalem mu nasza posesje, zapoznalem ze strozem Sasza. Ten z kolei rozpoznal w pastorze meza swej znajomej i sasiadki. To tez dodalo pikanterii naszemu spotkaniu, bo zona pastora, ktory wyrosl w Taszkiencie mieszkala w Angrenie od dziecka na jednej klatce schodowej z naszym strozem.

Dla Rosjan takie sasiedztow to rodzaj pokrewienstwa.

Gdysmy sie rozstawali, to juz nie bylismy sobie obcymi ludzmi. Ja wyznalem Stanislawowi, co zwykle robie bez skrepowania, ze czuje sie zagubiony w Uzbekistanie. Przyznalem sie, ze po roku pobytu bardzo wiem jak i co moglbym tu zrobic dla gloszenia Pana.

Stas wyznal mi podobne odczucia co bylo rozbrajajace, bo przeciez urodzil sie tutaj ma obywatelstwo, zna obyczaje, tym niemniej jemu tez rece opadaja.

Opowiedzial mi historie pewnej inwestycji w samym srodku miasta Taszkientu.

Zachecil mnie bym sobie obejrzal duzych rozmiarow swiatynie niedaleko od naszego kosciola, ktora wladze zaplombowaly i nie pozwalaja sie w niej modlic.

Poszedlem, ujrzalem i zdretwialem z wrazenia. Budowla skromna w dekoracje ale zdecydowanie piekna i w takim wlasnie miejscu gdzie ogromne blokowiska na wyciagniecie reki. Wielu ludziom, zyjacym bez jakiejkolwiek wiary takie sasiedztwo, by cos mowilo do czegos przyzywalo, zobowiazywalo, stymulowalo. Mogliby byc sola tej ziemi, gdyby pozwolono im pracowac. Skoro dali zezwolenie na budowe to powinni byli dac i licencje na sprawowanie kultu. Ja nie sadze, ze Adwentysci budowali sklep lub szope jak chlopi w przemyskiem w czasach sbp Tokarczuka. Takie historie tez miewaja miejsce ale nie w stolicy, nie w Taszkiencie.

Takie traktowanie wierzacych musi zniechecac, bo co chwila sie slyszy o kolejnych zborach protestanckich zamykanych “za prozelityzm”…

To takie slowo klucz, podobnie jak slowo “swietokradztwo” w innych muzulmanskich krajach, gdzie koscioly I domy chrzescijan sap alone za rzekome “wysmiewanie koranu”.

Wszyscy krewni Stanislawa juz wyjechali do Rosji i on sam ma taki zamiar w niedalekiej przyszlosci. Twierdzi, ze dla Europejczykow, wyznawcow Chrystusa w Uzbekistanie robi sie ciasno. To byla trudna braterska rozmowa. Jeszcze teraz chodza mi po plecach ciarki.

 

5. Charyzmatyk Aschat

 

Inny pastor z Angrenu to Aschat, Tatarzyn.

Slyszalem o nim od Szaulskich a takze od pastora Piotra z Taszkientu.

Wyprosilem na wiosne jego telefon od Baptystow i nie musialem sie wiele natrudzic, by go zaprosic do naszej kaplicy na sobotnie nabozenstwo.

To bylo wiosna. Bylo nas zaledwie 7 osob w tym rowniez wspomniana Nina Prezbiterianka. Proponowalem Aschatowi, by powiedzial slowo, ale sie powstrzymal, byl wyraznie stremowany. Nabozenstwo bylo krotkie, Aschat skromnie siedzial na ostatniej laweczce. Bylo w kaplicy ciemno I ponuro, bo wylaczono nam prad. Weselej bylo po modlitwie, dluzej siedzielismy przy herbatce. Tam jezyki sie rozwiazaly i choc Aschat mial twarz smutna a ton zadawala Nina, to jednak na moim strozu pastor wywarl wrazenie i kilkakroc widywany w miescie przekazywal mi przez Sasze pozdrowienia.

Jego kaplica jest na drugim skraju miasta i nigdy tam nie bylem. To sa charyzmaci, o ktorych Prezbiterianka Swietlana wyrazala sie bardzo sceptycznie. Kiedy arendowali u niej pomieszczenie i jak powiada narobili wiele szumu, bo przyciagneli na nia nadmierna uwage sluzb kontrolujacych dzialalnosc miejscowych kaznodziejow.

 

5. Prezbiterianie

 

Skoro wspomnialem Swietlane to dodam, ze odnalazlem ja w styczniu, w tygodniu ekumenicznym. Ich parafia nie ma pastora a ona wypelnia funkcje kaznodziei. Opiekuje sie sporych rozmiarow posesja. Przestrzen pomiedzy plebania i kaplica przykryta jest wysoka wiata I wlasnie pod tym zadaszeniem odbywaja sie obiady, ktore stanowia trzon dzialalnosci prezbiterianskiej parafii. Niestety wedle relacji Niny, ktora strozuje frekwencja jest coraz gorsza I w tej przywilejowanej wspolnocie, ktora ma rejestracje na niedzielne spotkania przychodzi 7 do 20 osob, czyli tak samo jak u mnie.

Jej kaplica przylega do zrujnowanego Przedszkola numer III, ktore wladze miejskie jakoby chcialy nam sprzedac. W kaplicy tez ponuro. Sciany bialego koloru wiele lat nie odnawiane, pekniecia tynku stare zaniedbane lawki. Na oknach pajeczyna. Dominanta na scinie wejsciowej jest duzy okragly zegar na scianie oltarzowej jedyna dekoracja jest podjum nadzwyczaj skromne i obdrapane. Ponoc pastor z Korei odwiedza ich dwa razy w roku i wtedy ona w roli tlumacza odwiedza z nim liczne wspolnoty. Ma wiec wiele spostrzezen i doswiadczen.

Niektore z tych prezbiterianskich parafii tez nie maja rejestracji, choc od lat systematycznie zbieraja dokumenty i odnosza do Misnisterstwa Sprawiedliwosci.

Jednym z tematow rozmowy ze Swietlana byla wlasnie ta sprawa.

Wysoka i krepa kobieta w moim wieku poczestowala mnie koreanskimi anczousami, kimczi i herbata. To wszystko bylo niesamowicie smaczne a cale domostwo mi tak mocno przypominalo Sachalin, ze sie nawet na chwile wzruszylem.

Jej opowiesci byly podobne do wyznan pastora Stanislawa i rozmowa tez sie przeciagnela grubo ponad 2 godziny choc niezapowiedziana. Swietlana wyznala, ze od 2001 roku ani jednej parafii prezbiterianskiej nie udalo sie zarejestrowac natomiast sporo zlikwidowano w tym parafie w centrum Angrenu w dawnym kino-teatrze “Jubileuszowy”.

Historia tego kina i wspolnoty to temat kolejnej opowiesci.

 

6. Pastor Sasza Sin

 

Liczebnosc Prezbiterianskiej wspolnoty w centrum Angrenu dochodzila ponoc do 1000 parafian. Byc moze to wlasnie przyciagnelo nadmierna uwage sluzb specjalnych, spowodowalo deportacje koreanskiego pastora i odebranie licencji. Chodza plotki, ze byl nazbyt surowy, ze nawet bil chorzystki kiedy zle spiewaly. Owszem, w Korei jest taki zwyczaj, ze kaplanowi “wszystko sie wybacza”, I niektorzy naduzywaja kredytu zaufania. Tym niemniej nie sadze, zeby to byl glowny motyw. Skargi rodzicow mogly tylko dolac oliwy do ognia. Teraz ta swiatynia stoi pusta podobnie jak kosciol adwentystow w Taszkiencie. Owszem mieszka tam mlody pastor-tubylec Sasza Sin, prowadzi male grupy, ktore wpuszcza do srodka w wielkiej konspiracji ale krajobraz to iscie apokaliptyczny.

Tutaj rowniez ciarki chodza po plecach gdy sie pomysli, ze te sciany do niedawna kipialy zyciem.

Umawialem sie z Sasza kilkakroc na spotkanie.

Wymienilismy dziesiatki sms. Wszystkie jego lisciki byly nad wyraz grzeczne.

Nigdy mi wprost nie odmowil ale wyraznie bal sie tych spotkan ze mna.

Sasza wyraznie jest zaszczuty, ponoc juz zaplacil sporo mandatow, za to ze nadal pracuje w kosciele a dorabia sobie jako muzyk w pewnej “chrzescijanskiej restauracji”. Nie wiem co dokladnie on mial na mysli tak nazywajac kilka kawiarni. Prosilem go w maju, by mi pomogl przyjac grupe gosci z Poludniowej Korei.

Przeprosil, ze nie moze mi pomoc, bo wyjezdza do Taszkientu ale dal pare adresow.

Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy kaznodziejka Swietlana, ktora bez kompleksow podjela sie zadania, na ktore go wykonanie zabraklo odwagi mlodemu pastorowi, odwiozla nas wlasnie do tej restauracji gdzie Sasza Sin spiewa. Zamiast w Taszkiencie byl wlasnie tam i wyraznie byl zazenowany naszym spotkaniem. Ja potem dlugo sie w sercu smialem z tego zbiegu okolicznosci. Okazuje sie, ze to czego on tak sie obawial nastapilo, bez mojej i jego woli. Samo niebo wymusza nas bysmy sie lepiej zapoznali. Moi goscie z poludniowej Korei obcowali ze Swietlana a ja pewnie z pol godziny stojac obok stolika rozmawialem z Sasza, ktory jakby czujac swoja wine przede mna gubil sie w grzecznosciach.

Tak oto doszlismy do konca opowiesci do dwu “etnicznych” wspolnot koreanskich.

Pozostaje wiec opowiedziec o kaplicy prawoslawnej i o jej pasterzu-tokarzu.

 

7. Pop-Tokarz

 

Ksiadz Witali podobno byl niegdys tokarzem.

Jak to sie stalo, ze zmienil zawod nie wiem.

Umowilem sie z nim na spotkanie pod koniec pazdziernika, bo przy pierwszej wizycie w cerkwi nie zastalem go – chorowal.

Przy drugim spotkaniu ujrzalem odzianego w dzinsy i welniana czapeczke mlodzienca, ktory wszelako staral sie podniesc mi humor uzywajac mlodziezowego slangu. Pokazal swym zachowaniem, ze nie ma kompleksow i ze jest mu milo, ze do niego przyszedlem. Ja natomiast, czulem sie glupio z kilku powodow. Bylem zazenowany “krzyczaca bieda” jaka zastalem. Domek na kurzej lapce duzo gorszy niz ten w jakim nasza kaplica sie miesci. Krzyz z czarnego zelaza pomalowany na niebiesko i umieszczony byle jak na dachu.

Zaskoczony bylem zapachem papierosow, ciemnym kolorem zebow i wagrami na twarzy “mlodzienca”(po mial 39 lat). Na propozycje by sie spotkac na Boze Narodzenie odpowiedzial pozytywnie ale nie przyszedl. Jakis czas jeszcze wysylalem mu swiateczne sms-ki ale potem zmienil sie u niego numer telefonu a mnie jakos nie korcilo, by odnawiac znajomosc. Podswiadomy lek czy moze rozczarowanie trescia rozmowy i wygladem kaplana spowodowaly, ze porzucilem proby poglebienia kontaktu przynajmniej na razie.

 

8. Muzulmanie

 

Ostatnia swiatynia w miescie, ktora chcialbym opisac jest angrenski meczet, ktory owszem robi duze wrazenie. Stoi juz prawie 20 lat sadzac po wygladzie moze zmiescic 1000 osob. Czy tyle przychodzi nie wiem, bo na piatkowa modlitwe nigdy nie trafialem.

Natomiast w dzien MB Ostrobramskiej odwazylem sie przyjsc.

Pierwszy mulla staruszek jaki mi sie natrafil zaprosil mnie do malego pokoiku obok strozowki, posadzil sobie naprzeciw po turecku i wysluchal moj monolog.

Mowilem mu, ze przyszedlem z grzecznosci, by opowiedziec o sobie jako tutejszy ksiadz katolicki. Dziadek malo z tego zrozumial, przeprosil i obiecal, ze zawola mulle, ktory lepiej zna rosyjski. Ten drugi przyszedl po godzinie. Byl wylewny, nazywal sie Rahim.

Zabral do swego domu i dlugo poil herbata.

Na koniec zaprosil na slub swego syna, ktory mial miec miejsce za tydzien.

Owszem bylem, nic nie widzialem, bo najwazniejsze obrzedy dokonuja sie o szostej o 9-tej z rana. W tym czasie ja musialem sie przygotowywac do Mszy a o 11.00 juz bylo po wszystkim.

Ludzie siedzieli w roznych apartamentach wedle podzialu znanego tutejszym.

Oddzielnie kobiety, oddzielnie mezczyzni-muzulmanie i oddzielnie obcy goscie.

Ja bylem w towarzystwie Walentyny parafianki z Taszkientu rowniez Koreanki.

Zabralem ja by mi pomogla nawiazac kontakt ze wspomnianym mlodym pastorem prezbiterianskim. Wizyta na uzbeckim weselu to byla jej dodatkowa praca.

Dzieci, ktore pokazaly nam droge myslaly, ze idziemy na wesele “myc talerze”.

Podobno obcych, czyli europejczykow zaprasza sie glownie do takich uslug na uzbeckie wesela. Bardzo mnie to rozbawilo. Rahim byl bardzo zajety innymi goscmi wiec mi podeslal pijanego sasiada, ktorego widzialem juz wczesniej. Powoli grupa wyrosla do 4 osob, ktore niesmialo nas wypytywaly o rozne sprawy. To wygladalo jak sondaz. Pomimo, ze uzbecka goscinnosc jest przyslowiowa, wyraznie bylismy “nieproszonymi goscmi”. Wala jadla plow, ktory jest glownym daniem na tego rodzaju spotkaniach, ja jadlem orzeszki i inne slodycze, ktorych tez bylo sporo. Sasiad bez konca dolewal mi herbate.

Na pozegnanie spotkala mnie zupelna konsternacja.

Rahim bez wstepow poprosil, bym mu pomogl poprzez parafian w kupnie transformatora.

Mowil to z usmiechem spiskowca. Wygadalem sie przy pierwszym spotkaniu, ze moj stroz jest elektrykiem i spostrzegawczy mulla to sobie zapamietal.

Po jakims czasie Rahim zadzwonil do mnie w tej sprawie.

Ja dalem telefon do Saszy ale ten nie zechcial nic robic, bo mial obawy, ze nawet jesli sie uda cos pomoc, “to uzbecy moga mu nie zaplacic”.Transformator to droga rzecz (kilkanascie milionow sum) i takich podarunkow Sasza robic nie moze.

To jedno z najbardziej delikatnych okreslen jakimi Sasza darzy uzbecka diaspore.

Ma widac wiele niemilych doswiadczen i wspomnien a przezyl w Angrenie prawie cale zycie. Jako elektryk w elektrowni 35 lat, to spory staz. Ponoc jest ostatnim europejczykiem w brygadzie. Cenia go tam bardzo ale…bez wzajemnosci.

 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com