POWROT Z CMENTARZA

 

Wielokroć pisałem jak wyglądają pogrzeby na wschodzie, wiec ktoś kto zna moje poprzednie teksty nie znajdzie nic szczegolnego w tym opisie. Cierpliwych jednak czeka na koniec niespodzianka. Wiadomo, ze kapłan zwłaszcza na misjach powinien do perfekcji oswoić sztukę dostosowania swych uczuć i nastroju do panującej atmosfery.

Nie chodzi o to by być kameleonem lecz po prostu, by solidaryzować się w sposob maksymalnie szczery z plączącymi i z tymi  co się wesela. W przeciągu dnia może się przecież zdarzyć w parafii zarowno wesele jak i pogrzeb. Byłoby niegrzecznie przenosić uczucia z jednej uroczystości na druga. Trzeba umieć to w sobie stonować i nie przeszkadzać ludziom w przezywaniu ich smutku czy radości.

Tak wiec pewnego dnia zaraz po pogrzebie czekała na mnie mila niespodzianka.

Pozwolcie jednak, ze powiem po kolei.

 

1. Biznesmen Żydrunas

 

Rok temu do seminarium na Litwę udał się pewien młody biznesmen. Miał na imię Żydrunas i pochodził z Kłajpedy. Fortune wysokości 7 milionow dolarow zgromadził i zainwestował w rożnego rodzaju projekty w przeciągu 14 lat pobytu w Uzbekistanie. Jego decyzja wywołała szok w środowisku biznesu ale w żaden sposob nie zdziwiła taszkienckich parafian, bo ten młody człowiek już od 4 lat był stałym uczestnikiem i sponsorem wielu kościelnych wydarzeń.

Nietrudno było dostrzec, ze teologia to jego ulubione hobby.

Inne hobby to była litewska diaspora w mieście.

Żydrunas woził swych rodakow, zwłaszcza starsze kobiety.

Były to dla nich nostalgiczne i niezapomniane chwile, bo właśnie teraz, gdy europejska diaspora w Taszkiencie znacząco stopniała i pozostali jej najbiedniejsi przedstawiciele to podroż w rodzinne strony dla wielu jest po prostu nie po kieszeni.

Chłopak na tyle polubił to zajecie, że ze swych taszkienckich Litwinek uczynił w ojczyźnie bohaterki dokumentalnej opowieści filmowej.

Lubił tez uczęszczać na koncerty organowe w naszym mieście i nawet zdarzyło się, że przez taszkiencką telewizję dał ogłoszenie na temat odbywających się w kościele imprez. Wszyscy wiedzieli o istnieniu kościoła ale o koncertach wiedział tylko mały krąg publiczności. Po umiejętnie przeprowadzonej kampanii zaczęły do kościoła walić takie tłumy, ze nawet nasz biskup zaniepokoił się tym co się dzieje i długo nie mogł pojąć, kto spowodował takie nagle zainteresowanie świątynią i koncertami.

Żydrunas zainwestował w to pieniądze ale zrobił to dyskretnie nikomu o tym nie mowiąc. Znajdował wyraźną frajdę w pomaganiu ludziom w sposob ukryty.

Kiedy odchodził do seminarium miał plan, by cala fortunę zgodnie z ewangelią rozdać potrzebującym. Tutaj jednak zakończyła się bajka. W konfrontacji z rzeczywistością Żydrunas przegrał, bo po swoim nawroceniu stracił bezpowrotnie  wiele biznesowych instynktow. Jak tylko zaczął zagłębiać się w dobroczynność jego wspolnik Chińczyk za jego plecami podjął pewne kroki, by ustrzec firmę od nieroztropnych, dobroczynnych gestow Żydrunasa. Podstępnie zaproponował, by ten podpisał notarialnie zgodę na dysponowanie majątkiem na czas pobytu w seminarium, gwarantując, ze firma będzie działać w ustalonym reżymie i ze humanitarne akcje będą prowadzone dalej. W rzeczywistości chodziło o pozbawienie Żydrunasa wpływu na ważne decyzje.

Po pierwszym roku spędzonym w postulacie Żydrunas dostrzegł, ze firma jest na skraju bankructwa, pieniądze znikają w szalonym tempie na prawo i lewo i wcale nie pachnie dobroczynnością. Złapawszy się za głowę nawet sprowadził starego kolegę z Białorusi, ktory potrafił argumentem pięści każdego postawić na miejsce. Tymczasem wspolnik zniknął i przestał się kontaktować z naszym bohaterem słusznie rozumując, ze wakacje się skończą i kleryk powroci za mury seminarium.

 

2. Algirdas

 

Jaki ma związek powyższa opowieść z pogrzebem? Ktoś może się zdziwi ale ma.

Od opisanych wyżej wydarzeń upłynął rok. Ja w międzyczasie widziałem się z klerykiem w Żmudzkiej Kalwarii. Upewniłem się, ze studia sprawiają mu radość a wspomnienia o straconej fortunie nie maca mu spokoju. W modlitwie i poście odnalazł się całkowicie. Radykalizm takich ludzi jest dla mnie wielkim natchnieniem. Nasza rozmowa oscylowała wokoł pasjonujących książek jakie odszukał ostatnio w bibliotece i wszystkie lektury oscylowały wokoł Boga. Okazuje się, ze najlepsze książki teologiczne są w seminarium najbardziej zapomniane. Tych nowych teologow Żydrunas unika a przedwojenne katechizmy to według niego majstersztyk.

Do wspomnień o Żydrunasie zmusił mnie pewien blondyn lat 30.

Przyszedł pewnego popołudnia prosić o pomoc przy pochowku taty.

W parafii się nie pojawiał ale 3 lata temu widział jak jego wujka uroczyście pochowali księża z taszkienckiego kościoła. Wtedy zmarł jego wujek Vitoldas, szef litewskiego ziomkostwa, dobry znajomy Żydrunasa. Teraz odszedł niespodzianie dużo młodszy brat Algirdas, tato mojego gościa…

Biskup zadzwonił do mnie, bym wyszedł na podworko i zapoznał się z interesantem w sprawie pogrzebu. Szczupły blondyn z regularna krotko strzyżoną owalną głową i wyrazistymi kośćmi policzkowymi po męsku opisał sytuację i zaprosił na ceremonię. Szybko omowiliśmy szczegoły. Poprosiłem, żeby przyjechał po mnie na godzinę przed wyjazdem na cmentarz. Chłopak zapytał czy będę tez na cmentarzu i czy mam świece, obrazki oraz krzyż. Dobrze zapamiętał wszystkie atrybuty jakie towarzyszymy pogrzebowi wujka. Nie było mowy o żadnych chorągwiach czy obecności organisty. Nawet nikt nie napomknął o przewiezieniu ciała do kościoła, bo czegoś takiego nie ma. Ksiądz w tych okolicach kropi ciało w mieszkaniu i jedzie z rodzina na cmentarz gdzie odmawia kilkuminutowy tekst przewidziany w rytuale. Ja ze swej strony dodaje litanie do wszystkich świętych, kropie grob i krzyż. Razem ze wszystkimi odchodzę. Nikogo tez krewnych z Litwy nie zapraszano, bo w tym gorącym klimacie muzułmanie chowają zmarłych w dzień śmierci a europejczycy na drugi dzien.

 

3. Obrzęd

 

Zgodnie z umowa Riczardas, syn zmarłego był przy kościele o 11-tej. Zabrałem z zakrystii fioletowy ornat, kropidło 20 filigranowych prawosławnych świeczek, rytuał, rożaniec w dłonie dla zmarłego i obrazek.

Dom zmarłego był w odległej dzielnicy Czelanzar. Jechaliśmy dobre 20 minut wiec miałem czas by wypytać szczegoły. Zmarły był spawaczem. Przyjechał do Taszkientu podobnie jak jego zona Rosjanka w 1966 roku jako ochotnik, by odbudowywać Taszkient po trzęsieniu ziemi. Dla takich ludzi państwo chętnie bez kolejki dawało mieszkania i prace, by już nie wracali w rodzinne strony. Taszkient podobał się Europejczykom. Dziewięć miesięcy panuje tu lato i tylko 3 miesiące chłody ni to jesień ni to wiosna. Miał dwojkę dzieci, doczekał się 5 wnukow.

Jakiś czas przed śmiercią rozstał się z pierwszą małżonką i założył nowe ognisko domowe. Nie należy to do wyjątkow w postsowieckich krajach. Muzułmańskie tło kulturalne też akceptuje drugie małżeństwo zwłaszcza, gdy mężczyzna ma pod 40-tke. Prawo świeckie tego zabrania ale nikt się tym nie przejmuje. Zmarły nie długo trwał w drugim związku. Tej drugiej kobiety choć powiadomiono nie było nawet na pogrzebie. Obrzęd miał miejsce w podworku obok mieszkania pierwszej małżonki. Nie wnoszono ciała na gore, sąsiedzi przychodzili nieprzymuszani pożegnać się ze starym sąsiadem, czy po prostu z ciekawości popatrzeć na twarz zmarłego. Każdy pogrzeb na wschodzie to spektakl, ktory się kończy sutym jedzeniem i popijawą, toteż jest wydarzeniem towarzyskim. Pogrzeb traci przez to wiele powagi, do ktorej przywykła europejska publiczność.

 Trumna drewniana obita czerwonym suknem jak zwykle otwarta.

Ciało przykryte po szyje białym prześcieradłem. Przed modlitwa osobiście nałożyłem zmarłemu rożaniec na dłonie i włożyłem obrazek Trojcy świętej wedle kanonu Andrzeja Rublowa. Zaprosiłem rodzinę bliżej trumny i rozdałem świeczki. Odśpiewałem kilka przewidzianych rytuałem psalmow, kazania nie było. Ludzie zachowywali się tak jakby obecność kapłana ich do niczego nie zobowiązywała. Milczenie zachowali tylko ci, ktorym dałem świece, reszta chodziła w te i z powrotem. Ludzie gawędzili jak na rynku, palili papierosy.

W pewnym momencie zwrociłem uwagę palaczom i Gadulom, by odeszli na bok. Okazało się, ze była wśrod nich wdowa Witasa, kobieta obeznana z obrzędem. Jego męża pochowaliśmy  3 lata temu.

 

4. Nijole

 

Moja modlitwa trwała 30 minut. Żal mi było siwego, drobnego mężczyzny z regularnymi rysami twarzy. Siwiutki, 63-letni gość wyraźnie się wycierpiał zanim zgasł. Łzy lały stojące obok dwie wnuczki nastolatki i ich matka Viole, siostra Riczardasa. Gdy skończyłem pokropiłem ciało i przysiadłem na pniu drzewa nieopodal patrząc jak ze zmarłym żegnają się bliscy.

Do mnie przysiadła się zasuszona staruszka w przewiewnej chustce, na ktora już wcześniej zwrociłem uwagę. Zapytała czy jestem z kościoła i czy znam Żydrunasa. Gdy potwierdziłem jej pomarszczona twarz się rozpromieniła. Ucieszyła się tym bardziej, gdy dowiedziała się, ze ma latem do nas przyjechać. Powiedziałem, ze znam tez Aldonę, ktora z nim jeździła na Litwę. Nijole jeszcze bardziej odmłodniała chwaląc się, ze tez tam była razem z Aldona i Żydrunasem. Zachęciłem ja by mi zostawiła numer telefonu, bym ja powiadomił gdy Żydrunas przyjedzie. Podała, gdy jednak poprosiłem by powtorzyła, bo powoli zapisywałem do komorki i nie nadążałem za potokiem cyfr on spochmurniała z lekka i poprosiła: “Lepiej ty mi daj swoj numer, ja ci będę dzwonić”. Podałem i też posmutniałem, bo poczułem, ze ta babcia mi nie ufa. Naruszyłem jakieś tabu sowieckiego człowieka, ktory nie chce stracić swojej prywatności. Chyba zwątpiła we mnie.

 

5. Litewski hymn

 

Na cmentarz pojechało 10 osob.

Otwarta trumna wiozł autobus, ktory miał  pojedyncze siedzenia tak ustawione, ze pasażerowie jak w rosyjskim metro zwroceni byli do siebie vis a vis a pośrodku miedzy nimi stała trumna. Probowałem się modlić na rożańcu ale obecni byli tak rozproszeni i rozgadani, ze się nie dało.

Na cmentarzu po modlitwie Arskiej i błogosławieństwie odśpiewałem hymn litewski, ktory jest bardzo podniosły i ma piękną melodie. Litwini często śpiewają go na pogrzebach ważnych osobistości. Gdy było po wszystkim zawołałem Riczardasa i Viole i wytłumaczyłem im, ze maja przyjść do kościoła na 9-ty i 40-ty dzien. To zwyczaj Prawosławny ale ogolnie akceptowany rownież przez tutejszych katolikow.

Już nieraz dopomogł mi on w nawiązaniu lepszych relacji z dziećmi zmarłych.

Opowiedziałem, ze dal katolikow ważne są odwiedziny cmentarza 1 listopada.

To była taka krotka katecheza i jednocześnie kazanie na  jakie mnie było stać tego dnia. Widziałem ogień w ich oczach i szczerą chęć, by wypełnić te gesty wobec ojca.

Gdyśmy z powrotem siedli do autobusu przysiadła się do mnie z powrotem Nijole.

“To był litewski pogrzeb” wyrzekła. W tych słowach wyczułem, że zaufała mi ponownie. O telefonach już nie gadaliśmy. Milczeliśmy znacząco.

 

6. Getsemani

 

Autobus dowiozł nas do domu zmarłego, gdzie pierwsza małżonka, nieobecna na cmentarzu  oczekiwała na krewnych z gotowa stypą. Mnie tymczasem Riczardas przekazał swemu koledze, ktory miał mnie dalej powieźć do kościoła.

Obok kierownicy widniał obrazek Jezusa modlącego się  krwawym potem.

Jechaliśmy w milczeniu. Czasami pytałem się o nazwy ulic lub budynkow jakie mijaliśmy. Słabo znalem te okolice.

 

7. Madina

 

Pod drzwiami kościoła stała zakłopotana elegancka dziewczyna o koreańskich rysach.

Zapytała się czy pracuje w kościele, gdy potwierdziłem spytała o kapłana, ktorego już nie ma od połtora roku. Wyraźnie się zdeprymowała, gdy rzekłem, ze jest za granica. Tym nie mniej poprosiła, bym ja wpuścił do środka. Zapytała się zagadkowo czy mogłbym ja zaprowadzić do “tajemnej komnaty”. Domyśliłem się, że pyta o konfesjonał i potrzebuje spowiedzi. Z jej zachowania wynikało jednak, że mało wie o kościele. Pokazałem jej konfesjonał a nawet chrzcielnicę stojącą obok. Wyjaśniłem, ze spowiadają się ludzie ochrzczeni. Ona potwierdziła, ze jest Uzbeczką, czytaj - muzułmanka, i ze w takim razie pewnie nie wolno się jej spowiadać. Zachęciłem ją jednak by się pomodliła skoro już tu jest własnymi słowami. Widać było, że jej się spodobał ten pomysł. Upewniła się tylko czy wolno muzułmance modlić się w kościele. Przytaknąłem głową i zostawiłem ja sam na sam z Jezusem. Zdążyłem przed odejściem pokazać jej wieczną lampkę i popularnie objaśnić co to jest tabernakulum.

Poszedłem do siebie, by odświeżyć twarz i cos zjeść. Gdy powrociłem nadal. Siedziała w ławeczce i rozmawiała z kimś przez telefon.

Z początku mi się zdało, że tak głośno i żarliwie się modli. Potem się wyjaśniło, ze to ją poszukują rodzice, ze mama w wielkim stresie trafiła do szpitala z powodu jej ucieczki.

Taaaak, pomyślałem sobie!

Tylko mi tego brakowało. Okazało się, ze Madina (to imię dziewczyny) jest dzieckiem jakiejś bogatej i wpływowej rodziny i ze na studia chodzi z osobistym ochraniarzem. Security ma ja osłaniać nie tylko od potencjalnych kidnaperow  ale rownież od zakochanego chłopca, ktorego status majątkowy nie daje szans na rowne małżeństwo. Dla uniknięcia mezaliansu dziewczyna jak niewolnica chodzi na studia pod rękę z gorylem. Opowieść jakby z tysiąca i jednej nocy.

 

8. Orientalna opowieść

 

Bardzo typowa nawiasem mowiąc dla kolorytu Azji Środkowej.

Dziewczyna prosiła mojej porady co robić, jak się zachować. Co opowiedzieć rodzicom o swojej ucieczce spod pilnego oka goryla.

Nie wiedziałem co jej Radzic. Byłem oszołomiony pogrzebem, skwarem i opowieścią dziewczyny. Ponadto wiem już od dawna, ze w Uzbekistanie pary dobierają rodzice i dzieci maja niewiele do powiedzenia. Czasami widza się po raz pierwszy w dzień ślubu i nic się z tym obyczajem na razie nie da zrobić. Ciekawa rzec, ze polowa europejskich par rozpada się po krotkim czasie, choć jak się mowi są to małżeństwa zakochanych osob. Tymczasem pary skojarzone w sposob tradycyjny rozpadają się rzadko. Paradoks, ale fakt. Trudno zaprzeczać faktom. Dwie skrajności, dwa inne style życia dwa rożne rezultaty. Ja jako Kaplan nie mam powodow, by uzbecki model krytykować i ośmieszać. Przeprosiłem Madinę, że jestem zbyt krotko w tych stronach, by rozumieć niuanse kultury uzbeckiej. Przyznałem się jej jednak, ze widziałem całkiem  niedawno uzbecki film opowiadający podobną historię.

Młodzi bohaterzy filmowi uciekli od rodzicow, ktorzy nie sprzyjali ich małżeńskim planom. To była bardzo romantyczna para byli aktorami. Apodyktyczny ojciec dziewczyny nawet żądał od niej, by zmieniła ulubiony kierunek studiow tuż przed dyplomem. Za jakiś czas chłopiec, ktory wydawał się być zakochanym do śmierci bardzo się po ślubie zmienił. Miał wiele okazji, by zarabiać śpiewając w nocnych klubach i tam zapoznawszy bogatą kobietę zaczął z nią zdradzać ukochaną. Kiedy szydło wyszło z worka ta nie mogąc przeżyć zdrady odeszła od niego do koleżanki z akademika.

Jakiś czas potem wyszła w pośpiechu za mąż powtornie i znow nieszczęśliwie.

Straciła też dziecko z pierwszego małżeństwa.

Nastolatek, ktory osiągnął pewien sukces estradowy dowiedziawszy  się, że jest sierotą opuścił dom nocą i wpadł tragicznie pod samochod.

Fabuła bardzo wiarygodna i aktorzy najlepsi z możliwych.

Dziewczyna słuchając uważnie mej opowieści, ze zrozumieniem pokiwała głową i potwierdziła, że zna ten scenariusz i ze tez ma obawy, ze sprzeciw wobec rodzicow to nie najlepsze wyjście dla orientalnej dziewczyny. Nie, nie byłem z siebie zadowolony ale tez nie miałem prawa popycha dziewczyny w kierunku jaki wytycza opowieść Szekspira o Romeo i Julii.

Wschod ma swe własne scenariusze.

 

Epilog

 

Wychodząc dziewczyna przyznała się, że księdza poprzednika zna z kursow antyaborcyjnych na ktore uczęszczała. Spodobał się jej wtedy kościoł i wraca tu myślami zawsze gdy jest jej ciężko. Wiele osob sceptycznie się wyraża o naszej obecności w krajach muzułmańskich. Najczęściej nie mamy żadnych szans i ewangelizacja wydaje się niemożliwa i skazana na fiasko.

Tym niemniej dla takiej dziewczyny jak Madina kościoł okazał się azylem od złych myśli i szansa na krotką rozmowę z Bogiem i nie tylko.

Nie wykluczone, ze ten opisany przypadek to kropla w morzu.

Zapewne będą jeszcze sytuacje podobne i już nieraz były.

Oto na co potrzebne są kościoły w Azji pomyślałem sobie.

Ta myśl osłodziła mi ogolne zgorzknienie.

Pożegnalny uśmiech Madiny a także pogrzebowe łzy Violi z corkami na pogrzebie zarejestrowałem w głowie jako jeden z największych sukcesow misyjnych.

 

Ks. Jarosław Wiśniewski
www.xjarek.net
Taszkient, 6 lipca 2010

------------------------------

W dzień wspomnienia Marii Goretti

 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com