HONOROWY GOŚĆ - 2

 

Ksiądz Jozef Kubicki, opiekun misjonarzy na wschodzie z ramienia polskiego episkopatu, odwiedził Uzbekistan w najgorętsze dni roku. Upodobał sobie wieczorne wędrowki po stolicy, bo właśnie o tej porze powracał z wizyty w poszczegolnych parafiach w terenie. Nie powinno to dziwić, bo chodzenie po Taszkiencie w skwarze dnia nie należy do przyjemności. Wieczory natomiast są niesamowite i ja rownież po raz kolejny odkryłem uroki subtropiku. Pierwszym odwiedzanym miastem na trasie pobytu gościa była Buchara gdzie spędził parę dni i otrzymał konieczną w takich sytuacjach rejestrację dla cudzoziemca w specjalnym oddziale milicji. Wiza nikogo przed niczym nie chroni. Musisz mieszkać w drogim hotelu i mieć stamtąd stempelek gdy opuszczasz kraj albo wspomniana rejestracje jeśli podrożujesz prywatnie i odwiedzasz przyjacioł. To jest konieczne jeśli nie spisz w Hotelu. Takie traktowanie zraza wielu ubogich turystow, zwłaszcza studentow z Polski, ktorych napotkałem rok temu pośrod rozterki: ryzykować czy nie. Rejestracja kosztuje a jej brak to ryzyko, ze wlepia mandat jeszcze większy lub zabronią wjazdu na przyszłość.

Takie sobie post-sowieckie radości.

Przyjechawszy z Buchary ksiądz Kubicki spędził ze mną i  dwoma kolegami sympatyczny wieczorek w koreańskiej restauracji należącej do naszych parafian.

Rownież nocą odwiedziliśmy prawosławną katedrę, dobrze oświetlony centralny meczet i pomnik Tamerlana.

Taszkient nie jest miastem zabytkowym choć ma 2200 lat. Wiele zabytkow zmiotło trzęsienie ziemi w 1966-m, jeszcze więcej sowieccy ideolodzy, ktorym nie odpowiadał wschodni koloryt miasta i postarali się zatrzeć ślady muzułmańskiej kultury. Obecny reżim probuje to nadrobić “reprodukując” w sposob pospieszny i kiczowaty niektore zabytki. Bywa, ze się je buduje od zera i stawia tabliczki ukazujące historie budowli. W gruncie rzeczy taka procedurę przeżyła warszawska starowka wiec nie powinno to nikogo dziwić.

Po Bucharze przyszła kolej na Ferganę.

Ksiądz Jozef spędził tam środę i wrocił do nas w czwartek akurat na rocznice grunwaldzkie. Miał dobry nastroj i był żądny kolejnych przygod. Przyjąłem taka harcerska gotowość z dużą sympatia i mimo, ze tego dnia byłem z kolega w gorach to nie miałem żadnych oporow, by dalej pokazywać miasto naszemu misyjnemu patronowi.

 

Luterańska Kircha

 

Szukałem w pamięci czego w pierwszy wieczor nie zdążyłem pokazać honorowemu gościowi. Przypomniało mi się, że pytał wielokroć o trzęsienie ziemi. Luterańska kircha nieopodal kościoła ucierpiała nieznacznie od trzęsienia jakie miało miejsce 2 lata temu. Kilkakroć wydzwaniałem do gospodarza kirchy biskupa Korneliusza, by poprosić o otwarcie świątyni. Nic to nie dało, nikt nie brał słuchawki. Gdyśmy podeszli do niewielkiego gotyckiego stylu budynku ujrzałem, ze drzwi SA otwarte i ktoś polewa podworko wodą. To tutejszy zwyczaj, czyści się wszystkie podworce i powietrze od pyłu. Parując woda troszeczkę zmienia i łagodzi nadmiernie suchy mikroklimat miasta. Wezwałem Korneliusza po imieniu. Wyszedł bezzębny i podpity stroż, ktorego już widywałem wcześniej. Na prośbę by pokazał kościoł gościowi z Polski zareagował pozytywnie. Dwa dni wcześniej przy podobnej okazji trzeźwy stroż przy prawosławnej cerkwi kategorycznie odmowił. Wnętrze świątyni robi warzenie bo choć niewielka ma wysoki dach a drewniane stropy misternie wykonane z drewna z gotyckimi ornamentami ponownie w moim sercu przywołały dolnośląskie i pomorskie archetypy. Poczułem się jak w domu.

Ksiądz Jozef sfotografował pękniecie na zachodniej ścianie obok choru. Na tym samym narożniku wisiał wielki portret Marcina Lutra i to pękniecie pięknie ilustrowało wewnętrzne rozdarcie jakie ten genialny tłumacz , reformator i organizator musiał przeżyć odchodząc z klasztoru i z katolickiego kościoła.

Nad wejściem po niemiecku gotyckim ornamentem wykonana i powieszona w ramkach widniała fraza: “Bog jest miłością…”

Takich ornamentalnych gotyckich obrazkow naliczyłem ze 14 wokoł kościoła na jego ścianach. Zajmowały te miejsca, gdzie zwykle u nas Wisza stacje drogi krzyżowej.

Z prawej i z lewej strony od ołtarza, bardzo wysokie solidne ambony. Ołtarz Tylem do ludu a nad nim scena ostatniej wieczerzy jeśli mnie pamięć nie myli wykonana technika gobelinu. Otwarta księga biblii na pierwszym rozdziale Ewangelii sw. Mateusza…

W kruchcie mapa Uzbekistanu z naniesionymi na niej punktami duszpasterskimi obok gablota a w niej sześć zdjęć ilustrujących Zycie sześciu wspolnot: Samarkandy, Czyrczyka, Angrenu, Fergany, Gezelkentu i pewnej osady pod Angrenem, ktorej nazwa wylatuje mi ciągle z głowy.

Smutne jest to, ze tutejsi Niemcy emigrują na potęgę. Biskup Korneliusz nie ma takiego wsparcia z Niemiec jakby pragnął. Żyje skromnie i powoli wyprzedaje majątek umierających wspolnot. Kaplice w Gezelkencie oddal Zielonoświątkowcom za darmo. Opowiadał mi, że do dziś nie potrafią się tam oficjalnie zarejestrować i że miejscowy ludek nie akceptuje działalności tego kościoła czemu dal wyraz podpalając go parę lat temu. Kaplice w Czyrcyczyku Korneliusz chce podarować katolikom, do ktory ma szczegolny sentyment. Kaplice w Angrenie i w Samarkandzie chce nam sprzedać. Jaki będzie los pozostałych kaplic nie wiem.

Przy okazji dowiedziałem się, że w świątyni w czasach sowieckich była Filharmonia i odbywały się koncerty organowe. Być może dlatego kircha ostała się w dobrym stanie. Po oddaniu świątyni prawowitym właścicielom organy zabrano. Nowe, ktore chcieli podarować z Niemiec nie dotarł, bo Korneliusz nie miał środkow na to by opłacić transport i specjalistow do strojenia organow. To tez spory wydatek. Wielokroć w rozmowach z Biskupem Korneliuszem łapałem się na myśli, ze nie tylko biednym Polakom ale i bogatym Niemcom chwilami brakuje wyobraźni i misyjnej solidarności. Nie da się też ukryć, że kryzys dotknął to wyznanie nie tylko w sferze ekonomicznej. Jakiś robak gryzie Luteran rownież od środka w jeszcze większym stopniu niż katolikow, bo przecież misje zwłaszcza w środowisku muzułmańskim to tak ważna sprawa i taki wielki egzamin na solidność wiary.

 

Szastri

 

Kircha znajduje się na ulicy o imieniu indyjskiego premiera Szastri z lat 50-tych.

Mijaliśmy jego popiersie wiec krotko opowiedziałem po raz wtory jego historie.

Przybył on do Taszkientu na rozmowy pokojowe z pakistańskim premierem. Rozmowy były korzystne dla Indii wiec podobno z radości zmarł właśnie w Taszkiencie. W ta legendę nie chce mi się Wierzyc, bo w podobnym czasie zmarł z radości Gottvald czeski wodz i nasz towarzysz Bierut. Prawda nie w Taszkiencie ale w Moskwie ale epoka była ta sama. Ostatni kto tak się radował w czasach sowieckich to był lider angolskich komunistow. Komentarze były podobne choć zdarzyło się to pod koniec lat 70-tych.

 

Pomnik 1966

 

Było jeszcze dość jasno gdyśmy podjechali do pomnika trzęsienia ziemi. Na pękniętym kamieniu z czarnego granitu widniała data 26 kwietnia 1966 oraz zegar pokazujący godzinę 5.24

Od granitowego głazu do pomnika przedstawiającego grupę 3 osob ciągnęła się marmurowa dekoracja imitująca pękniecie ziemi. Pomnik przedstawiał kobietę z dzieciątkiem na lewym ramieniu, prawą dłonią odsuwającą jakieś niebezpieczeństwo. Jej mąż w tradycyjnej uzbeckiej czapeczce tiubetejce czynił podobny gest prawą ręką i jakby osłaniał żonę z dzieckiem od walącej się niewidoczne ściany.

Nigdy wcześniej tak dokładnie nie oglądałem tej sceny. Powiem, że pierwsze wrażenie budzi pomnik nienajlepsze. Gdy się jednak przyjrzeć z bliska zaczyna być czytelny i sympatyczny.

Tutaj ksiądz Jozef wykonał wiele zdjęć.

Ten temat go wyraźnie intryguje.

Losy Taszkientu po tym trzęsieniu odmieniły się całkowicie. Cały świat wspołczuł Uzbekom.

 

Matka Uzbeczka - taksowkarz minister

 

Wtorkowego wieczoru nie udało się nam sfotografować Matki Uzbecki z dzieciątkiem na dłoniach obok budynkow Parlamentu i Rady Ministrow. Zaprowadziłem gościa w te same okolice raz jeszcze, bo zmrok jeszcze nie zapadł ale to była kolejna klęska. Tym razem milicja nas nie dopuściła, bo w odległych o kilkaset metrow prezydent miał jakieś posiedzenie. Okazuje się, ze tutejsza ochrona prezydenta przy byle okazji zachowuje się tak jakby w Taszkiencie zebrali się antyglobaliści z całego świata z zamiarem skandowania niemiłych sercu haseł.

Przykre to było, obrociliśmy się na piecie. Nie miałem żadnych innych pomysłów na ten wieczor. Zawiozłem więc gościa do uzbeckiej na ten raz herbaciarni

 

Eksminister taksowkarz

 

Herbaciarnia nazywa się Globus. Mieści się nieopodal polskiej ambasady i zapoznał mnie z nią właśnie biskup Korneliusz. Byłem tu na moje urodziny 3 tygodnie temu.

Przypadkowy taksowkarz, ktory nas wiozł wyznał, że spotykał na studiach Polakow w Leningradzie i jeden z nich nazywał się Krzysztof. Gdy go ciągnąłem dalej za język to bez przymusu i z pewna doza satysfakcji wyznał, ze dobrych parę lat temu był wiceministrem przemysłu. Koniunktura zmieniła się tak bardzo, ze obecnie dorabia jako taksowkarz. Popadł w niełaski i nie kryl niezadowolenia z obecnej władzy. Pożegnał się ze mną bardzo serdecznie. Opłatę wziął symboliczną.

 

Czojhona - Globus

 

W herbaciarni na samym wejściu dyżurował młody Uzbek z korytkiem do robienia grilla. Spytał czy będziemy jeść szaszłyki i gdyśmy potwierdzili zaprosił do środka.

Podworzec był na świeżym powietrzu ale na konstrukcji z rur metalowych nad naszymi Glowami wisiała bawełniana zasłona chroniąca od słońca.

Chwilami na podworka wiaterek zapędzał zapach dymu z ulicy. Stało tam może 10 stoliczkow. Wokoł podworca na dwu ścianach pokoiki dla lepszych gości na sezon zimowy, żelazne schody na Pietro. Na bocznej ścianie niezaszklone 3 okna przez ktore można obserwować jak są przygotowywane dania w tradycyjnych połpłaskich kotłach zwanych “Kazan“. Mam wrażenie ze w tureckich językach tym słowem określa się miski, niecki i nawet stolica Tatarstanu tak właśnie się nazywa. Ku memu rozczarowaniu w głośnym telewizorze pokazywano rosyjskie pop-gwiazdy bardzo słabego gatunku i uzbecki koloryt prysnął.

Ksiądz Jozef zamowił tylko jednego szaszłyka, młodsi księża wzięli po dwa. Ja nasycony gorami zamowiłem butelkę coca-coli. Były tez sałatki i lepioszki. Tych kilku potraw starczyło by zapełnić rozmowami wieczor.

Pobyt w herbaciarni kosztował nas 30 tysięcy sum czyli 15 dolarow. Fundował najmłodszy ksiądz Andrzej. Po raz kolejny się przekonałem, ze tradycyjna kuchnia w Uzbekistanie podobnie jak i w Chinach niewiele kosztuje ale jest bardzo smaczna.

 

Alimżon i Zulfija

 

Księdzu Jozefowi spodobały się moje dialogi z taksowkarzami. Gdyśmy wracali zawstydziłem młodego Uzbeka, bo gdy prosiłem by zawiozł pod pomnik Alimżona to stwierdził, że zna metro Alimżon ale nigdy nie widział pomnika. Nie marnując czasu opowiedziałem mu biografie “uzbeckiego Jesienina“, ktory młodo zginał w katastrofie samochodowej w czasie wojny. Pisał piękną książkę biograficzna na 500-lecie swego kolegi po piorze Aliszera Navoyi, pierwszego uzbeckiego poety. Władzom się to ponoć niezbyt podobało i upozorowano wypadek. Kochająca zona tymczasem o imieniu Zulfija pozbierała wszystkie notatki męża i gdy Stalin zmarł wydala cala jego spuściznę. Wsławiła tym samym nie tylko autora ale i siebie. Stała się z czasem ulubioną poetką Uzbekistanu. Jej książki przetłumaczono na 20 językow nawet na japoński i wietnamski. Mam obawy, że polskich tłumaczeń się nie doczekała. Takie sentymentalne orientalne historie nie są dziś pewnie w modzie. W tym momencie przypomniałem sobie, ze ta historia ma rosyjskie analogie. W latach komuny zona Mandelsztama nauczyła się na pamięć wszystkich wierszy męża i gdy minął czas represji opublikowała wszystko to co zachowała w Glowie. W rzeczy samej nie udało się Mandelsztamowi niczego zachować czy wydrukować za życia.

 

Zniszczona katedra

 

Ponieważ pomnik Alimżona (w wolnym tłumaczeniu “boży ulubieniec“) stoi na dawnym placu katedralnym obok wieżowcow, ktore wybudowano na miejscu prawosławnej świątyni wspomniałem o podobnie romantycznej postaci Wojno-Jasienieckiego. To był prawosławny Kaplan, ktory tutaj w katedrze dosłużył się biskupstwa jako stuprocentowy katolik wedle przekonań i pochodzenia.

Prawosławnym został on na Dalekim Wschodzie z powodu wielkiej miłości do pewnej Rosjanki. Po ślubie przyjechał do Taszkientu i zatrudnił się zgodnie z wykształceniem jako chirurg, z czasem założył tutaj Akademie Medyczna. Był to wspaniały organizator i genialny chirurg. Jego talenty nie uratowały chorej na gruźlicę małżonki. Przeżył jej odejście tak głęboko, że postanowił zostać kapłanem. Operował ludzi w sutannie i w obecności ikony. Choć sowieckim władzom się to nie podobały sukcesy jego pracy wybroniły go wielokroć. Twierdził, że to nie on operuje a sam Bog, on tylko udziela swych rak.

Przeżył zsyłkę już jako biskup taszkiencki a zakończył Zycie w rodzinnych stronach na Krymie. Na ikonach jest przedstawiany w strojach biskupich ze skalpelem w jednej dłoni i z drutem kolczastym w drugiej.

 

Śladami świętego Łukasza biskupa

 

Biskupa Łukasza kanonizowano. Zaproponowałem zrobienie spacerku jego śladami, bo mieszkał on nieopodal kościoła. Musiał wiec trasę od katedry czyli dzisiejszego metra Alimżona w kierunku kościoła wykonywać niemal codzień. Sa świadectwa NKWD o tym, ze odwiedzał naszego proboszcza Litwina Rutenisa.

Gdyśmy powoli spacerowali była godzina 23.00. Młodzież nadal. się kąpała w słynnym “bubliku” czyli w basenie w formie kola ratunkowego. Widząc czterech mężczyzn pozdrowili nas po uzbecku tradycyjnym Salom Alejkum. Młodzież tutejsza jest tak właśnie wychowana, by starszych zwłaszcza mężczyzn bez względu na wyznanie szanować.

 

Taszkient 16 lipca 2010

www.xjarek.net

Ks. Jarosław Wiśniewski

 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com