KUMYS GRUNWALDZKI

 

Z telewizji dowiedzieliśmy się, że na polach grunwaldzkich na 600-lecie wielkiej bitwy procz pełniącego honory Prezydenta elekta i Prezydent Litwy, był też najmniej spodziewany gość, bo przedstawiciel strony krzyżackiej w tradycyjnym płaszczu odziany Biskup Platten. Dziennikarze skomentowali jego udział w uroczystościach i słowa humorystycznie: “Nie taki Krzyżak straszny jak go maluja”.

Ja jako człowiek patrzący na sprawę z dystansu pomyślałem sobie z pewnym niedosytem: “a czemu, by nie zaprosić na te uroczystość imama Selima Hazbijewicza oraz prezydentow z Białorusi i z Ukrainy?”. K woli sprawiedliwości do zwycięstwa strony polskiej i litewskiej przyłożyli ręki krymscy Tatarzy i liczne oddziały z Kijowskiej Rusi po litewskimi sztandarami lub jako samodzielne formacje.

W podręczniku dla klasy piątej Grzegorza Wojciechowskiego na stronie 125 znalazłem wiadomość o udziale w bitwie po polskiej stronie najemnych oddziałów czeskich. Po stroni Krzyżackiej natomiast walczyli najemnicy wielu państw zachodnich. Oto nasuwa się dodatkowa myśl, że pragnąc wsławić polski oręż na 600-lecie Grunwaldu można było zaprosić na jubileusz politykow lub osoby duchowne przynajmniej trzech słowiańskich narodow i nie zapominać o Tatarach, ktorych zbyt szybko na moj pogląd skreślono z katalogu politycznych mocarstw.

Jako nasi konkurenci i wielokroć sojusznicy zasłużyli na większą z naszej strony atencję. To jest pierwsza teza mojej prywatnej opowieści.

 

1. Historia bliskości

 

Tatarzy są mi bliscy od czasu kiedy to w podstawowce pewien kolega w przeciągu dłuższego czasu nazywał mnie Tuhajbejem. Większość klasy na to nie zwrociło uwagi i pseudonim się nie ostał. Tym nie mniej ja to sobie zapamiętałem. Potem w szkole Średniej uczyła mnie matematyki przemiła Tatarka Aisza Szehidewicz o krotkiej fryzurze i wyrazistych azjatyckich oczach. Los sprawił, ze obecnie w Uzbekistanie procz grupy Koreańczykow mam pod opieką dwie dojazdowe parafie w Angrenie i w Almalyku, gdzie większość parafian to osoby pochodzenia tatarskiego. Mogłbym godzinami o nich opowiadać. Poprzestanę jednak na tym, że ci ludzie mają nie tylko prawo do obecności w naszej polskiej świadomości zbiorowej.

My mamy obowiązek o nich pamiętać i ich promować nawet wtedy kiedy wiedzie im się kiepsko.

Podobnie jak Turcy nie zapomnieli o Lechistanie i czekali polskiego posła przez wszystkie lata zaborow tak i my przy takich okazjach jak jubileusz Grunwaldzki nie możemy zapomnieć, że razem z nami ci ludzie byli rownież pod Wiedniem(Lisowczycy) i choć po wojnie Krymskiej w wieku 19-tym(1854)z mapy świata zniknął chanat Krymski, a potem cały narod w czasach Stalina wywieziono do Azji Środkowej, to jednak on obecnie na swe historyczne ziemie powraca, ma swoją reprezentacje w parlamencie Ukrainy i można było pod Grunwald procz polskich Tatarow zaprosić kogoś z Symferopola. To nie było aż tak trudne.

Podobne uwagi mam na temat zaprosin w adres Kijowa czy Mińska.

Czesi też by się nie obrazili, gdybyśmy im częściej przypominali o wspolnych dziejach a nie tylko wspominali chwile wrogości i najazdy Husytow.

Dla obecnych rządzących jakoś polotu zabrakło, by o tym pomyśleć a szkoda.

Mam wrażenie, ze tak piękna rocznica w wirze politycznych gier nie została doceniona i nawet jakoś tak mocno zmarginalizowana. Zabrakło polskiego Papieża, ktory nas tak bardzo uwrażliwiał na te wszystkie patriotyczne daty i miejsca.

 

2. Historia Vitae magistra est

 

A jakże można było ten dzień świętować w Taszkiencie?

Z rana miałem Msze u siostr Matki Teresy i pośrod intencji wymieniłem intencje grunwaldzką. Wytłumaczyłem siostrom, ze ta historyczna data ma związek z losami kościoła, bo właśnie po tej bitwie relacje Jagiełły i Witolda się poprawiły i przystąpiono z nowym impetem do chrystianizacji Litwy. Jagiełło nareszcie zajął się wypełnieniem danych krolowej Jadwidze obietnic.

Choć politycznie zwycięstwo nie miało wielkiej rangi dla Polski to dla kościoła rozeszło się wielkim echem. Nie Krzyżacki miecz nawracał Litwinow od tej pory, bo z czasem jak większość rycerzy staliby się Luteranami. Grunwald dal tez więcej szans obrządkowi rzymskiemu niż to było do tej pory. Wiadomo, ze rownolegle i ruscy kapłani starali się o rząd dusz na Litwie. Syn Mendoga Wojsiełk był ponoć ruskim mnichem. Nawracali jednak Litwinow z największym sukcesem polscy franciszkanie czego świadectwem są trzy przepiękne krzyże widoczne z wileńskiej Gory Zamkowej. Sprawy osobiście doglądał Krol i Wielki książę.

Ich zaangażowanie było precedensowe i niespotykane nigdzie na taka skale.

Po Mszy świętej jedna z trojki polskich siostr za żartowała, ze tylko ja takie rzeczy pamiętam. Moja smykałka do historii spowodowała, że zimą poproszono mnie o kurs wykładow z historii dla juniorystek. Na wielu kazaniach staram się cos z tamtych wykładow przypominać wedle łacińskie zasady, że historia jest matką życia…

 

3. Polskie losy na wygnaniu

 

Na ten dzień mnie i kolegę ks. Andrzeja z Legnicy zaproszono na Gore Czymgan.

Wzniesienie ma 3349 m i dostać się można  do podnoża gory staroświeckim wyciągiem. Wiozła nas pewna polonuska o imieniu Żanna. Jak wiele osob wychowanych na wschodzie bez skrępowania tak jak na spowiedzi przy pierwszym kontakcie opowiedziała o sobie. Fenomen “spowiedzi” w podroży to pewnie nie tylko specyfika post-sowiecka. Gdy pojazd pędzi do przodu i nikomu się nie spieszy, jest okazja do refleksji nad światem i nad sobą. Jest nauczycielką baletu i choreografem. Zapoznaliśmy się tydzień temu telefonicznie. Umowiliśmy się, że czekać będziemy po Mszy na przystanku Buyuk Ypak Yoli (Wielki Jedwabny szlak). Towarzyszyła nam rownież Li Na, moja nauczycielka koreańskiego. Żanna rozpoznała nas po nosach jak rzekła pokazując na swoj, ktory też był polski. Po drodze wiele nam opowiadała ciekawostek. Jest wdową. Mąż Żyd z pochodzenia był gimnastą i przez sport zniszczył sobie serce. Zmarł młodo. Corka ze względu na pochodzenie dostała bez trudu wizę pobytu stałego w Niemczech i Żanna pozostała samotna ze swą jedyną pasją życiową jaką jest alpinizm. Posiada Kartę Polaka, włada językiem w sposob pasywny. Od czterech lat ma zgodę na wyjazd ale władze polskie nie śpieszą się z ostatecznym rozpatrzeniem wniosku o repatriacji. Zauważyłem ze smutkiem, ze znam rodzinę w Almalyku, ktora w podobnym stanie niepewności żyje już 7 lat.

Zabrzmiała nutka goryczy, już nie pierwsza od kiedy jestem w Taszkiencie.

 

4. Zraniona twarz Madonny

 

Gdy wyczułem nutkę zaufania i sympatii w naszych relacjach, poprosiłem Żannę, by zrobiła grzeczność dla naszych gości i zatrzymała samochod na chwilkę na osiedlu Troickoje na przedmieściach miasta Czyrczyka.

Chodziło mi o to, by pokazać jedyny w Uzbekistanie męski klasztor św. Trojcy i św. Jerzego. Po rosyjsku to brzmi “troicko-georgijewski monastyr”.

Zgodziła się chętnie. Budowla ma grubo ponad sto lat. Ma kształt latarni morskiej do ktorej dobudowano długi korytarz. Mam na myśli cerkiew, do ktorej ku zdziwieniu Żanny mogą wchodzić rownież kobiety. Na kopule cerkwi, ktora nie ma kształtu Łukowicy a po prostu spłaszczonego Chełmu widnieje skrzywiony prawosławny krzyż. Z daleka widać, że w klasztorze się nie przelewa, choć w podworku kilku mężczyzn zajmowało się restauracją ścian pokrytych kliku warstwami wapiennej farby żółtawego odcienia. Dach metalowy pokryty brunatno-wiśniowego koloru farbą. Klasztor w głębi podworca to podobnie jak cerkiew stuletnia piętrowa budowla z żółtej cegły troszkę przypominająca stacje kolejowa w pruskim stylu na polskim Pomorzu. Obok klasztoru jeszcze dwa gliniane domki pomalowane na biało, malutka dzwonnica.

Prawosławnych jest coraz mniej w mieście i nie prowadzą żadnej akcji agitacyjnej. Kto chce przychodzi i kiedy chce. W “kruchcie” siedziała średniego wieku kobiecina w okularach zajęta jakąś lekturą. Weszliśmy niezauważeni.

W ikonostasie nie dostrzegłem niczego szczegolnego. Wszystkie ikony wykonane niedbale. Jedynie z prawej strony duży wizerunek młodzieńca Pantelejmona nabierającego ze szkatułki jakieś sproszkowane lekarstwo, z lewej zaś  strony ikonostasu zaraz obok płaskiej ikony Krzyża  Pańskiego przykuwała uwagę dużych rozmiarow Iwerska ikona z dzieciątkiem na dłoniach w podobnej pozie jak Częstochowska i ze szrama na tym samym lewym policzkiem. Cięcie głębokie ale nie tak obszerne jak u częstochowskiej. Rana jedna a nie dwie. Ponadto rana krwawi, co robi wrażenie. Nie było kogo zapytać o szczegoły zresztą widać było, że Żanna, ktora w międzyczasie kupiła i postawiła na świeczniku świecę w znanej sobie intencji dawała znaki, by się pospieszyć.

Rzuciłem oko na kwadratowych kształtow kopułę. Policzyłem w połnocnej pierzei 6 aniołów, tyle samo w południowej. A zachodniej ścianie kopuły 4 prorokow starotestamentalnych i 4-ch na ścianie wschodniej.

Na łuku  dzielącym cerkiew od wąskiej przybudowki okrągłe portrety ruskich świętych zwłaszcza Olgi i Włodzimierza, wszystkie w zielono bordowych tonacjach.

Na  prawej ścianie korytarza dużych rozmiarow ikona Kseni Petersburskiej w jaskrawych tonacjach. Ksenia zasłynęła jako kochająca żona w czasach carycy Katarzyny. Młodo owdowiawszy stała się jedną z najsłynniejszych postaci w panteonie “szaleńcow dla Chrystusa”. Arystokratka, ktora poprzez swoj bol stała się ulubioną postać pośrod prostego petersburskiego ludu. Wszystkie te pseudo freski wykonane na płótnie były przyklejone do tynku i przymocowane dla pewności dużych rozmiarow pineskami. Ogromny wizerunek apostołów Piotra i Pawła dość prymitywnie wykonany i przymocowany do ściany jak tapeta budził mieszane uczucia politowania dla kiczu i sympatii z powodu pomysłowości, ktora ma swoje źrodło w braku Środkow.

 

5. Rozmowy dydaktyczne.

 

Dowiedziawszy się, że ksiądz Andrzej odbywa praktykę w Uzbekistanie i ze za rok przyjedzie do nas na stale Żanna postanowiła mu opowiedzieć co myśli o tym kraju a zwłaszcza o niezbyt sympatycznych w jej odbiorze tubylcach uzbeckiego pochodzenia.

Opowiedziała o korupcji szerzącej się w Szkołach Wyższych i o tragedii pacjentow, ktorzy na swej drodze napotkają lekarzy słabo wykształconych, bo większość egzaminow i zaliczeń zdobywali za pieniądze. “Dyplomomania” jest jedna z cech charakterystycznych napływającej ze wsi klasy nowobogackich. Przypomniałem sobie w myślach, że w moich czasach młodzieńczych dyplom był rownież elementem  nobilitacji i kandydaci na męża czy żonę powinni byli o tym rownież pomyśleć.

Żanna ma pewne fobie i awersje co do napływającej z uzbeckich wiosek ludności uzbeckiej. Jej arystokratyczne maniery, umiłowanie prawa i kultury nie pozwalają spokojnie znosić przejawy chamstwa i ksenofobii względem ludności europejskiej.

To bardzo się rzucało w oczy w trakcie podroży. Podjąłem watek mowiąc, ze kiedyś ci ludzie byli nestorianami kilka stuleci wcześniej wiec maja zapewne we krwi i w genach motywy chrześcijańskie. Wspomniałem, ze w naszych parafiach trafiają się Tatarzy. “Tutaj się zgadzam, krzyknęła dystyngowana pani nie przestając śledzić za kołkiem po Gorskich serpentynach”. Tatarzy to cywilizowani ludzie.

Podjeżdżaliśmy do miasteczka Gezelkent.

 

6. Zakupy

 

Żanna zaproponowała, że kupimy arbuzy i lepioszki na rynku.

Żanna, osoba rezolutna i pewna siebie postukując po arbuzach wyjaśniała, ze szuka takiego ktory wydaje ładny dźwięk(musi być pełen w środku wtedy brzęczy jak dzwon, jeśli jest zmięty, gumowy, nie będzie smaczny ani słodki). Ponadto wyrzekła musi mieć suchy ogonek. Ciekawa rzecz  każdy arbuz ma Plec, są arbuzy chłopcy i arbuzy dziewczęta.

Miasteczko dość zadbane. 20 lat temu mieszkali tutaj wyłącznie zesłańcy znad Wołgi, Niemcy. Na rynku procz Uzbekow panoszyło się wiele cyganek, ktorych tutaj nazywają Lula. Ubrane w orientalne stroje z dziećmi na rekach nachalnie podsuwały dłonie do wszystkich przechodniow głaszcząc przymilnie po ramionach.

Nawet gdyśmy już siedzieli w samochodzie jeszcze jedna cyganka podeszła i nazywając nas skąpcami domagała się ofiary.

 

7. Czymgan

 

W okolicach Czymganu są trzy wyciągi. Dwa letnie i jeden zimowy.

Na wielkim wyciągu po ktorym się jedzie 40 minut była długa kolejka, pojechaliśmy wiec dalej na krotki. Proponowano nam na parkingu płatną przejażdżkę na koniach. Ich zapach przypomniał mi dzieciństwo i bardzo rozweselił dusze.

Na wzgorzu spędziliśmy dobre poł godziny. Potem była wizyta u chorej alpinistki rodem z Donbasy o imieniu Natalia,

Jedliśmy arbuzy z chlebem i wspominali gory całego świata. Natalia i Żanna bywały w gorach Kirgizji i Tadżykistanu. Znały pik Lenina i Pik Komunizmu, Bywały też na kaukaskim Elbrusie gdzie zginał moj podopieczny z seminarium ks. Darek Sańko. Stwierdziła, że mogł zginąć tylko w zimie pośrod śnieżycy w szczelinie lodowcowej. Nie mogłem jej na to nic odpowiedzieć. Podobno Elbrus jest bardzo łatwy do zdobycia latem. Natasza zaprowadziła nas nad strumień w ktorym codziennie przyjmuje wodne procedury. Myśmy tez weszli, woda była zimna jak lod. Miałem uczucie, ze to jednak wrzątek.

 

8. Czerwak

 

Tego samego dnia Żanna obiecała nam pokazać piękny kurort Czerwak. Okolica zamieszkała głównie przez Kazachow. W wielu mijanych wioskach przekupki na ulicznych straganach proponowały migdałki z miodem i prawdziwy kazachski kumys. W tych przygranicznych wioskach najsilniejszym żywiołem są już Kazachowie.

Prosiłem Żannę, by się zatrzymała gdy będzie stragan z kumysem, bo chciałem na cześć Grunwaldu wypić tego słynnego napoju, ktorym się zawsze w pochodach wojennych raczyli Tatarzy jak sadze rownież pod grunwaldem. To kwaśne końskie mleko, od ktorego sie w głowie kreci.

Nie czekałem długo by się marzenie spełniło.

Kupiliśmy kumys na zboczu Tamy Czerwackiej zbudowanej pod koniec lat 70-tych.

Ilość wody w zbiorniku dzięki tamie jest tak wielka, ze gdyby zbiornik wysadzić to 7-mio metrowa fala zalałaby Taszkient.

 

9. Przygoda w Osz

 

Pod koniec dnia gdyśmy się zbliżali do Taszkientu poprosiłem Żannę, by opowiedziała mi historie kalectwa Nataszy. Ta zrobiła to chętnie, choć historia była smutna. Okazuje się, ze w okolicach kirgiskiego miasteczka Osz są piękne gory, ktore znane są z kamiennych lawin. Jedna z takich lawin strąciła Nataszę i połamała jej kości. To były lata schyłkowe ZSRR. Przyjaciele wezwali pomoc. Trzeba było użyć helikoptera. Ratownicy zadali gwarancji, że jakiś zakład pracy pokryje koszty przelotu. Pertraktacje trwały 3 dni. Potrzebna była suma 34 tys. Rubli.

Gdy po 3 dniach po alpinistkę przybył helikopter była już zaawansowana gangrena. Trzeba było usunąć nie tylko nogę ale jeszcze i bliźniaki, ktorych młoda mama nosiła pod sercem. Gdy po narkozie ujrzała brak nogi i siedzącego obok męża pierwsze co powiedziała: “Sasza jesteś wolny”, nie chciała być żoną kaleką. Sasza okazał się prawdziwym rycerzem i dżentelmenem dla niej na całą resztę życia. On rownież alpinista nie porzucił jej wtedy i nie porzucił do dziś.

Nawiasem mowiąc tutejsi alpiniści z Uzbekistanu to kategoria entuzjastow, ktorym w żaden sposob życia nie ułatwia państwo. Jedyna ich baza w gorach to 18 wagonow przerobionych na domki kempingowe u podnoża Czymganu. Bronia ich jak kozacy stanicy. Nie wiadomo jak się to wszystko skończy, bo od czasu, gdy prezydent zbudował sobie daczę w tej okolicy i przeprowadził luksusową asfaltową trasę miejsce stało się bardzo popularne a ziemia i budowle tak samo drogie jak w stolicy.

Natasza jest optymistka i wierzy, ze uda im się obronić to miejsce od “rejderow” i “rekietu“(szantażyści i gangsterzy w republikach post-sowieckich).

 

10. Świętowanie

 

Każdy świętuje ważne daty jak potrafi.

Ja nie miałem żadnego pomysłu jak świętować 600-lecie Grunwaldu w dalekim Taszkiencie. Spędziłem ten dzień w gorach poszukując przygod i je znalazłem.

Uczciłem ten dzień wspomnieniem Tatarow i butelka Kumysu zdobyta na Czerwaku.

Niemałe wrażenie zrobił na mnie moskiewski przaśny w swej biedzie męski klasztor, zraniona życiem alpinistka i niezapomniane gorskie krajobrazy.

 

Ks. Jarosław Wiśniewski

www.xjarek.net

Taszkient 15 lipca 2010

 

PS. A gdyby tak jakaś polska gmina miała chęć zatrudnienia pani Żanny jako nauczycielki baletu i choreografii, to może od tej małej przygody rocznicowej pozostałby jakiś większy ślad w życiu tej samotnej osoby???

Z rozmowy wynikało, ze ona o czymś takim bardzo i bardzo marzy.

 

Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com