ANWARCZYK FERGAŃSKI

"Kilka portretów z natury"


O mieście Ferganie i o katolickiej parafii pisałem już 2 lata temu i drukowane to było w majowym numerze Rycerza Niepokalanej w 2009-roku. Tam podałem pewne historyczne i statystyczne dane. Tutaj chce sie skoncentrować na losach ludzkich, ktore dane mi było zaocznie studiować i z bliska dostrzec z pomocą kompetentnych osob. Dużo dziś wiem od samych kapłanow. Sporo o sobie opowiedzieli mi sami bohaterzy niniejszej opowieści. Przypomnę tylko, ze choć określenie Fergańska Dolina jest starym toponimem a imię Ahmad al. Fergani to postać encyklopedyczna, samo miasto Fergana jest stosunkowo młode. Ma niespełna 135 lat. Powstało na przedmieściach starożytnego miasta Magellan i jakiś czas było zwane Nowym Margellanem. Potem nazwano je na cześć rosyjskiego zdobywcy Skobelewa jego imieniem i nareszcie w czasach sowieckich przyjęła się dzisiejsza jego nazwa.

Jest to obecnie miasto obwodowe. 300 km na wschod od stolicy na granicy z niespokojna Kirgizja. Miasto ma ponad 200 tysięcy mieszkańcow. Na terenie obwodu lezy historyczna stolica chanatu Kokandzkiego. Po sąsiedzku jest tez inna stolica chana Babura Andidżan. Niedaleko stad przebiega granica z Kirgizja. Niespełna 100km dzieli Ferganę od nieszczęsnego miasta Osz, w ktorym dokonały się krwawe zamieszki i rzez ludności uzbeckiego pochodzenia.

Do Fergany docierały echa tych wydarzeń, ludzie jednak żyją swoimi codziennymi kłopotami, ktorych nie brakuje. Są to: przeludnienie, bezrobocie, religijny fanatyzm stłumiony przez władze ale tlący się w umysłach.

Tyle tytułem wstępu. Wracajmy jednak do losow ludzkich.

Są to losy w mikrowymiarze. W wymiarze malutkiej katolickiej parafii.

Zacznę od mężczyzny o zagadkowym imieniu Anwar.


Antybohater


Fergański Anwarczyk to antybohater.

To jeden z grupy studentow, aktorow, ktorzy 12 lat temu zaciekawili się kościołem katolickim, bardzo go wsparli, sami wiele skorzystali na tej znajomości, a potem jeden po drugim wykruszali się bowiem…

Kościoł nie jest miejscem, w ktorym człowiek robi karierę. Głównym aktorem w kościele pozostaje zawsze Kapłan a głównym natchnieniem Pan Bog. Nie każdy utalentowany człowiek wytrzyma taka konkurencje. Anwar z Fergany jest przykładem artysty, ktory odszedł z obietnica, że na starość wroci…

Przypomina mi się tutaj niechcący pewna analogia z losami niektorych aktorow polskich. W czasach Solidarności ksiądz Jurek Popiełuszko i inni kapłani z otwartymi ramionami przyjmowali do kościoła sponiewieranych systemem artystow. W kościele czuli się wolni i wielcy. Potem cos pękło w relacjach. Myślę że ze szkodą tak dla artystow jak i dla kościoła. Pan Bog to przecież źrodło wszelkiego piękna.


Rożne opowieści


Każdy z parafian w Ferganie pewnie ma swoją własną opowieść o katolickiej wspolnocie w tym mieście. Ja jako postronny człowiek troszeczkę wiem od księdza Świdnickiego, ktory zapoczątkował te parafię bazując głównie na żywiole niemieckim. Chodzi oczywiście o zesłańcow znad Wołgi, ktorym w wieku 18 Piotr Wielki i Katarzyna zabezpieczyli wolność wyznania i wiele innych przywilejow na terenie Rosji, natomiast Stalin to wszystko im zabrał włącznie dobytkiem kilku pokoleń, z fermami i tak bardzo cenioną przez nich wolnością wyznania.

Inaczej postrzegają całość i swoja prace ojcowie Franciszkanie a jeszcze inaczej sami parafianie. Dzięki kilku odwiedzinom i wielu rozmowom udało mi się co nieco ustalić. Najwięcej zawdzięczam pewnej parafiance, ktora w ostatnim czasie gra rolę matki chrzestnej tej wspolnoty. Nina jest wykładowcą ekonomii w miejscowym uniwersytecie i świadkiem ostatniego zrywu jaki wspolnota dokonała w 1998-m roku. Była to chwila wyjątkowa, gdy władze ustanowiły nowe drakońskie normy dotyczące rejestracji wspolnot religijnych a wobec starych zastosowała obowiązek przerejestrowania. Batalia o przetrwanie odbyła się w ekstremalnych warunkach z zaangażowaniem rownież wielu sił. Opatrznościowo wszystko zakończyło się Happy Endem.


Drakońskie normy


Ojciec Piotrek, franciszkanin Konwentualny, ktory w tym czasie pojawił się na stale w Ferganie twierdzi, że protesty Zachodu były tak silne, iż pomimo braku 100 podpisow koniecznych do przerejestrowania parafii władze przymknęły oczy i zagrożona zamknięciem parafia się ostała.

Zbieraniem podpisow zajmowała się pewna Polka. Pamiętając czasy księdza Świdnickiego miała pewne osobiste plany co do odradzającej się wspolnoty. Wygląda na to, że oczekiwała wynagrodzenia lub jakiejś oficjalnej funkcji we wspolnocie. Ponieważ była wykładowczynią w Szkole Teatralnej poprosiła studentow, by podpisali się pod dokumentem potrzebnym dla rejestracji. Młodzież nie była katolickiego wyznania ale kiedy się dowiedzieli, ze jest taka wspolnota w mieście zaciekawili się i odwiedzili kaplice, w obronie ktorej złożyli podpisy.

Wśrod studentow był rownież Anwar i syn Niny.


Korzenie


Nina pochodzi z Ukrainy. Jej tato z Kamieńca Podolskiego wiec ma polskie korzenie a mama z Ługańska ze Wschodniej Ukrainy. Sentyment do przodkow odegral pewna role ale podczas odwiedzin w kaplicy nie było Kaplana a obecni parafianie wydali się nieciekawi. Pierwsze odwiedziny wiec zakończyły się rozczarowaniem. Część młodzieży ponowiła jednak proby zaznajomienia się z ojcem Piotrem i były to proby bardzo udane. Legenda jako wyrosła wokoł młodego Kapłana spowodowała, że nie tylko studenci ale rownież niektorzy wykładowcy zaczęli uczęszczać do kaplicy, ktora po fali emigracji do Niemiec całkowicie opustoszała.

Procz Niny spośrod wykładowcow uniwersytetu wiernie uczęszcza do kościoła pani Ludmiła Rahmatowna, ktorej mama tez była Ukrainka. Wykłada ona filologie Rosyjska i jest prywatnie poetką.


Niemiecka diaspora


Podczas ostatniej wizyty w Ferganie poprosiłem parafian, by pozostali na Mszy i wypili wspolnie ze mną herbatkę dla zawarcia lepszej znajomości.

Zostało 18-cie osob. W tej grupie była Jula kobieta po 30-tce, wysoka wyrazista blondynka. Ostatnia z grupy studentow entuzjastow. Dokładniej mowiąc małżonka jednego z aktorow. Chłopak porzucił dziewczynę z czworgiem dzieci w tym dwojką bliźniakow Maksimem i Sergiuszem. Chłopcy maja już po 5 lat i mowią automatycznie i jednocześnie. Gdy spytałem, ktory z nich jest Sergiusz odpowiedzieli razem “ja”. Gdy zapytałem się o Maksym, obaj potwierdzili, ze to oni.

Była w grupie parafian rownież pani Elwira, ostatnia Niemka ze składu księdza Świdnickiego. Tym sposobem mogłem ujrzeć w dwu ratach dwie kobiety, ktore pamiętały księdza Prałata. Gdy on sam był miesiąc wcześniej przyszła pani Gorczenko, corka tej Polki, ktora zbierała podpisy. Opisano mi obie panie jako aferzystki. Mama wyjechała do Polski a corka po raz czwarty zmieniła męża mimo młodego wieku nie może się uspokoić i jasna rzecz do parafii mało uczęszcza. Pani Elwira mieszka obecnie w centrum Fergany i z powodu wieku rzadziej odwiedza kaplice. Gdy był ksiądz Prałat nie wiedziała o jego odwiedzinach, czy tez miała ważne sprawy, fakt taki, ze mi się udało ją spotkać ale warunkow by wypytać o stare czasy nie było. Ja cały dzień podrożowałem i po Mszy świętej nie miałem sil dogłębnie wypytywać nie znanych mi ludzi o intymne szczegoły. Oni sami tez w większości widzieli mnie drugi lub trzeci raz i było za wcześnie na wyznania.


Chłopcy z Buchary


Na wyznania mieli ochotę dwaj chłopcy, ktorych powierzchowność budziła wątpliwości, czy wybrali właściwe miejsce by spędzić wieczor. Ministranci opowiedzieli mi, ze widza ich codzień jak się spotykając o swe własne nogi włóczą od jednej knajpy do drugiej, ze ponownie “buchnąć”, czyli w żargonie rosyjskim dobrze się napić. Gra słów powoduje, ze nazwa pijak (bucharyk) może tez oznaczać “przybysz z miasta Buchary“. Troszkę sobie z ministrantami pożartowaliśmy na ten temat.

Parafianie zastawiali stoł a jeden z nich nie czekając wymogł na mnie rozmowę w cztery oczy. Wyznał, że jest recydywistą i połowę swego młodego życia spędził za kratami, nie skrywał jakie były jego przestępstwa i ze nada ma pociąg by nie tylko pic ale rownież zabijać i grabić. Pytał mnie, czy jest jakaś szansa, by z tego zaklętego kręgu się wyrwać. Rozmowa zaiste trudna a parafianie poirytowani pozna pora popędzali byśmy siadali za stoł. Myślę, ze znalazłem potrzebne słowa, choć w takich sytuacjach nadzieja na nawrocenie jest minimalna. Pomimo Pietna jakie ci chłopcy na sobie noszą ja nie przestaje ufać, ze jakiś minimalny procent spośrod takich ludzi się nawraca. Powiedziałem chłopcu bez ogrodek, ze jego szanse są nikle ale jeśli będzie miał wiarę Marii Magdaleny to wszystko jest możliwe…


Atos


Jeszcze jeden parafianin bardzo się wyrywał na indywidualna rozmowę. To kolejny w parafii poeta, tym razem bez wyższego wykształcenia. Nina scharakteryzowała go jako chorego psychicznie i rzeczywiście to co mowił o sobie się wcale nie kleiło. Powiedział, ze jest szablistą, ze ma na imię Atos, czyli ze jest jednym z trzech muszkieterow. Przyniosł z domu cały zeszyt z wierszami dla mnie a gdy pytałem czy ma kopie powiedział, ze to “ex-promptum” i on nie kolekcjonuje i nie wydaje a po prostu rozdaje swoje poezje. Oddal mi dwie białe “tiubietiejki“, kolekcje pior przerobionych na długopisy. Glos miał chaotyczny, z budowy rosły chłop.

Szczupły, łysawy i narzucający się podobnie jak chłopcy z Buchary konspirator.

Wiersze i piora pozostały w parafii. Zawiły charakter pisma zniechęcał do czytania.

Na kolacji była jeszcze jedna kobieta po 50-tce, ktora już dawno dostrzegłem w roli sprzątaczki. Miała twarz i uśmiech oraz zachowanie dziecka. Nie pamiętam jej imienia ale było jasne, ze jest niedorozwinięta. Obecność takich osob w parafii zawsze traktuje jako egzamin dla kościoła. Jeśli są akceptowani lub przynajmniej tolerowani to znaczy, ze taka parafia prawdziwie kocha Jezusa.


Kolejny egzamin


Kolejnym egzaminem dlla parafii jest obeecnosc wielu sierot, połsierot i dzieci faktycznie porzuconych przez rodzicow i krewnych. Dziesiatki jeśli nie setki takich dzieci otrzymalo w parafii nie tylko jedzenie, ubranie i wykształcenie ale rownież jakis duchowy kręgosłup, ktory pozwolil im podjac prace i wyjsc na ludzi. Tego wieczoru siedzial z nami za Stolem i słuchał opowieści Niny pewien chłopak o imieniu Rafa oraz jego kolega Ilja. Ostatnimi laty większość wolnego czasu rownież noce spedzali ooni w parafii jak we wlasnym domu, bo u swoich rodzicow nie mieli szans na spokoj. Oboje zakonczyli kolegium, jeden z nich pracuje na lotnisku, co robi drugi nie wiem ale dostrzegłem, ze ojciec Piotr ma dla każdego z nich duzo serca i potrafi takimi chłopcami pokierowac zrecznie. Gorzzej wychodzi z dziewczetami. Te się szybko gubia. Tego wieczoru opowiadala nam Nina o pewnej wychowance, ktora duza czasu spędzała w parafii a w wieku 14 lat poszla na ulice i nie tylko sama proponowala usługi dorosłym mezczyznomk ale jeszcze werbowala rowieśniczki do tej samej roboty. Taka jest naga prawda i taka rzeczywistość w tej dzielnicy gdzie jest kaplica. O tych rzeczach opowiadala mi Nina bez skrepowania w obecności starszych i młodszych ministrantow gdy już skończyło się picie herbatki i zasiedlismy do jedzenia kolacji…


Najtragiczniejsza historia


Najtragiczniejsza opowieść Niny dotyczyla trzeciej osoby z wyższym wykształceniem,, ktora na picie herbatki nie pozostala a mimo to jest w grupie najaktywniejszych parafian. To wykładowczyni angielskiego Lena, ktora aktualnie odbywa studia liderskie w Rzymie delegowana przez parafie.

Jej dwaj starsi bracia to bardzo porzadni ludzie z pierwszego małżeństwa matki.

Zyja w tradycyjnej uzbeckiej rodzinie i to podobno oni gdy ich mama się rozwiodla z ojcem i oddala Lene do sierocińca odszukali ja i wzieli na wychowanie. Ojciec Leny był podobnie jak mama notorycznym alkoholikiem totez dziecko przy urodzinach otzrymalo pamiątkę na cale Zycie w postaci dziecięcego paraliżu.

Dziewczynka jednak była utalentowana i dzieki samozaparciu pomimo konfliktow z mama do ktorej w pewnym momencie powrociła potrafila zakończyć studia i podjac prace w Kolegium. Malo tego wziela na wychowanie dziecko młodszego brata, ktory poszedł sladami rodzicow i wykoleil się. Mama w miedzyczasie trzeci raz wyszla za maz. Drugi malzonek recydywista odbywaszy wyrok zamieszkal z mama Leny a trzeci maz lekarz z zawodu podjal Zycie bezdomnego często odwiedzając dawna rodzine dbal jako lekarz, by dawnej małżonce nie dziala się krzywda.

Posrod tego galimatiasu wyrosl w dosłownym sensie labadz.

Dziewczyna nie jest najatrakcyjniejsza z wygladu, kuleje, złości się na wykladach jest twarda profesorka i potrafii na lekcjach uzyc leksyki z ulicy bez skrepowania. Mimo to jest przykładem na to jak funkcjonuje pośrod tych fergańskich slums’ow łaska Boża i jak się udaje wyrywać z łap szatańskich pewne jednostki tam gdzie by się wydawało, ze już nie ma żadnych szans na budowanie chrześcijańskich obyczajow.

Tacy właśnie ludzie tworzą kręgosłup tej parafii i szczegolny charyzmat wspolnoty, ktora 12 lat temu zdawała się być skazana na wymarcie.


Sergiusz


Gdy byłem na oazie z dziećmi z Fergany zapoznałem się z kilkoma podobnymi opowieściami. Był na oazie prawosławny chłopak Sergiusz około 20-tu lat, ktory też mocno chorował na tyle, że nie mogł chodzić. Działo się to w pierwszych klasach podstawowki. Cała parafia modliła się za niego i pewnego dnia na skutek modlitwy choroba przepadła bez śladu. Obecnie to bardzo przystojny młodzieniec, ktory podjął prace i prowadzi samodzielne dorosłe życie. Kontakt z parafia ma nadal. Mimo, że ani wtedy gdy stal się cud ani teraz o przejściu na katolicyzm się nie zająknął.

Nikt go też nie nagabywał w tej sprawie. Katolicy w Ferganie są więc bardzo “politycznie poprawni“. Zero prozelityzmu.


Madina, Firuza, Fatima


Te trzy egzotyczne dziewczęta to nasze oazowe Tatarki.

Madina ma nieciekawe inklinacje. Lubi się w życiu stroić i bawić. Nina obawia się, ze to się źle skończy, podobne obawy mają kapłani. Firuza jeszcze rzadziej odwiedza kaplicę a najsympatyczniejsza z tej trojki cichutka Fatima zaraz po oazie zniknęła i ślad po niej wystygł. To przykład na to o czym wspominałem, że trwałych rezultatow w wychowaniu parafialnych dziewcząt w Kerguli czyli na Fergańskich przedmieściach, ktore śmiało nazwać można “dzielnicą nędzy” nie ma. Jest to nędza i duchowa i materialna. Owszem udało się wykładowczyni Lenie ale jest to raczej wyjątek, ktory potwierdza smutną regułę. Tka więc wszystkie inne dziewczyny, ktore nie maja tak ciężko gubią się w życiu w okresie młodzieńczym głównie na własne życzenie. Starania parafii spełzają na niczym.


Angelina


Nie spotkałem mimo złudzeń innej znajomej z zeszłorocznej oazy. Angelina z pomocą parafii zakończyła pewne kolegium zawodowe, ale nie może jak powiada zdobyć dyplomu bo potrzebna łapowka. Konsultowałem te legendę z proboszczem i nie radził bym się angażował, bo podobno dla każdego kapłana Angelina ma jakąś pełną niezwykłości opowieść potrzebną do wyłudzania pieniędzy. Angeliny mama leczy się psychiatrycznie i nie zawsze rozpoznaje swa corkę. Bywa, że wypędza dziecko z domu i wtedy ona stara się na jakiś czas urządzić się przy parafii. Jakiś czas owszem to było możliwe ale ostatnio, po tym jak franciszkanow pochwalono w telewizji za to ze wspierają sieroty, “ktoś życzliwy” z ministerstwa sprawiedliwości wydelegował kontrolerow, ktorzy bez ceremonii zamrozili wszelka tego typu działalność charytatywna. Od tej pory przy parafii dzieciom nie wolno mieszkać i nie wolno im karmić. W najlepszych czasach bywało w tej parafii po 80 osob dziennie na obiedzie i 10 osob mieszkało na stale w mini internacie.


Organistka


Na piciu herbatki była obecna organistka.

Nie udało mi się o niej nic dowiedzieć. Widać, ze jest to osoba zadbana i kompetentna.

Procz organow włada jeszcze skrzypkami.

Ma dorosłą corkę Metyskę i bardzo sympatyczną powierzchowność.


Prawosławny Diakon


Poprzedniego razu odwiedzając cerkiew w Ferganie zapoznałem się osobiście z proboszczem i z owalnych kształtow słoniowatym diakonem. W rozmowie obaj wydali się nader życzliwi i inteligentni. Z czasem dowiedziałem się, ze diakon przyjmował chrzest w kościele katolickim i jest tu dobrze znany. Owszem zachował życzliwość dla swego pierwszego wyznania ale bez wzajemności, bo sami parafianie maja go za aferzystę.

Fakt, że nie został kapłanem tłumaczą po swojemu.

Winią w tym jego przewrotność i pazerność, ktore nie mogły ujść uwagi przełożonych po jego konwersji na prawosławie.

Jako przykład Nina podała mi historię z kupowaniem telefonu komorkowego.

Diakon na codzień poza praca w cerkwi ma jeszcze sklepik z telefonami.

Nina, ktora niewiele się zna na telefonach poprosiła studentow, by jej pomogli w znalezieniu czegoś taniego. Sprytni studenci dostrzegli ze diakon ma wygorowane ceny i proponuje towar niskiej jakości. Mimo, że się znają i sympatyzują, w biznesie nie znaleźli wspolnego języka.

Dużo tańszy produkt Nina znalazła na rynku u cudzych ludzi.


Wnuk w Urumczi


Wracając parafialnej “do matki chrzestnej“, ktora mi opowiedziała tak wiele o parafii a tak mało mowiła o sobie chcę parę słów opowiedzieć o jej synu, ktory podobnie jak tytułowy Anwarczyk porzucił kościoł z powodow osobistych. Jako człowiek tworczy zakochał się on od pierwszego wejrzenia w pewnej katoliczce z Szanghaju.

Po kilku dniach znajomości mało wymagający proboszcz z kościoła patriotycznego dał parze ślub kościelny, a za rok urodził się im synek, ktorego Nina bardzo kocha.

Para nie mogła mieszkać w Chinach więc się przenieśli do Fergany.

Tutaj też im było ciężko, więc pewnego dnia małżonka z dzieckiem uciekła do Ujgurskiej Republiki i powiadomiła męża że nie wroci. Po tym zdarzeniu wiara w chłopcu wystygła. Zamieszkał w Petersburgu i ożenił się po raz wtory. Tym razem w Urzędzie Stanu Cywilnego. Nina powiada, że po tej przygodzie miłosnej nie chodzi do kościoła jak ten Adam, ktory ma poczucie winy i nie chce, by go pan Bog zastał nagim.


Anwar


Podobnie tragicznie maja się sprawy w życiu Anwara.

Zacząłem od opowieści o jego symptomatycznej chorobie i osobowości i jak refren chcę opowieść na nim zakończyć.

Był katechetą, studiował pilnie język polski. Otrzymywał za prace zapomogę, ktora z początku bardzo dużą role spełniła w życiu młodej pary. Jego niewierząca i bezrobotna zona z czasem otrzymała z czasem prace księgowej i dochrapała się dobrej zapłaty. Zaczęła szydzić z Anwara co to on za mężczyzna, że za grosze chodzi do pracy do jakiejś sekty. To odniosło skutek. Anwar zmienił zajecie. Teraz sprzedaje piwo na rynku i jak już było powiedziane do kościoła wroci, gdy się zestarzeje…


Czy warto


Na pewno każdy kto poczyta opowieść do końca zada sobie pytanie czy warto.

Podobne mieszane uczucia ma każdy ksiądz na misjach, bo marzy się nam większy sukces a nie “ochłapy”. Każdy z nas czytał niegdyś o wielkich sukcesach ojca Bosco czy Franciszka Ksawerego. Bywa jednak i tak jak w życiu Charlesa de Foucauld, że przez cale życie nie uda się nikogo ochrzcić a mimo to, było warto.

Zbawia się przecież nie tylko adresat dobrej nowiny ale rownież i nadawca.

Kogoś kogo zdziwi nadmiar intymnych szczegołów w tej opowieści chcę uspokoić, że nikogo za język nie ciągnąłem. Parafianie ze wschodu nie mają kompleksow. My tutaj w Uzbekistanie nie żyjemy w świecie zagrożonej i obwarowanej tysiącami zakazow prywatności. To jest kraj, ktory swoja biedę nie rozgłasza ale też nie przykrywa listkami figowymi. Zmowy milczenia nie ma. Jeśli nawet milczy państwo, to ludzie opowiadają chętnie swoje płaczliwe historie w nadziei, że coś się na lepsze zmieni, ze nareszcie ktoś usłyszy ich łzy.

Takie są pobudki rownież mojej otwartości na trudne losy parafian i pragnienie dzielenia się tym niespodzianym bogactwem sierot, wdow i starcow.

Niech pikanterii tej opowieści doda bliskość dnia świętego Wawrzyńca, ktory Rzymianom pokazał ludzka nędzę i jako pierwszy nazwał to bogactwem kościoła…


Taszkient, 3 sierpnia 2010

Ks. Jarosław Wiśniewski

www.xjarek.net


Losowe / Random

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com